Powołując się na prawo międzynarodowe i Kartę Narodów Zjednoczonych, kubańskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w oświadczeniu wydanym wieczorem 3 kwietnia zaapelowało do USA o „zaprzestanie nielegalnych i wymierzonych w Kubę tajnych operacji”, które są „odrzucane przez kubański naród i międzynarodową opinię publiczną”. Powołało się przy tym na przykład „medium społecznościowego” ZunZuneo, lansowanego jako „kubański Twitter”, a stworzonego przez amerykańską administrację rządową, ujawniając przy okazji jej rzeczywisty charakter.
Serwis ZunZuneo, działający w latach 2010-2012, finansowała Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (USAID). Miał on być narzędziem wsparcia dla tzw. dysydentów politycznych. Omijał obowiązujące na Kubie blokady internetu oraz pozwalał na przesyłanie wiadomości tekstowych, które można było wykorzystać do organizowania społecznych protestów i demonstracji. Zgromadził ok. 40.000 użytkowników, którzy nie zdawali sobie sprawy, że został on uruchomiony przez Waszyngton ani też że firma telekomunikacyjna, która na zlecenie USAID tworzyła ZunZuneo, gromadziła ich dane (np. płeć, wiek, poglądy polityczne).
Według kubańskiego MSZ historia ta pokazuje „po raz kolejny”, iż „rząd Stanów Zjednoczonych nie zaniechał wywrotowych planów przeciwko Kubie w celu tworzenia destabilizujących sytuacji w kraju i prowokowania zmian w naszym porządku politycznym”, na co przeznacza co roku „miliony dolarów”.
W odpowiedzi na interpelacje mediów Marie Harf, rzecznik prasowy Departamentu Stanu, potwierdziła istnienie ZunZuneo. Zaprzeczyła, jakoby program był tajny, tłumacząc jednak, że prowadzono go „dyskretnie” z powodu „wrogiego nastawienia” władz Kuby do USA.
– Serwis nie zawierał treści politycznych, został stworzony w celu promowania demokracji poza granicami USA. (…). Uważaliśmy, że Kubańczycy potrzebują platformy do wypowiadania się i decydowania o tym, jaka ma być ich przyszłość. – powiedziała standardowo.
Źródło: Polska Agencja Prasowa
Komentarz Redakcji: „Media społecznościowe”, które tzw. zwykłym ludziom służą jako durna zabawka, substytut prawdziwego życia czy lek na brak kontaktu z realną społecznością, wykorzystywano już otwarcie przy próbach kontrolowanego zdestabilizowania sytuacji wewnętrznej w niektórych krajach, m.in. w Iranie. Warto się zastanowić, komu i do czego naprawdę one służą. Środowiska i osoby, które wywijają hasłem „walki z systemem”, powinny zacząć tę walkę od ich nie używania. Bo na razie jest raczej odwrotnie: ich „walka z systemem” odbywa się przeważnie w formie pustego gadulstwa, i przeważnie uprawianego na „portalach społecznościowych”. (A.D.)









Jeden komentarz