Od Redakcji: Dziś mija 41. rocznica tragicznej śmierci japońskiego poety i wojownika, Yukio Mishimy. Z tej okazji przedstawiamy Państwu tekst rosyjskiego poety i polityka, Edwarda Limonowa, przewodniczącego Partii Narodowo-Bolszewickiej i redaktora naczelnego gazety „Limonka”. Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Rzadki w czasach powojennych prawdziwy bohater. Mógłby służyć za prawicowy odpowiednik rewolucjonisty Che Guevary, gdyby ktoś chciał dokonać klasyfikacji bohaterów i uszeregowania ich według porządku. Najmniej japoński spośród japońskich pisarzy, jak nazywali go jego koledzy. Paradoksalnie, to on pokazał światu samurajskiego ducha popełniając seppuku w siedzibie japońskich Sił Samoobrony w listopadzie 1970 roku.
Zazwyczaj jego historię opowiadano (czynił to też on sam) w banalnym kontekście. Był sobie słaby chłopiec – brzydkie kaczątko. Pewnego dnia postanowił, że będzie silny… A raczej, że zostanie chłopcem o woli ze stali. Kiedy pewnego razu przyjrzał się sobie, zobaczył niedostatki swoich mięśni. Zaczął nad nimi pracować z maniakalną wytrwałością. Istnieje fotografia przedstawiająca młodego pisarza na tle plakatu do filmu w jego reżyserii. Krótko obcięty, w wąskich spodniach i czarnej marynarce wygląda świeżo i młodzieńczo. Gdyby nie skośnie oczy i charakterystyczne kości policzkowe, można by go było wziąć za amerykańskiego muzyka rockowego z lat pięćdziesiątych lub sześćdziesiątych.
Nie poszedł na front z powodu słabego zdrowia, a raczej dzięki protekcji: jego dziadek był wysokim urzędnikiem. W 1945 roku miał 19 lat, nie nadawał się na pilota kamikaze, w opasce z cytatem z Hagakure – „Drogą samuraja jest śmierć.” W późniejszych latach Mishima napisał komentarz do wspomnianego dzieła samuraja Yamamoto Tsunetomo, a słowa „Drogą samuraja jest śmierć” stały się jego życiowym credo. Ta droga zaprowadziła go do upragnionej śmierci. Dziwnej, fanatycznej, przedwczesnej i bohaterskiej. Może było to wypełnienie obowiązku po ćwierć wieku, dopiero w 1970 roku? Długi mogą być odraczane, ale kiedyś przychodzi czas ich spłaty.
W międzyczasie przez ćwierć wieku tworzy bogaty dorobek literacki. Opowiadania historyczne, sztuki no i kabuki, eseje, dramaty w stylu europejskim (najbardziej znane z nich to Mój przyjaciel Hitler i Madame de Sade), powieści, utrzymane w stylu europejskim opowiadania i scenariusze filmowe. Pośród jego dzieł wyróżnia się komentarz do Hagakure. To nie literatura, a etyka, estetyka i fanatyzm. W wieku czterdziestu jeden lat Yamamoto Tsunetomo nie mógł już walczyć i zabijać, zakazał mu tego jego daymio – pan feudalny. Yamamoto przyjął buddyzm i następne dwadzieścia lat spędził mieszkając w szałasie z trawy. Stworzył w tym czasie tekst swobodnie wyrażający kodeks zasad obowiązujący samurajów. Jest to produkt wieku XVII objaśniający zasady ówczesnej hierarchii wojskowej i jako taki przesycony jest duchem estetycznego faszyzmu. Yamamoto radzi na przykład nosić zawsze przy sobie czerwony barwnik, dla tych którzy mieli paść w boju. Samuraj miał mieć policzki w kolorze kwiatu wiśni. W czasie wojny Hagakure ukazywało się w Japonii w ogromnych nakładach. Tuż po kapitulacji książka została zakazana. Mishima zniósł z Hagakure ten zakaz. Dał ją swoim współczesnym jako księgę wiecznie żywą.
Uczył treści Hagakure i stworzył Tatenokai (Stowarzyszenie Tarczy), skupioną wokół siebie prawicową organizację studencką. Członkowie Stowarzyszenia nosili własne mundury i ćwiczyli wspólnie z Siłami Samoobrony. Pozwalał im na to Yasuhiro Nakasone, późniejszy premier Japonii. Tatenokai nazywano prywatną armią Mishimy, a ich mundury wyśmiewano jako operetkowe. Ale celem tych pięćdziesięciu młodych ludzi było coś więcej niż estetyka. Na obozach w górach ludzie Mishimy ćwiczyli się w strzelaniu. Mundur można nazywać operetkowym, dopóki nie zbryzga go krew. Mishima stopniowo ewoluował od pisarza-estety do prawicowego polityka. Jego ostatnie dzieło, tetralogia Płodne morze jest w swej istocie wypowiedzią polityczną. Opowiada o patriotyzmie, miłości do ojczyzny i cesarza.
Jego śmierć także była wypowiedzią polityczną. Z czwórką towarzyszy udał się do siedziby dowództwa Sił Samoobrony. Poprosił o rozmowę z jednym z generałów – szefem sztabu, którego znał. W gabinecie generała kazał mu zebrać wszystkich żołnierzy na placu przed budynkiem. Generał odmówił. Do gabinetu wpadli oficerowie. Mishima przyłożył do szyi generała miecz. Oficerowie wycofali się. Generał wydał żołnierzom rozkaz stawienia się na placu. Mishima wyszedł na balkon i wygłosił mowę do żołnierzy. Mówił o potrzebie wskrzeszenia chwały cesarskiej Japonii, o zrzuceniu jarzma amerykańskiej okupacji. W odpowiedzi z placu dały się słyszeć śmiechy i krzyki „Idiota!”, „Idź do domu i przestań zgrywać bohatera!” Nie tego oczekiwał Mishima. Chciał poderwać do boju armię, była ona jednak skażona „duchem przeklętych kupców z Osaki”, nad którym trzysta lat wcześniej ubolewał Yamamoto w Hagakure. Mishima wrócił do gabinetu, padł na kolana, zdjął mundur, uniósł koszulę i popełnił seppuku. Stojący za nim jego najbliższy towarzysz odciął mu głowę (udało mu się to dopiero za drugim razem). Nadeszła jego kolej, klęknął i popełnił seppuku. Ściął go jeden z trzech pozostałych członków Tatenokai. Samobójstwo dwóch ludzi – krew, bezgłowe ciała, miecze i sztylety. Incydent wstrząsnął całym światem. Trzeba zauważyć, że Mishima jako człowiek interesu i pisarz nowoczesny informował o możliwym rozwoju wydarzeń wielu dziennikarzy, w tym Amerykanów. Jak widać współistniały w nim zmysł praktyczny i fanatyzm.
W Hagakure Yamamoto powiada: ”Można myśleć, że śmierć w wypadku klęski jest śmiercią niepotrzebną. Nie jest tak. Postępuj według zasady: w sytuacji «albo – albo» nie wahaj się zawsze wybierać śmierci. Zawsze można znaleźć argumenty za tym, by żyć. Drogą samuraja jest śmierć.” Radzi też by przyzwyczajać się do myśli o śmierci: „Każdego dnia rozmyślaj o wszystkich rodzajach śmierci: od miecza, od sztyletu, w pojedynku, od strzał, w pożarze, w wodzie, o upadku z urwiska, albo o uderzeniu pioruna. Po to, żebyś był gotowy, gdy przyjdzie twój czas.” Mishima posłuchał rad rycerza-mnicha i dobrze się przygotował.
Zaskakująca w jego historii jest rozbieżność, jaka na pierwszy rzut oka istnieje między dwoma okresami jego życia. Sławny i modny pisarz, playboy i amerykanofil ginący śmiercią patrioty i fanatyka. Ubierał się jak Amerykanin, nadawał ton modzie i ćwiczył na siłowni. Znany jest album jego zdjęć wykonanych w domu z pięknym ogrodem i fontanną. Przyjaźnił się ze swoim amerykańskim wydawcą, Alfredem Knopfem, który zapraszał go do Stanów Zjednoczonych i o piątej po południu zasiadali do herbaty, jak w starej dobrej Anglii. Na pierwszy rzut oka nie ma to nic wspólnego z Mishimą w opasce kamikaze, rytualnie rozcinającym swój brzuch za pomocą sztyletu.
W rzeczywistości, te dwie części współistniały ze sobą. Wspomniany plakat przed którym stoi Mishima-modniś z lat pięćdziesiątych przedstawia oficera, klęczącego, z rozpiętym mundurem, popełniającego seppuku. Oficera gra Mishima, który wyreżyserował film według własnego scenariusza. Plakat wisi ma murze w nowojorskiej dzielnicy Greenwich Village. Tak więc od lat organicznie łączył swój średniowieczny kodeks samurajów i amerykanizm człowieka współczesnego. W książce byłego ambasadora USA w Japonii znajduje się ciekawa uwaga mówiąca, że Japończycy nigdy nie wybaczyli i nie wybaczą Amerykanom Hiroszimy i Nagasaki. Cały naród pracując stopniowo i wytrwale buduje siłę gospodarczą w amerykańskim stylu by móc kiedyś wywrzeć swoją zemstę i zniszczyć Amerykę.
Mishima – to jeden z tych pisarzy którzy mocniej niż inni zapisali się w pamięci ludzkiej, z powodu dokonania rzeczy niezwykłej – podkreślenia głoszonych przez siebie idei własną krwią i życiem. Siła Mishimy leży w jego eseju Słońce i stal, w komentarzu do Hagakure przez który stał się niemal współautorem tej księgi i w jego fanatycznym działaniu na balkonie budynku sztabu Sił Samoobrony. Mishima zakończył swój los piękną pointą, kiedy nie udało mu się wzniecić powstania.

4 komentarze