Francuzi zauważyli już dość dawno, że przywódców wszelakich ruchów ekologicznych można by nazwać bardziej czerwonymi niż zielonymi. Brice Lalonde w swoich wypowiedziach tylko potwierdza to, co już dawno wiedzieli. Ale nie było tak zawsze. Lewicowcy którzy kierują dziś rozmaitymi stowarzyszeniami i większością publikacji ekologicznych tak naprawdę nie są prawdziwymi inicjatorami obrony Natury i Życia: mają oni swoich poprzedników, którzy wypierali się związków zarówno z „fałszywą” prawicą, jak i „prawdziwą” lewicą, a dokładniej związków z kapitalistycznym liberalizmem i autorytarnym socjalizmem. Przywiązani do naszej tradycji i o wiele mniej spolityzowani niż ich naśladowcy, uważali, że Marx, Lenin i Trocki nie mają absolutnie nic wspólnego z tym, co się dziś nazywa ekologią. […] Tylko nieliczni Francuzi są świadomi tego, że ruch ekologiczny nie narodził się nagle pewnego ranka, niczym grzyb po nocnej burzy, ani że „przywódcy” wyrośli z grupek powstańczych maja 1968 nie są prawdziwymi inicjatorami ruchów ekologicznych.
Prawdziwi założyciele ruchu ekologicznego, to nie Brice Lalonde ani Antoine Waechter ani Dominique Voynet – aktualni przywódcy rozmaitych ugrupowań „zielonych”. Prawdziwym ojcem tego co dziś nazywamy ekologią jest Henri-Charles Geffroy, twórca „Czystego Życia” (fr. „La Vie Claire”). W tym samym okresie wielu z jego współtowarzyszy uczestniczyło w obronie Natury i Życia, między innymi: Maurice-Georges Raquet i Raoul Lemaire. Raquet w 1919 r. zastąpił swojego ojca obejmując redakcję „Postępu Rolnictwa”. Ów wpływowy tygodnik wydawany początkowo w Amiens, zdołał zdobyć popularność w całej Francji. Nie tylko bronił on tradycyjnych metod hodowli, postulował pozbycie się nawozów sztucznych, ale także radził hodowcom. Maurice-Georges Raquet stworzył w budynku redakcji „Postępu Rolnictwa” przy ulicy Jakobinów w centrum Amiens prawdziwe laboratorium, gdzie wnikliwie badano nowe produkty przeznaczone dla rolnictwa. Takie postępowanie pociągało za sobą zrozumiałe zdenerwowanie producentów wszelakich użyźniaczy, środków chwasto- i owadobójczych, których produkty jakoby „wypalały ziemię”. W swoich artykułach najczęściej sygnowanych BRUTUS, Raquet chwytał za gardło tych rekinów finansjery i z zapałem oskarżał technokratów, którzy, jak sam pisał, zaprowadzą nas do ruiny i śmierci. W 1960 r. „Postęp Rolnictwa” prezentował się podobnie, jak na początku wieku: taki sam format, okładka i układ strony, jego nakład pozostał niezmienny od ponad dziesięciu lat. Jednak, jako że wpływy stawały się coraz skromniejsze, Raquet musiał wreszcie skapitulować. Mając 6000 wiernych prenumeratorów, którzy zapewne chętnie staliby się akcjonariuszami spółki wydającej pismo – „Postęp Rolnictwa” po prostu zniknął w 1968 roku. Dwaj synowie Raquet’a odwiedzali mnie, by informować na bieżąco o swoich zabiegach mających na celu wyjście z rutyny. Starszy – Guy-Marie – w swoim liście z 21 stycznia 1969 zastanawiał się, czy gazeta „pewnego dnia rozkwitnie na powrót wśród wiosek”. Dodawał: „proponowano mojemu ojcu wiele rozwiązań, lecz on wszystkie je odrzucił”. Brutus i Guy-Maurice zmarli, nie zdoławszy przyczynić się do odrodzenia pisma. Od tego momentu zacząłem żałować, że Maurice-Georges Raquet został moim przyjacielem i że „Postęp Rolnictwa” coraz częściej zaczął przywłaszczać sobie moje poglądy na sprawy dotyczące szkodliwości „super-kapitalizmu”.
Raoul Lemaire także był moim przyjacielem. Poznałem go w 1955 r., w tym czasie wspólnie z Leonem Dupont stał na czele rolniczego ruchu „poujadystów” [i]. Pisywał także do gazety „Chevrotine”, którą założył Dupont w 1956 r. po to, by wyprostować polityczną linię UDCA Pierra Poujade’a. Poza tym Lemaire przewodniczył Zgromadzeniu Chłopskiemu i pisywał do „Gazety Rolniczej”. Po zerwaniu z Dupontem i Poujade’m okazał mi swoje niezadowolenie i zaniepokojenie pisząc do mnie 19 lutego 1958 r. te słowa: „Przyjeżdżam w piątek do Paryża i pragnąłbym się z panem tam spotkać w celu przedyskutowania aktualnej sytuacji, która wydaje mi się całkiem poważna… Spisek przeciw Francji, który trwa już od 50 lat przybrał takie rozmiary, że jestem całkowicie przekonany, iż nigdy wcześniej nasz kraj nie znalazł się w bardziej niebezpiecznej sytuacji”. Ten stary profesor rolnictwa, biolog-genetyk, opracował dla rolników pewien produkt [z tekstu nie wynika, czy to pasza, czy może jakiś nawóz – przyp. tłum.] na bazie glonów i magnezu. Lecz jego największym osiągnięciem był niewątpliwie „Chleb Lemaire’a”, który tysiące piekarzy nagle zaczęło przygotowywać na podstawie specjalnie opracowanej receptury i wypiekać na węglu drzewnym. Oczywiście wzbudziło to wówczas zrozumiałe poruszenie wśród wielu rolników, bo jak mieli oni sprzedawać swoją mąkę, skoro piekarze pieką teraz chleb z mąki „biologicznej”? Związki tychże rolników z większymi partiami politycznymi zaowocowały interwencją administracji w tej sprawie i Lemaire został postawiony przed sądem. Zdołał jednak przekonać Trybunał o swojej dobrej woli i odeprzeć wszelkie zarzuty. Wiele gazet popierało poglądy Lemaire’a, a do najważniejszych z nich należały wówczas: „La Semaine du Lait” („Tydzień Mleka”); „Qualite-Loyaute et Sante” („Jakość, Zaufanie i Zdrowie”); „La Liberte du Morbihan” („Wolność Morbihanu”) oraz „Postęp Rolnictwa Francji”.
Ale prawdziwym przywódcą ruchu ekologicznego epoki był Henri-Charles Geffroy – ze swoją gazetą o wiele młodszą niż te poprzednio wymienione, a co za tym idzie, bardziej prężną i co więcej – z siedzibą w regionie paryskim, co miało niemały wpływ na jej popularność. W ten sposób lepiej „uzbrojony” Geffroy mógł także dłużej opierać się presji wywieranej przez oligarchię na wszelką prasę niezależną: jego gazeta – „Czyste Życie” pojawia się do dziś i toczy podobną walkę z przeciwnościami, mimo, że Geffroy’a już tam nie ma. Siedziba główna – jak już pisałem – znajdowała się w regionie paryskim, i celowo nie użyłem słowa przedsiębiorstwo, gdyż „Czyste Życie” to raczej był ruch skupiający prawdziwych ekologów. Zebrawszy kolekcję wszystkich numerów „CŻ”, by napisać książkę poświęconą swojemu dziadkowi, Marie-Lise Geffroy powiedziała mi, że większość tematów poruszonych w tych zeszytach do dziś nie straciła na aktualności. „Prawie pięćdziesiąt lat później – pisała do mnie – trudno zapomnieć o wielkim dziele mojego dziadka, które było czymś o wiele większym, niż tylko SPRAWĄ ZAROBKU. Informował opinię publiczną, bronił jej interesów i wszystko to z taką energią…”
Urodzony w Paryżu 5 grudnia 1895 r. Henri-Charles Geffroy był właściwie pochodzenia normandzkiego: rodzinnym miastem ojca było Coutances, natomiast matki: Agon-Coutainville. Zarówno jego ojciec, jak i dziadek byli założycielami różnych gazet, co prawdopodobnie zaszczepiło w Geffroy’u zapał do pisania. Najpierw producent kolorowych papierów, w rok po II wojnie światowej założył swoje własne pismo „Czyste Życie”, gdzie przez szereg lat alarmował opinię publiczną o niezdrowej żywności i piętnował tych, którzy korzystają na jej rozprowadzaniu. Zdołał zebrać wokół siebie grupę zaufanych ludzi: naukowców, pisarzy, dziennikarzy, którzy stali się dla niego naprawdę cennymi pomocnikami: profesor R. Lautie, autor „Pośród dobroczynnych roślin” i „Zagrożenia atomowego”; Michel Remy, autor „Człowieka w niebezpieczeństwie”; dr Sananes, prezes „Stowarzyszenia bioterapii”; dr Couzigou, Pierre Thurotte i wiele innych osób. Ten ostatni, wieloletni przyjaciel, wraz ze swoją żoną Paulette założył i prowadził poczytny biuletyn „Jasność na świecie” [fr. „Clarte sur le Monde”], który zaczął współtowarzyszyć „Czystemu Życiu”. To warte uwagi pismo ukazywało się od 1975 do 1979 roku, niejako w cieniu wielkiego C.H. Geffroy’a. Zniknęło z powodu kłopotów finansowych. Założyciel „Czystego Życia” zmarł 12 maja 1981 roku. Pochowano go trzy dni później na cmentarzu w Moissy-Cramayel po skromnych uroczystościach. Bardzo żałowałem, że nie mogłem w nich uczestniczyć. Wspomnienie o nim zostanie jednak żywe w pamięci tysięcy Francuzów, tych, którzy go znali i wielbili, którzy od niego nauczyli się wielu rzeczy i uczestniczyli w jego przedsięwzięciach. Mimo, że dzisiejsi ekolodzy wydają się zapomnieć o Geffroy’u, zawdzięczają mu naprawdę bardzo wiele, a ja osobiście będę mu zawsze wdzięczny za to co, dla mnie zrobił. W książce „Henri-Charles Geffroy i Czyste Życie”, która niedługo pojawi się na półkach księgarń, Marie-Lise Geffroy rysuje mały przegląd przedsięwzięć HC jako twórcy nowoczesnego ruchu ekologicznego.
Z Geffroy’em po raz pierwszy zetknąłem się w 1958 roku. Właśnie udało mi się wydać publikację „Bank Główny i trusty” i Geffroy osobiście przybył mnie odwiedzić w moim biurze przy ulicy Harpe. Oczywiście słyszeliśmy wcześniej o sobie nawzajem, ale nigdy nie mieliśmy okazji się poznać. Jego gratulacje z powodu mojej książki przyjąłem z wielką radością. Była to druga moja książka polityczna wydana od momentu Wyzwolenia i, jak zwykle, nie chwaliłem tam oligarchii finansowych za ich postępowanie. Naturalnie media milczały na temat ukazania się książki. – „Mamy tych samych wrogów” – powiedział Geffroy, jak tylko zjawił się w moim biurze. – „i chcę, żeby moi czytelnicy wiedzieli o czym pan pisze”… Najbardziej podobały mu się rozdziały o trustach, żywności przemysłowej, a szczególnie ten zatytułowany „Rybka na waszym talerzu”. Zauważył szybko, że korzystałem z jego własnych doświadczeń i przemyśleń: cytowałem z jego broszury „Do Stołu!” i z dzieła jednego z jego współpracowników – Michel’a Remy zatytułowanego „Spaliliśmy Ziemię”. Podawałem jasno na tych 440 stronach książki dokładniejsze dane na temat działalności wielkich trustów, które Henri-Charles znał bardzo dobrze. Chciał by te „prawdziwości” – tak sam się wyraził – nie przeszły niezauważone w kręgu zainteresowanych sprawami. Zaproponował mi ogromną pomoc przy dystrybucji mojej książki, co też przyjąłem z entuzjazmem. Wiedziałem już wtedy, że „Czyste Życie” skupia naprawdę znaczną liczbę poważnych czytelników i dysponuje siecią sklepów w Paryżu i na prowincji, gdzie sprzedawane są produkty SFAS, a także książki i broszury polecane przez „Czyste Życie” i „Do Stołu!”. Miesiąc później publikacja „Bank Główny i trusty” znalazła się na półkach tychże sklepów, wystawiona na widok przechodniów. Rezultat był zadziwiający: zmowa milczenia w sprawie mojego ostatniego dzieła została nagle przerwana. Dzięki sieci „Czystego Życia” rozprowadzono tysiące egzemplarzy tej książki. Zaczęły do mnie napływać setki listów od wiernych czytelników „CŻ”, którzy pisali o swoim zaskoczeniu i satysfakcji, jakie przyniosło im znalezienie mojej książki w swoim zakątku prowincji, książki, która wyjaśniła im jak i dlaczego biznesmeni i bankierzy uczestniczą w degradacji naszej żywności, a zatem jak wpływają na pogarszanie zdrowia wszystkich Francuzów…
Naturalnie odwiedzałem jeszcze Geffroy’a wielokroć, gdyż nie tylko mieliśmy wspólnych wrogów, ale także bardzo podobne poglądy. On pochodził z prawicy takiej, jak ją rozumiano w pierwszej połowie XX wieku, to znaczy związanej z ziemią, tradycjami i wrogą siłom napędzanym przez wielki kapitał. Nasze spotkania były raczej krótkie, ale nie bez sympatii, która z czasem przerodziła się w wielką przyjaźń. W miarę regularnie razem z Gilbertem uczestniczyłem w konferencjach Geffroy’a które urządzał na Bulwarze Saint-Germain. Natomiast on robił mi tę przyjemność i zjawiał się na spotkaniach autorskich organizowanych z okazji wydania każdej z moich kolejnych książek. Pamiętam, że przyszedł mnie powitać w salonach Ricard’a przy ulicy Solferino, gdy pojawił się pierwszy z tomów mojego „Słownika Polityki Francuskiej”. To było w lipcu 1967 roku. Było tam wtedy tyle ludzi, że udało nam się wymienić jedynie kilka słów, po czym moje asystentki wręczyły mu specjalnie zadedykowany tom. W kolejce oczekujących na podpis znajdowali się między innymi senator – późniejszy mer Roubaix i były ambasador marszałka Petain’a w Moskwie, a potem w Ankarze… Jedno z ostatnich naszych spotkań miało miejsce w 1975 roku, u niego, na przedmieściach. „Czyste Życie” miało siedzibę w Perigny-sur-Yerres. Przybyłem z Pierrem Thurotte, który prowadził mój samochód. Naczelny „Czystego Życia” pragnął wtajemniczyć mnie do swojego nowego projektu, na którym szalenie mu zależało. Chodziło o zapoczątkowanie i wprowadzenie nowego biuletynu przeznaczonego wyłącznie dla prasy, który miałby za zadanie dostarczać dziennikarzom informacji i dodatkowych dokumentów związanych z problematyką żywieniową, rolnictwem i środowiskiem. Nie tylko poparłem ten nowy pomysł, ale przekonałem Geffroy’a, aby kierownictwo biuletynu powierzył Pierre’owi Thurotte. „Jasność na świecie” – taki wybrano tytuł dla tego nowego periodyku, który pojawiał się przez następne ponad trzy lata. Jego osiągnięcia były bardzo doceniane przez dziennikarzy, do których był adresowany. Gaduły, którzy dzisiaj zwą siebie ekologami, nie mają żadnego pojęcia o skuteczności takich działań.
Te prace Henri’ego Charles’a i Pierra Thurotte oraz jego żony miały w sobie naprawdę więcej z nauczania niż z agitacji i niestety nie były kontynuowane przez przyszłe pokolenie ekologicznych aktywistów. Ale z jakiego powodu – czyżby z powodu małego zainteresowania opinii publicznej działaniami małych ekologicznych grupek, nie potrafiących zjednoczyć się pod wspólnym sztandarem? Oczywiste jest z drugiej strony, że polityczne dążności owych grup nie miały zbyt wiele wspólnego z prawdziwą ekologią, lecz po prostu wyewoluowały z różnorakich ugrupowań lewackich. Tacy jak Lalonde, Waechter czy Mamere (którzy od początku nie wzbudzali mojego zaufania) przekształcili ekologię, która z początku miała być niczym więcej, jak tylko obroną natury i zdrowia – w zwyczajne przepychanki poprzez wprowadzanie swoich przyjaciół i bliskich na różne stanowiska. Uwodzicielska Dominique Voynet – bardziej czerwona niż zielona, jak ją określił Brice Lalonde – obejmując dowodzenie ruchu ekologicznego, przyspieszyła tylko jego klęskę.
Georges Racineux, ocalały jeszcze z pierwszej fali ekologów, prowadzi prężny periodyk „Rolnik Ekologiczny” [‘Le Paysan biologiste’] (adres: 5, rue de Renac, 44143 Chateaubriant Cedex). Wspomagany przez Catherine Racineux, profesora Francois Zanni i Alain’a Casagrande, Georges Racineux jest dobrze zorientowany w sprawach rolnictwa naturalnego, nawozów sztucznych (środków chwasto- i owadobójczych, etc.). W maju 1995 Narodowa Federacja Obrony Rolnictwa Biologicznego, Obrony Gleb i Żywności [Federation nationale de defense de l’agriculture biologique – protection des sols et de l’agro-alimentaire] obrała George’a Racineux swoim prezesem, a Pierre’a Landreau wiceprezesem. Z tej okazji dziennik „Presse Ocean” w numerze z 1 czerwca 1995 zacytował następujące słowa Racineux: „Konsument wreszcie zorientował się, że droga do równowagi jego organizmu prowadzi przez jego talerz. I jak ważne jest spożywanie żywności naturalnej. Myślę, że może on zaufać członkom Federacji, gdyż nasz działania mają poparcie CEE z siedzibą w Brukseli”. Poza tym artykuł zawierał krótkie wyjaśnienie na temat owej Federacji: została ona założona w lipcu 1986 r. w Chateaubriand jako pierwsza francuska organizacja tego rodzaju. Chateaubriand tym sposobem uzyskało miano francuskiej stolicy biologii.
Jean-Clair Davesne, redaktor pisma ‘Lectures Francaises’ (adres: DPF, BP 1, 86190 Chire-en-Montreuil) przez wiele lat prowadził obszerną kronikę rolniczą w jednym z wielkich dzienników prowincjonalnych… Jean Boucher, przez długi czas związany z działaniami Raoul’e Lemaire, autor publikacji „Prawdziwe rolnictwo ekologiczne”, gdzie postuluje, że zdrowie człowieka – zarówno fizyczne jak i psychiczne – ma silny związek ze stanem gleby. Założyciel Francuskiego Stowarzyszenia Rolnictwa Biologicznego (adres: 3, rue de Mourzouck, 44300 Nantes)… Emile Honore – redaktor pisma „Rolnicza Francja” [‘France paysanne et rurale’] , w którym piętnuje postępowania oligarchii finansowych (adres:: E. Honore, directeur, 74120 Megeve]… Alexis Arette, dobrze znany lider rolniczy, autor książki „Potępieni przez ziemię”…
Cała wymieniona piątka działaczy z George’m Racineux na czele jest zdecydowanie nastawiona przeciw mrzonkom i kłamstwom lewackich ugrupowań ekologicznych. Podobnie jak ja, uważają oni, że sprawa ekologii postawiona powinna być wyżej, niż sprawa podziału na lewą i prawą stronę, oraz, że zniknięcie takich postaci jak H.C. Geffroy nie musi oznaczać, że ruch ekologiczny ma się rozpaść. Oczywiście nie można pozwolić, by ugrupowania lewackie otrzymały jakiś rodzaj „monopolu” na ekologię. Powtórzmy raz jeszcze: ekologia nie jest ani prawicowa, ani lewicowa. Uważamy też, że należy jak najbardziej wspierać inicjatywę Marie-Lise Geffroy, która z pomocą przyjaciół z „Czystego Życia” ma zamiar zjednoczyć uczniów wielkiego Geffroy’a oraz wszystkich tych, którzy świadomi są tego, że praktyki trustów żywnościowych i chemicznych nie pozostają bez wpływu na zdrowie Francuzów i na stan środowiska naturalnego (adres: Association AGNVS – BP 534 – 77304 Fontainebleau Cedex).
Do dziś dnia jedyne znaczące ugrupowania ekologiczne dowodzone są przez osoby wywodzące się z lewicy. Zanim jednak pokrótce opiszę wyniki moich badań nad tymi ugrupowaniami, pozwólcie, że wyjaśnię, jakim sposobem dzieło Geffroy’a zostało doprowadzone do upadku przez aferzystę Tapie[ii]. Około roku 1978 grupa prowadząca „Czyste Życie”, grupa, która dała pierwsze oznaki życia w 1946 roku, doznała nagłych kłopotów finansowych, atakowana podstępnie przez jakieś nieznane siły. H.C. Geffroy, już schorowany, nie był w stanie stawić im czoła. Rozpoczęły się różnorakie sądowe przepychanki. Trybunał handlowy z Corbeil-Essones w swoim orzeczeniu z dnia 4 lipca 1978 roku stwierdził wyraźnie, że data spłat upłynęła dnia 19 maja 1978 roku. Potem jeszcze kilkakrotnie przedłużano i przesuwano wszelkie terminy aż do dnia 30 kwietnia 1982 r. Przez cały ten czas H.-C. Geffroy mimo trudności starał się kontynuować swoje dzieło. Z pomocą Marie-Lise Geffroy, która stała się jego szoferem i asystentką, zorganizował w całej Francji dziesiątki konferencji prasowych. Pracował aż do granic swoich sił. Wreszcie jednak musiał zrezygnować z walki, którą nieprzerwanie prowadził od 35 lat i pozostawił swój cały dorobek. Przejął go po nim Tapie. Jak to w ogóle było możliwe? Zebrane przeze mnie strzępki informacji z lat 70 i 80 oraz moje małe prywatne śledztwo przekonały mnie o tym, że założyciel „Czystego Życia” musiał zostać najzwyczajniej zdradzony, a było to o tyle proste (podstępne zdradzenie go), że właściwie cała grupa „VC” składała się z przyjaciół, bliskich, bądź też przyjaciół przyjaciół. Większość z nich H.C. Geffroy znał osobiście, byli ludźmi całkowicie oddanymi sprawie. W takim razie dzieło Geffroy’a musiało zostać podkopane przez wroga…
Jestem przekonany, że mniej więcej w roku 1977, może 1978 grupa przeciwników prawdziwej ekologii znalazła jakieś tylne drzwi, którymi udało jej się wśliznąć w szeregi „VC”. Bo jak inaczej wyjaśnić dziwną postawę niektórych członków personelu grupy? Nie tylko nie posiedli oni specyficznego sposobu patrzenia na sprawę, jakiej nabrali z biegiem lat pozostali, ale jeszcze nie ukrywali swojej pogardy a nawet wrogości wobec dyrekcji. Niemożliwe, by ci „współpracownicy” zostali zwerbowani spośród adeptów „VC”, którzy prawdziwie służyli słusznej sprawie. Ci prawdziwi adepci nigdy by nie zachowali się tak, jak jeden zatrudniony w Perigny, to był prawdziwy skandal. Pomyślcie sobie, że wraz z kilkoma innymi krytykował otwarcie w restauracji przedsiębiorstwa kierownictwo „VC”, a szczególnie złośliwe uwagi sypały się pod adresem założyciela organizacji. Posuwali się czasem do dość radykalnych sposobów prezentowania swojego niezadowolenia. Dwa z nich mogę przedstawić, gdyż zdarzyło mi się być ich naocznym świadkiem. Pewnego dnia, ostentacyjnie wyrzuciwszy „ekologiczny chleb Vie Claire” do kosza, kilku zatrudnionych z siedziby w Perigny udaje się do pobliskiej piekarni po zwykłą białą bagietkę. Innego znów dnia ci sami pracownicy posuwają się do takiego oto czynu. To było zaraz po pojawieniu się nowego numeru pisma. Kilka egzemplarzy leżało na stole, gdy ci wzięli je, zaczęli gnieść ze złością, potem rzucili je na ziemię i zaczęli pluć na nie i rozgniatać je butami – wszystko to na oczach zdumionych kolegów. Manifestacje tego rodzaju stały się dość częste około roku 1978. Pokazują one jasno, że elementy anty-VC przeniknęły nie wiadomo jakim sposobem do organizacji i znajdują się u podwalin dzieła Geffroy’a. Tapie tymczasem dobrze odgrywał rolę zbawiciela, chociaż tolerował takie zachowania, być może sam skorzystał w jakiś sposób na pojawieniu się elementów socjalistycznych. W taki właśnie sposób aferzysta ze środowiska Mitteranda pozyskał sobie agentów w samym łonie grupy. Ów biznesmen, przejmując grupę postawił na czele rady administracyjnej CEVIC Henri’ego-Louis’a Geffroy’a, tworząc w ten sposób pozory kontynuowania dobrej tradycji.
Henri-Charles Geffroy, wówczas już osiemdziesięciolatek, nie miał się zbyt dobrze. W dniu jego śmierci Bernard Tapie już był gotowy i całkowicie przejął kontrolę nad organizacją. Jego zaufani ludzie objęli kluczowe stanowiska, a 12 maja 1986 r. siedziba została przeniesiona z Perigny do Maisons-Alfort. Oficjalne akta wskazują, że CEVIC S.A. z kapitałem miliona franków zarządzana była przez: 1. Geffroy, Henri-Louis (urodzony 22 lipca 1928 roku w Paryżu) prezes rady administracyjnej; 2. Hope, Michel (urodzony 3 lipca 1931 w Wersalu, zamieszkały niedaleko Luzarcges); 3. Grupa Bernard Tapie SNC (z siedzibą: 24 avenue de Friedland, Paryż dzielnica VIII), reprezentowana przez Gilberta Delhorbe (urodzony 27 sierpnia w Suresnes, zamieszkały w Rueil-Malmaison); 4. Tapie, Bernard (urodzony 29 stycznia 1943 r. w Paryżu, zamieszkały w Domu Said, avenue Foch, Paryż). Potem jeszcze dołącza Elie Eliaou Fellous, urodzony w Tunezji 30 października 1936 – prawa ręka Tapie. Wkrótce pojawia się jeszcze jeden Tunezyjczyk, Guy Alfon, urodzony w Goulette 3 lutego 1934 roku. Obecność najmłodszego syna założyciela „VC” na stanowisku prezesa rady administracyjnej wskazuje jasno, że Tapie, który położył już swoją rękę na organizacji, chciał zachować pozory kontynuacji dzieła wielkiego Geffroy’a. Dwóch innych synów Henriego-Charles’a zostało pominiętych w nowej konfiguracji zarządu. Pierwszy z nich – Louis wraz ze swoją małżonką przez szereg lat redagował aneks do „VC”, ukazujący się lokalnie w Clion, Berry. Drugi – Jean-Pierre, ojciec Marie-Lise, dowodził sztabem kooperacyjnym w „VC” z siedzibą 54, rue Mazarine, Paryż.
[…] „Czyste Życie” istnieje jednak nadal – opuszczone przez Tapiego po wielu różnych „przygodach”, znalazło się wreszcie w rękach dawnego współpracownika Henri’ego Charles’a – Michel’a Morineau, który pozostał wierny przekonaniom swojego zmarłego ‘patrona’ (adres: 70, avenue de la Republique, 94700 Maisons-Alfort; koszt jednego numeru biuletynu: 8 FF)…
Henri Coston
(tłum. Kamil Sobczak, opr. Jarosław Tomasiewicz; tytuł na początku pochodzi od Redakcji Xportalu)
Henri Georges Coston (1910-2001) – francuski prawicowy pisarz i działacz polityczny. W młodości działacz Akcji Francuskiej, a następnie narodowo-radykalnej Francuskiej Partii Ludowej założonej przez przyszłego „kolaboranta” Jacquesa Doriota. Podczas II wojny światowej zdeklarowany „vichysta”, po „wyzwoleniu” więziony za „kolaborację”. Autor i redaktor kilkudziesięciu książek.

Jeden komentarz