Rosja: Rozprawa z Greenpeace

Wieczorem 19 września Straż Przybrzeżna Służby Pogranicznej wchodzącej w skład rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa zajęła na Morzu Peczorskim (w południowo-wschodniej części Morza Barentsa) lodołamacz „Arctic Sunrise”, pływający pod banderą holenderską, a należący do lewicowej „ekologicznej” organizacji Greenpeace. Powodem interwencji była przeprowadzona 18 września akcja „ekologów”, którzy próbowali przywiązać transparent do pobliskiej platformy wiertniczej Prirazłomnaja, należącej do państwowej firmy Gazprom; pogranicznicy zatrzymali wówczas dwóch eko-lewaków, którym udało się przedostać na platformę.

Następnego dnia Straż Przybrzeżna przechwyciła cały statek. Polska „Gazeta Wyborcza” relacjonuje: „Kilkudziesięciu zamaskowanych komandosów opuściło się na linach z helikoptera i zajęło lodołamacz. Aresztowano wszystkich aktywistów i członków załogi. Kilku uciekło do kabiny radiooperatora, skąd opisywali sytuację na Twitterze. Ale wkrótce zostali ujęci. W jednym z ostatnich wpisów na portalu podali, że klęczą na rufie pod lufami karabinów.” Na statku pogranicznicy ujęli łącznie 25 osób. Są wśród nich obywatele 18 państw, w tym jeden obywatel polski – Tomasz Dziemiańczuk, działacz Greenpeace z Gdańska.

„Arctic Sunrise” przepłynął pod konwojem do portu w Murmańsku. Biuro prasowe FSB obwodu murmańskiego podało wstępnie, że zatrzymanym może grozić oskarżenie o terroryzm (kara – do 20 lat więzienia w twierdzy) lub piractwo (kara – do 15 lat więzienia), a ponadto o prowadzenie nielegalnej działalności badawczej na wodach w strefie ekonomicznej Federacji Rosyjskiej i podejście ich jednostki na niebezpieczną odległość 500 metrów od platformy wiertniczej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało natomiast ambasadorowi Holandii w Moskwie notę protestacyjną, w której stwierdzono, że prowokacyjne działania załogi statku miały znamiona działalności ekstremistycznej, stwarzały zagrożenie dla życia ludzi i groźbę katastrofy ekologicznej w Arktyce.

Źródło: osw.waw.pl, wyborcza.pl

Komentarz Redakcji: Organizacje „ekologiczne” pokroju Greenpeace nie mają wiele wspólnego z ekologią ani z działaniem na rzecz ochrony przyrody. Na ogół prowadzą po prostu nieuczciwą działalność zarobkową, pasożytując na różnych dużych inwestycjach budowlanych (metodą: odstąpienie od protestów i utrudniania budowy w zamian za uiszczenie przez inwestora datku na „działalność ekologiczną”, czyli haraczu). Czasem są też narzędziem w rozgrywkach politycznych (przypadek polskiej Rozpudy). Z niewiadomych przyczyn upowszechnił się groteskowy obyczaj wchodzenia z takimi „ekologami” w rokowania – nawet przez rządy państw – choć wystarczyłoby każdorazowo usunąć ich za pomocą zwykłych działań porządkowych. Przez sprawne i szybkie uprzątnięcie „ekologicznych” śmieci unoszących się na powierzchni Morza Peczorskiego Rosjanie udowodnili, że szanujące się państwo bynajmniej nie musi dawać się ośmieszać i upokarzać bezczelnym cwaniakom, którzy nie reprezentują nic poza swoim apetytem na kasę i ewentualnie bzdurną lewacką ideologią. A przypomnijmy, że Europejczycy wcale nie zawsze byli gorsi. W 1985 r. służby specjalne Francji zatopiły – drogą zamachu bombowego – należący do Greenpeace statek „Rainbow Warrior” (pedalski bojownik?), z którego pokładu działacze tej organizacji próbowali przeszkodzić francuskim próbom nuklearnym. „Dał nam przykład Bonaparte…” (A.D.)    

images (8)

Leave a Reply