Psują się stosunki między Tel Awiwem a Waszyngtonem. 1 lutego amerykański sekretarz stanu John Kerry na posiedzeniu Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium ostrzegł stronę izraelską przed dalszymi próbami blokady powstania niepodległego państwa palestyńskiego.
– Coraz częściej i coraz głośniej słychać nawoływania do bojkotu Izraela. – mówił Kerry. – Izrael musi mieć świadomość, że także gra o wysoką stawkę. Czy władze Izraela naprawdę chcą reakcji rozczarowanych i zawiedzionych Palestyńczyków i społeczności arabskiej?
W odpowiedzi izraelski premier Beniamin Netanjahu nazwał bojkot Izraela działaniem niemoralnym, wskutek którego Palestyńczycy „okopują się” na swoich pozycjach i nie są skłonni do uelastyczniania swojego stanowiska. Zdenerwowania tą wymianą zdań nie kryje izraelski minister do spraw strategicznych i wywiadu Juwal Szteinic.
– Nie będziemy prowadzić rozmów nazywanych pokojowymi z pistoletem przystawionym do skroni. (…). Przemówienie Kerry’ego na temat bojkotu Izraela jest szkodliwe. Nikt nas nie zmusi do negocjacji pod przymusem, gdy mamy do czynienia z kwestiami najbardziej znaczącymi dla naszych interesów. – skomentował Szteinic 2 lutego.
– Oczekujemy, że nasi przyjaciele z całego świata staną obok nas, w sprzeciwie wobec antysemickich nawoływań do bojkotu, a nie będą dążyć do ich wzmocnienia. – dorzucił izraelski minister gospodarki Naftali Bennett.
Źródło: rp.pl
Komentarz Redakcji: Gabinet premiera Netanjahu sięga po wielokrotnie w przeszłości wypróbowany szantaż propagandowy, zgodnie z wyświechtanym schematem: „każdy, kto uczyni lub powie coś, co nie spodoba się Żydom, zwłaszcza tym wpływowym, jest z definicji antysemitą, a nawet hitlerowcem”. Istnieje jednak prosty sposób, by pozbawić cynicznie stosowany straszak antysemityzmu skuteczności. Wystarczy, by wszystkie liczące się siły zarzuciły sztucznie stworzoną przez poprawność polityczną, judeocentryczną wizję rzeczywistości, a przyjęły dość oczywisty pogląd, że Żydzi nie są pępkiem świata, którym wszyscy muszą się koniecznie cały czas przejmować. (A.D.)








