15 października radca holenderskiej ambasady w Moskwie padł ofiarą najścia i pobicia we własnym mieszkaniu przez „nieznanych sprawców”. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa była to reakcja rosyjskich władz na wcześniejszą o półtora tygodnia, a podobną w formie próbę rządu Holandii wywarcia nacisku na Moskwę.
5 października holenderska policja wtargnęła do mieszkania radcy rosyjskiej ambasady w Hadze i zatrzymała go na kilka godzin pod zarzutem maltretowania własnych dzieci. 8 października prezydent Władimir Putin publicznie zażądał przeprosin, wyjaśnień i ukarania winnych, a minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow zasugerował, że relacje Rosji z Holandią będą zależeć od reakcji władz holenderskich. Oficjalne przeprosiny (9 października) holenderskiego ministra spraw zagranicznych rosyjskie MSZ uznało za niewystarczające i zażądało dalszych wyjaśnień, które ambasador Holandii w Moskwie złożył dwa dni później. Władze Rosji nie uważają konfliktu za zakończony i nadal domagają się ukarania winnych. 9 października rosyjski urząd kontroli fitosanitarnej (Rossielchoznadzor) zasugerował możliwość wstrzymania importu holenderskich kwiatów (wartości około 900.000.000 dolarów), a dwa dni później zapowiedział ograniczenie listy holenderskich zakładów uprawnionych do eksportu produktów mlecznych do Rosji.
Głębsze przyczyny obu incydentów następująco wyjaśnia Witold Rodkiewicz, analityk polskiego Ośrodka Studiów Wschodnich: „Tłem konfliktu dyplomatycznego jest spór Holandii i Rosji o interpretację i prawną ocenę akcji aktywistów Greenpeace, którzy 18 września weszli na platformę wiertniczą Gazpromu na Morzu Barentsa, w rosyjskiej strefie ekonomicznej. Władze rosyjskie aresztowały aktywistów wraz ze statkiem, stawiając im zarzut piractwa. Holandia postulowała uwolnienie statku i złagodzenie zarzutów, a po odmowie strony rosyjskiej wniosła 4 października sprawę do międzynarodowego arbitrażu morskiego. W establishmencie rosyjskim panuje opinia, że organizacje ekologiczne w ogóle, a Greenpeace w szczególności, są wykorzystywane przez zagraniczne koncerny i państwa do zablokowania eksploatacji szelfu arktycznego przez Rosję. Akcja Greenpeace postrzegana jest więc jako umyślny atak na newralgiczne interesy Rosji, co wymaga ostrej reakcji w celu odstraszenia ewentualnych naśladowców. W kręgach rosyjskiej elity władzy najprawdopodobniej panuje przekonanie, że atak na rosyjskiego dyplomatę nie był przypadkowy, lecz miał na celu wywarcie nacisku na Rosję w sprawie Greenpeace, a więc wymaga ostrej reakcji, aby zademonstrować, że Rosja nie ulegnie tego typu naciskom. Ponieważ standardy ochrony praw dziecka w Rosji różnią się od holenderskich, powołujące się nań argumenty strony holenderskiej usprawiedliwiające akcję policji raczej nie mają szansy na zrozumienie i będą w Rosji interpretowane jako oczywisty pretekst. W tym kontekście można założyć, że atak na dyplomatę holenderskiego stanowił »symetryczną odpowiedź« na incydent w Hadze.”
Źródło: osw.waw.pl
Komentarz Redakcji: Kroki podjęte przez władze Rosji należy ocenić jako całkowicie zrozumiałe i uzasadnione. Dyplomata w służbie czynnej jest nosicielem autorytetu państwa poza jego granicami. Jeżeli państwo nie zaangażuje się z całą stanowczością w obronę swojego dyplomaty sponiewieranego za granicą – i to sponiewieranego bezpośrednio przez funkcjonariuszy państwa, w którym jest akredytowany – otwarcie zachęci do podejmowania kolejnych zamachów na własny autorytet, czym samo przyczyni się do jego zniszczenia zarówno we własnych granicach, jak i na arenie międzynarodowej. Przy okazji władze Rosji na oczach całego świata uderzyły w rozpowszechnioną w Europie Zachodniej, opartą na lewackiej ideologii praktykę rozbijania rodzin pod pretekstem „obrony praw dzieci” przed „łamiącymi je” rodzicami. (A.D.)









Jeden komentarz