Miguel Tinker Salas: Co się dzieje w Wenezueli?

12 lutego (Wenezuelski Dzień Młodzieży i rocznica zwycięskiej bitwy pod La Victoria) grupy studentów i zwolenników konserwatywnej opozycji wyszły na ulice wenezuelskich miast. W Caracas studenci i inni zaatakowali budynek rządowy, palili samochody i zdemolowali wejście do stacji metra. Demonstracje trwały przez kolejne dni i szybko stało się jasne, że głównym celem protestów jest destabilizacja państwa i obalenie demokratycznie wybranego prezydenta Wenezueli, Nicolasa Maduro.

Maduro w wyborach przeprowadzonych po śmierci Hugo Chaveza niewielką przewagą głosów pokonał Henrique Caprilesa. Aby zyskać poparcie, Capriles obiecał kontynuację programów socjalnych zainicjowanych przez zmarłego prezydenta stając się według niektórych „Chavezem light”. Część opozycjonistów, w tym sam Capriles nie zaakceptowało wyniku wyborów a w wyniku użycia przemocy przez konserwatystów zginęło ponad dziesięć osób.

W grudniu ubiegłego roku, w Wenezueli odbyły się wybory lokalne z których opozycja uczyniła swoiste referendum odnośnie prezydentury Maduro. Mimo zwycięstw opozycji w kilku ważnych okręgach w Caracas i w mieście Maracaibo, koalicja wspierająca rząd wygrała w ponad 70% okręgów. Wyniki wyborów pokazały, że opozycja nie przekonała do siebie większości, mimo poważnych problemów gospodarczych kraju i odejścia charyzmatycznego przywódcy lewicy.

Rozpoczęcie przez opozycję protestów w lutym, dwa miesiące po wyborczej porażce było dla wielu osób zaskoczeniem. Chociaż od 1998 r. w Wenezueli 19 razy przeprowadzano wybory (które 18 razy wygrała lewica), na rok 2014 r. nie zaplanowano żadnych wyborów. Najbliższe odbędą się w grudniu 2015 r. kiedy to wybrani zostaną członkowie Zgromadzenia Narodowego. Referendum na temat zmian w konstytucji może odbyć się najwcześniej w 2016 r.

Szybko stało się oczywiste, że radykalna część opozycji nie będzie czekać na okazję do demokratycznego zdobycia władzy. Opozycja boi się, że rząd będzie miał czas na uporanie się z poważnymi problemami Wenezueli w tym niedoborami żywności, inflacją na poziomie ponad 56% i przestępczością. Nie dziwi zatem odpowiedź Leopoldo Lopeza (polityka mającego nadzieję na wykorzystanie protestów i stanięcia na czele opozycji w miejsce Caprilesa) na pytanie jak długo będą trwały protesty. Odpowiedział „hasta que se vaya” – dopóki on [Maduro] nie odejdzie.

Nie po raz pierwszy opozycja ucieka się do środków pozaparlamentarnych by dosunąć od władzy prezydenta Wenezueli. Wcześniej w 2002 r. podjęto nieudaną próbę zamachu stanu, a w latach 2002-03 kraj sparaliżował strajk sektora naftowego. Później prawica podjęła działania destabilizacyjne zwane guarimba  na początku 2004 r., które także nie odniosły sukcesu. Opozycja po raz kolejny przyjęła zatem strategię gry o całą stawkę, tak jak w 2002 i 2004 r. – albo Maduro odejdzie, albo będziemy dalej protestować.

Kim są studenci?

Nie jest prawdą, że wszyscy studenci popierają opozycję, wielu stoi po stronie rządu. Co więcej opowiadanie się przez studentów po stronie opozycji nie jest w Wenezueli niczym nowym. W 2006 r. po serii porażek wyborczych, studenci, zwłaszcza z uczelni prywatnych stali się nową twarzą opozycji. Byli też trzonem protestów przeciwko nieodnowieniu koncesji dla telewizji RCTV która zaangażowana była we wspieranie zamachu stanu z 2002 r. Od lat siedemdziesiątych nastąpiły duże zmiany w charakterystyce studentów jako grupy społecznej. Wprowadzenie polityki neoliberalnej, standaryzacja egzaminów wstępnych i ekspansja uczelni prywatnych doprowadziły do tego, że większość studentów stanowią dziś przedstawiciele klasy średniej i wyższej

Opowieść o dwóch miastach i krajach

Doniesienia medialne ukazują protest jako ogólnokrajowy bunt. W rzeczywistości protesty ograniczone są do niektórych części kraju, głównie dzielnic klasy średniej i wyższej, nie całych miast. W tych dzielnicach nastąpiło najwięcej działań przeciwko infrastrukturze i własności prywatnej. Według rządu, ośrodkami protestów jest 18 z 335 okręgów. Nawet tam gdzie mają miejsce protesty, mieszkańcy przeżywają opowieść o dwóch miastach w których część dzielnic jest oblężona a inne żyją normalnie. W czasie karnawału kontrastowały ze sobą obrazy ludzi bawiących się na plażach i protestujących na barykadach.

Guarimba

Aby doprowadzić do anarchii, tzw. opozycja demokratyczna ustawiła barykady na drogach by uniemożliwić swobodny przepływ ludzi i utrwalić kryzys. Barykady wznoszono przy użyciu głazów, szkła, drzew, worków na śmieci i wszystkiego co było pod ręką.  Dochodzi też do rozrzucania szkła i gwoździ na drogach, by uniemożliwić ruch uliczny. Policja i Gwardia Narodowa wielokrotnie oczyszczały ulice miast. Protestujący ukrywają materiały i zaraz po odejściu Gwardii od nowa wznoszą barykady.

Wędrując po terenach opanowanych przez opozycję nie da się nie zauważyć pokrywania ulic olejem napędowym na plamach którego motocykliści tracą kontrolę nad pojazdami. Opozycja zakłada, że motorizados, osoby poruszające się na motocyklach, to zwolennicy rządu. Demonizacji motorizados towarzyszą napięcia rasowe gdyż większość osób kupujących tanie motocykle z Chin to przedstawiciele uboższych warstw społeczeństwa w których dominuje ludność kolorowa.

Rzucają się też w oczy druty kolczaste przeciągnięte przez jezdnie które doprowadziły do zranień i śmierci wśród motocyklistów. Edwin Duran (lat 29) z Caracas zginął przez stalowe druty przeciągnięte przez jezdnię by zatrzymać ruch uliczny. W podobny sposób zginęła Delia Elena Lobo, trzydziestodziewięcioletnia matka która wraz z synem jechała motocyklem w Merida.

Emerytowany generał Angel Vivas kilkukrotnie za pomocą Twittera udzielał demonstrantom instrukcji rozmieszczania drutów na ulicach. Rząd usiłował aresztować go za podżeganie do przemocy. Generał założył kamizelkę kuloodporną, uzbroił się  w pistolet i M-16 i wyszedł na dach domu. Opozycja zablokowała dojazd do domu a przedstawiciele amerykańskich mediów ruszyli by przeprowadzić z nim wywiad, żaden jednak nie spytał, jak i dlaczego wszedł w posiadanie M-16.

Tam gdzie barykady utrudniają życie mieszkańcom, używa się też zastraszania. Mówi się im, że barykady są potrzebne by chronić ich przed zwolennikami rządu, Gwardią Narodową czy motorizados. Gdzieniegdzie wzbudza się strach przed atakami Tupamaros, organizacją inspirującą się działaniami urugwajskiej grupy o tej samej nazwie. Wenezuelscy Tupamaros to ugrupowanie lewackie które w przeszłości ścierało się z siłami opozycji. Codziennie plotki generują napięcie i oczekiwanie na jedno nieszczęśliwe wydarzenie po drugim.

Media głównego nurtu nie mówią o niebezpiecznych warunkach na ulicach. Wielu reporterów  zagranicznych boi się opuścić dzielnice klasy średniej i wyższej, uznawane za oazy komfortu i bezpieczeństwa. Jeden z amerykańskich dziennikarzy napisał, że nie wyszedł poza Altamira, bogatą dzielnicę Caracas, nie mógł zatem sprawdzić warunków w innych miejscach.

Wbrew doniesieniom mediów, wojsko nie zostało rzucone do bezsensownych ataków na demonstrantów. Bez wątpienia doszło do aktów przemocy i prowokacji z obu stron, a władze zaaresztowały kilku oficerów kontrwywiadu zarzucając im odpowiedzialność za doprowadzenie do śmierci opozycjonisty i działacza chavistowskiego. Liczba zabitych jest obecnie dwucyfrowa, ale wśród ofiar są zarówno opozycjoniści jak i zwolennicy władz. Chociaż każda liczba ofiar jest zbyt duża, byłaby o wiele wyższa gdyby siły bezpieczeństwa próbowały stłumić protesty siłą.

Dlaczego Tachira?

Protesty w zachodnim stanie Tachira poprzedziły większe demonstracje do których doszło 12 lutego w Caracas i innych miejscach. Ich przyczyną miała być próba gwałtu na studentce. Gubernator stanu Tachira stwierdził, że nikt nie zgłosił policji sprawy gwałtu. Studenci wyszli na ulice by zaprotestować przeciwko przestępczości a jako powód eskalacji protestów wskazuje się aresztowanie dwóch demonstrantów przez policję. Protesty w San Cristobal szybko przeniosły się do Merida, gdzie mieści się główny kampus Uniwersytetu Andyjskiego.

Jednak, tak jak wszystko w Wenezueli, protesty w Tachira są bardziej skomplikowane niż się wydaje. Niektórzy przedsiębiorcy w Tachira prowadzą niezwykle zyskowny nielegalny handel dotowanymi towarami wenezuelskimi które przerzucane są do Kolumbii jako kontrabanda i sprzedawane po o wiele wyższych cenach. Szacuje się, że niemal 30 %  wenezuelskiej żywności opuszcza kraj jako kontrabanda. Niedobory żywności są szczególnie widoczne w Tachira i Merida, gdzie półki wielu sklepów świecą pustkami. W przemyt angażują się także zwyczajni obywatele którzy chcą dorobić do pensji. Przemytowi podlega także dotowana benzyna. Dotacje do paliw wprowadzone w latach pięćdziesiątych kosztują rząd 12 miliardów dolarów rocznie. Tachira jest centrum nielegalnego handlu między Wenezuelą a Kolumbią na czym korzystają osoby piorące brudne pieniądze. Wysiłki władz na rzecz powstrzymania przemytu spotkały się z gniewem niektórych kręgów.

Tachira to także inne wyzwanie z powodu obecności na terenie staniu kolumbijskich i wenezuelskich grup zbrojnych  czerpiących korzyści  z przemytu i powiązanych z międzynarodowymi grupami przestępczymi. Są one czynnikiem który zawsze należy brać pod uwagę mówiąc o protestach politycznych w Tachira.

Tożsamość gocho

W andyjskich stanach Merida i Tachira promowana jest tożsamość gocho odwołująca się do białej rasy, przeciwstawiająca mieszkańców Andów mieszanej populacji Wenezueli. Plakaty i transparenty głoszące siłę gocho i jej rolę w protestach były częstym widokiem na demonstracjach w Merida i Tachira.

W latach 1898-1958 Wenezuelą rządzili generałowie pochodzący z andyjskiego stanu Tachira. Tożsamość gocho sięga czasów w których Andy a zwłaszcza Tachira i Merida odgrywały ogromną rolę w rządzeniu Wenezuelą. Protesty w Tachira i Merida przypominają wydarzenia z boliwijskiego Media Luna (Półksiężyca) gdzie konserwatywni opozycjoniści wykorzystywali tożsamość rasową do promowania secesji wschodnich prowincji Boliwii. Niektórzy sugerowali, że Merida, Tachira, Trujillo i Zulia mogą stać się wenezuelską wersją Media Luna. Jednak protesty w Zulia i Trujillo nie były tak duże jak w Merida czy Tachira i scenariusz ten nie został zrealizowany.

Innym istotnym czynnikiem jest fakt stanięcia kobiet z klas średniej i wyższej na czele opozycyjnych protestów. W niedzielę 22 lutego kobiety popierające rząd zebrały się na wiecu w Caracas nawołując do pokoju i zakończenia przemocy. W środę 27 lutego opozycjonistki w bieli zorganizowały protesty przeciwko władzom i zebrały się przed koszarami Gwardii Narodowej w Caracas. Do protestujących wyszła oficer gwardii by wysłuchać ich żądań i zaapelować do demonstrantów o udział w dialogu proponowanym przez prezydenta Maduro.

Podczas wieców opozycji kobiety namawiały mężczyzn do konfrontacji z Gwardią i policją, a gdy odmawiali kwestionowały ich męskość.  Na stronach internetowych opozycji krąży zdjęcie młodej demonstrantki która do spodni przyczepiła parę „jąder”  i niosła transparent z napisem „Jestem Gocha i mam nadmiar tego, czego wam brakuje”. Inne transparenty z protestów kobiet głosiły konfrontację „jajników przeciwko symbolicznej armii” czy prymitywne hasła w rodzaju „Wenezuelscy mężczyźni nie mają jaj.”

Życie codzienne

Tam gdzie opozycja wzniosła barykady, najważniejsze stały się telefony komórkowe dzięki którym można zdobyć informacje o tym czy na zewnątrz jest bezpiecznie i ruszyć do sklepu otwartego przez kilka godzin. Większość produktów jest dostępna, ale ich zdobycie wymaga wędrówek do kilku sklepów i frustrującego stania w długich kolejkach. Rozmowy na ulicach zdominowane są przez plotki o tym gdzie można kupić mleko, kto ma mąkę kukurydzianą i które blokady można ominąć. Opozycjoniści komunikują się głównie prze media społecznościowe godzinami śledząc Twittera, Facebook i komunikatory.

Protesty uniemożliwiają pracownikom dotarcie do pracy i prowadzą do zmniejszenia ich dochodów. Firmy, handlarze i przemysł turystyczny także cierpią z powodu blokad. Nie dojeżdża tam transport publiczny a głównym  środkiem transportu stały się taksówki.

Chociaż większość przedsiębiorców popiera opozycję, zaczynają dystansować się od przemocy. Niektórzy wydają się rozumieć, że nie uda się obalić władz. 26 lutego liderzy Fedecamaras (Izby Handlu), Fedeindustria (Izby Przemysłu) i szef największej w kraju firmy sektora spożywczego Eugenio Mendoza uczestniczyli w organizowanej przez rząd „konferencji pokojowej”. Chociaż skrytykowali wiele działań władz, wyrazili sprzeciw wobec blokad i uznali prawowitość rządu Maduro. Chociaż na konferencję zaproszono hierarchów katolickich, nie zdecydowali się oni na udział. Na konferencję przybył nuncjusz apostolski który wezwał do dialogu, negocjacji i zakończenia przemocy. Wydarzenie zbojkotowali przywódcy opozycji.

Istnieją jednak dowody na to, że niektórzy politycy opozycyjni zaczynają się odcinać od przemocy. Dzieje się tak, ponieważ ludzie mają dosyć chaosu w życiu codziennym. Opozycyjni burmistrzowie Baruta, Sucre i El Hatillo (wchodzących w skład metropolii Caracas) wezwali do zakończenia przemocy i skrytykowali demonstrantów  za tworzenie warunków zbliżonych do stanu oblężenia.

Walka o przywództwo na prawicy

Capriles wydaje się desperacko dążyć do potwierdzenia swojej kierowniczej funkcji w koalicji opozycyjnej, zwłaszcza odkąd Lopez stał się najbardziej rozpoznawalnym opozycjonistą po stanięciu na czele protestów. Wielu opozycjonistów, w tym studentów nie ufa jednak Lopezowi. Przemawiając na jednej z demonstracji, Capriles zadeklarował chęć uczestnictwa w dialogu. Maduro zwołał spotkanie gubernatorów na które zaproszono też Caprilesa jako gubernatora stanu Miranda. Odmówił jednak uczestnictwa pod naciskiem prawicy. Wcześniej uczestnicząc w jednym ze spotkań podał rękę Maduro, za co był mocno krytykowany przez opozycję. Dwóch innych gubernatorów związanych z opozycją przyjęło zaproszenie prezydenta i otwarcie dyskutowało z Maduro. Nieobecność Caprilesa i innych opozycjonistów była błędem i niewykorzystaniem okazji do dialogu i próby powstrzymania przemocy.

Capriles początkowo zakładał, że do przemocy dążą ekstremiści polityczni z prawicy i lewicy. Otwarcie skrytykował Lopeza i parlamentarzystkę Marię Corinę Machado za budzenie fałszywych oczekiwań protestujących liczących na obalenie Maduro. W obecnej sytuacji coraz trudniej będzie mu zajmować umiarkowane stanowisko. Capriles staje w obliczu trudności podobnych do tych jakie dla amerykańskich republikanów powoduje ruch  Tea Party. Aby pozostać liderem opozycji musi przypodobać się radykałom odrzucającym jakiekolwiek rozmowy z rządem. Jednak jeśli chce wygrać wybory, potrzebuje poparcia rozczarowanych chavistów i biedoty. W miarę narastania problemów powodowanych przez protesty opozycji, Caprilesowi coraz trudniej będzie przedstawiać się jako umiarkowanemu.

Wnioski

W Wenezueli nie mamy do czynienia z kryzysem takim jak na Ukrainie, co sugerowali niektórzy opozycjoniści. Prezydent dalej ma silne poparcie w całym kraju. Wenezuela nie znajduje się także na granicy bratobójczej wojny podobnej do konfliktu w Syrii. Duża część (lecz z pewnością nie większość) społeczeństwa czuje się wyalienowana od rządu. Bez wątpienia Wenezuela boryka się z autentycznymi problemami społecznymi i gospodarczymi. Jednak wysiłki opozycji zmierzające do obalenia rządu jedynie utrwalają te problemy i tworzą nowe napięcia w kraju.

Na poziomie międzynarodowym, kraje takie jak Brazylia i Argentyna opowiedziały się przeciwko obcym interwencjom w Wenezueli, co jest czytelną aluzją do wspierania opozycji przez USA. Mimo ostatnich napięć i wzajemnego wydalenia dyplomatów, rząd Maduro wyciągnął gałązkę oliwną mianując nowego ambasadora Wenezueli w Waszyngtonie. Oba kraje formalnie nie mają ambasadorów od 2008 r. USA nie udzieliły formalnej odpowiedzi na wspomniany gest. Wyraziły jednak obawę odnośnie nowej fali imigracji z Karaibów jeśli Wenezuela ograniczy lub zamrozi sprzedaż ropy dla krajów regionu.

Nie ma dowodów na to, by szerokie warstwy społeczne, szczególnie miejska biedota będąca głównym zapleczem rządu dołączyły do protestów rozpoczętych przez klasę średnią i wyższą. Jak zauważył jeden z kolumbijskich komentatorów „Wenezuela to dziwny kraj. Tylko tam bogacze protestują a ubodzy świętują.” Jest wątpliwe by opozycja utrzymała protesty na obecnym poziomie. Dążąc do usunięcia Maduro metodami niedemokratycznymi i bez poparcia większości opozycja kolejny raz wchodzi w polityczny ślepy zaułek. Po strajku naftowym lat 2002-03 który doprowadził do strat wynoszących ponad 14 miliardów dolarów, opozycja ocaliła twarz wzywając do głosowania przeciwko Chavezowi w referendum. Dziś, kalendarz wyborczy nie daje jej takiej możliwości. Opozycji będzie trudno ocalić twarz po obecnych protestach i licznych pytaniach odnośnie opowiedzenia się przez nią za zasadami demokracji i zdolnością do zjednoczenia całej Wenezueli. Po zradykalizowaniu bazy zwolenników, czeka ją trudne zadanie ich demobilizacji  jeśli ma ona ocalić jakąkolwiek wiarygodność w przyszłych wyborach.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Center for Economic and Policy Research

Miguel Tinker Salas (ur. 1953) historyk i latynoamerykanista. Profesor w kalifornijskim Pomona College. Specjalizuje się w historii i współczesności Wenezueli.

src.adapt.480.low

Jeden komentarz

Leave a Reply