Sytuacja na Ukrainie zaognia się w sensie dosłownym i metaforycznym. Obydwa znaczenia spotykają się w jednej widokówce z Majdanu, przedstawiającej płonącego żywcem funkcjonariusza jednostki „Berkut”. Taktyka stosowana przez Janukowycza, polegająca na „ruchomej obronie” niektórych ulic Kijowa i najważniejszych budynków rządowych, wydaje się tylko zachęcać rewolucyjną opozycję do podejmowania coraz to śmielszych działań. Dotychczasowy rozwój sytuacji każe przypuszczać, że rewolucjoniści, ze swoimi szturmami na urzędy, porwaniami milicjantów i postępującymi zbrojeniami, posiadają obecnie wolę władzy znacznie przewyższającą odwagę prezydenta Ukrainy. W sytuacji, z którą mamy do czynienia, jedno jest pewne: wyłoni ona wkrótce rzeczywistego suwerena.
Gdy władza leży na ulicy
Rewolucyjna opozycja stosuje obecnie klasyczną, leninowską taktykę oddolnego szturmu na rządowe ośrodki terenowe. W chwili, gdy autor pisze te słowa, buntownicy kontrolują znaczną część urzędów państwowych w zachodniej Ukrainie, m. in. we Lwowie, Tarnopolu, Równem, Chmielnickim, Iwano-Frankowsku. Padły też Czerkasy, a walki z milicją toczą się o urzędy w Łucku, Czerniowcach i Sumach. Na zdobytych placówkach często powiewają czerwono-czarne sztandary ukraińskich nacjonalistów, którzy w ramach rewolucji sprawują techniczną i ekstremistyczną funkcję „bolszewików”. Jest rzeczą pewną, że nawet jeśli rewolucja upadnie, a liberalni „mienszewicy” rozejdą się do domów, oni opuszczą scenę jako ostatni opozycjoniści. Przeciągająca się sytuacja kryzysowa, ufundowana na biernym oporze strony rządowej, wzmacnia neobanderowców jako najbardziej radykalny, a więc i zdeterminowany sektor rewolucji. Janukowycz wydaje się jednak grać „na przeczekanie” stosując taktykę ostrożnego nękania. Brakuje mu odwagi, czy też chce rozprawić się z tłumem w bardziej dogodnej sytuacji? Na przykład kiedy będzie mógł powiedzieć Zachodowi, że pacyfikuje wyłącznie „neonazistów”, a liberalne ekspozytury Unii Europejskiej (tzw. liderzy opozycji) nie kontrolują sytuacji? W każdym przypadku przyszłość Ukrainy zależy od dalszego rozwoju wydarzeń na jej ulicach.
Gdy nie ma dobrego wyjścia
Wszystkie scenariusze dla Ukrainy, to obecnie czarne scenariusze. Skorumpowany, para-mafijny establishment w Kijowie, kierując się swymi partykularnymi interesami, prowadził jednocześnie wielowektorową politykę zagraniczną, którą streścić by można w słowach: „kto da więcej?”. Balansowanie pomiędzy UE a Rosją dawało Ukrainie cały komplet kart przetargowych, z których Ukraina korzystała, dobijając targów zarówno z Brukselą, jak i Moskwą. Wygląda jednak na to, że „polityka równowagi” po raz kolejny zawiodła w tej części Europy. Pacyfikacja „euromajdanu” oznacza dla Ukrainy sankcje Europy i całkowite zepchnięcie do wschodniego narożnika, ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z izolacji i utracenia dogodnej pozycji negocjacyjnej względem Moskwy. Zwycięstwo „euromajdanu” oznacza natomiast katastrofę ukraińskiej gospodarki : 32% importu i 26% eksportu to wymiana handlowa z największym partnerem, czyli Rosją. Unia Europejska chętniej wspiera tendencje odśrodkowe w Kijowie, aniżeli chciała wspierać państwo ukraińskie na drodze do jego integracji, natomiast Rosja wspiera państwo, które nie liczy się z wołaniem o narodowe odrodzenie Ukrainy. Wysoki stopień ukraińskiej polaryzacji regionalnej dodaje wydarzeniom pikanterii, z racji prognozowanego demontażu integralności terytorialnej państwa.
Divide et impera
Ukraina z każdym dniem słabnie. Do osłabiania Ukrainy, świadomego, lub mimowolnego, przyczyniają się obecnie wszyscy gracze: szantażowany Janukowycz, ambitni liderzy opozycji, ukraińscy nacjonaliści, Zachód finansujący ukraińskie ekspozytury UE i USA, oraz Rosja która nie pogodzi się z kolejnym ciosem w ramach euroatlantyckiej strategii jej okrążania. Dzisiejszy chory człowiek Europy jest pacjentem, do którego ustawia się długa kolejka lekarzy zdecydowanych na leczenie operacyjne przy użyciu skalpela. Obarczona ryzykiem operacja jest jednak konieczna, choć pacjent na pewno nie obudzi się z niej taki sam. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że niezależnie od rozwoju sytuacji, Państwo Polskie posiada właściwe rozeznanie i aktywnie zabiega o nasze żywotne interesy w regionie. A zadanie to szczególnie trudne, gdy dysponuje się jedynie masą upadłościową zlikwidowanego wywiadu wojskowego, przekazanym w obce ręce majątkiem narodowym, oraz lokajską pozycją w ramach euroatlantyckich instytucji międzynarodowych.
Bartosz Bekier

5 komentarzy