Rankiem 16 kwietnia do centrum Słowiańska (obwód doniecki) wjechała kolumna sześciu wozów opancerzonych pod rosyjskimi flagami.
– Należymy do 25. ukraińskiej brygady powietrzno-desantowej, ale postanowiliśmy przyłączyć się do separatystów. – powiedział korespondentowi agencji Associated Press żołnierz o imieniu Andriej. Władze w Kijowie zaprzeczają, by doszło do dezercji, twierdzą natomiast, że transportery zostały przejęte przez separatystów od ukraińskich żołnierzy w sąsiednim Kramatorsku.
Tego samego dnia około południa separatyści przechwycili ratusz w Doniecku. Do szturmu doszło kilka minut po zakończeniu rozmów burmistrza Aleksandra Łukianienki z delegacją OBWE. Znajdująca się w pobliżu siedziba obwodowej administracji jest pod kontrolą formacji paramilitarnych już od dwóch tygodni.
W tym samym dniu około godziny 20:00 czasu miejscowego (19:00 czasu polskiego) duża grupa separatystów, licząca około 300 osób, pojawiła się przed koszarami batalionu ukraińskich wojsk wewnętrznych w Mariupolu (obwód doniecki). Separatyści wezwali żołnierzy do „przejścia na stronę narodu”. Po usłyszeniu odmowy próbowali zająć koszary siłą. „Tłum nie zamierza ustępować… zaczęto otwierać bramę wjazdową i wyłamywać drzwi posterunku kontrolnego. Pomieszczenie podpalono butelkami z płynem zapalającym. Żołnierze przystąpili do obrony, gaszą pożar i oddają ostrzegawcze strzały w powietrze; ze strony tłumu również słychać wystrzały.” – pisano na stronie internetowej Gwardii Narodowej Ukrainy. Podpalony został budynek gospodarczy. Według relacji ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa atakujący oprócz koktajli Mołotowa użyli granatów zapalających i strzelali do wartowników z broni palnej. Żołnierze odpowiedzieli ogniem. Gdy władze skierowały na miejsce oddział specjalny Omega oraz śmigłowce, separatyści odstąpili od szturmu. Według Awakowa trzech z nich zostało zastrzelonych.
Nie panując nad sytuacją, politycy spod znaku „euromajdanu” rekompensują sobie nieskuteczność coraz bardziej emocjonalną retoryką. Do niedawna nazywali separatystów „terrorystami”, teraz dodatkowo obwiniają o wydarzenia na Wschodzie Specnaz, GRU i mafię.
– W obwodzie donieckim od wielu lat rządzą struktury mafijne. Teraz także władzę przejmują kryminaliści. Właśnie dlatego ludzie są tu tak pasywni, nie protestują. – oznajmiła Tatiana Czornowoł, szefowa Biura Antykorupcyjnego w rządzie Arsenija Jaceniuka.
(Na podstawie PAP, rp.pl opracował A.D.)








