Od Redakcji: Udostępniając polskiemu Czytelnikowi programowy artykuł francuskiego myśliciela R. Garaudy’ego, zastrzegamy, iż nie wszystkie partykularne twierdzenia zawarte w tekście zasługują na to, by się z nimi zgodzić. Pomijając jednak drobne uwagi poczynione na marginesie, które nie mają istotnego znaczenia dla wywodu Autora (jak jego heterodoksyjna ocena Kościoła świętego czy „teologii wyzwolenia”, nie mogąca zaskakiwać u innowiercy), artykuł zawiera bogactwo trafnych obserwacji i refleksji politycznych, społecznych i ekonomicznych. Dla każdego inteligentnego Czytelnika będą one wartościowym materiałem do własnych przemyśleń. (A.D.)
*
Rynek stanowi miejsce wymiany dokonywanej w obrębie społeczeństwa. Jego istnienie uwarunkowane jest podziałem pracy. Rynki istniały od zawsze, od prehistorycznych kamieniołomów, których produkty wymieniano na inne niezbędne dobra, do tradycyjnych targów w miasteczkach, podczas których ludzie sprzedawali jajka, kurczaki czy warzywa, by móc kupić narzędzia, odzież albo zapłacić za usługi oferowane przez kowala czy balwierza.
Najważniejszą różnicą między tymi dwoma rodzajami rynku jest istnienie pieniądza jako elementu pośredniczącego. Pieniądz został początkowo wprowadzony po to, aby uzyskać narzędzie pomiaru, które redukowałoby produkty pracy różniące się ilością i jakością do najmniejszego wspólnego mianownika. Do tego czasu rynek funkcjonował jako środek komunikacji i wymiany. Ostateczne cele życia były określane gdzie indziej – ustanawiały je hierarchie społeczne odwołujące się pośrednio lub bezpośrednio do religii i moralności, których pochodzenie i podstawy nie miały nic wspólnego z rynkiem.
Rynek stał się religią, kiedy uczyniono zeń jedyny czynnik regulujący relacje społeczne, osobowe i państwowe, jedyne źródło hierarchii i władzy. Nie będziemy kreślić tutaj historii tej przemiany, poprzez którą wszystkie wartości, w tym wartości myśli, sztuki i świadomości, stały się towarami. Ograniczymy się do opisania gospodarczych, politycznych i duchowych konsekwencji ostatniej fazy tego cyklu i naszkicowania kilku pomysłów odnośnie możliwości uwolnienia się od tego redukcjonizmu i entropii, które niektórzy amerykańcy teoretycy i ich uczniowie na świecie uznają – zgodnie z tytułem książki Fukuyamy – za koniec historii.
Jeśli opisywany proces doprowadzony zostanie do końca, będziemy świadkami nie tyle końca historii, co końca istot ludzkich i tego co je określa: zorientowania na transcendencję. Ludzka natura powstrzymuje nas przed zatraceniem się w ekonomicznym determinizmie opartym na prawach naturalnych jak również przed spontanicznymi, zwierzęcymi instynktami dominującymi w morzach, gdzie większe ryby zjadają mniejsze, i na lądzie, gdzie miliony plemników są marnowane, by mógł powstać jeden zarodek.
Pięć wieków temu pieniądz stał się władzą
Cechą charakterystyczną monoteizmu rynku lub totalitarnego liberalizmu jest jego pogarda dla wolności człowieka, dążenia do zduszenia specyficznie ludzkiej możliwości formowania projektów, które nie są prostym przedłużeniem przeszłości, zwierzęcych instynktów czy interesów jednostki. Bierze to początek od Adama Smitha, który twierdził, że rozwój gospodarczy w jego czasach nie przebiega według ogólnego planu wytworzonego w umyśle organizatora i intencjonalnie realizowanego przez inteligentne społeczeństwo, lecz raczej na drodze akumulacji niezliczonych linii kreślonych przez masę jednostek posłusznych instynktownej i nieświadomej sile podążania do celu. Od Smitha do Hayek’a, przez Bastiata i Friedmana, koncepcja projektu jest systematycznie odrzucana.
W którym momencie człowiek zaczął odchodzić od swego powołania? Pytanie to nie ma związku ze skalą zwiększoną przez geograficzną ekspansję handlu. Szlaki jedwabne czy korzenne nie zmieniły w sposób istotny ludzkiego powołania. Karawany, które wędrowały przez Azję i statki przemierzające oceany transportowały osiągnięcia nauki, technologii, duchowości i sztuki zrodzone z doświadczeń wielu różnych ludów. Przenosiły nie tylko kluczowe wynalazki, które pozwalały przyspieszyć rozwój kultury, jak papier wynaleziony przez Chińczyków i przywieziony do Europy przez Arabów, lecz także idee, jak indyjski spirytualizm który poprzez Aleksandrię i Plotyna obudził zainteresowanie wewnętrznym odkrywaniem żywej zasady stwórczej wszystkich rzeczy.
Fundamentalna przemiana miała miejsce pomiędzy zdobyciem Konstantynopola przez Turków w 1453 r. a najazdem konkwistadorów na Amerykę począwszy od 1492 r. Siłą napędową pchającą ku podejmowaniu tak wielkich przedsięwzięć była gorączka złota. Dominacja arabska na Morzu Śródziemnym zmusiła Europejczyków do poszukiwania alternatywnych szlaków wiodących do źródeł drogich metali – biegnącego wokół wybrzeży Afryki używanego przez Portugalczyków i wiodącego przez Atlantyk, by osiągnąć bogaty kontynent Azjatycki, co zrobili Hiszpanie. Ich ambicje były tak wielkie, a metody tak okrutne, że rdzenni mieszkańcy Ameryk doszli do wniosku, że bogiem chrześcijan jest złoto, o czym wspomina o. Gustavo Gutiérrez w swojej pięknej książce „Bóg i złoto Indii.” W efekcie złoto ustanowiło boską władzę nad ludźmi. Karol V posłużył się należącą do Fuggerów najsilniejszą strukturą bankową w Niemczech, by przekupić wielkich elektorów i pokonać swoich rywali – Franciszka I i Henryka VIII. Po raz pierwszy pieniądz bezpośrednio zapewnił zdobycie władzy i Karol V po zostaniu cesarzem mógł marzyć o światowym imperium.
Kto przewidział przyszłość: Adam Smith czy Karol Marks?
Możemy dziś odtworzyć przebieg ewolucji zachodniego modelu rozwoju, będącego następstwem fatalnej w skutkach epoki zwanej odrodzeniem. Wiązało się z nią powstanie cywilizacji opartej na ilości i rozumie instrumentalnym (kartezjańskim), religii skoncentrowanej na środkach, nie na celach, gdyż podstawowy wymiar rozumu – refleksja nad ostatecznymi celami i znaczeniem życia – został usunięty.
Adam Smith pod koniec XVIII w. i Karol Marks ponad pół wieku później analizowali kapitalizm w czasach jego ekspansji, dochodząc jednak do zupełnie różnych wniosków. Smith, znany później jako „ojciec ekonomii politycznej”, rozwinął teorię wzrostu w swojej klasycznej pracy „Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów” wydanej w 1776 r. Zawarta w niej teoria zwana klasyczną nadała kierunek liberalizmowi. Według niej, indywidualne dążenie do osobistego zysku owocuje realizacją interesu ogółu, zaś „niewidzialna ręka rynku” zapewnia harmonię. Marks, opierając się na dogłębnej analizie dzieła Smitha, uznał, że kapitalizm realizowany w ten sposób generuje wielkie bogactwa i pobudza rozwój technologiczny, na kartach „Kapitału” nie kryje podziwu dla dynamiki obiecywanej przez ten system. Jednocześnie dostrzega, że stworzy to także ogromne nierówności i ubóstwo.
W ostatnich czasach doszło do jeszcze większej polaryzacji bogactwa wokół mniejszości i popadnięcia mas ludzi w nędzę, co widoczne jest zarówno w skali globu, jak i każdego państwa. Kto zatem przedstawił bardziej precyzyjną wizję kapitalizmu? Smith twierdzący, że indywidualne dążenie do osobistego zysku owocuje realizacją interesu ogółu, czy Marks, którego analizy mechanizmów akumulacji kapitału doprowadziły do wizji polaryzacji między biedą a bogactwem?
Pod koniec drugiej wojny światowej na mocy porozumień z Bretton Woods powołano Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy, a później Układ Ogólny w Sprawie Taryf Celnych i Handlu, przekształcony w Światową Organizację Handlu. Tak oto stary kolonialny nieporządek został przekuty w to, co George Bush nazwał później „nowym porządkiem świata”. Różnica polega na tym, że kolonializmem kierują wyłącznie Stany Zjednoczone, a dawne europejskie państwa kolonialne sprowadzono do roli wasali.
Zniszczenie struktur gospodarczych trzech piątych planety
Monoteizm rynku, ta religia, która zapewniła sobie hegemonię nad światem, lecz nie ma odwagi wymówić własnej nazwy, posiada swoich własnych „Ojców Kościoła”. Jest wśród nich Hobbes, który ogłosił fundamentalny dogmat o konkurencji, w myśl którego człowiek jest dla człowieka wilkiem-ludojadem. Jest wśród nich Bentham, którego arytmetyka przyjemności określiła wyznanie wiary, wedle którego każda wartość jest na sprzedaż, a każdą przyjemność można wymierzyć za pomocą pieniędzy. Jest również Malthus, teoretyk i urzędnik Kompanii Wschodnioindyjskiej, który ogłosił prawo, zgodnie z którym populacja rośnie szybciej niż możliwości jej wyżywienia. Chociaż jego prawa nigdy nie potwierdzono eksperymentalnie, przydało się ono jego szefom i innym kolonialistom jako usprawiedliwienie dla ówczesnej depopulacji Indii w czasach niszczenia upraw żywności i zastępowania ich monokulturowymi uprawami bawełny. Od Malthusa aż do wystąpienia Kissingera na konferencji kairskiej jesteśmy świadkami formułowania powszechnego prawa dotyczącego ludności, czy raczej postulatu wszystkich systemów kapitalistycznych i kolonialnych: mówienia najbardziej potrzebującym, że powinni mieć mniej dzieci, aby ci spośród nas, którzy są zadowoleni, mogli dalej cieszyć się dominacją i jej obfitymi owocami.
Inspirowany tą swoistą teologią „nowy porządek świata” różni się od dawnego nieporządku kolonialnego przyjętymi środkami dominacji. Pięć wieków kolonializmu zniszczyło gospodarki trzech piątych świata, ich uprawy musiały ustąpić miejsca uprawom monokulturowym i produkcji jednego towaru, aby wspierać gospodarki metropolii, tworząc stosunek zależności generujący zahamowanie rozwoju i głód. Konsekwentnie, obecność militarna przestaje być potrzebna jako jedyny instrument dominacji, za wyjątkiem sytuacji pojawienia się herezji, takich jak odrzucenie dyktatów MFW. W większości wypadków sankcje i naciski gospodarcze, od prostego zatrzymania inwestycji do całkowitego embarga w zupełności wystarczą.
Przystosowani, zadłużeni, znieczuleni
Klasyczną procedurą jest wprowadzenie dyktatów MFW, zwanych skromnie „dostosowaniem strukturalnym”, poprzez zamrożenie płac i uwolnienie cen przy jednoczesnej redukcji budżetu na cele społeczne uderzającej w szkoły, szpitale, instytucje społeczne i poczucie bezpieczeństwa ofiar takiej polityki. Jednocześnie budżet na inwestycji publiczne (budownictwo i infrastrukturę) pozostaje nietykalny. MFW nigdy nie żądało również zmniejszenia wydatków na zbrojenia.
Innymi środkami są: zmniejszenie dopłat do produkcji, które uderza w najuboższych, dewaluacja waluty, prowadząca do wzrostu eksportu i zmniejszenia konsumpcji dóbr wytworzonych w kraju, oraz prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych, zapewniająca międzynarodowym korporacjom kontrolę nad gospodarką w państwie.
Niemożność samodzielnego utrzymania gospodarki w krajach zniszczonych przez pięćset lat kolonizacji i pięćdziesiąt lat działalności MFW doprowadziła je do zadłużenia tak wielkiego, że same odsetki od długów zagranicznych są większe od tak zwanej „pomocy” finansowej, jaką oferują im bogate kraje. W rzeczywistości w realiach monoteizmu rynku, którego ekonomicznym wyrazem jest totalitarny liberalizm, biedni utrzymują bogatych. Między rokiem 1980 a 1990 standard życia w Ameryce Łacińskiej obniżył się o 15, w Afryce zaś o 20 %.
Jednym z efektów gospodarki rynkowej jest „wzrost”. Uzyskuje się go poprzez wytwarzanie jeszcze więcej i coraz szybciej, niezależnie od tego, co się wytwarza, czy jest to przydatne, czy bezużyteczne, a nawet szkodliwe lub zabójcze. Od coca-coli poprzez narzędzia bezdusznej kultury – muzykę przeznaczoną do odtwarzania na poziomie 120 decybeli, by zagłuszyć refleksję, do kalejdoskopu obrazów błyskawicznie zmieniających się na ekranie telewizora – cel jest zawsze ten sam. Ostatecznym celem monoteizmu rynku jest zanurzenie nas w fałszywym życiu, od polowań na Indian w westernach, poprzez filmy o walce w finansowej dżungli, wszystkie formy przemocy i nieludzkiego zachowania ukazane w filmach o Batmanie czy Terminatorze aż do przypowieści o naszym cofnięciu się do świata dinozaurów…
Narkotyki, broń i korupcja
Przyjrzyjmy się dwóm najsolidniejszym filarom ekspansji rynku w ostatnich czasach: narkotykom i uzbrojeniu. Rosnąca konsumpcja narkotyków to kolejny efekt monoteizmu rynku. Biznes narkotykowy w Stanach Zjednoczonych jest dziś porównywalny z przemysłem ciężkim i samochodowym. Konsumpcja narkotyków rośnie, gdy z powodu marginalizacji i braku perspektyw życie traci sens. Dla innych powodem brania narkotyków jest chęć osiągnięcia stanu „supermarketu szczęścia.” Niezwykle znaczące jest, że najwyższy odsetek samobójstw notuje się w krajach bogatych, takich jak USA czy Szwecja. Na Południu ludzie umierają z braku środków do życia, na Północy z powodu braku sensu.
Przemysł zbrojeniowy, który uczynił z USA jedno z głównych mocarstw po I wojnie światowej, nieustannie prosperuje. II wojna światowa umożliwiła Stanom Zjednoczonym przejęcie kontroli nad połową bogactw planety, dostarczając rozwiązania dla kryzysu z 1929 r. Później wojna koreańska wywołała nowy boom gospodarczy. Niedawno zaś wojna w Zatoce Perskiej, będąca praktyczną demonstracją najbardziej zaawansowanych środków zniszczenia, stała się na tyle skuteczną reklamą, że od czasu masakry w Iraku produkcja osiągnęła nieznane wcześniej poziomy.
Innym efektem monoteizmu rynku jest korupcja. W książce „ Le capitalisme dans tous ses états” (Kapitalizm we wszystkich jego państwach) Alain Cotta definiuje logikę tego systemu: „Wzrost korupcji nie może być rozpatrywany w oderwaniu od działalności finansistów i maklerów. Kiedy podczas operacji finansowych – zwłaszcza fuzji, przejęć i przetargów – posiadanie pewnych informacji daje szansę zdobycia w kilka minut fortuny, na którą trzeba by było pracować całe życie, pokusa sprzedania takich informacji okazuje się nie do odparcia.” Jak dodaje autor, „Gospodarka rynkowa może jedynie sprzyjać rozwojowi tego autentycznego rynku (…) Podsumowując, korupcja odgrywa rolę analogiczną do planowania.” Nie można przedstawić bardziej prawdziwej oceny systemu, w którym wszystko można kupić i sprzedać.
Polityka prostytucji i ekonomia kasyna
Korupcja nie jest jedynym odchyłem od normy, który stał się strukturalnym prawem systemu, podobnie jest z prostytucją, której przykłady najlepiej widać w polityce. Mamy Mubaraka, który za 5 miliardów dolarów dołączył do wojny w Zatoce Perskiej, króla Fahda, który będąc władcą ziemi, którą uznaje za świętą i przysięgając walczyć ze wszystkimi niewiernymi, zaprasza i utrzymuje dziesiątki tysięcy żołnierzy z USA i innych krajów w zamian za ochronę, czy Jelcyna, który sprzedał kraj za marne pieniądze, by zyskać poklask MFW, który w podzięce przysłał do niego Sorosa jako eksperta od gospodarki. Te symptomy są znaczące dla dotkniętego rozkładem systemu, w którym spekulacja jest o wiele bardziej opłacalna od inwestycji w produkcję czy usługi.
Dzisiejszy system monoteizmu rynku pozwala zarobić czterdziestokrotnie więcej na spekulacji surowcami, obcą walutą czy tak zwanymi „instrumentami pochodnymi” niż na wytwarzaniu dóbr i świadczeniu usług. Pierwotna funkcja banków – inwestowanie otrzymanych pieniędzy w produkcję – została przekształcona do tego stopnia, że używają one swojego kapitału, by postawić go na upadek lub rozwój innego kapitału, nie służąc prawdziwej gospodarce. Bank staje się kasynem, pasożytem na społeczeństwie, gdzie finansiści stawiają pieniądze na fluktuacje cen walut i zmiany indeksów giełdowych.
Prewencyjne ludobójstwo – ofiary z ludzi
Ostatnią cechą charakterystyczną tego etapu rozkładu, dezintegracji tkanki społecznej, która prowadzi do zbrodni, jest wskazywanie najuboższych jako winnych klęski systemu stworzonego przez najbogatszych. Diaboliczna koncepcja Malthusa została usystematyzowana poprzez skupienie się na problemie demografii ludności Południa. Jej głównym teoretykiem jest Henry Kissinger, ale miał swoich poprzedników. Podczas wielkiego kryzysu, w 1934 Gunnar Myrdal w książce „Kryzys demografii” zaproponował „radykalną eliminację jednostek w nie wystarczającym stopniu zdolnych do przeżycia, której można dokonać poprzez sterylizację.” Propozycję wcielono w czyn w Niemczech hitlerowskich. Amerykański sekretarz stanu Kissinger zabrał głos 26 listopada 1975 r. w „Memorandum o decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 314 i implikacjach wzrostu populacji dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych i ich interesów zagranicznych”. Dokument ten „odtajniono” 6 czerwca 1990 r. Dziś stał się on podstawą „globalnej przyszłości” proponowanej przez amerykańskich prezydentów. Dokument NSSM 200 przedstawia tę amerykańską wizję przyszłości świata głosząc, że „jeżeli kraj wykazuje dobrą wolę w sprawie ograniczenia liczby narodzin, należy wziąć to pod uwagę przy dystrybucji zasobów żywieniowych.” Dokument idzie dalej, donosząc o „kontrowersyjnych, lecz zwieńczonych sukcesem praktykach w Indiach, podczas których duża liczba mężczyzn zgodziła się poddać sterylizacji w zamian za korzyści finansowe”.
To – by posłużyć się terminologią UNICEF – prewencyjne ludobójstwo jest systematycznie wprowadzane w Trzecim Świecie. Tak oto monoteizm rynku domaga się więcej ofiar z ludzi niż jakakolwiek religia z przeszłości.
Nadchodzi nowa wojna religijna
Jesteśmy na drodze do prawdziwej wojny religijnej. Nie między chrześcijanami a muzułmanami, wiernymi i niewiernymi, lecz miedzy wszystkimi ludźmi wiary – tymi, którzy wierzą, że życie ma znaczenie, za którego odnalezienie i uświadomienie go sobie są odpowiedzialni – a wyznawcami fałszywej religii, monoteizmu rynku, który odziera życie ze wszystkich możliwych znaczeń i kieruje naszą planetę w stronę samozagłady.
Ten niezbędny bunt woli i człowieczeństwa wymaga przede wszystkim rozbicia światowego rynku narzucanego nam przez Stany Zjednoczone. Bunt ten nie może zatriumfować, przyjmując archaiczne formy polityki partyjnej, nacjonalizmów i partykularyzmów, które często kończą jako wyrazy kolektywnego egoizmu. Nie zwycięży też przez zinstytucjonalizowane kościoły – nawet najbardziej dominujący z dominujących Kościół Katolicki – ani przez islamizm, zarazę toczącą islam za sprawą przywódców, którzy uczynili ideologię polityczną z dosłowności. Z powodu swego konstantyńskiego charakteru Kościół Katolicki zatracił łączność ze znaczeniem buntu Jezusa, zaś islamizm jest de facto pragnieniem dołączenia do monoteizmu rynku żywionym przez masy żyjące w ubóstwie i rozpaczy. Chociaż kościoły mogą tworzyć fronty przeciwstawiające się monoteizmowi rynku, nie są zdolne do wypracowania projektu na przyszłość. Prawdziwe odrodzenie, lub po prostu przetrwanie, zależy od naszej niezależnej od kwestii politycznych, etnicznych i religijnych zdolności utworzenia komórek oporu przeciwko otaczającemu nas brakowi znaczenia i tworzenia wspólnot bazowych, tak jak robili to zwolennicy teologii wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej.
Rola Europy
Europejczycy mogą przetrzeć szlak, opuszczając wszystkie organizacje będące narzędziami kolonializmu sterowanymi ze Stanów Zjednoczonych. Powinni zerwać z traktatem z Maastricht, Światową Organizacją Handlu, MFW i Bankiem Światowym, które dewastują Południe i Wschód świata. Naszym celem nie może być jednak wycofanie się do iluzji bezpieczeństwa oferowanej przez nacjonalizm, lecz przeciwnie, osiągnięcie wolności do ustanowienia całkowicie nowych relacji z Trzecim Światem i pozostałymi państwami. Tylko tak możemy zacząć poszukiwania nowej nowoczesności, innej niż nowoczesność zachodnia kierowana przez rynek i technologię, która uczyniła produktywność celem samym w sobie. Nowa nowoczesność musi mieć za podstawę nie tylko przyrost bogactwa, lecz rozwój każdego człowieka.
Anulowanie długów zagranicznych to za mało. Trzeba skończyć z przekazywaniem pomocy za pośrednictwem rządów niezależnie od tego, czy wykorzystują ją na zakup broni i zmuszanie ludów do akceptacji dyktatów MFW, czy by samemu się wzbogacić i podzielić pieniędzmi z bogatymi dobroczyńcami. Pomoc musi docierać bezpośrednio do ludzi poprzez kontakty ze wspólnotami bazowymi i odpowiadać prawdziwym potrzebom społeczności, jej priorytetem zaś winno być rolnictwo, by zapewnić jak najszybsze osiągnięcie samowystarczalności żywieniowej.
Bojownicy nadziei przeciw nocy upadku
By odpowiedzieć na potrzeby Południa, wyeliminować sztucznie napędzaną chciwość i technologie śmierci oraz by zapewnić przetrwanie świata, konieczne jest ograniczenie przemysłu zbrojeniowego i eliminacja wszelkich form reklamy, która kształtuje podstawy systemu pobudzającego pragnienia i manipulującego duszami. Giełdy powinny również zostać poddane radykalnej reformie, by uniemożliwić krótkoterminowy handel w twardej walucie i spekulacje. Wreszcie należy przywrócić znaczenie czasowi pracy niezależnie od produkcji, zatrzymać osiągnięcia naukowe zwiększające bezrobocie i czyniące z wydajności cel sam w sobie, co przynosi korzyść jedynie właścicielom środków produkcji.
Wtedy i tylko wtedy, niezależnie od poświęceń jakich wymaga ten bunt od ludów świata, z dala od pochodzenia etnicznego, przekonań religijnych i filozoficznych i przestarzałych podziałów na prawicę i lewicę, ludzie będą mogli odzyskać niezależność i co ważniejsze, staną się bojownikami nadziei przeciwko nocy upadku.
*
Roger Garaudy (1913-2012), filozof francuski. Przez lata marksista, związany jako polityk i intelektualista z Komunistyczną Partią Francji, z której został usunięty w 1970 r. Od tego czasu wprowadzał do swoich koncepcji elementy egzystencjalizmu i katolickiej nauki społecznej. W 1982 r. dokonał konwersji na islam. Za przedstawione w wydanej w 1995 r. książce „Mity założycielskie polityki izraelskiej” poglądy dotyczące tzw. holocaustu ukarany wyrokiem więzienia w zawieszeniu i grzywną (której część zapłacił rząd Iranu).
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
