Thierry Meyssan: Saudyjskie samobójstwo

Czy poszczuta przeciwko Syrii przez Stany Zjednoczone Arabia Saudyjska w razie klęski popełni samobójstwo? Poniższe wydarzenia pozwalają wysnuć taki wniosek.

31 lipca książę Bandar bin Sultan odwiedził Rosję, gdzie spotkał się nie tylko szefem rosyjskiego wywiadu, lecz także z prezydentem Putinem. Napotkać można dwie wersje opisu ich spotkania. Według Saudyjczyków, Bandar wystąpił w imieniu królestwa i Stanów Zjednoczonych. Miał przedstawić ofertę zakupu broni wartej 15 miliardów dolarów w zamian za porzucenie Syrii przez Rosję. Według Rosjan, miał przemawiać arogancko, najpierw grożąc wysłaniem dżihadystów celem zakłócenia przebiegu igrzysk olimpijskich w Soczi w razie dalszego wspierania przez Moskwę rządu w Damaszku, a następnie przechodząc do propozycji przekupstwa. Jakakolwiek jest prawda, Putin miał odczuć, że jego rozmówca obraża Rosję.

30 września książę Faisal miał wystąpić na sześćdziesiątej ósmej sesji Zgromadzenia Generalnego ONZ, ale rozwścieczony dążeniami do polepszenia stosunków amerykańsko-irańskich saudyjski minister spraw zagranicznych zrezygnował z wystąpienia bez podania powodów. Nie zezwolił nawet na udostępnienie delegatom przygotowanego wcześniej przemówienia.

11 października zastępca sekretarza generalnego ONZ i były urzędnik amerykańskiego Departamentu Stanu ds. Bliskiego Wschodu Jeffrey Feltman spotkał się z delegacją libańską. Przemawiając w imieniu Ban Ki-moona i prezydenta Obamy w ostrych słowach skrytykował saudyjską politykę zagraniczną budowaną na urazach i niezdolną do przystosowania się do zmieniającego się świata.

18 października Zgromadzenie Generalne ONZ większością 176 głosów wybrało Arabię Saudyjską na członka Rady Bezpieczeństwa na okres dwóch lat, począwszy od stycznia 2014 r. Ambasador Abdallah El- Mouallemi pogratulował sobie sukcesu który miał ukazywać „skuteczność opartej na umiarkowaniu (sic!) polityki saudyjskiej”. Kilka godzin później książę Faisal wydał komunikat prasowy w iście naserystowskim stylu krytykujący nieskuteczność Rady Bezpieczeństwa i odrzucający przyjęcie miejsca w Radzie. O ile głównym powodem była sprawa Syrii, minister pozwolił sobie także na wspomnienie kwestii Palestyny i broni masowego rażenia na Bliskim Wschodzie tj. wskazanie Iranu i Izraela jako zagrożeń dla pokoju. Wiedząc, że krytyka polityki ONZ wobec Syrii jest bezpośrednim rzuceniem wyzwania Rosji i Chinom które trzy razy użyły w tej sprawie prawa weta, minister w swoim komunikacie wymierzył policzek Pekinowi mimo, że Chiny są obecnie głównym importerem saudyjskiej ropy naftowej. Posunięcie to mimo wprowadzania chaosu do funkcjonowania ONZ, zyskało poklask ze strony prezydentów Turcji i Francji którzy ogłosili, że podzielają “frustrację” Arabii Saudyjskiej w sprawie Syrii.

21 października “Wall Street Journal” ujawnia, że książę Bandar bin Sultan zaprosił do siebie przebywających w Rijadzie dyplomatów europejskich. Na spotkaniu szef saudyjskiego wywiadu nie krył furii z powodu irańskich dążeń do porozumienia z USA i wycofania się Stanów Zjednoczonych z akcji zbrojnej przeciwko Syrii. Miał ogłosić, że królestwo zemści się poprzez oddalenie się od Ameryki. Nawiązując do sprawy odrzucenia stanowiska w Radzie Bezpieczeństwa dziennik poinformował, że według księcia Bandara, wspomniany wyżej komunikat prasowy skierowany był nie przeciw Pekinowi lecz Waszyngtonowi. Wyjaśnienie to jest tym bardziej interesujące, że nie odpowiada faktom.

Wobec niedowierzania wywołanego przez te informacje i uspokajających komentarzy Departamentu Stanu, książę Turki bin Faisal wyjaśnił agencji Reutera, że słowa jego osobistego przeciwnika Bandara, są dla królestwa wiążące i nikt nie będzie kwestionował nowej polityki. Nie ma więc mowy o podziale władzy między rywalizujące gałęzie rodziny królewskiej, Saudairi i Szuraim, gdyż łączy je wspólna wizja.

Podsumowując, Arabia Saudyjska w lipcu obraziła Rosję. Dwa tygodnie temu Chiny.  A teraz Stany Zjednoczone. Królestwo ogłosiło, że wycofa się z inwestycji w Ameryce, prawdopodobnie na korzyść Turcji i Francji, chociaż nikt nie wie jak miałoby do tego dojść. Te zachowania można tłumaczyć na dwa sposoby: albo Rijad udaje gniew by pozwolić Waszyngtonowi na kontynuację wojny z Syrią bez brania za to odpowiedzialności, albo ród Saudów popełnia polityczne samobójstwo.

Pierwszej hipotezie przeczą deklaracje Bandara na spotkaniu z ambasadorami. Gdyby prowadził grę w interesie USA, powstrzymałby się od informowania ich sojuszników o rewolucji w polityce międzynarodowej.

Druga hipoteza przypomina zachowanie wielbłądów, które zdolne są ponoć do chowania urazy przez lata, dopóki nie zemszczą się za wszelką cenę.

Jednak mianowanie na szefa CIA Johna O. Brennana w marcu 2013 r. każe poważnie zastanowić się nad możliwością przetrwania Arabii Saudyjskiej. Brennan który niegdyś pracował w Rijadzie jest przeciwnikiem międzynarodowego dżihadyzmu który z pomocą Arabii Saudyjskiej stworzyli jego poprzednicy. Zdaniem Brennana, bojownicy którzy sprawdzili się w Afganistanie, Jugosławii i Czeczenii stali się dziś zbyt liczni i nieprzewidywalni. To, co zaczęło się od kilku ekstremistów Arabskich walczących z Armią Czerwoną, zmieniło się w konstelację grup obecnych od Maroka po Chiny, walczących o triumf saudyjskiego modelu społecznego zamiast o pokonanie wrogów USA. Już w 2001 r. Stany Zjednoczone dążyły do eliminacji Al-Kaidy obwiniając ją o ataki z 11 września. Jednak po śmierci Osamy bin Ladena w maju 2011 r. postanowiły jeszcze raz skorzystać z jej pomocy w Libii i Syrii. Bez Al-Kaidy nigdy nie dałoby się obalić Muammara Kaddafiego. Dowodzi tego obecność byłego „numeru dwa” organizacji, Abdelhakima Belhadża na stanowisku wojskowego gubernatora Trypolisu. Jednak według Brennana, międzynarodowy dżihadyzm należy zredukować do niskiego poziomu i zachować do użycia przez CIA w wyjątkowych przypadkach.

Dżihadyzm jest nie tylko jedyną realną siłą w Arabii Saudyjskiej, której armia podzielona jest na jednostki podległe dwóm klanom rodziny Saudów, ale także jedynym celem jej istnienia. Waszyngton nie potrzebuje królestwa by dostarczało mu ropę, ani do negocjacji pokoju w Palestynie.

Powraca zatem stary plan neokonserwatystów: “Wyrzucić Saudów z Arabii”, jak zatytułowano jedną z wygłoszonych w 2002 r. prezentacji Rady Politycznej przy Departamencie Obrony. Projekt ten zakłada rozbicie kraju na pięć stref z których trzy utworzą niepodległe państwa, a dwie pozostałe zostaną przyłączone do już istniejących krajów.

Wybierając konfrontację ze Stanami Zjednoczonymi, rodzina Saudów nie pozostawia im wyboru. Mało prawdopodobne jest by Waszyngton pozwolił sobie na słuchanie dyktatu kilku bogatych Beduinów. Sprawi raczej, że upadną jeden po drugim. W 1975 r. nie cofnął się przed likwidacją króla Faisala. Tym razem, będzie jeszcze bardziej radykalny.

saudi-arabia

 Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: “Saudi suicide”, by Thierry Meyssan, Translation Roger Lagassé, Voltaire Network, 28 October 2013, www.voltairenet.org/article180720.html

Leave a Reply