1.
Wydarzenia na Ukrainie to złożona i niezwykle poważna sprawa (w innych czasach i okolicznościach mogłyby się stać przyczyną wojny na skalę regionalną lub globalną). O ich złożoności stanowi to, że dostępne dane oparte są na sprzecznych sądach. W tych okolicznościach musimy określić co jest kluczowe, a co drugorzędne. Dla mnie kluczowe jest zagadnienie walki zwolenników świata wielobiegunowego (do których się zaliczam) ze zwolennikami świata jednobiegunowego podporządkowanego dominującej ideologii liberalnego kapitalizmu. Z tej perspektywy, wszystko co pomaga zredukować wpływ USA i Zachodu na świecie jest dobre, a to co go zwiększa jest złe.
Europa porzuciła wszelkie dążenia do potęgi i niezależności, oczywiste jest zatem, że to Rosja jest główną alternatywą dla amerykańskiej hegemonii będącej przewodnią siłą liberalnego Zachodu. Głównym wrogiem jest więc Zachód.
Nie odczuwam sympatii do obalonego prezydenta Ukrainy. Janukowycz był postacią godną pogardy i do cna skorumpowanym autokratą. Zrozumiał to także Putin, choć dopiero po pewnym czasie. Nie jestem też wielkim wielbicielem Władimira Putina, lecz jest oczywiste, że w odróżnieniu od przywódców europejskich i amerykańskich jest on prawdziwym mężem stanu. Jest również doświadczonym praktykiem polityki opartej na zasadzie realizmu, zdecydowanie bardziej pragmatycznym niż poddanym ideologii. Nie zmienia to faktu, że z tego co można stwierdzić dzisiaj, „kijowska rewolucja” służyła głównie interesom USA.
Nie wiem czy Amerykanie inspirowali lub wspierali tę „rewolucję”, tak jak miało to miejsce przy innych „kolorowych rewolucjach” (na Ukrainie, w Gruzji, Kirgistanie itd.) gdzie powszechne niezadowolenie zostało skanalizowane w celu wciągnięcia krajów w orbitę zachodnich wpływów militarnych i gospodarczych. Jest jednak jasne, że poparli nowe władze bez wahania. Nowy premier Ukrainy, ekonomista, prawnik i miliarder Arsenij Jaceniuk który w wyborach prezydenckich w 2010 r. otrzymał zaledwie 6,9% głosów natychmiast udał się do Waszyngtonu gdzie został przyjęty przez Baracka Obamę w Gabinecie Owalnym, co zazwyczaj jest zaszczytem rezerwowanym dla głów państw. Wydarzenia które doprowadziły do brutalnego obalenia władz na Ukrainie, o ile nie potoczą się w całkowicie niespodziewany sposób, nie mogą być uznawane za dobre przez nikogo kto walczy z globalną hegemonią USA.
2.
Wszędzie słyszymy o “powrocie zimnej wojny”. Powinniśmy raczej zapytać czy kiedykolwiek się ona skończyła. W czasach Związku Radzieckiego Amerykanie rozwinęli politykę która choć formalnie antykomunistyczna, była w swej istocie antyrosyjska. Koniec systemu radzieckiego nie zmienił podstaw geopolityki, uczynił je jedynie bardziej oczywistymi. Od 1945 r. Stany Zjednoczone cały czas dążyły do zapobieżenia pojawieniu się na świecie konkurencyjnego mocarstwa. Unię Europejską ogranicza jej własna nieudolność i paraliż, a Amerykanie nigdy nie przestali widzieć w Rosji potencjalnego zagrożenia dla swoich interesów. W czasie zjednoczenia Niemiec, zapewniali uroczyście, że nie będą dążyć do rozszerzenia NATO na Wschód. Kłamali. NATO które powinno było zniknąć razem z Układem Warszawskim nie tylko zostało utrzymane, ale rozszerzone o Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Litwę, Łotwę i Estonię tj. podeszło pod granice Rosji. Cel zawsze był ten sam: osłabić i okrążyć Rosję poprzez destabilizację lub kontrolowanie jej sąsiadów. Wszystkie działania USA są obliczone na uniemożliwienie powstania dużego „bloku kontynentalnego” poprzez przekonywanie Europejczyków, że ich interesy są sprzeczne z rosyjskimi. W rzeczywistości, doskonale się uzupełniają. Dlatego „integralność terytorialna” Ukrainy jest ważniejsza od historycznej integralności Rosji. „Powrót zimnej wojny” jest dla Amerykanów powrotem do podporządkowywania sobie Europy. Umowa o „rynku transatlantyckim” negocjowana przez Unię i Stany Zjednoczone także zmierza w tym kierunku.
3.
Niejednolita natura opozycji przeciwko Janukowyczowi tworzy dodatkowe komplikacje. Zachodnie media prezentowały ją jako „proeuropejską” co jest oczywistym kłamstwem. Wśród przeciwników byłego prezydenta Ukrainy wyróżnić można dwa całkowicie przeciwstawne nurty: z jednej strony tych, którzy chcą ścisłych związków z Zachodem i marzą o wejściu pod amerykański parasol ochronny jakim jest NATO i tych których celem jest „ukraińska Ukraina”, niezależna od Moskwy, Waszyngtonu i Brukseli. Jedyne co ich łączy, to wrogość wobec Rosji. Manifestacje na Majdanie były więc początkowo antyrosyjskie a prorosyjskość Janukowycza była głównym powodem jego odsunięcia od władzy. Ukraińscy nacjonaliści ze Swobody i Prawego Sektora są regularnie przedstawiani przez media jako ekstremiści i nostalgicy nazizmu. Nie wiem czy to prawda. Część z nich wydaje się być zwolennikami szowinistycznego nacjonalizmu i nienawiści których nie znoszę. Ale nie jest jasne czy ich poglądy podziela większość Ukraińców chcących niezależności zarówno od Rosji jak i USA. Wielu z nich walczyło na Majdanie nie mając poczucia, że są manipulowani, z odwagą która zasługuje na szacunek. Pytanie brzmi, czy nie zostaną obrabowani ze swojej zwycięskiej „rewolucji” której głównym skutkiem jest zastąpienie „Wielkiego Brata” z Rosji jego amerykańskim odpowiednikiem.
4.
W sprawie Krymu wszystko jest prostsze i wyraźniejsze. Przez co najmniej cztery stulecia Krym był terytorium rosyjskim zamieszkanym głównie przez Rosjan. Mieści się na nim także główna baza Floty Czarnomorskiej, przez co stanowi on punkt dostępu Rosji do „ciepłych mórz”. Nie do pomyślenia jest, że Putin tolerowałby przejście tego regionu pod kontrolę NATO. Ale nie musi tego robić skoro w referendum 16 marca niemal 97% mieszkańców Krymu wyraziło pragnienie dołączenia do Rosji, a ściślej powrotu do niej po arbitralnej decyzji Chruszczowa z 1954 r. Decyzja o przyłączeniu Krymu do Ukrainy podjęta została w czasach Związku Radzieckiego bez jakichkolwiek konsultacji z ludnością. W referendum wzięło udział ponad 80% uprawnionych, co nie zostawia miejsca na wątpliwości odnośnie pragnień mieszkańców Krymu. Mówienie o „anschlussie” Krymu czy porównania z radzieckimi interwencjami na Węgrzech i w Czechosłowacji są po prostu śmieszne. Tym bardziej określanie referendum jako „nielegalnego’”. „Rewolucja” z 21 lutego zawiesiła na Ukrainie ład konstytucyjny nadając uprawnienia prezydenckie osobie wybranej poza procedurami co doprowadziło do rozwiązania Trybunału Konstytucyjnego Ukrainy. Dlatego przywódcy Krymu, zdaniem których prawa regionu autonomicznego przestały być gwarantowane, zdecydowali się na referendum w sprawie jego przyszłości. Nie może funkcjonować władza powstała w wyniku złamania porządku konstytucyjnego, zwalniającego społeczeństwo z praw nakładanych przez konstytucję, która jednocześnie powoływać się na ład konstytucyjny uznając referendum za nielegalne. Jak mówi stara łacińska sentencja, Nemo auditur propriam turpitudinem allegans (Nikt nie jest słuchany przez sąd, gdy powołuje się na własny występek). Amerykanie wspierając po 21 lutego rząd powstały w wyniku przewrotu również pokazali, że ich troska o „legalność” ma charakter względny. Atakując Serbię, bombardując Belgrad w 2008 r., wspierając secesję Kosowa, wypowiadając wojny Afganistanowi, Irakowi i Libii pokazali także jak niewiele robią sobie z prawa międzynarodowego i zasady nienaruszalności granic przywoływanej wtedy, kiedy jest to dla nich wygodne. Co więcej, Stany Zjendoczone zapomniały, że jako państwo powstały na skutek secesji od Anglii, a aneksja Hawajów w 1959 r. nie była sankcjonowana żadnym traktatem.
Europejscy i amerykańscy przywódcy którzy uznają się za jedynych reprezentantów “społeczności międzynarodowej” nie podważali wyników przeprowadzonego kilka lat temu referendum w wyniku którego wyspa Majotta stałą się departamentem Francji. Przyznają Szkotom prawo do przeprowadzenia we wrześniu referendum w sprawie niepodległości. Czy mieszkańcy Krymu nie mają takich samych praw jak Szkoci? Komentarze o nielegalnym i nieprawowitym charakterze krymskiego referendum pokazały jedynie, że przywódcy zachodni nie zrozumieli jego natury i odmawiają uznania prawa narodów do samostanowienia i zasady suwerenności ludu stanowiącej podstawę demokracji.
5.
Wobec sankcji gospodarczych którymi Zachód straszy Rosję, odpowiada ona jedynie uśmiechem, a Putin postąpił słusznie mówiąc wprost, że są one dla Rosji obojętne. Putin dobrze wie, że Unia Europejska nie posiada siły, jedności i woli. Słusznie nie przejmuje się krajami które twierdzą, że bronią praw człowieka ale stać je jedynie na utrudnienie oligarchom wydawania pieniędzy. Jak mawiał Bismarck „Dyplomacja bez broni jest jak muzyka bez instrumentów.” Putin wie, że Europa pogrąża się w rozkładzie i stać ją jedynie na słowne prowokacje i strojenie groźnych min. Wiedzą o tym także Stany Zjednoczone (”Pieprzyć Unię Europejską!”, jak powiedziała Victoria Nuland). Wszyscy wiedzą też, że gdyby Zachód naprawdę chciał „ukarać” Rosję, ukarze najwyżej sam siebie, gdyż nie stać go na konsekwencje takiej decyzji. Ropa i gaz z Rosji stanowią około jednej trzeciej zaopatrzenia energetycznego 28 krajów Unii, nie wspominając o dużych inwestycjach niemieckich i brytyjskich w Rosji. Nie mniej ważne jest 6000 niemieckich firm obecnych na rosyjskim rynku. We Francji minister spraw zagranicznych Laurent Fabius zagroził, że kraj nie dostarczy Rosji dwóch fregat typu Mistral budowanych w stoczni w Saint-Nazaire. W kraju gdzie ponad pięć milionów ludzi nie ma pracy, rezultatem będzie jedynie pogłębienie bezrobocia o kolejne tysiące. Co do USA, jeśli zdecydują się na zablokowanie rosyjskich majątków za granicą, odpowiedzią będzie wstrzymanie spłat pożyczek udzielonych Rosji przez amerykańskie banki. Ukraina jest dziś krajem zrujnowanym. Będzie jej niezwykle trudno bez wsparcia gospodarczego z Rosji i w wypadku zamknięcia dla niej rynków WNP (handel z Rosją stanowi 20% wartości eksportu i 30% Ukrainy). Europejczycy zostaną postawieni w sytuacji jeszcze trudniejszej niż wobec Grecji której nie chcą pomóc. W związku z kryzysem finansowym, Unii zwyczajnie nie stać na wydatki rzędu kilku miliardów euro. Czy trapione własnymi problemami Stany Zjednoczone z ich ogromnym deficytem wspomogą Ukrainę? To wątpliwe. Waszyngton i MFW to za mało by rozwiązać jej problemy.
6.
Przyszłość pozostanie niepewna i niepokojąca. Sprawa Ukrainy jeszcze się nie skończyła, nie wiemy nawet kto tak naprawdę tworzy jej nowe władze. Jeśli Ukraina zwiąże się z Zachodem, następne ważne pytanie dotyczy jej wschodniej części, najbardziej prorosyjskiej i uprzemysłowionej. Czy Rosja zaakceptuje istnienie radykalnie antyrosyjskiego rządu w kraju, którego połowa mieszkańców to Rosjanie? Każda próba rozwiązania siłowego może doprowadzić do wojny domowej i rozpadu kraju w którym podziały polityczne, językowe i religijne w dużej mierze pokrywają się z granicami regionów. Powtórzyłby się wtedy scenariusz który doprowadził do rozpadu Jugosławii.
W najbliższej przyszłości największe ryzyko wiąże się z pogorszeniem sytuacji w Kijowie połączonej z nieodpowiedzialnymi decyzjami (tworzenie bojówek itd.) i spiętrzeniem się pojedynczych incydentów. Ani Europa ani Rosja (która wzmocni teraz współpracę wojskową z Chinami) nie są tym zainteresowane. Jednak po drugiej stronie Atlantyku, przeważają zwolennicy wojny.
7.
Zachodnie media ukazują swój stopień podległości wobec Waszyngtonu. Putin regularnie opisywany jest jako „nowy car”, „kagiebista”, „neo-Sowiet” ale także jako „faszysta” czy „czerwono-brunatny” choć to nie on wywołał kryzys ukraiński i wykazał w jego sprawie nadzwyczajną cierpliwość. Rosję przedstawia się jako dyktaturę, choć w rzeczywistości nigdy w swojej historii nie doświadczała on takiego stopnia demokracji. Jest ona jednak niewystarczająco liberalna by odpowiadała wymogom „społeczeństwa otwartego”. Ale jak przytomnie zauważył Henry Kissinger „demonizowanie Putina to nie polityka tylko próba ukrycia braku polityki”.
Jak już pisałem, w Putinie nie należy widzieć „zbawcy” który ocali Europejczyków i pozwoli im odzyskać kontrolę nad własnym losem. Europa nie dąży do stania się zachodnim ramieniem wielkiego rosyjskiego imperium (pamiętajmy, że idea imperium nie może być redukowana do imperializmu). Ma jednak obowiązek uznać potrzebę sojuszu z Rosją wpisanego w logikę kontynentalnego projektu wielkiej przestrzeni eurazjatyckiej. Rosja ze swej strony powinna uznać pluralizm tożsamości swoich sąsiadów z „bliskiej zagranicy”. Gniew Ukraińców napędza rosyjska tendencja do zbywania tożsamości ukraińskiej, która nie jest czym wyimaginowanym choć czasem przybiera przesadne formy. Być może nie doszłoby do tego, gdyby Rosja traktowała Ukrainę na równej stopie. W logice federalnej, każda tożsamość i prawo mniejszości winno być respektowane. Koncepcje decentralizacji, autonomii i regionalizmu muszą wkroczyć do rosyjskiej kultury politycznej, tak samo jak do opierającej się przed nimi kultury politycznej Ukrainy (vide niesłychana decyzja nowego rządu odbierająca rosyjskiemu status drugiego języka urzędowego). Koncepcja strefy wpływów posiada swoje znaczenie które powinno być uznawane, ale kraje satelickie muszą stać się partnerami i sojusznikami. Jak pisał Chorwat Jure Vujić „Wielki europejsko-eurazjatycki projekt geopolityczny musi przede wszystkim być projektem jednoczącym. Współpraca geopolityczna musi być oparta na szacunku dla wszystkich narodów Europy i zasadzie subsydiarności.”
Alain de Benoist
