Dziś na stronie ukraińskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych ukazał się następujący komunikat:
Drodzy obywatele i przedstawiciele innych krajów !
Wydarzenia ostatnich dni w stolicy Ukrainy pokazały, że nasze wysiłki na rzecz pokojowego rozwiązania konfliktu, bez uciekania się do przemocy wobec opozycji, pozostają daremne.
Nasze rozmowy w sprawie porozumienia o zawieszeniu broni zostały naruszone.
W stronę Milicji, która nie uciekała się do użycia siły, bo trwały negocjacje rządu i opozycji, znowu poleciały kostki brukowe i „koktajle Mołotowa”, podpalono dom mieszkalny.
Radykalny deputowany Oleg Liaszko wezwał do zatrzymania i zaatakowania milicjantów. W konsekwencji, jeden milicjant został postrzelony w głowę, trzej stróże prawa ranieni na Placu Niepodległości. Jeden z nich, ciężko ranny przebywa w szpitalu.
Rozmowy milicji z przywódcami protestów i posłami opozycji, które trwały godzinami, nie powiodły się. Nie mają oni wpływu na radykalne grupy, które kontrolują zajmowane budynki i organizują działania zbrojne.
Według informacji wywiadowczych otrzymanych przez funkcjonariuszy milicji, w Domu Związków Zawodowych i KSCA zgromadzono broń palną.
Na te wydarzenia, które mają już charakter w wysokim stopniu działań ekstremistycznych, społeczność międzynarodowa nie powinna przymykać oczu.
Liderzy opozycji nie dystansują się od sił radykalnych, ale też nie są już w stanie ich kontrolować i mogą zagrozić obywatelom Ukrainy.
Minister Spraw Wewnętrznych
Ogólna Służba Ukrainy
Witalij Zakharchenko
Źródło: http://mvs.gov.ua/mvs/control/main/ru/publish/article/966594
Komentarz Redakcji: Zaogniona sytuacja na Ukrainie oraz trwające w wielu regionach zamieszki każą obawiać się o los zamieszkującej to państwo mniejszości polskiej. Znajduje się ona w dwójnasób złej sytuacji politycznej: z jednej strony utożsamiana jest z działaniami polityków i mediów III RP, którzy – jak zwykle w przypadku „kolorowych rewolucji” – bezmyślnie i jednogłośnie poparli organizatorów zamieszek, z drugiej jest przedmiotem silnego resentymentu ukraińskich nacjonalistów, wiodących prym wśród uczestników rozruchów. W tej sytuacji polska mniejszość bardzo łatwo może stać się kozłem ofiarnym zarówno dla ukraińskich władz jak i nacjonalistów „Prawego Sektora”, a to czy się tak nie stanie zależy między innymi od umiejętności podjęcia rozsądnego dialogu ze strony polskiej, wolnego zarówno od rusofobii i pokrzykiwań o „polskim Lwowie i Kijowie” jak i inaczej artykułowanych antyukraińskich resentymentów.








