17 kwietnia w Genewie przedstawiciele Rosji oraz „majdańskiego” rządu w Kijowie podpisali wspólne oświadczenie o dążeniu do „deeskalacji” wewnętrznej niestabilności Ukrainy. Oświadczenie stwierdza, iż nielegalnie działające grupy zbrojne powinny zostać rozbrojone, nielegalnie zajęte gmachy – opuszczone, a okupowane ulice, place i inne miejsca publiczne w miastach ukraińskich – opróżnione. Stwierdza również, że wszystkie strony konfliktu na Ukrainie powinny powstrzymać się od przemocy, zastraszania i działań prowokacyjnych oraz potępia ekstremizm, antysemityzm, rasizm i nietolerancję religijną.
Waszyngton niemal natychmiast po spotkaniu w Genewie zagroził Rosji „sankcjami” w razie niezastosowania się tego państwa do sugestii zawartych w oświadczeniu. W odpowiedzi rosyjskie ministerstwo spraw zagranicznych określiło stanowisko Amerykanów jako „rozczarowujące”.
„Strona amerykańska znów usilnie stara się wybielić działania obecnych władz w Kijowie, które obrały kurs na stłumienie siłą protestów mieszkańców południowo-wschodnich regionów. (…). Prócz tego w niektórych oświadczeniach oficjalnych przedstawicieli USA rozbrzmiewa ton ultimatum. Próbuje się nam grozić nowymi sankcjami, jest to absolutnie nie do przyjęcia. (…) to zwolennicy Majdanu powinni przede wszystkim opuścić przejęte przez nich instytucje państwowe i inne obiekty w stolicy Ukrainy i regionach zachodnich. (…) jest oczywiste (…), że chodzi przede wszystkim o odebranie broni bojownikom Prawego Sektora i innych ugrupowań profaszystowskich biorących udział w lutowym przewrocie w Kijowie.” – głosi komunikat rosyjskiego MSZ.
Dokument podpisany w Genewie ma charakter deklaracji, nie jest więc aktem prawnie wiążącym. Na Ukrainie zresztą nikt nie zamierza stosować się do zawartych w nim sugestii. Krótko po upublicznieniu genewskiego oświadczenia minister spraw zagranicznych w kijowskim rządzie Andrij Deszczyca oznajmił, iż kijowskiego „majdanu” (placu Niezależności) nie obowiązują ustalenia z Genewy, a zajmujące go grupy znajdują się na nim legalnie. Z drugiej strony 18 kwietnia przywódca donieckich separatystów Denis Puszylin zakomunikował, że nie uważa porozumienia z Genewy za wiążące.
– Ławrow nie podpisywał porozumienia dla nas, podpisał je w imieniu Federacji Rosyjskiej. – powiedział Puszylin dziennikarzom w Doniecku. Zaznaczył, że jego ludzie opuszczą zajmowane budynki dopiero, gdy gabinet Arsenija Jaceniuka poda się do dymisji, że nie uznają go za legalny rząd Ukrainy i że trwają przygotowania do referendum w sprawie „samookreślenia się narodu”.
(Na podstawie PAP opracował A.D.)








