Łukasz Rogowski: Guy Debord i „Społeczeństwo spektaklu”

Długo przyszło czekać spragnionym czytelnikom na wznowienie „Społeczeństwa spektaklu“ Guya Deborda. Pierwsze polskie wydanie w tłumaczeniu znanej skądinąd Anki Ptaszkowskiej (przy współpracy z Leszkiem Brogowskim) wyszło w 1998 roku. Pozostawiło po sobie podwójne uczucie niedosytu: raz, że szybko zniknęło z księgarń; dwa, że przekład, łagodnie mówiąc, pozostawiał wiele do życzenia. Dziś, po 15 latach, PIW w ramach zasłużonej serii „Plus minus nieskończoność“ wznawia legendarne dzieło maja 1968. Książka została rozszerzona o „Rozważania o społeczeństwie spektaklu“ z 1988. Co najwazniejsze: Debord został przetłumaczony (z sukcesem) na nowo przez Mateusza Kwaterko. Wznowienie „Społeczeństwa…“ jest świetnym pretekstem do kolejnego zagłębienia się w tekst Francuza.

Uwagę przy lekturze zwraca sama struktura dzieła. Myśl Deborda ubrana jest w lakoniczny, lapidarny, numerowany aforyzm. Myliłby się jednak ten kto czytać chciałby Francuza wyrywkowo. „Społeczeństwo spektaklu“ to w swojej formie małe dzieło sztuki o bardzo klarownej i przejrzysztej choć nieoczywistej konstrukcji. Każda teza wynika tu z poprzedniej i antycypuje następną. Wywód podzielony jest na kilka bloków. Debord najpierw diagnozuje Spektakl, potem przygląda się jego historii by skończyć uszczegółowieniem i przybliżeniem objaw spektaklu m.in. we współczesnej kulturze.

Debord mimo że wychodzi i kończy na zaledwie jednej kategorii to jej ramy są na tyle szerokie, że wystarczą do diagnozowania większości elementów współczesności. Spektakl to powrót do krytyki ekonomii politycznej w duchu marksistowskim. To „moment historii, w którym obecnie tkwimy“, sposób gospodarowania czasem, ale także wierne odbicie „produkcji rzeczy i fałszywą obiektywizacją wytwórców“. Debord chociaż zainspirowany Heglem i Marksem nie jest epigonem. Teoria spektaklu rozszerza marksowska krytykę kapitalizmu o cały daleko posunięty wątek mass mediów, PR-u i marketingu, bez którego trudno sobie wyobrazić konsumpcjonizm. Jak pisze Debord najpierw mieć zastąpiło być a później jawić się wyparło mieć. Między wyalienowaną pracą a kapitałem powstał jeszcze niewidzialny filtr – spektakl, tak dobrze znany z telewizji, radia i internetu: „realny konsument staje się konsumentem złudzeń. Towar jest właśnie zmaterializowaną iluzją a spektakl – jej ogólnym przejawem“ [i], ta błoga rozkosz płynąca z zaspokojania pseudopotrzeb, zawierających w sobie represję. Spektakl jest „zapośredniczonym przez obrazy stosunkiem społecznym między osobami“.

Debord pisze, że to „co spektakl przedstawia jako wiecznotrwałe, opiera się na zmianie i musi się zmieniać wraz ze swą podstawą. Spektakl jest w swej istocie dogmatyczny, ale nie może się zadowolić żadnym trwałym dogmatem“ [ii]. Pytanie na ile Francuz przechwytuje tu myśl Baudelaire`a z „Malarza życia nowoczesnego“ (a warto wiedzieć, że Debord regularnie stosuje tą metodę) [iii]. To właśnie autor „Kwiatów zła“ ukuł neologizm Modernité, zbitkę mody i wieczności – coś co pozornie się wyklucza. „Historia tedy ongi istniała, ale dzisiaj historii już nie ma“ jak pisze Marks w „Nędzy filozofii“. Klasa posiadaczy i jej dyskurs robi wszystko aby widz spektaklu miał poczucie jego permanentności.

Debord krytykuje społeczeństwo totalnie i punktuje kolejne miejsca, w których spektakl prowadzi do erozji (w czym bardzo przypomina Marksa). Nowoczesny kapitalizm dąży do sprzedaży już całych bloków czasu, „dotyczy to spektakularnego budownictwa mieszkaniowego, turystycznych pseudopodróży, prenumeraty kulturowej konsumpcji, a nawet sprzedaży czystej towarzyskości pod postącią „pasjonujących konwersacji“ i „spotkań ze znanymi ludźmi““[iv]. Już Marks pisał, że cechą kapitału jest ekspansja, która w polityce łączy się z imperalizmem. Debord dodaje, że globalny rynek oznacza globalny spektakl. Świat widza pozornie rozszerza się a obcy dotąd świat pozostaje na wyciągnięcie ręki. W istocie, globalizacja oznacza homogenizację i „śniadania kontynentalne“ w każdym zakątku świata. „Turystyka, produkt wtórny cyrkulacji towarów – curkulacja przybierająca formę konsumpcji – sprowadza się w gruncie rzeczy do zwiedzenia tego, co stało się banalne“ [v].

Ważny punkt w myśli Deborda to sposób urządzenie społeczeństwa, które jest pochodną urządzenia spektkalu. Społeczeństwo spektaklu podlega jednocześnie urbanizacji i atomizacji. Tworzy się pseudowspólnoty zagłuszające samotność typu domy kultury czy wielkie osiedla mieszkaniowe. W interesie władzy nie jest faktyczna aktywizacja społeczna – w związku, że nowoczesny człowiek jest zapalonym widzem spektaklu, i tak by do niej nie doszło. Spektakl podobnie: występuje jako skoncentrowany i rozproszony.

Zwykło się mówić, że Debord odżegnywał się zarówno od kapitalizmu w jego liberalno-demokratycznym wydaniu jak i od komunizmu skażonego biurokracją. Jean-François Lyotard pisał w „Poróżnieniu“, że „wszystko, co jest proletariackie, jest komunistyczne, wszystko, co jest komunistyczne, jest proletariackie: „Berlin 1953, Budapeszt 1956, Czechosłowacja 1968, Polska 1980“ (by na tym poprzestać) odpierają doktrynę materializmu historycznego: robotnicy powstają przeciw Partii. –Wszystko, co jest demokratyczne, jest przez lud i dla ludu, i odwrotnie: „maj 1968“ dpiera dokrynę parlamentarnego liberalizmu […]“ [vi]. Myślę, że Debord, choć zwykle krytyczny w stosuku do współczesnych, mógłby podpisać się pod tymi obserwacjami. W opozycji do Szkoły Frankurckiej, Francuz nie uważa, że proletariat utracił swoją dziejową rolę awangardy ludzkości. Uświadomione masy rozsadziły jednak realny komunizm i wychodzą poza liberalną demokrację. Podmiotem historii jest, wg autora, samowytwarzający się człowiek stający się panem tego świata. Aczkolwiek, do obrotu dialektycznego koła konieczna jest rewolucja  a druga część książki, „Rozważania…“, nie pozostawia złudzeń: dziejowa szansa związana z paryskim majem została zaprzepaszczona a spektakl, który ciągle się przeobraża, zyskał nowe narzędzia do samoobrony. Wyjściem może być tylko rewolucja.

Na koniec ostrzeżenie. Debord diagnozuje spektakl, ale bardziej niż na interpretowaniu świata i interpretowaniu zmiany świata, zależy mu na zmianie. W innym przypadku tezy „Społeczeństwa…“ mogą zostać włączone do spektaklu zneutralizowane i zdefiniowane jako kolejna socjologiczna formułka. Czy aby tak nie stało się z samym autorem? To właśnie sugeruje Mateusz Kwaterko – tłumacz i egzegeta myśli Francuza – pisząc, że po śmierci Deborda „resztą zajął się spektakl, ogłaszając, że ów ostatni z przeklętych rewolucjniostów, poetów, strategów i teoretyków był w istocie działaczem politycznym, artystą, wytrawnym stylistą, moralistą, może nawet filozofem“. Dlatego trzeba zawiesić rozważania nt. miejsca Deborda wśród współczesnych i problemach związanych z reprezentacją czy obecnością, których można się u niego dopatrzeć. Lepiej skupić się na samym, owianym legendą tekście „Społeczeństwa spektaklu“.



[i] Guy Debord, Społeczeństwo spektaklu i Rozważania o społeczeństwie spektaklu, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2013, s. 50.

[ii] Tamże s. 62.

[iii] Na marginesie, warto dodać, że Debord regularnie stosuję metodę przechwycenia co odkrywa drugie dno jego tekstu. Francuz dbał o przejrzysztość wypowiedzi, pozostawił jednak całe pole dyskursywne ukryte za numerami kolejnych aforyzmów.

[iv]  Guy Debord, Społeczeństwo spektaklu…,  dz. cyt. s. 112.

[v]  Tamże s. 118.

[vi] Jean-François Lyotard, Le Différend, Editions de Minuit, Paris 1979, s. 257-258.

 

guy_debord

2 komentarze

Leave a Reply