W hiszpańskim mieście Murcia od kilku miesięcy antyfaszystowscy wrogowie higieny osobistej nakręcają medialną histerię na tle „neonazistowskiej przemocy”. Niczym w słynnej piosence Amici del Vento, zagrożenie czyha dosłownie wszędzie: podczas „pokojowego marszu kibiców” doszło do ataku bojówkarzy uzbrojonych w „kije bejsbolowe i faszystowską estetykę” a w modnym sklepie w centrum miasta dwójka punków oberwała kuflem i kijem bejsbolowym.
Oczywiście, dziennikarze i ich antyfaszystowscy doradcy szybko znaleźli winnych: rosnący w siłę oddział Movimiento Social Republicano, który w 2010 roku podczas ataku antyfaszystowskich bojówkarzy śmiał nie tylko się bronić, ale jeszcze pogonić atakujących przez centrum miasta podczas – jak to określiła lokalna prasa – „intensywnej bitwy na Plaza de Santo Domingo”. Według jednego z demoliberalnych polityków, MSR w samej Murcii ma już siłę batalionu: 600 osób.
Niestety, czar tak sumiennie podkręcanej antyfaszystowskiej nagonki prysł, gdy jedna z gazet zdecydowała się na przeprowadzenie wywiadu z delegatem MSR na ten region, Pablo Alcarazem. W krótkich i rzeczowych słowach wyjaśnił on, na czym polegają przekłamania których dopuszczają się media wobec rosnącego w siłę ruchu i zdystansował się zarówno od domniemanych przypadków przemocy jak i nazywania jego ugrupowania „skrajnie prawicowym”: Nasze idee są proste i reprezentowane tylko przez nas. Przedkładamy bezpieczeństwo i interes Hiszpanów nad wszystko inne.
Na podst. laverdad.es, inf. własne








