Od Redakcji: Nie tylko w Polsce istnieją ośrodki zawodowych (tj. działających zarobkowo) „antyfaszystów”, którym prasa czy telewizja głównego nurtu automatycznie udziela głosu za każdym razem, kiedy chce pouczyć nieoświeconych czytelników bądź widzów, co to takiego ów „faszyzm” i dlaczego jest (wciąż, niezmiennie, na wieki) taki zły i groźny. Dlatego też prezentujemy poniżej nadesłane do Redakcji tłumaczenie obszernego artykułu poświęconego głównemu ośrodkowi tego rodzaju w Wielkiej Brytanii – organizacji i pismu o nazwie „Searchlight”. Jak wykazuje autor, dyżurni brytyjscy „antyfaszyści” są świadomym narzędziem tamtejszych służb bezpieczeństwa, wykorzystywanym do szkodzenia nie tylko ugrupowaniom radykalnie prawicowym czy nacjonalistycznym, ale również środowiskom poza-systemowej lewicy. Poniższego wywodu nie można przy tym zdezawuować jako tendencyjnego produktu prawicowych czy „faszystowskich” uprzedzeń, ponieważ wyszedł on spod pióra trockistowskiego publicysty. Po jego lekturze trudno nie zadać sobie pytania: a ile tak naprawdę wiemy o historii, podłożu działania i powiązaniach organizacji i pisma o nazwie „Nigdy Więcej”? (A.D.)
CZĘŚĆ PIERWSZA: LATA 70-TE
Powstanie i zespół redakcyjny Searchlight-u
Ludzie uczęszczający na lewicowe demonstracje i mitingi (jak tegoroczny Kongres Związków Zawodowych) mogli zobaczyć sprzedawany tam jaskrawo kolorowy magazyn formatu A4 – Searchlight. Wraz ze sloganami rodem z tabloidów i towarzyszącymi im fotografiami okładka Searchlight-u skromnie przedstawia siebie jako „Międzynarodowy Miesięcznik Antyfaszystowski”. Sam magazyn pomimo ogólnoświatowej dystrybucji rozchodzi się maksymalnie w nakładzie 7000. Searchlight zdaje się łamać brytyjskie prawo o spółkach, nie ujawniając swoich ksiąg rachunkowych; ale to jedno z ich mniejszych przewinień. Blisko związane instytucje to: Searchlight Educational Trust (w zamyśle organizacja dobroczynna) oraz Searchlight Information Services, które sprzedaje historyjki do mediów. Zespół Searchlight-u nigdy nie przyznał się do większej liczby pracowników niż tuzin i prezentuje siebie jako specjalistów w relatywnie wąskiej dziedzinie, jaką jest rasizm/faszyzm. Na swoim wybranym poletku Searchlight jest bardzo wpływowy i wręcz monopolistyczny: rzadko który artykuł o faszystach wydrukowany w brytyjskiej prasie nie posiada ich podpisu i to samo (nawet dużo częściej) dzieje się w przypadku telewizyjnych programów dokumentalnych na temat faszyzmu. Posiadają oni związki z prawie każdą antyfaszystowską publikacją śledczą w Europie (Wschodniej i Zachodniej), z tragicznymi konsekwencjami dla niezależności i integracji tejże. Polityczne wpływy Searchlight-u są także ogromne: byli oni dostarczycielami oficjalnych, opartych na prawach wyłączności, badań dla dwóch raportów Parlamentu Europejskiego dotyczących rasizmu i faszyzmu w Europie.
Searchlight rozpoczął swoje życie w 1965 r. jako produkowany nieregularnie biuletyn, zrzeszając między innymi dwójkę lewicujących posłów labourzystowskich (Reg Freeson i Joan Lestor). Pierwszym naprawdę interesującym krokiem była publikacja w 1972 r. anonimowego, szeroko rozpowszechnionego i wysoce oszczerczego dokumentu „The Monday Club – Zagrożenie Dla Demokracji” (The Monday Club był rasistowską, prawicową grupą nacisku wewnątrz Partii Konserwatywnej). Nikt nigdy nie przyznał się do napisania tego, ale zawartość i styl pachną bardzo tematami, które były główną treścią Searchlight-u w latach 70-tych i później. W 1974 r. Searchlight ujawnił się pod postacią dość dobrego jednorazowego pamfletu zatytułowanego „A Well-Oiled Nazi Machine”, w całości poświęconego głównej wtedy faszystowskiej grupie National Front, która właśnie zdobyła 3,2% w lutowych wyborach ogólnokrajowych i miała otrzymać 3,1% w październiku. Zdopingowany tym wynikiem Searchlight wystartował w lutym 1975 r. i ukazuje się do dzisiaj. Pierwszym wydawcą był Maurice Ludmer – swego czasu dziennikarz sportowy (i członek stalinowskiej Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii – CPGB). Zmarł on w 1981 r. i po krótkim „interregnum”, w którym szefową była nauczycielka akademicka Veronica Ware, magazyn miał tylko dwóch redaktorów naczelnych. Przez większość czasu przy sterze był Gerry Gable (były członek CPGB), ustępując tylko na krótko dziennikarzowi telewizyjnemu Andrew Bellowi.
Zakres tej pracy
W pracy tej nie mogę opisać więcej niż ułamek dezinformacji, który zalewa nas zarówno poprzez miesięcznik, jak i zza jego kulis. Pomimo tego charakter ich operacji będzie, miejmy nadzieję, zdemaskowany przez skupienie analizy na kilku kluczowych epizodach i tajnych agentach biorących w nich udział. Od założenia Searchlight-u eksploatuje on trzy główne historie: „Kolumna 88” w latach 70-tych, „Spisek o podłożeniu bomby z Notting Hill” w 1981 r. oraz historia „Combat 18” w latach 90-tych. Fantazje na temat Kolumny 88 i Combat 18 są najbardziej interesujące, zarówno same w sobie, jak i porównując jedną do drugiej. Równej wagi jest to, co te historie i aktywność agentów Searchlight-u ujawniają o prawdziwych zamiarach organizacji: szpiegowaniu i przeszkadzaniu Lewicy/Zielonym równocześnie z załatwianiem podejrzanych spraw dla różnych agencji rządowych.
Kolumna 88: homunkulus Searchlight-u
W maju 1975 r., cztery miesiące po wznowieniu działalności jako magazyn, Searchlight ruszył do boju wraz ze swoją pierwszą dziennikarską „bombą”. Było nią szczegółowe przedstawienie Kolumny 88 (C88), nazwanej tak, ponieważ każda liczba odpowiadała ósmej literze alfabetu: „Heil Hitler”. C88 była opisana jako dobrze zorganizowana grupa nazistowska, której „dalekosiężnym celem jest mieć swych członków we wpływowych miejscach, w całym spektrum Prawicy, od Monday Club do National Front, i powoli lecz systematycznie dopilnowywać, aby Narodowy Socjalizm nie został zapomniany i był krok po kroku wprowadzany w życie w obrębie tych grup”. Jedyną relacją w mediach o C88, którą byłem w stanie znaleźć przed tą datą, były trzy artykuły w lokalnej gazecie Western Daily Press w kwietniu, zaraz przed majową publikacją w Searchlight-cie. W zawartości są one bardzo podobne do Searchlight-u, jasno czerpiąc jedna z drugiej albo z innego wspólnego (sekretnego) źródła. Główną różnicą między tymi artykułami jest to, że gazeta Western Daily Press otwarcie podaje jako swoje źródło informacji „człowieka pomagającego Służbom Specjalnym w ich śledztwach”, natomiast Searchlight nie informuje o tym swych czytelników. Jeśli Searchlight byłby autentycznie niezależnym magazynem, a nie satelicką publikacją, z pewnością powiedziałby swoim czytelnikom, że źródłem tej historii był agent rządowy. W kwietniu 1976 r. C88 znalazła się w centrum uwagi po tym, jak krajowe media oznajmiły o odbytych w listopadzie 1975 r. w lesie Savernake wspólnych ćwiczeniach wojskowych z żołnierzami rezerwy Territorial Army. Jedynym źródłem tych zarzutów był niezaprzeczalnie Dave Roberts – pierwszy ujawniony „agent gwiazdor” Searchlight-u. W wydanym zaraz po tym zdarzeniu numerze z maja 1976 r. Searchlight chlubił się swoim „sensacyjnym artykułem o działaniach C88 i oddziału Territorial Army… licznymi historiami, które powstały ze szczegółowego badania skrajnie prawicowej Kolumny 88”.
W tym czasie magazyn szacował liczebność C88 na ok. „200-300 członków w regionie”, ponownie opisując, że „długoterminowym celem C88 jest dostarczenie dobrze wytrenowanej i efektywnej kadry dla narodowo-socjalistycznej partii przyszłości”. Searchlight konkludował pompatycznym oświadczeniem: „C88 jest prywatną armią. Jest ona nielegalna. Nie ma żadnego uzasadnionego powodu, by pozwolono jej trwać dalej”. Roberts, podobnie jak Gable następny były członek CPGB, „wypłynął” jako agent po tym, jak został przyłapany na gorącym uczynku i skazany w marcu 1976 r. za próbę ataku na personel indyjskiej restauracji po nieudanej próbie podpalenia przez nich pobliskiej siedziby Partii Komunistycznej w Birmingham. Kiedy przyszło do ogłoszenia wyroku, jego współobrońcy wygłosili nieprzekonujące oświadczenia zaprzeczające jego udziałowi, doprowadzając do otrzymania tylko wyroku w zawieszeniu (później odsiadywał on wyrok za zakłócenie porządku publicznego). Fakty dotyczące roli i obecności Robertsa są niezaprzeczalne: gdyby nie policyjny patrol, który natknął się na niego w czasie dokonywania przestępstwa, nie byłby on nigdy schwytany, a jego obrońcy byli tak przekonani o jego współwinie, że powierzyli mu zadanie odwiedzenia domu i usunięcia wszystkich dokumentów. Searchlight powrócił do tematu C88 w maju 1978 r., sugerując z naciskiem, że ówczesne ataki na księgarnie Black Left i Community były „koordynowane na ogólnokrajową skalę… Jakiejkolwiek nazwy tu użyć, C88 lub 11th Hour Brigade, oni wszyscy pochodzą z tej samej stajni z wymieniającym się personelem”.
Te przypadki nie usprawiedliwiają oczywiście lawiny telewizyjnych i nie tylko historii traktujących o C88, ani całego fenomenu zauroczonych antyfaszystów. Jeszcze w październiku 1980 r. napisana przez Searchlight historia, wydrukowana w lewicowym magazynie The Leveller, przedstawiała C88 jako „jak do tej pory najohydniejszą grupę… która prawdopodobnie posiada 250 członków zorganizowanych w małych komórkach… aktualnie raczej słaba, jej potencjał bardziej niepokojący niż siła rzeczywista”. Bez krzykliwego opisu z 1975 r. i następujących po nim artykułów z kwietnia i maja 1976 r. nie byłoby żadnej ogólnokrajowej historii na temat C88. Fakt ten ma wielkie znaczenie i zobaczymy to później.
Inną historią, którą Searchlight wypuścił z całą swoją mocą w tym czasie, była powtórka tychże tematów w opisywanym wcześniej anonimowym dokumencie „Monday Club”: wyolbrzymienie politycznego znaczenia George’a Kennedy Young’a (były wiceszefa MI6) i różnych współpracowników, których wpływy zakończyły się wraz z nieudaną próbą przejęcia Monday Club we wrześniu 1973 r. Szczególnie interesujący jest numer zatytułowany „The Men In The Shadows” (listopad 1976 r.), wypełniony po brzegi głównym materiałem źródłowym, mającym na celu zilustrować „wzrastający trend ku militarno-politycznemu zaangażowaniu na prawicy, który źle wróży demokracji w Wielkiej Brytanii”. Miało to miejsce w czasie, kiedy Ludmer był ciągle redaktorem naczelnym i to on był tym, który pierwotnie kontrolował zarówno Dave’a Roberts’a i Sonię Hochfelder (patrz poniżej). Czyni mnie to wysoce podejrzliwym co do braku rzetelności. Trafnym epitafium dla Ludmera jest fakt, że wg Gable’a Ludmer, kiedy umierał, rozmawiał przez telefon ze „starszym oficerem Special Branch”.
Jak wiemy, kluczowym mrocznym sekretem państwowej działalności w połowie lat 70-tych były próby wykorzystania przez MI5 sytuacji w Irlandii Północnej na własną korzyść, a nawet podkopania pozycji laburzystowskiego premiera Harolda Wilsona. MI5 nie pojawiło się ani razu w podsycanych przez Searchlight historiach, co jest szokującym przeoczeniem. Ani C88, ani George Kennedy Young i jego przyjaciele nigdy nie osiągnęli zbyt wiele. Jak oświadczyłem w 1993 r., „przy pomocy Lewicy (i mediów), koncentrującej się jednocześnie na programie, który promował Searchlight… bardziej niebezpieczne strategie i ich twórcy pozostają w spokoju, nie molestowane przez nikogo”. Searchlight może być w ten sposób postrzegany jako wykonawca bardzo użytecznej funkcji „rozpraszacza”, odwracającego potencjalnie wścibskie oczy od tego, co działo się naprawdę w politycznie niestabilnych latach 70-tych.
Searchlight przyznaje się do Kolumny 88:
czy rzeczywiście?
Po olbrzymiej promocji C88, a nawet oparciu swojej reputacji na tym, późniejsze wyznanie Searchlighta dotyczące tej grupy (w, dla przykładu, ich „Community Handbook”, 1995) jest raczej zdumiewające. Po dwóch stronach zawalonej jak zwykle błędami chronologii skrajnej prawicy oświadczają, że „C88, nazistowska grupa podziemna, która istniała od końca lat 60-tych do schyłku 70-tych, była operacją-pułapką, zorganizowaną przez brytyjski wywiad i nie powinna być traktowana jako autentyczna skrajnie prawicowa lub rasistowska grupa”. Krótko przedtem Searchlight poszedł nawet dalej, twierdząc, że „Kolumna 88… jest obecnie uważana za nieoficjalne uzupełnienie do brytyjskiej sekcji siatki Gladio”. W styczniu 1991 r., ciągle twierdząc że C88 to „podziemna faszystowska organizacja paramilitarna”, a nie państwowa operacja, próbowano retrospektywnie powiązać C88 z Georgiem Kennedy Youngiem, pisząc, że on „i jego bliscy kompani używali organizacji typu Kolumna 88 jako zasłony dymnej dla ich bardziej kryminalnych planów”. Atakowanie MI6 w tak ogólnikowy sposób (tj. z małą liczbą dowodów) jest następnym przykładem na skłonność Searchlight’u do ich rywali z MI5 (będziemy mieć okazję, by jeszcze wrócić do tego). Jeśli uznamy ich argumenty z 1995 r. o C88 jako o operacji rządowej za prawdziwe, to, jeśli Kolumna była tym od początku do końca, dlaczego Searchlight nie ujawnił tego, kiedy było to aktualne, tj. kiedy Kolumna rzeczywiście funkcjonowała lub kiedy George Kennedy Young żył i był w stanie odeprzeć zarzuty o swoim rzekomym udziale? Nie kładąc temu kresu, gdy było to potrzebne, zachowywali się oni jako „nieoficjalni pomocnicy” i dezinformatorzy w imieniu tej samej rządowej operacji. Rzeczywiście, bez nich operacja ta nie byłaby w stanie w ogóle zafunkcjonować. Jeśli nie istniałby Searchlight, tajne służby bez wątpienia użyłyby innego kanału (lub nawet taki założyły) dla nadania rozgłosu C88 – czyli szerzenia dezinformacji. Jest jednak faktem, że państwo nie potrzebowało alternatywnego ujścia: Searchlight z ochotą wykonał swoją robotę, sprzedając swoje historyjki mediom z lewa i z prawa. W świetle Searchlight-owego opisu C88 wszystko, co piszą na temat zaangażowania służb specjalnych w faszystowską politykę, powinno być traktowane jako dezinformacja, nigdy jako pewne informacje.
Dave Roberts: sutener Special Branch
Czy promocja historyjek „rozpraszaczy” o C88 i George’u Kennedym Youngu była powodowana naiwnością, czy bardziej złowieszczą motywacją? Odpowiedź możemy poznać poprzez bardziej szczegółowe spojrzenie na część ich aktywnego personelu. Dave Roberts nie robił sekretu z faktu, iż po jego aresztowaniu przekazał Special Branch bardzo wiele informacji. Są tylko dwa logiczne powody, dla których to zrobił: albo chciał otrzymać niższy wyrok w procesie, albo pragnął nawiązać współpracę z państwem. Nie są to opcje wzajemnie się wykluczające: kiedy związek ze Special Branch (lub MI5) jest ustabilizowany, mają oni w garści delikwenta, którego to dotyczy; a wygrzebanie się z tego jest trudne, jeśli nie niemożliwe, szczególnie że publiczne ujawnienie dawnej współpracy jest bardzo bolesne dla każdego politycznego aktywisty. Wydaje się prawdopodobne, że Roberts był rządowym agentem (najprawdopodobniej Special Branch) już wtedy, gdy miała miejsce próba podpalenia. W rzeczy samej Terry Liddle (ex-mąż kluczowej członkini zespołu Daphne Liddle) wspominał Robertsa jako kogoś „mającego opinię sprzedającego informacje do Special Branch”. Nawet jeśli Roberts nie był rządową wtyczką do tego momentu, po procesie otwarcie czuł się związany z państwem. Jak inaczej nadać sens stwierdzeniu redaktor Daphne Liddle w magazynie Unity (nr 1 z 1977 r.), że „godziny nagrań i setki dokumentów poszło do władz… Ale od kiedy, jak przypuszczamy, wielka liczba tych materiałów dokumentuje faszystowską aktywność w niektórych organach państwa lub razem z nimi, usta Dave’a są szczelnie zamknięte”. Dlaczego, logicznie rzecz biorąc, w takim wypadku postawa bezkompromisowego, antypaństwowego antyfaszysty, deklarującego się jako komunista, jest taka? Wyjście Robertsa z więzienia w marcu 1978 r. prawie w ogóle nie osłabiło jego próśb do podobno „infiltrowanych” władz, aby zwiększyły swe uprawnienia. Forewarned (nr 1, kwiecień 1978 r.), wydawany również przez Daphne Liddle, cytował Robertsa, który nawoływał władze do „aresztowania liderów Kolumny 88… na podstawie Ustawy o Porządku Publicznym i zakazania wszystkich marszy, mitingów i literatury”. „Tylko wtedy”, dodawał, „eskalacja przemocy na dużą skalę może być do uniknięcia”. Apele do władz (a co za tym idzie do policji politycznej wszystkich rodzajów) aby zwiększyły swoje uprawnienia do monitorowania i tłumienia politycznych odstępstw były czymś, czego Forewarned nigdy nie zaprzestał.
Gerry Gable: chłopiec na posyłki władz państwowych
Nie ma wątpliwości co do zależności aktualnego redaktora naczelnego Gerrego Gable’a, który zawsze odgrywał kluczową rolę w organizacji i przechwala się prywatnie, że jest właścicielem Searchlight-u od 1968 r. Jego pierwsze wystąpienie publiczne miało miejsce w 1963 r., kiedy toczyło się przeciw niemu postępowanie sądowe w sprawie włamania do mieszkania prawicowego historyka Davida Irvinga. Jego adwokat Ivan Lawrence (obecnie przewodniczący Nadzwyczajnej Komisji Parlamentarnej Spraw Wewnętrznych), usprawiedliwiając go, powiedział, że „mieli oni zamiar wszystkie znalezione dokumenty lub książki przekazać do Special Branch”: wyznanie raczej obciążające, nie uważacie? W maju 1977 r., gdy zatrudniła go London Weekend Television, napisał (mając nadzieję, że zostanie to poufne) cieszący się złą sławą dokument, który przeszedł do historii pod nazwą „Memorandum Gable’a”. Opisywał w nim szpiegowanie przez siebie radykalnych dziennikarzy w głośnym śledztwie dziennikarskim, które obejmowało m.in. Philipa Agee. Konkludował to pamiętnym wyrażeniem: „Nazwiska, które zdobyłem, dałem do sprawdzenia brytyjskim i francuskim służbom bezpieczeństwa… Trzeba teraz poczekać na odpowiedź i dalsze sprawdzania tutaj”. Gable nigdy należycie nie wytłumaczył swojej notatki, jak można było się spodziewać, można ją interpretować tylko w ten sposób, iż jest on sługusem państwa i to bardzo nieprzyjemnym. W wymianie listów ze mną za pośrednictwem New Statesman przyznał on, absurdalnie próbując to usprawiedliwić, że „jeśli ktoś jest zaangażowany w dziennikarstwo zajmujące się uchybieniami brytyjskich służb specjalnych, tak jak to ja robiłem… nieuchronnie znajdzie się w sytuacji, w której będzie musiał rozmawiać z ludźmi z obszarów, które sam poddaje śledztwu”. Z pewnością: ale jak dokument przejrzyście pokazuje, nie szpiegował on spec-służb, lecz Lewicę w imieniu tychże służb, i robi to (i gorsze rzeczy) od 20 lat ze znacznym, choć nie całkowitym sukcesem. Przy następnych okazjach Gable jasno przedstawia swoje stanowisko na temat swoich przyjacielskich relacji z władzami: przymilna charakterystyka w 1987 r. odnosiła się do „historii z magazynów, zbieranych za pomocą szerokiego wachlarza kontaktów (wliczając ludzi z Secret Service)”.
Niecodzienny epizod z 1986 r. pokazuje, jak bardzo Gable jest autentycznie ceniony za swoje kontakty z władzami. W kwietniu 1986 r. Gable panikował z powodu toczącego się procesu o zniesławienie, który kilku konserwatywnych posłów wytoczyło przeciwko BBC za pochodzącą z Searchlight-u historyjkę o „faszystowskiej infiltracji” w Partii Konserwatywnej. W numerze z tegoż miesiąca Gable wydrukował fikcyjną opowiastkę sugerującą, że zaangażowany w proces konserwatywny poseł i jego koledzy planowali go porwać i zamordować. W rzeczywistości prowadzili oni tylko śledztwo na jego temat, a opisane „molestowanie” było dużo mniejsze, niż to podejmowane przez Searchlight przeciwko antyfaszystom takim jak ja (patrz poniżej). Wiedząc, że historyjka była zmyślona dla przysporzenia współczucia, Searchlight był na tyle ostrożny, że nie zamieścił nazwiska torysa, którego to dotyczyło. Przekazał natomiast historię do Private Eye, które było na tyle nierozważne, że wydrukowało to nazwisko (2/5/86). Poseł i jego wspólnik zaskarżyli Private Eye, wygrywając wysokie odszkodowanie. Co istotne tutaj, to nie tyle duża ilość kłamstw, lecz to jak „spiskowe wiadomości” były przyjęte. W oryginalnym fragmencie z Private Eye Gable przyznał się do omawiania tej kwestii ze Special Branch. Najbardziej aktualna relacja współpracownika Gable’a, Garegy’ego Murraya, opisuje z „uprzejmym pozwoleniem pana Gable’a”, że po dowiedzeniu się, że ktoś go szpieguje, „następnym krokiem Gable’a była rozmowa z przyjacielem ze Special Branch, który zdecydował zorganizować uzbrojonych ochroniarzy do jego ochrony”. Murray kontynuuje, że „od tego miejsca sprawa została skierowana wyżej i kiedy zakończyło się policyjne śledztwo, pani Thatcher przekazano raport na spotkaniu na Downing Street, otrzymał go też lord Bridge – wtedy przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa”. Jak anty-establishmentowy dziennikarz o lewicowych ciągotkach, wydający magazyn o maksymalnym nakładzie 7000 egzemplarzy, mógł mieć takie polityczne znaczenie, że pogróżkami (prawdziwymi lub wymyślonymi), które otrzymywał, zajmował się przewodniczący Komisji Bezpieczeństwa i nawet pani premier? Prostą odpowiedzią jest, że ten rodzaj ochrony nie jest dostępny dla prawdziwych radykałów, ale dla sowicie nagradzanych agentów państwowych.
Roberts i Liddle rozpowszechniają czarne listy
Wartym podkreślenia, a zadziwiającym modus operandi tajnych agentów Searchlight-u w latach 70-tych była równoczesna infiltracja lewicowych oraz prawicowych grup, jak również przekazywanie informacji z jednej strony do drugiej, aby ułatwić cyrkulację „czarnych list”, zawierających detale na temat rzekomych byłych „towarzyszy”. Weźmy dla przykładu magazyn Forewarned Against Fascism publikowany między 1978 i 1981 r. przez Dave’a Roberta i Daphne Liddle (ta ostatnia to dzisiaj nawet fotograf w zespole Searchlighta). Od numeru 5 (listopad 1978 r.) zaczęli publikować „czarne listy” faszystów, podając setki nazwisk, adresów i miejsc pracy. Co zupełnie zrozumiałe, podgrzało to polityczną temperaturę, a publikacja tych list poprzedziła te wyprodukowane przez faszystów w Buldogu i w South London News. Numer 9 Forewarned uznaje faszystowskie listy za odpowiedź na ich własną publikację tego typu (kwiecień 1981 r.). Nie chodzi o to, że faszyści chcieli za pomocą list podżegać do przemocy – o tym nie pisali; znaczenie ma to, iż Forewarned, prowadzony niezależnie, lecz związany otwarcie z Searchlight-em (i ich wysoko postawionymi protektorami), aktywnie przejął inicjatywę w dolewaniu benzyny do płomieni politycznej przemocy. W tym samym czasie Roberts i Liddle wzywali władze do zwiększenia inwigilacji każdej organizacji, której członkowie mieli być celami ataków, przez co zakłócony zostałby też porządek publiczny. O ile namawianie do państwowej interwencji lub publikowanie „czarnych list” miało odrobinę politycznego sensu, to kombinacja tych dwóch równocześnie wydaje się wysoce nielogiczna. Natomiast gdy weźmiemy pod uwagę hipotezę, że Forewarned był prowadzoną niezależnie operacją rządową, stworzoną, aby eskalować polityczną wrzawę i usprawiedliwiać towarzyszące jej zwiększone uprawnienia policji, wtedy to zyskuje pełny sens.
Startujący w 1978 r. Nazi League Review zawierał nad podziw dobrze poinformowane artykuły o antyfaszystach, których autorem był Heimdall (w mitologii nordyckiej strażnik bogów). Nr 26 (sierpień 1979 r.) zawierał tekst Heimdalla dający faszystom adresy członków Komitetu Anti-Nazi League: ciała, do którego wybrano ostatnio właśnie Robertsa. W panującej wtedy atmosferze konfliktu było oczywistym celem, aby wystawić na atak tych ludzi, nie mających oczywiście policyjnej ochrony. Nr 27 przyniósł artykuł Heimdalla, który ponoć zmieszał z błotem Robertsa, ale który faktycznie wylansował go w oczach lewaków. Artykuł ten zawierał dane osobowe wielu współpracowników, z którymi Roberts pokłócił się lub nigdy nie był w dobrych stosunkach, a także prezentował ze szczegółami wiedzę na temat tajemnych poboczy teorii stalinowskiej, jakiej nie widziałem ani wcześniej, ani później w żadnej faszystowskiej publikacji. Co znamienne, Heimdall pominął wtedy adres Robertsa, mądrze informując czytelników, że „poinformujemy oczywiście o nowym adresie Robertsa tak prędko, jak sobie jakieś stałe lokum znajdzie”. Nigdy tego nie zrobili! Wiarygodne źródło sugeruje, że Heimdall to w rzeczywistości pseudonim Robertsa, co ma sens. Ostatecznie Roberts popadł w konflikt z Searchlight-em, a w wydaniu z sierpnia 1981 r. wyrzekli się go – lecz jego praca została wykonana. Oni obmyślali nowe historie, do których nie był on już potrzebny. Zmarł w czerwcu 1982 r.
Sonia Hochfelder & Szwadrony Śmierci UVF
Ostatni z przedstawianych tutaj członków „zespołu” z lat 70-tych, Sonia Hochfelder, jest obecnie żoną redaktora naczelnego Searchlightu Gerrego Gable’a i była w 1992 r. współzałożycielką (a później Dyrektorem Wykonawczym) „Searchlight Educational Trust”. W połowie lat 70-tych była w szeregach niewielkiej, lecz wojowniczej maoistowskiej Komunistycznej Partii Anglii – Marksistowsko/Leninowskiej (CPE-ML). Nic w tym szczególnego, lecz w czasie studiów na Imperial College w Londynie pod koniec 1974 r. porzuciła grupę i związała się z faszystami, zostając dziewczyną innego studenta z tej samej uczelni, dobrze znanego północno-irlandzkiego faszysty Steve’a Brady, o którym Searchlight (wydawany przez jej przyszłego męża) miał napisać wszelkiego rodzaju sensacyjne opowieści. W marcu 1975 r. faszystowska gazeta Britain First wydawana przez frakcję National Front, z którą Brady był blisko związany, przedstawiła raport na temat mityngu studenckiej przybudówki Frontu Narodowego w Imperial College, na którym jako gościnni mówcy wystąpili Richard Lawson oraz nieżyjący już Dave McCalden. Lawson, kluczowy strateg faszystowski do chwili obecnej, był redaktorem naczelnym tego pisma. McCalden, niektórzy amerykańscy czytelnicy mogą go sobie przypominać, w latach 1978-81 kierował zlokalizowanym w Kalifornii rewizjonistycznym zespołem o nazwie Institut for Historical Review, zanim wraz z Willisem Carto rozstał się z tym towarzystwem.
8 marca 1975 r. działacz Irlandzkiej Republikańskiej Partii Socjalistycznej (IRSP) Michael Adamson został zastrzelony w domu w Belfaście przez lojalistyczną Ulster Volunteer Force. Przy tej okazji warto wspomnieć o liście od Brady’ego do Hochfelder ok. marca-kwietnia 1975 r., mówiącym o członkach CPE-ML: „widocznie prowadzili oni przyjacielską korespondencję ze studentem z IRSP, Michaelem Adamsonem, a listy te zostały odkryte, gdy oficerowie Pomocniczego Oddziału UVF (tj. Szwadronu Śmierci) przeszukali mieszkanie Adamsona, prowadząc 'wymianę poglądów’ między UVF i Adamsonem, którą faceci z UVF ostatecznie wygrali przy użyciu najmocniejszego i ostatecznego argumentu o kalibrze 0.45! Rifkin, Rowe, Evans i Reakes wywołali tym [tą korespondencją] niezadowolenie u kierownictwa UVF; sytuacja niezbyt dobra dla przyszłego zdrowia i perspektyw tych osób – ich aktywność na niektórych polach, takich jak polityka, rewolucyjne mobilizowanie wspaniałych mas proletariackich, jedzenie i oddychanie może być wkrótce trwale zakończona.”
Zostało to opublikowane w Searchligt-cie (maj 1983 r. i kwiecień 1992 r.). W 1983 r. przedstawiono to jako napisane „do innego faszysty”, a 1992 r. jako napisane do Andy’ego Tyrie z Ulster Defence Association (UDA) – konkurencyjnej grupy paramilitarnej. Ten drugi adresat jest czysto fikcyjny: list z 1980 r. od Brady’ego do Tyrie (jak podawałem poprzednio, był on prawdopodobnie przekazany przez pośredników z Brytyjskiego Wywiadu Wojskowego do Searchligt-u – podtrzymuję to twierdzenie) jasno pokazuje, iż 5 lat po liście Adamsona Brady prawie nie znał Tyrie. Zauważcie też, że Brady nie uważał za konieczne ujawnić pełnych danych członków CPE-ML, którzy jawnie byli omawiani wcześniej. Brady nie przesadzał z nienawiścią UVF do CPE-ML, po raz pierwszy zaprezentowaną w ich publikacji Combat w styczniu 1975 r. W lipcu tegoż roku Combat opisywał ich jako „najbardziej brutalną organizację komunistyczną w Zjednoczonym Królestwie” i potwierdzał aluzje Brady’ego co do kradzieży korespondencji z CPE-ML z domu Adamsona. Wymieniono 3 osoby z CPE-ML: Adrian Rifkin, Paul Rowe i Alan Evans – wszyscy oni znaleźli się w liście Brady’ego. W maju 1975 r. UVF przypomina czytelnikom Combat, iż Adamson był „uzasadnionym celem militarnym. Był on rewolucyjnym socjalistą… kiedy UVF wykonywał wyrok na Michaelu Adamsonie, to nie był to akt morderstwa, lecz po prostu eliminacja rewolucyjnego terrorysty, który zapewne pewnego dnia zamordowałby mnóstwo brytyjskich obywateli”.
Searchligt w 1983 r. list ten zinterpretował jako „ukazujący jego głęboką wiedzę o brutalności UVF”. W 1992 r. zostaliśmy poinformowani, iż „ten fragment… pokazuje, jak silnie jest on związany ze Szwadronami Śmierci UVF”. Nie widzę istotnego powodu, aby odrzucić moją opinię z 1992 r., że list ten nie jest twardym dowodem operacyjnych powiązań między Bradym i UVF, lecz mam wątpliwości dotyczące tego epizodu, których nie miałem wcześniej. Skupiają się one wokół późniejszych badań nad zabiciem Adamsona. Niepokojącym aspektem tego morderstwa jest stwierdzenie UVF (Combat, maj 1975 r.), że listy zostały zabrane z jego domu „kilka dni przed egzekucją”. Jest to bardziej prawdopodobne niż twierdzenie Brady’ego, że listy zabrano po śmierci, ponieważ Adamson zginął w czasie, gdy rodzina przygotowywała się do wesela, a uzbrojeni faceci z UVF na pewno nie uszliby niezauważeni. Zasadne jest wyciągnąć wniosek, iż korespondencja Adamsa została użyta, aby zdecydować, czy ma on być zabity jako pierwszy. Włamanie do rezydencji wkrótce przed morderstwem byłoby samo w sobie ryzykowne, wskazuje to raczej, że zamach nie był rezultatem zbierania przez nich informacji, ale konsekwencją otrzymania informacji spoza „normalnych kanałów”. Holland i McDonald wskazują palcem na Official IRA, z której to wyłamała się IRSP i mogą mieć rację. Jest jednak jeszcze inna niepokojąca możliwość, warta przedyskutowania. Czy Adamson był wystawiony przez kogoś w Anglii, wiedzącego doskonale o jego korespondencji z prominentnymi aktywistami CPE-ML? To tłumaczy, dlaczego informacje musiały być z narażeniem na ryzyko sprawdzone przed akcją. W tym świetle rzucona mimochodem przez Hollanda i McDonalda uwaga, że UVF, skupiając się tak bardzo na CPE-ML, był „naiwny”, może być postrzegana z innej strony. CPE-ML, będąc bardzo małą partią, odgrywała wysoce widoczną i agresywną rolę w angielskich antyfaszystowskich demonstracjach ulicznych. W każdym razie jeśli intencją pewnej części służb specjalnych (takich jak Special Branch czy MI5) było wzniecić polityczny konflikt, przesadnie uwydatniając znaczenie republikańsko-lewackich powiązań i sugerując ich gotowość bojową, to był to wypróbowany podstęp.
Gdy podążymy za twierdzeniem Searchligt-a, to cytowany wyżej list naprawdę ilustruje związki Brady’ego ze Szwadronami Śmierci UVF, ale musimy też wskazać na powikłania Hochfelder i postawić pytanie, czy przekazała ona informacje o CPE-ML i ich sprawach (takich jak interesy z Adamsonem) do UVF przez Brady’ego czy też za pomocą innego kanału. Dobrze poinformowane źródło twierdziło, że była ona w tamtym czasie Oficerem Wywiadowczym dla nazistowskiej Ligi Św. Jerzego. Ta tak samo niejasna jak CPE-ML grupa pojawiła się w otoczeniu UVF krótko po tym, jak Hochfelder zaczęła zadawać się z faszystami pod koniec 1974 r. Wydaje się to wcale nieprzypadkowe. CPE-ML znalazła się również w kręgu zainteresowań brytyjskich władz: jej Konferencja w roku 1975 r. została najechana przez policję szukającą broni – znaleziono kilka pocisków. Taki najazd był prawdopodobnie schyłkową fazą operacji rządowej, która zaczęła się potajemnie wcześniej. Bycie Oficerem Wywiadowczym dla nazistowskiej Ligi Św. Jerzego prawie z definicji wiąże się ze zbieraniem informacji o lewicowcach, ale czy Hochfelder rozważała wystawianie swych byłych towarzyszy na atak przez ujawnienie informacji wrogowi?
Odpowiedź może tkwić w lipcowym (1975) numerze Britain First, który publikował następny artykuł napisany przez McCaldena, tym razem na temat CPE-ML. Ujawniał on dane osobowe działaczy (z adresami), które mogły się tam jedynie przedostać za sprawą kogoś ze szczegółową wiedzą o tej niewielkiej grupie. Wszyscy czterej aktywiści wspomniani w liście Brady’ego byli wskazani palcem, trzech z nich wymienił uprzednio UVF. Nawet jeśli sam Adamson nie został wystawiony do zamordowania przez Hochfelder, powyższy schemat łączący ją z Bradym i McCaldenem (obydwaj z Irlandii Północnej) jest wysoce dwuznaczny. Zdawała sobie zapewne sprawę z konsekwencji wystawiania na cel lewicowców w ten sposób. Prawdopodobnym jest, że Hochfelder, wiedząc doskonale (z prywatnej korespondencji i publicznych oświadczeń UVF) o niebezpieczeństwie, pomimo to przekazała dane o CPE-ML McCaldenowi. Dopiero gdy w 1993 r. publicznie poinformowałem Lewicę o jej związku z Bradym i spekulowałem ogólnikowo o jej działaniach w latach 70-tych, uczyniono mało entuzjastyczną próbę, aby przedstawić ją jako antyfaszystowską wtyczkę z niezbyt wiarygodnym szczegółem. Odnośny artykuł zaciemnia sprawę jeszcze bardziej, opisując ją jako „infiltratora w BNP przez szereg lat”. Jeszcze nie było BNP (założonej w 1982 r.), a ona była już zaangażowana w nazizm i Brady’ego ok. 1974 r. Debata nad naturą powiązań między Hochfelder i Brady’m a UVF, faszyzmem i państwowymi operacjami przeciw antyfaszystom może być obecnie jedynie odwlekana przez Searchlight. Należałoby ujawnić kompletny tekst listu Brady/Hochfelder; dokładna data i porównanie z informacjami podanymi publicznie byłoby najbardziej pomocne.
CZĘŚĆ DRUGA: LATA 80-TE I PÓŹNIEJ
Podsumujmy kluczowe aspekty działalności Searchlightu z lat 70-tych nakreślone do tej pory: bliski związek z władzami, przekazywanie informacji o lewicowcach faszystom, a lewicowcom o faszystach (często równolegle), rozpowszechnianie historyjek stworzonych na potrzeby programu rządowych służb specjalnych i szpiegowania lewicowców przez państwo. Mamy tu sprecyzowany wzorzec, który miał być powtórzony w latach 90-tych. Lecz tym razem, niefortunnie dla Searchlightu, część Lewicy była raczej bardziej zorientowana w tych sprawach niż poprzednio.
Ray Hill, Kolumna 88 i spisek bombowy z Notting Hill
Główną historią Searchlightu w latach 80-tych było udaremnienie domniemanego podłożenia bomby na Notting Hill Street Carnival w Londynie w 1981 r. Oficjalna wersja mówi, że tajny agent Ray Hill odkrył brawurowy plan, iż faszyści chcą wzniecić rasową wojnę w Zjednoczonym Królestwie przez podłożenie bomby na tym największym w Europie organizowanym przez Czarnych festiwalu ulicznym. Kluczową figurą w tym akcie przemocy miał być nazistowski paramilitarny fantasta Tony Malski. Hill dowiedział się o spisku, następnie media opublikowały całą sprawę, konsekwencją czego (tak ogłosiły media) było porzucenie zbrodniczych planów przez przestraszonego Malskiego i spółkę. Ze swej strony rozprawiłem się już z tym fikcyjnym epizodem gdzie indziej i kieruję czytelników do tego opracowania, na które obiecana przez Searchlight riposta, jak było to do przewidzenia, nigdy się nie ukazała. Kilka punktów jest jednak wartych opisania tutaj. Tajnym agentem Searchlightu, który rzekomo udaremnił ten diabelski plan, był Ray Hill. Jego autobiografia mówi, że on i jego zwierzchnicy zdecydowali się „dać tą historię do ogólnokrajowej prasy z nadzieją, że jej źródło pozostanie nieznane. Kilka dni przed Festiwalem Daily Mirror umieścił 'Bombowy Spisek na Festiwalu’ na całej pierwszej stronie”.
Jeśli chodzi o artykuł, bezpośredni wytwór Searchlightu, to dwa wątki niniejszego opracowania przewijają się tu znowu: Special Branch oraz Kolumna 88. Zgodnie z fragmentem: „Oficerowie Special Branch odkryli, że neonaziści spiskowali, aby zdetonować walizkową bombę… Zmowa została ujawniona przez oficerów, którzy infiltrowali ekstremistyczną grupę… Szpiedzy ze Special Branch mówią… Detektywi wierzą… Ostatniej nocy oficerowie Special Branch powiedzieli, iż nadal rozpracowują ludzi stojących za tą intrygą”. Obecnie, gdy wiemy, że bombowy spisek był fikcją, jest niemożliwością aby dziennikarz pracujący dla poczytnej ogólnokrajowej gazety takiej jak Mirror ośmielił się opublikować tak wyraźne nawiązanie do Special Branch w kontrowersyjnym artykule z pierwszej strony bez ich akceptacji. Co nasuwa następne pytanie: czy jest prawdopodobne, aby Ray Hill był rządowym szpiclem/prowokatorem? Można by napisać wiele więcej. Trzeba by pójść dalej niż ta historia, a dotarcie do jej źródeł w autobiografii Hilla da nam odpowiedź. Hill osiągnął pewną pozycję i władzę w British Movement, Brytyjskiej Partii Demokratycznej i Brytyjskiej Partii Narodowej. BDP, rozłamowa frakcja NF, została założona w 1979 r. przez adwokata z Leicester – Anthony Reed-Herberta; z powodu Hilla zaangażowała się w przemyt broni. Niewątpliwie jeden pistolet Lugera został przekazany koledze Reeda-Herberta na sprzedaż jakiemuś amerykańskiemu naziście w 1981 r.: kluczowe momenty transakcji zostały pokazane w programie telewizyjnym „World In Action”. Poza tym jednym zdarzeniem (i skazaniem innego członka BDP za posiadanie broni bez zezwolenia), nie ma żadnych dowodów, że BDP robiła coś więcej: na pewno nie była to afera na miarę „Iran-Contras”!
Dwa aspekty tej sprawy są niepokojące. Po pierwsze, to nie kto inny, a sam Ray Hill twierdzi, że wprowadził Reed-Herberta w ideę łączenia jawnej (legalnej) i ukrytej (nielegalnej) działalności politycznej. Według jego własnych słów: „czy nie byłoby lepiej, spytałem, gdyby ruch nazistowski opracował 'strategię kleszczy’, występując z jednej strony jako przyzwoita, 'czysta’ partia polityczna, z drugiej strony ciągle utrzymując zdolność do 'podziemnych akcji’, takich jak ataki na lewicowców i imigrantów”. Według informacji z BDP Hill aktywnie rekrutował w jej szeregi na bazie „strategii kleszczy”. Reed-Herbert, polityczny przeciętniak, widocznie zaakceptował to i nie zniweczył tego nawet fakt, że strategię tą zaproponował tzw. antyfaszystowski infiltrator, rekrutujący wedle tego wzorca nowych bandytów. Po drugie, amerykański nabywca broni pokazany w TV był takim samym oszustem jak Hill, wepchniętym tam przez Searchlight i World In Action. Dostali role, które możemy jedynie opisać jako agentów-prowokatorów po dwóch stronach transakcji. To niedorzeczne ze strony Hilla lamentować nad faktem, iż „do dnia dzisiejszego pomimo wszystkich dowodów nie wszczęto żadnego postępowania wynikającego z całej tej sprawy”. Hill i jego zwierzchnicy mogą ripostować, że przemyt broni był notorycznym dodatkowym zajęciem ludzi Reeda-Herberta: co za szkoda zatem, że żadne inne dowody, niż te spreparowane, nie zostały nigdy zebrane. Więcej: pomysł, by obywatele amerykańscy byli autentycznie zainteresowani nabywaniem broni ze źródeł brytyjskich, kiedy można ją kupić w wolnym obrocie w większości stanów, uderzyłby każdego prawdziwego handlarza broni jako groteskowy. BDP zwinęła się krótko po tym incydencie, dając nam przekonującą wskazówkę, jak spreparowana była to kwestia.
Po zagłębieniu się w przeszłość Hilla sprawia on wrażenie najemnego bandyty; już w 1962 r. skazany na 2 lata więzienia za próbę kradzieży i oberwanie ucha policjantowi. Poza tym w latach 60-tych, po staniu się nazistą, Hill zaangażował się w rasistowskie ataki, wspominając później, że „wszystko zaczęło się jako trochę zabawy – przypadkowa noc, atak na kilku Pakistańczyków. Nawet zbezcześciłem raz synagogę”. We wrześniu 1969 r. Hill zaatakował z przyczyn politycznych żydowskiego właściciela kawiarni, a krótko po tym uciekł do Południowej Afryki. Na początku 1979 r. Hill wrócił w pośpiechu do Anglii, nie stawiając się po zwolnieniu za kaucją na rozprawę w sprawie oszustwa w Johannesburgu, polegającego na użyciu fałszywej karty płatniczej oraz domniemanej defraudacji funduszy organizacji masońskiej, która niefortunnie powierzyła mu odpowiedzialne stanowisko. Tak więc nawet bez wiedzy, że Hill pracował dla Searchlightu, pasuje on idealnie do profilu pewnego typu rządowego agenta: amoralny kryminalista i rasista. To, że Hill doznał olśnienia w RPA i został antyrasistą z dnia na dzień wydaje się mało prawdopodobne.
Weźcie pod uwagę, co wyszło na jaw w sądzie na procesie w sprawie seksualnych ataków, których przypuszczalnymi ofiarami byli m.in. jego synowie. Doniósł o tym Lincolnshire Echo z 26/03/88, informując o wydarzeniach, jakie miały miejsce już po rzekomym wypłynięciu Hilla jako niewątpliwego przeciwnika antysemityzmu/rasizmu. Żydowski biznesmen George Lewis został uniewinniony po tym, jak wyznał, że „zarzuty były postawione przez byłego przyjaciela, który dowiedział się o jego przeszłości” (ataki seksualne w Rodezji). Tym „byłym przyjacielem” był Ray Hill, a sąd najwyraźniej uwierzył twierdzeniu Lewisa, iż stał się „ofiarą próby szantażu” uknutej przez Hilla w zmowie ze swoimi dziećmi. Ciekawa jest późniejsza konstatacja, że ich przyjaźń została nadwyrężona za przyczyną tego, iż „brat Lewisa był Żydem. 'On szczególnie nie lubi Żydów’, oświadczył Lewis”. Nawet w Searchlight-cie, pisując pod swoim własnym nazwiskiem, Hill czasami z trudem powstrzymuje się od rasistowskich sentymentów: opisując przy pewnej okazji Czarnych separatystów jako „ubraną u Gucciego bandę frajerów z klasy średniej… Czarny faszyzm”.
W marcu 1988 r., zaraz po ukazaniu się autobiografii Hilla, Searchlight mówi o jego „planach ochrony”. Trójka (przypuszczalnie) nazistowskich bandytów odwiedziła jego dom w czasie gdy był poza miejscem zamieszkania, „jeden miał podręczną torbę krykietową a w niej długi, wąski przedmiot”, a następnego dnia „anonimowy rozmówca” obiecał, że następnym razem „włoscy chłopcy” na pewno go zastaną. Rozpętało się piekło. Wg Searchlightu „kiedy wizyta grupy egzekucyjnej została zgłoszona lokalnej policji, zainstalowała ona bezzwłocznie przyciski alarmowe w każdym pokoju jego domu, założyła nowe bezpieczne zamki i zorganizowała patrol, który obchodził posiadłość kilka razy na godzinę”. Nie jest to rodzaj ochrony, który można zafundować zwykłemu śmiertelnikowi: Hill nie był nawet świadkiem w nadchodzącej rozprawie, gdyż dotyczyła ona wspomnianego żydowskiego biznesmena. Ofiary rasistowskiego ataku lub, jak w tej sprawie, przemocy w rodzinie nie dostają tego rodzaju ochrony: jest ona oferowana jednak dla ludzi o „politycznym znaczeniu” i będących na usługach rządu, tak jak to widzieliśmy wcześniej w przypadku Gable’a. Jest to bez wątpienia rządowe wsparcie, które czyni Searchlight tak swobodnym w publikacji fotografii i adresów ludzi branych na celownik – dla jego ofiar na pewno nie będzie państwowej ochrony, natomiast w sposób oczywisty cieszą się nią kluczowi konfidenci Searchlightu.
Wracając do „Spisku Bombowego z Notting Hill”: pochodząca z Searchlightu a opublikowana w Daily Mirror bajeczka opisywała (bez wskazywania z nazwiska) Malskiego. Miał on „obecnie pracować dla ultra-prawicowych ekstremistów, którzy nazywają siebie Kolumną 88”. W tym przypadku C88 działać miałaby nawet później niż utrzymywał Searchlight: wiele innych pytań nasuwa się jeszcze w związku z tym oświadczeniem. Istnieje oczywiście możliwość, iż C88 była organizacją półfikcyjną, jak to sugerował jeden plagiator mojej pracy. Nawet jeśli tak było, to nie pozwala to Searchlightowi lub jego sponsorom, by przekonywać lewicowe i prawicowe media o istnieniu C88, a także odciągać ich uwagę od głównych wydarzeń w zakamarkach państwa i skrajnej prawicy. W ten sposób umożliwiono C88 funkcjonowanie jako przynęty, częściowo z powodu działalności zespołu Searchlightu, wliczając w to Hilla, który przyznaje, że wstąpił w 1981 r., lecz nigdy nie brał aktywnego udziału. Albo Spisek Bombowy z Notting Hill był fikcją od początku do końca – albo Hill był wtajemniczony w jego plany i w ten sposób z definicji brał w nim udział. Anonimowy faszystowski biuletyn z 1982 r. zatytułowany „Ray Hill Jest Policyjnym Konfidentem” nawiązywał do jego członkostwa w C88: złamanie zasad konspiracji czy nawiązanie do czegoś powszechnie znanego z powodu jego działalności?
Brudne triki przeciwko lewicy
Searchlight pokazał się jako mający chęć i siłę, aby uczestniczyć w brudnych trikach przeciw Lewicy, szczególnie anarchistom, chyba ze względu na stalinowskie korzenie wielu jego pracowników. W 1985 r. bliski współpracownik Searchlight-u dziennikarz David Rose opublikował kłamstwa o wojującej grupie anarchistycznej Class War, imputując im, że są „dowodzeni przez byłe czołowe figury z National Front”: kłamstwa, które pochodziły z Searchlight-u, jak potem przyznał. Kilka tygodni później Rose (który zawsze jest dobrze zaznajomiony z opiniami Special Branch) wycofał to specyficzne oskarżenie, robiąc jednocześnie bardziej ogólne insynuacje na temat Class War. Zamierzone szkody zostały wyrządzone, a nowo sformowana aktywna na ulicy Anti-Fascist Action zawiesiła członkostwo Class War i powołała Komisję Śledczą. Kiedy raport AFA w tej sprawie został ostatecznie opublikowany w 1986 r., oczyścili oni Class War z zarzutów i oświadczyli: „Pomimo wiodącej roli Searchlight-u w tej sprawie i mimo wielu próśb do magazynu o dowody, suma dostarczonych od nich materiałów do śledztwa równa się zeru. Jesteśmy zdeprymowani rolą Searchligh-tu w tej sprawie”. Nie powinni być wcale zdeprymowani: to był jeszcze jeden przykład odgrywanie przez ten magazyn roli chłopca na posyłki dla rządu i dezorganizowanie ruchu antyfaszystowskiego poprzez rozsiewanie dezinformacji. Fascynujący artykuł w obecnie już niewychodzącym International Times (IT) naświetlił rządową operację przeciw Class War oraz podobieństwo kłamstw Gable’a do tych, które pochodzą bezpośrednio od władz. Gdy reporterzy IT złapali w końcu Gable’a, powtórzył on twierdzenie, że „Class War jest manipulowana przez władze”. Nie trzeba wspominać, iż nie miał na to żadnych dowodów, a epizod ten pokazuje, jak spekulowało IT, że „Gable używa ulicznej wiarygodności magazynu i całej prasy z Fleet street, aby rozpowszechniać pogłoski o anarchistach”. Oddaje to dokładnie sens – poprzez zbliżanie się do wojujących antyfaszystów Searchlight jest w stanie nie tylko ich szpiegować, ale także rozsiewać okruchy prawdziwych informacji i dlatego używa tej dźwigni do bardziej skutecznej pomocy dla państwowych operacji różnych rodzajów, wliczając w to te przeciw formacjom Lewicy.
Pierwsze kłamstwa na temat Class War ujrzały światło dzienne w 1985 r. w następstwie rozruchów w Brixton, które wybuchły po zastrzeleniu czarnej kobiety przez policję w jej domu. W październiku 1994 r. na ulicach Londynu ponownie wybuchły zamieszki, tym razem przeciw projektowi Ustawy o Sądownictwie Karnym, który ograniczył wiele politycznych i obywatelskich swobód. Jest pewne jak dwa razy dwa cztery, że kłamstwa o Class War były przetwarzane. Donoszono, że „oficerowie Special Branch wierzą, iż Class War jest infiltrowana przez elementy skrajnej prawicy… próbujące wywołać przemoc i w ten sposób zachęcić do zaostrzenia praw, zakazujących organizowania wszystkich publicznych protestów”. To, że ta historia nie wspomina o Searchlight-cie, pokazuje bardzo dobrze, iż pierwotnym źródłem dezinformacji są władze, nie oni. Regularny współpracownik magazynu Julian Kossoff w Time Out cytował Gable’a, bezkrytycznie twierdząc, że „jeden z wiodących działaczy Class War w latach 80-tych dostarczał informacje skrajnej prawicy”. Kossoff uzupełnił to czysto kłamliwe wskazanie na Tima Scargilla własnym oszczerstwem: że „Class War przyciągała faszystów do swych szeregów swoimi złowieszczymi motywami kreowania chaosu”.
Nie wszystkie „przysługi” Searchlight świadczy na rzecz państwa lub agencji bezpieczeństwa. Dobrym przykładem operacji „lokalnej” były oszczerstwa przeciw anarcho-squattersom w Hackney (Wsch. Londyn), opisujące ich jako mocno infiltrowanych przez nazistów, rozpoczęte w styczniu 1988 r. i zwieńczone w jednostronicowym artykule w numerze z marca 1988 r., który wyszedł zaledwie kilka dni po policyjnej eksmisji na wielką skalę. To pokazuje, jak użyteczny był Searchlight dla lokalnych labourzystowskich władz w tłumieniu lewicowego odchylenia przez rozsiewanie niezgody pomiędzy squattersami i potencjalnymi zwolennikami.
Tim Hepple: agent, którego nie było?
Kluczowym tajnym agentem Searchlightu, którego kariera jest związana z większością aktualnych wydarzeń, jest Tim Hepple, o którym napisałem ze szczegółami gdzie indziej. W relatywnie krótkim czasie podjął się on wszystkich zadań, które przypisywałem wcześniej szpiclom Searchlightu, a robiąc to, potwierdził, że błazeństwa Gable’a, Hilla, Hochfelder, Robertsa i spółki nie były aberracjami, lecz były ściśle związane z zajmowaniem przez Searchlight przestrzeni między tajnymi służbami a ich celami. Zaczynając jako „football hooligan” w latach 80-tych, Hepple różni się od innych tym, iż rzeczywiście chlubił się pracą bezpośrednio dla MI5 i twierdził, że był świadkiem egzekucji wykonywanych przez plutony egzekucyjne brytyjskiej armii w Irlandii Północnej. Nawet jego oficjalna autobiografia potwierdza okres pobytu w armii, lecz enigmatycznie stwierdza: „Nie chcę się nad tym rozwodzić”. Do jego innych akcji zalicza się zorganizowanie rasowych zamieszek (Dewsbury 1989), infiltrację zielonych i lewicowych grup oraz próbę kradzieży ich list członkowskich, a nawet petycji! W tym samym czasie Gable zbliżył się do Partii Zielonych i próbował otrzymać ich listę członków – zbyli go byle czym. Razem z Rayem Hillem (rozpracowując równocześnie faszystowską British National Party) Hepple starał się przejąć kontrolę nad magazynem/spółdzielnią Green Anarchist. W ramach przenikania na orbitę grupy Hill napisał do Richarda Hunta, wtedy redaktora naczelnego, list z datą 20/06/91. Rozpoczynał deklarując, że „czytał ostatnio waszą broszurę 'The Natural Society’, którą otrzymałem od wspólnego znajomego Tima Hepple”. W zdaniu o słabej spójności Hill kontynuował, iż „jest pod wrażeniem zawartości, a zastrzeżenia, które ma, tyczą się jedynie detali i interpretacji”. Podkreślam udział Hilla w tej operacji, ponieważ „Strusia Lewica” stara się zaprzeczyć znaczeniu akcji Hepple’a, przedstawiając go jako samotnego, świrniętego fantastę, którego działania były w większości wymysłem i który pracował na własną rękę, kiedy wszedł do Lewicy. Ta teoria „samotnego świra” nie może w żadnym stopniu wyjaśnić udziału Hilla; a idea, że Hill rzeczywiście wierzył w jakąkolwiek bzdurę, którą napisał pod własnym nazwiskiem w Green Anarchist nr 28 (jesień 1991 r.), jest niedorzeczna – on pracuje dla zaciekle anty-anarchistycznego magazynu i ani przedtem, ani potem nie okazał żadnej sympatii dla anarchistów lub wiedzy o anarchistycznych ideałach. Artykuł w Searchlight-cie z 1994 r., podpisany przez niego własnym nazwiskiem, wzywał do zakazu sprzedaży Green Anarchist, opisanego jako „g…”. Właśnie pojawienie się tego artykułu Hilla w Green Anarchist zaalarmowało mnie po raz pierwszy, że nadchodzi jakaś rządowa operacja. Gable nie może uciec od odpowiedzialności za akcje Hilla; absurdalne próby udawania, że Hepple był obłąkańcem działającym na własną rękę sprawiają, że daje się Searchlightowi święty spokój, a im chyba o to chodzi.
Hepple oferował Green Anarchist broń i zawansowane technicznie urządzenia do komunikacji, a także dał im listy nazwisk i adresów faszystów (wiele bardzo nieprecyzyjnych) do publikacji i dystrybucji jako ich własne dzieło. Uzasadnieniem tego miała być ordynarna fikcja, jakoby „BNP opublikowała listy działaczy Class War i Red Action”. Było to jawne kłamstwo, ale Lewicowcy otrzymujący te listy i potem działający według nich nie wiedzieli tego. Gdyby BNP/C18 lub ktokolwiek zwietrzył, że Lewica atakuje ich członków, używając tych list, mogliby wtedy podejmować akcje odwetowe itp. (tak jak w latach 70-tych). Kiedy Green Anarchist nie dał się nabrać na tą sztuczkę (w dużej części za sprawą mojej interwencji) Searchlight albo bezpośrednio MI5 przekazali te same listy innemu anarchiście (Timowi Scargillowi), który opublikował je. Po tym jak Scargill (były faszysta) dał się nabrać niechcący na rządową przynętę, Searchlight zachowywał się dokładnie w sposób, jaki przewidziałem, oświadczając, że „Scargill posiada wszystkie cechy charakterystyczne dla niechlujnego nazistowskiego… lub rządowego prowokatora. Dystrybucja list członków C18 może doprowadzić niezdyscyplinowane elementy w ruchu antyfaszystowskim do prowadzenia ataków na jednostki – co może pasować zarówno faszystom, jak i władzom. Searchlight sprawdził niektóre listy i wykrył, że są one rażąco niedokładne, tak bardzo, że mogą być celowo fałszywe”. Niestety dla nich, Hepple przyznał, iż miał swój udział w pisaniu i produkcji list, a Searchlight wiedział o wszystkim. Do dzisiaj nie było żadnego satysfakcjonującego wyjaśnienia ich działalności, do której zalicza się też założenie newslettera dla brytyjskiego oddziału amerykańskiego Church of the Creator i organizowanie dla nich szkolenia w zakresie wojny ulicznej i używania broni, jak również wysoce podejrzana znajomość zawartości faszystowskich „czarnych list” (które zawierały Class War i Red Action) na wiele miesięcy, zanim się ukazały. Od publikacji mojego drugiego artykułu o Hepple’u p.t. At War With The Truth („Wojując Z Prawdą”) w listopadzie 1993 r., oni nigdy nie odważyli się go skomentować. To, że Searchlight uniknął tego niebagatelnego skandalu, jest świadectwem ich siły: nawet lewicowi posłowie Partii Pracy nie są po prostu tym zainteresowani.
Combat 18: Searchlight ich lansuje
Decyzja o założeniu tej neonazistowskiej grupy, w której cyfry (jak C88) oznaczają litery: 1=A(dolf), 8=H(itler), została podjęta po wydarzeniach na zebraniu w Kensington (Londyn) w maju 1991 R., kiedy to mityng faszystowskiej League of Saint George został rozbity przez oponentów. Precyzyjna data powstania C18 nie jest głównym punktem tej pracy – lecz rola i udział Searchlightu.
Autobiografia Hopple’a opisuje to tak: „Byłem świadkiem wczesnych wydarzeń w życiu C18 i raportowałem to Searchlightowi. Moje i inne informacje zaprowadziły zespół Searchlightu do przeprowadzenia gruntownego śledztwa dotyczącego każdego aspektu C18”. Jakie były owoce tego „śledztwa”? Ujawniono je po raz pierwszy w kwietniowym numerze magazynu z 1993 R., w którym opisywano C18 jako nazi-gangsterów oraz jako „ich inspiratora, amerykańskiego nazistę Harolda Covington”. Magazyn kontynuował: „co staje się jasne w zobrazowaniu rozwoju tej terrorystycznej grupy, to to, że po raz pierwszy od połowy lat 60-tych brytyjscy naziści są w stanie zawiązać organizację, choćby inspirowaną z zagranicy, która potrafi zbierać informacje, analizować je… oraz wysyłać bandytów i podpalaczy działających na ich podstawie”. W pisemnych dowodach dla Nadzwyczajnej Komisji Parlamentarnej do Spraw Wewnętrznych dostarczonych w maju 1993 r. Searchlight kontynuował temat o kluczowej roli Covingtona, dodając w teatralnym geście, że „południowoafrykańskie służby specjalne” również były prawdopodobnie w to zaangażowane, chociaż nie ma na to konkretnych dowodów. W grudniu 1993 r. ustne zeznanie dla Komisji złożył Gable, który wzywał MI5 (a kogoż by innego!), aby „odegrało przewodnią rolę” w walce z C18. Według bliskiego współpracownika Searchlightu dziennikarza Kena Hydera, Gable powiedział, iż „przesunięcie sprawy do MI5 miałoby sens ponieważ… Combat 18 ma związki z północnoirlandzkimi terrorystami, takimi jak zdelegalizowany Ulster Defence Association”. Wstępniak w Searchlight-cie ze stycznia 1994 r. trąbił, „aby wezwać do rozpoczęcia śledztwa w sprawie nazistowskich grup terrorystycznych, albo rękami jakiegoś specjalnego oddziału policji… albo przez MI5 lub MI6”. Tą subtelną różnicę akcentów, w której MI5 jest tylko jedną z wielu wymienionych agencji, można tłumaczyć odrobinę innymi odbiorcami – Searchlight prezentuje się ze znacznym skutkiem w niektórych kręgach jako magazyn dość „radykalny”, nawet trochę „anty-establishmentowy”. Tak bezczelne bieganie na posyłki dla MI5, jak to uczynili przed Nadzwyczajną Komisją Parlamentarną do Spraw Wewnętrznych, doprowadziło do napięcia pomiędzy ich dwoistą rolą udawania Lewicy oraz bycia wytworem władz państwowych. Pewną oznaką, że byli tego świadomi, było późniejsze przyznanie, iż „Ta propozycja może zaskoczyć niektórych naszych czytelników”. Nie byłoby to szokiem dla czytelników mojej pracy, dla których bardzo niedawno, bo w listopadzie, opublikowałem przemyślane przypuszczenie, że pisemne dowody Searchlight-u dla Komisji (jeszcze nieznane) były zgodne ze „sponsorowanym przez MI5 programem”, oraz, że „zapoznają Komisję z ostatnią odprawą u pani Rimington” (wtedy Dyrektorem Generalnym MI5). „At War With The Truth” zostało opublikowane w czasie bardzo kłopotliwym dla zespołu Searchlight-u i jego sponsorów, a jego dystrybucja wśród wszystkich członków Komisji nie pomogła wiele (pomimo starań Sir Ivana Lawrence’a). Finalne sprawozdanie Komisji nie zgadzało się z krytyką Searchlight-u wobec Special Branch i policji i jego żądaniem przejęcia przez MI5 na wyłączność monitoringu skrajnej prawicy. Nakłaniało ono „policję, Special Branch i Służbę Bezpieczeństwa, aby kontynuowały monitorowanie grup skrajnie prawicowych”.
Polemika na temat C18 w Searchlight-cie aż do dnia dzisiejszego była dość jasna, niemalże jednakowa. Był on sportretowany jako grupa nazistowskich bandziorów, działająca niezależnie, ale inspirowana przez amerykańskiego nazistę Covingtona (z pewnością) i południowoafrykański wywiad (być może). Ich działania były niepokojące z powodu związków z Ulsterskimi Lojalistami. Special Branch, z którą Searchlight ściśle współpracował w latach 70-tych (gdy kluczową rywalizacją między-agencyjną był pojedynek między MI5 a MI6), obecnie rozpoczęła wojnę o wpływy z MI5. Osiągnęła ona coś na kształt crescendo w kwietniu 1992 r. wywalczeniem przez MI5 prymatu nad Special Branch w kwestiach lojalistycznego i republikańskiego terroryzmu. W tej sytuacji mroczni kombinatorzy jak Searchlight stanęli wobec wyboru, którą stronę wesprzeć w tym między-agencyjnym konflikcie. Gable i jego „zespół” stanowczo wybrali MI5, stąd ich atak na londyńską Special Branch (największą i najsilniejszą), która rzekomo „nie w pełni pojęła niebezpieczną naturę grup, takich jak C18, tutaj i zagranicą”.
Pełna kontrastów ocena Combat 18
Moja współczesna interpretacja wewnętrznej sytuacji w C18 była radykalnie inna od tej z Searchlight-u. W kwietniu 1993 r. napisałem, że MI5 starało się operacyjnie wpłynąć na C18 i, jak już mówiłem, przepowiedziałem w październiku 1993 r., zanim zobaczyłem pisemne dowody Searchligh-u, iż będą starali się to usprawiedliwić i ułatwić. Bardziej szczegółowe opracowanie opublikowane w „Turning Up The Heat: MI5 After The Cold War” (TUTH) pogłębiło tą polemikę. Naszkicowałem domniemania, że Covington był agentem FBI, coś o czym nigdy nie wspomniał Searchlight, nawet po napisaniu o tym przeze mnie. Ponadto opisałem różnicę w C18 między Mark I, z których większość to autentyczni nazi-bandyci, a Mark II – rządowymi agentami. Było to (i jest) moje twierdzenie, że plan gry MI5 obejmuje przejęcie przywództwa przez kontrolowanych agentów z Mark II w celu „skierowania praktyki (a nie retoryki)” w „terrorystycznym kierunku”. Tak jak wyraziłem powyżej, wezwania Searchlight-u wobec MI5 aby „śledzić” C18, widziałem jako usługę dla MI5 w celu wykreowania roboty dla tej agencji i legitymizacji trwającej już nielegalnej aktywności. Kiedy w marcu 1995 r. Searchlight zamieścił zrobioną nielegalnie moją fotografię, adres domowy i miejsca pracy oraz jako ukoronowanie zestaw kłamstw implikujących mi, że (ja, katolik!) organizowałem mitingi w celu narkotykowych interesów między C18 i Ulsterskimi Lojalistami, byłem raczej zaniepokojony. Skorzystałem z okazji żeby zjawić się na mityngu, na którym głos miał zabrać numer 2 w „zespole” Searchlighta, kierownik biura Tony Robson, i przedstawiłem mu stanowczo te punkty. Nie udzielił mi satysfakcjonującej odpowiedzi i ciągle propagował to samo stanowisko: „wezwaliśmy MI5, aby przejęło inwigilację skrajnie prawicowych grup, ponieważ to jest to, co powinni robić przez cały czas”.
Nowe spojrzenie na Combat 18:
Searchlight zaczyna inaczej śpiewać
Kilka dni po mojej konfrontacji z Robsonem kwietniowy numer Searchligh-tu z 1995 r. trafił do druku, a jego zawartość zawierała przyprawiające o zawrót głowy nowinki. Zostało ogłoszone, że to faktycznie MI5 sformowało C18 jako „zasadzkę”, aby „poznać rozmiary… wspólnych operacji” faszystów i ulsterskich lojalistycznych bojówkarzy. Twierdzenie to było powtarzane później i jest ciągle stanowiskiem Searchlight-u. W kontekście historii Searchlight-u i linii, którą propagują do chwili obecnej, ich sposób przedstawiania C18 jest w sposób oczywisty projektem dezinformacyjnym w imieniu MI5. Dezinformacja nie powinna być mylona z kompletną fikcją, a wiele z nazwisk, zdjęć i nawet adresów personelu C18 jest prawdziwe. Wszystko to nie zmienia faktu, że kiedy miało to znaczenie, Searchlight błagał MI5 o „rozpracowanie” tej samej grupy, co do której chciał, abyśmy wierzyli, że została sformowana właśnie przez… MI5! Searchlight nigdy nawet nie wspomniał o tej nielogiczności, tym bardziej nie tłumaczył jej. Zarówno ich postawa przed kwietniem 1995 r., jak i zmiana kursu później są wysoce zrozumiałe, kiedy patrzymy na to jako na wykonywane zadanie. W gruncie rzeczy te dwa diametralnie przeciwne stanowiska w inny sposób nie mają sensu. Chyba, że akceptujecie hipotezę, iż wszystkie analizy Searchlight-u dotyczące zarówno faszystów, jak i państwa, są całkowicie zmyślone. Moje badania opublikowane w Lobsterze i gdzie indziej na temat tego, co faszyści rzeczywiście robią wskazywałyby, iż jest to prawdopodobne. Jakkolwiek nie wszystko jest fikcją, to jest to obszar częściowego pokrywania się relacji Searchligh-tu, rzeczywistości i państwa, które interesuje nas tutaj najbardziej.
Obecne usprawiedliwienia Searchlight-u dla MI5, które jakoby stworzyło C18, pozwala nam spojrzeć z odpowiedniej perspektywy na cytowane powyżej komentarze Gable’a z 1993 r., iż ich powiązania z lojalistycznymi bojówkarzami wymogły na MI5 podjęci śledztwa; zostało to wzięte z tego samego scenariusza. W lipcu 1996 r. Searchlight twierdził, iż „plotki mówią, że od czasu zadymy, którą naziści z C18 wszczęli na meczu Irlandia-Anglia w Dublinie w lutym poprzedniego roku, władze ostro szukają dobrego powodu, żeby ich się pozbyć”. Używając logiki Searchlight-u (nie mojej), jest tu podany powód zmiany ich tonu na temat MI5 oraz C18 w numerze z kwietnia 1995 r. Przyjmując, że zadyma w Dublinie (za którą C18 zyskał bezpodstawnie uznanie, zarówno wśród swoich, jak i wśród innych) miała miejsce wieczorem 15 lutego 1995 r., a Searchlight był zasypany przez ponad 200 listów od mediów z zapytaniem w tej sprawie, to byłoby za późno na zrobienie przez nich znaczących poprawek w marcowym numerze, który wtedy szedł już do druku. Dlatego też najwcześniejszym możliwym numerem, w którym Searchlight mógł odzwierciedlić jakąkolwiek zmianę w polityce tajnych służb wobec C18, był właśnie ten numer, który zamieścił tą zmianę: z kwietnia 1995 r.! Używając ich własnego rozumowania oraz dowodów będących własnością publiczną, czy nie będzie logiczne, aby postrzegać tą nagłą zmianę kursu Searchligh-tu jako następną oznakę ich skwapliwego przyzwolenia na program MI5?
Jeśli wierzycie, tak jak ja, że MI5 nie założyło C18, to jakie strategiczne cele, które zmusiły Searchlight do zmiany kierunku, kierują nimi poza wykonywaniem rozkazów? Jednym celem mogło być ocalenie lewicowych referencji: moje nieustanne wzywanie ich do rozliczenia się z działań przyjaznych dla MI5 było dla nich coraz bardziej niepokojące i dawali temu wyraz. Powierzchowna (i jedyna w tym rodzaju) krytyka MI5 pomogła Searchlight-owi odzyskać trochę straconego gruntu. Jeśli Lewica/Zieloni stanie się w pełni świadoma prawdziwych celów Searchlighta, jak robią to moi czytelnicy o otwartych umysłach, to ich możliwości szpiegowania, kłamania i manipulowania Lewicowcami i Zielonymi zostaną zredukowane do minimum. W takim wypadku tajne służby spojrzałyby gdzie indziej, a jest to perspektywa, która napawa Gable’a i jego kohorty wielkim strachem.
Drugim celem strategicznym, który kierował Searchlight-em przy ogłaszaniu, że MI5 zorganizowało C18, jest ułatwienie przejęcia C18 przez państwowych agentów Mark II, czego domyślałem się dużo wcześniej. Rzucona pozornie mimochodem uwaga w ostatnim Searchlight-cie zdradziła wszystko, snując domysły o scenariuszu, zgodnie z którym „nowe przywództwo, poza kontrolą lub wpływem państwowych służb bezpieczeństwa, wyłania się w NSA” (NSA oznacza „National Socialist Aliance”, inna nazwa C18). Jeśli kluczowe figury w przywództwie Mark I C18 pójdą do więzienia za różne przewinienia (a istnieje taka realna możliwość – kilka procesów jest w toku), wtedy będzie wolna droga dla personelu Mark II, aby przejąć przywództwo. Jeśli oskarżeni unikną więzienia, sugerować to będzie, iż byli oni rządowymi agentami od samego początku i spowoduje to ich odsunięcie. Tak czy inaczej tajne służby odnoszą zwycięstwo: a dla antyfaszystów oznacza to bycie obiektem większej liczby sponsorowanych przez państwo aktów przemocy o potencjalnie śmiertelnej naturze. Trzeci cel strategiczny kryjący się za oświadczeniem, że MI5 założyło C18, to zamaskowanie całej operacji MI5 dotyczącej neonazistów grubą mgłą dezinformacji, aby umożliwić rządowym agentom ucieczkę bez szwanku, aby ich operacje pozostały nie wykryte.
BNSP: następna koprodukcja Searchlight-u?
W ostatnich miesiącach pojawił się kolejny oczywisty parawan państwowej działalności: British National Socialist Party (BNSP), mająca typowe cechy charakterystyczne dla wkładu Searchlight-u i MI5. Histeryczna relacja na temat BNSP, zawierająca prawie tak samo dużo kłamstw jak akapitów, zdaje się potwierdzać moje podejrzenia co do ich udziału. BNSP jest opisana jako „nie autentyczna partia nazistowska, lecz rządowa przynęta… państwowa operacja”. Searchlight ma nadzieję, że poprzez atak na zespół-widmo kierowany przez transseksualnego kozła ofiarnego (albo kozę ofiarną?), będzie w stanie odzyskać trochę antypaństwowej wiarygodności. Działania BNSP są bez wątpienia kłopotem dla lidera BNP Johna Tyndalla, co ilustruje jego krępujące oświadczenie, w którym przyznaje, iż listy BNSP były rozsyłane przy użyciu list członkowskich i subskrypcyjnych BNP skradzionych z domu Alfa Waite’a w lipcu 1995 r. Czołowa osoba w BNSP McHugh nie jest przyjacielem C18, jak to Searchlight kłamliwie implikuje. W marcu 1995 r. 11-ty numer magazynu C18 The Order publicznie oskarża McHugha, iż jest „plugawym zboczeńcem, który przez ponad 25 lat był aktywny wśród czerwonych”. Bardziej aktualne informacje będące w moim posiadaniu zdają się potwierdzać oskarżenie o działalności McHugh na obrzeżach stalinowskiej polityki. Wrócę do tego w innym miejscu.
Operacje Kolumny 88 i Combat 18 porównane
To Searchlight ściągnął zainteresowanie na porównanie C88:C18, oświadczając, że „ci, którzy przyglądali się C18, zauważyli, iż w kilku sprawach jest on odrobinę za bardzo podobny do nazistowskiej grupy podziemnej o nazwie Kolumna 88. Okazała się ona 'operacją Plaster Miodu’, zorganizowaną przez brytyjski wywiad… [i] zniknęła z powierzchni po tym, jak Searchlight oraz Posłowie Parlamentu zaczęli zadawać za dużo pytań i nawet infiltrować jej szeregi”. Co mamy z tym zrobić z perspektywy czasu? Poza pośmiertną rehabilitacją Dave’a Robertsa relacja, jak potoczyły się losy C88 jest odwróceniem prawdziwej sekwencji wydarzeń. Tak jak widzieliśmy, to publikacja Searchlight-u na temat C88 w 1975 r. oraz karmienie mediów i deputowanych w 1976 r. historyjkami dotyczącymi manewrów w lesie Savernake itd. doprowadziła do efektywnego wylansowania C88 na skalę ogólnokrajową, bez czego nie mogłaby zafunkcjonować jako „przynęta”. Jak to stale powtarzam, nie ma żadnych dowodów, że MI5 stworzyło C18, a co więcej, jeden motyw sugerowany przez Searchlight na potwierdzenie tego jest niedorzeczny – ten dotyczący Ulsterskich Lojalistów. Praktycznie ze wszystkich „pozaparlamentarnych” ugrupowań paramilitarni Ulsterscy Lojaliści są najbardziej podatni na infiltrację państwa. Przypadek Szefa Wywiadu UDA w latach 1987-1990, państwowego agenta Briana Nelsona, pod którego auspicjami lojalistyczni bojówkarze byli zalewani bronią z RPA, przychodzi błyskawicznie na myśl. Przyjmując, że w jakiejkolwiek faszystowsko-lojalistycznej kooperacji Lojaliści byliby bez dwóch zdań starszym wspólnikiem, MI5 wiedziałoby już precyzyjnie przez swoich agentów wśród Lojalistów, jakie „wspólne działania” mogą nadchodzić, a nawet mogłoby je organizować! C18 jest o wiele bardziej realny i aktywny na ulicach (chociaż ma niejednolite rozmieszczenie funkcjonujących komórek), niż kiedykolwiek była C88, więc analogie nie są tutaj tak oczywiste. Żadne istotne doniesienia o walce o władzę wewnątrz C88 nie były nigdy odnotowane przez bacznych obserwatorów takich jak ja; tak nie jest w przypadku C18.
Są jednak dwa podobieństwa między C88 i C18. Pierwsze nie zaniepokoiłoby zbytnio Searchlight-u: operacje obydwu grup (realne czy wymyślone) wyraźnie należą do kompetencji tajnych służb, zarówno MI5 jak i Special Branch. Drugie podobieństwo powinno uczynić Searchlight bardzo zakłopotanym, a jest oczywistym dla tych z was, którzy czytali wszystko do tego miejsca. Tak jak Searchlight kłamał w sprawie C88 w interesie władz, gdy to miało znaczenie, tak robił to też i nadal robi w odniesieniu do C18. Jeśli C18 jest przynętą, to Searchlight pomógł, aby była ona efektywna za sprawą silnego promowania C18: pierwszy telewizyjny program dotyczący C18 został wyprodukowany przez nich i ich starego przyjaciela Andrew Bella dla „World In Action” w kwietniu 1993 r. W tym scenariuszu „plastra miodu” Searchlight zachowywał się dokładnie tak samo w sprawie C18, jak w przypadku C88. Z drugiej strony, jeśli C18 (bez znaczenia jest tu fakt, jak ohydną bandą neonazistowskich bandziorów oni ewidentnie są) obecnie kierowany jest przez szefostwo w przeważającym stopniu niezależne od państwowej kontroli, to Searchlight poprzez kłamstwa o agenturalności oryginalnego przywództwa Mark I ułatwia przejęcie organizacji przez prawdziwych agentów rządowych. Jest pewne, że takie przejęcie nie byłoby dokonane w celach pacyfistycznych.
Szpiedzy w Internecie?
Skoncentrowałem się w tej pracy szczególnie na historiach o C88/C18, ponieważ ich symetria dostarcza doskonałych spostrzeżeń odnośnie motywów i metodologii organizacji Searchlight. Jeden z ich aktualnych tematów, „faszyzm w Internecie”, warty jest również omówienia. Jak to ma miejsce w Stanach Zjednoczonych, pewne agencje rządowe lubieżnie przyglądają się Internetowi jako środkowi do rozszerzenia ich kompetencji i szukają sposobów użycia personelu i sprzętu inwigilacyjnego, pozostawionego w stanie relatywnej nieaktywności po zakończeniu Zimnej Wojny. Wraz z pornografią w Internecie, spektrum Nazistów i rewizjonistów Holokaustu, używających go do szerzenia swych idei, jest kluczowym argumentem używanym aby usprawiedliwić zwiększone uprawnienia władz państwowych.
W załatwianiu tej sprawy dla państwa Searchlight nie jest osamotniony, a główny raport w tej sprawie, opublikowany w numerze z marca 1996 r., był napisany przez ich koleżankę Louise Bernstein. Nie ma możliwości, aby przypadkowy czytelnik uzmysłowił sobie, iż w swej politycznej przeszłości była ona ponoć anarchistką od czasu do czasu piszącą dla Black Flag, pisma szanowanego za swoje poważne relacje na temat tajnych służb. Jeden ze współpracowników Black Flag, nieżyjący już Leo Rosser, pisał w nim nieprzerwanie artykuły zawierające wyczerpujące informacje na przeróżne tematy, wliczając Searchlight. Jego partnerką aż do śmierci w 1990 r. była Louise Bernstein. Mogłoby się wydawać, że Bernstein powinna być dobrze poinformowana na temat natury Searchlight-u i wartości, jaką on przedstawia. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie (i konsternację), kiedy w książce wydanej po francusku w 1992 r., a traktującej o faszystach w Zjednoczonym Królestwie, natrafiłem na artykuł napisany przez Bernstein. Cała analiza, skopiowana z Searchlighta, opisywała nawet ich groteskowy pamflet jako „genialny”. Albo Bernstein brakowało tego wnikliwego zrozumienia Searchlightu, które miał jej dawny partner, i dlatego mogła entuzjastycznie promować magazyn z czystym sumieniem i pustą głową – mało prawdopodobne, biorąc szczególnie pod uwagę, że pisała dla Black Flag. Albo w cudowny sposób zmieniła poglądy i pomieszały jej się zmysły – byłoby to wielką obrazą dla jej inteligencji. Albo jest jeszcze trzecia możliwość – że jej obecność w orbicie Black Flag była sama w sobie pewnego rodzaju „operacją” i po jej zakończeniu Bernstein przeniosła się wykonać inne zadanie.
Nieżyjący już anarchista-weteran Albert Meltzer po złożeniu przesadnego hołdu Leo Rasserowi musiał też wyznać w swojej ostatnio opublikowanej autobiografii, iż Leo i ja „rozmawialiśmy o wydarzeniu, które miało nastąpić w Hiszpanii w przyszłym roku, w którym chcieliśmy wziąć obydwoje udział. Wspominał on także w następnych tygodniach o sprawdzaniu kilku pogłosek o handlarzach narkotyków i hiszpańskiej policji. Lecz w przeciągu tygodnia od konwersacji był martwy. Dowody, że był w depresji od kilku tygodni, lecz krył to przed ludźmi, że jego krewni i dziewczyna zdecydowali w końcu zabrać go do szpitala na obserwację w sprawie skłonności samobójczych, że opuścił on szpital i pozostawiony bez opieki wyskoczył z najbliższego wysokiego budynku, wydają się niezaprzeczalne. Moje podejrzenia co stało się naprawdę są inne, lecz nie do udowodnienia. Tak czy owak nie jestem przekonany.” We wczesnych latach 90-tych magazyn został zlikwidowany na jakiś czas, głównie z powodów personalnych, lecz obecnie powrócił, ciepło przyjęty.
Co do Bernstein i jej późniejszej kariery, była ona mocno związana z wojowniczą francuską publikacją Reflex, co (według wiarygodnego źródła) wpłynęło na ich ściślejsze związanie się z Searchlight-em: oni mają comiesięczny artykuł w Searchlight-cie, pod bardzo niefortunnym tytułem (który mam nadzieję że nie jest prawdą), iż „Reflex jest francuskim odpowiednikiem Searchlight-u”. Aktualnie Bernstein zajmuje jeszcze bardziej prestiżową pozycję, pracując dla antyfaszystowskiej/antyrasistowskiej siatki „United for Intercultural Action” z siedzibą w Amsterdamie. W tym przebraniu pisze ona do antyfaszystów w całej Europie (i dlatego posiada dostęp do ich danych osobowych). Jak należyta jest ochrona „United” i tych, którzy komunikują się z nimi, w tej sytuacji? Bez wątpienia historia da odpowiedź na to pytanie.
Searchlight i społeczność żydowska
Ich relacje ze społecznością żydowską są tematem, do którego Searchlight wraca w momentach trudnych: myślą, że produkowanie groźnych, często przesadzonych artykułów o antysemityzmie zapewni im świeży dopływ funduszy ze źródeł żydowskich. Unia Żydowskich Studentów (UJS) dostarcza Searchligt-owi personelu do wykonywania różnych zadań, chociaż na szczęście niektórzy jej członkowie są świadomi (i przerażeni tym), w co angażuje się dla Searchlight-u. W innym miejscu wyraziłem moje podejrzenie o produkowaniu i dystrybuowaniu przez Searchlight antysemickiej propagandy, jak również o możliwości udziału ich personelu w bezczeszczeniu cmentarzy. Jedna z faszystowskich czarnych list krążących w 1993 r. zawierała nie tylko dane osobowe żydowskich studentów rezydujących w Nottingham, lecz również adresy ich rodzin w całym kraju („Sieg Redwatch”). Nie wygląda to na informacje mogące być skradzione z książki adresowej jednej lub nawet dwóch osób, lecz raczej na wyciąg z dużo większej bazy danych, np. z list członkowskich Unii Żydowskich Studentów. Jak tego typu informacje mogły dostać się w faszystowskie ręce? Najbardziej prawdopodobny sposób to bezpośrednia kradzież, chociaż jeśli uznajemy możliwość dyskretnego „wycieku”, to Searchlight miał środki, odpowiedni życiorys zawodowy i motywy ku temu: utrzymać „entuzjazm” UJS w dostarczaniu oddziałów szturmowych dla działań Searchlightu.
Najstarszą żydowską organizacja w Zjednoczonym Królestwie jest Board of Deputies of British Jews (Rada Deputowanych Brytyjskich Żydów), ciało z natury konserwatywne, o szerokich związkach z establishmentem. Ich Organizacja Obrony Społeczności (CDO) twierdzi, że monitoruje faszystów, lecz ich możliwości „zbierania informacji” są minimalne i wydają się polegać na możliwości zadzwonienia pod dwa numery: MSW i Searchlight. Dowody przekazane przez Radę do Nadzwyczajnej Komisji do Spraw Wewnętrznych w 1993 r. (te same, które Searchlight próbował „zwędzić”) były (za wyjątkiem szczegółowej statystyki na temat incydentów antysemickich) słabej jakości i obrazowały brak ich możliwości niezależnych badań, a zawierały głównie reprodukcje faszystowskich dokumentów! Najbardziej aktualna propozycja dyrektora Rady Obrony Mike’a Whine’a na temat Internetu była podobnie pozbawiona szczegółowych badań źródłowych.
Wiem co robię, gdy twierdzę, że Rada (do spółki z Searchligh-tem) bierze aktywny udział w oszczerczych kampaniach przeciwko Zielonym, wliczając w to mnie. Co więcej, Rada jest tak podporządkowana programowi Searchlight-u, że powstrzymała krytykę byłego członka Partii Zielonych Davida Icke, który wędrował, propagując jako prawdę antyżydowskie fałszerstwa p.t. „Protokoły Mędrców Syjonu” i ściągał dużą kupującą bilety publiczność, która go słuchała. To, że odegrałem prominentną rolę w kampanii przeciwko niemu (niepasującą do przyklejanej mi przez Searchlight łatki faszysty) było wystarczającym powodem, aby Searchlight zignorował całą sprawę. Ale nie było dobrego powodu, żeby zrobiła to samo Rada Deputowanych i ostatnio Jewish Chronicle.
Nie ma w Zjednoczonym Królestwie (w odróżnieniu do innych krajów) żadnego oficjalnego oddziału mającej siedzibę w USA i notorycznie szpiegowskiej grupy Anti-Defemation League: za sprawą istnienia Searchlight-u nie jest takowy potrzebny. ADL nigdy, według mojej wiedzy, nie była przedstawiona w Searchlight-cie więcej niż dwa razy: kilka małych, bezkrytycznych wzmianek na jej temat. Dlatego też rozsądną hipotezą roboczą jest to, iż Searchlight współpracuje z ADL za kulisami i być może jest z nią (nawet otwarcie) stowarzyszony. Utrzymywanie tego w tajemnicy dawałoby przecież Searchlight-owi możliwości gromadzenia informacji o amerykańskich antyfaszystach, by następnie przekazywać je do ADL lub nawet bezpośrednio do FBI. FBI nie ma żadnych problemów z Searchlight-em, większość ich publikacji na jej temat lub o amerykańskiej prawicy wydaje się być mniej lub bardziej na granicy bezczelnej i niewzruszonej dezinformacji z państwowych źródeł.
Czy nieszczęście wisi w powietrzu?
Do jakiego stopnia polityczni aktywiści stają się świadomi roli Searchlight-u w świetle powyższego opisu podłych kłamstw, podburzania, wystawiania antyfaszystów na ataki, wielokrotnej fabrykacji oraz bezwolnego posłuszeństwa wobec tajnych służb? Są pozytywne znaki: Anti-Fascist Action nie promuje już Searchlight-u, a najbardziej bojówkarski i uliczny komponent AFA, Red Action, przypuścił dziki atak w lecie 1995 r., deklarując, iż „wobec Searchlightu… nie może być drogi odwrotu. Tak czy inaczej z nimi koniec”. Księgarnia Greenleaf w Bristolu zrobiła odważny krok i z własnej woli zaprzestała kolportażu Searchlight-u w 1995 r., za co należy im się pochwała. Świadomi tego, iż kumaci antyfaszyści pogardzają nimi oraz że AFA nie ma zamiaru tolerować dłużej praktyki selektywnego omijania pewnych działów, Searchlight został zmuszony od numeru z marca 1996 r. ogłosić, iż nie będzie publikował już punktów kontaktowych dla antyfaszystowskich i antyrasistowskich organizacji.
Co bardziej pozytywne, jestem przekonany, że pewni członkowie „zespołu” są tak zawstydzeni swoją przynależnością do organizacji, iż artykuły pisane gdzie indziej publikują pod fałszywymi nazwiskami: nic dziwnego, że Steven Silver pisze, używając pseudonimu Peter Brighton. Czasami zmiany nazwisk są niewielkie: Rob Lowell, były rzekomy trockista, jest bardzo nieśmiały: żaden jego artykuł w Searchlight-cie nie pojawił się pod rzeczywistym nazwiskiem, chociaż być może pojawił się w innej publikacji. Biorąc pod uwagę, że Searchlight zawsze uważa za dopuszczalne wystawianie antyfaszystów na cel i publikację danych osobowych, to najwyższy już czas, aby więcej jego personelu zrobiło krok naprzód i wyszło z cienia. Dlaczego czytelnicy nie powinni znać pełnych danych dotyczących młodszego i poszerzonego zespołu, którym to chełpili się we wrześniu 1996 r.?
Z drugiej strony, monopolizacja przez Searchlight relacji w mediach na temat faszyzmu nie pokazuje nam żadnych oznak słabnięcia. Bardzo niedawno starali się powołać do życia organizację-front pod nazwą „Przyjaciele Searchlight-u ze Związków Zawodowych” w celu zbierania informacji i pieniędzy od klasy robotniczej. Najnowsza seria pokrewnych procesów o zniesławienie wniesionych przeciwko nim i ich drukarniom (dobrze) oraz radykalnym księgarniom sprzedającym Searchlight (źle), które częściowo rozpoczęły się w wyniku niedorzecznych (i charakterystycznych) kłamstw magazynu, miała niefortunny efekt. Medialne relacje dotyczące postępowania jak do tej pory kompletnie pominęły fakt, iż Searchlight nie tylko częściowo spowodował problemy, przede wszystkim przez swoją obelżywą zawartość, ale też nie udzielił żadnej pomocy zaatakowanym najpierw księgarniom (Housmans i Centerprise w Londynie). Dlatego też księgarnie te poczuły się w obowiązku, aby przysta