Adam Danek: Państwo wszechświatowe

Wszelkie dobro jest zasadą jedności dla tego, co w nim uczestniczy i wszelkie zjednoczenie jest dobrem, a dobro jest tym samym, co jedno.” – powiada w swych „Elementach teologii” wielki neoplatoński filozof Proklos (410/411 – 485), tworzący i działający w erze ostatecznej zapaści Cesarstwa Zachodniorzymskiego i zmierzchu pogańskiego świata, na zwaliskach dawnej wspaniałości hellenistycznych imperiów. Jedność jest lepsza od wielości, całość jest lepsza od części – to podstawowe założenia klasycznej greckiej filozofii. Istnienie jednego państwa jest zatem lepsze od istnienia wielu państw; państwo, które obejmuje całość świata jest lepsze od państwa, które obejmuje tylko jego część. Najdoskonalsze z państw musiałoby wobec tego oprzeć się granicami na wszystkich krańcach świata, mieścić w sobie wszystkie ziemie, zająć cały glob. Najdoskonalsze z państwo to państwo uniwersalne, czyli państwo wszechświatowe (łac. universum – „wszechświat”).

Tak w starożytności narodził się mit imperium. U najwybitniejszych myślicieli, poszukujących doskonałości, zaczynała pojawiać się myśl, że wszechświat mógłby stać się jednym państwem. „Miastem i ojczyzną jako Antoniuszowi jest mi Rzym, jako człowiekowi – kosmos.” – pisał Marek Aureliusz. Jeżeli bowiem świat przenika jeden, uniwersalny porządek Boskich norm i zasad, to czyż nie powinien się nań nakładać zakorzeniony w nim jeden, uniwersalny porządek polityczny? „Ogarnijmy umysłem dwa państwa – jedno wielkie i naprawdę powszechne obejmujące bogów i ludzi, państwo, w którym nie zważamy na ten lud lub ów zakątek, lecz granice zawartej w nim społeczności zakreślamy razem z gwiazdami i słońcem i drugie, z którym związały nas okoliczności urodzenia.” – notował w swoich rozważaniach Seneka. W kulturach tradycyjnych wierzono, iż państwo powinno odbijać w sobie kosmiczny Ład. Ograniczone i ułomne naśladownictwo najbardziej zbliży się do metahistorycznego wzoru, gdy państwo stopi się z niebiańskim Ładem, obejmując cały kosmos, tj. cały znany świat – stanie się państwem wszechświatowym. Dopiero w państwie wszechświatowym teologia, kosmologia, filozofia i nauka polityki osiągają zgodność. Odsłonięty przez starożytną pogańską mądrość mit państwa wszechświatowego odziedziczyło wraz z nią chrześcijaństwo. „My uznajemy tylko jedną rzeczpospolitą, to znaczy świat.” – rzecze Tertulian, Ojciec Kościoła.

Antyczni głosiciele państwa wszechświatowego zyskali miano kosmopolitów. Kosmopolita to „obywatel świata”, co nie znaczy – nie przywiązany do żadnego państwa, lecz – członek wspólnoty politycznej, która zarazem jest całym światem (gr. kósmos – „świat”, polis – „państwo”). Antyczni kosmopolici byli w rzeczywistości pierwszymi imperialistami. Obecnie, gdy pojęcie kosmopolityzmu zmieniło treść i nabrało charakteru pejoratywnego, ich idee należałoby bardziej prawidłowo określać jako polityczny uniwersalizm lub polityczny kosmizm.

Gdy na poziomie politycznym staje się jedna owczarnia, musi też pojawić się jeden pasterz. Państwo wszechświatowe może być rządzone wyłącznie przez władcę uniwersalnego, kosmokratora – dokładnie tak, jak monarchie Asyrii i Persji, gdzie monarchów uważano za panów wszystkich istniejących ziem, lub imperium Aleksandra Wielkiego. Władca uniwersalny, stwarzając państwo wszechświatowe, a potem podtrzymując jego istnienie, na poziomie politycznym naśladuje Stwórcę, który zbudował wszechświat i podtrzymuje kosmiczny porządek. Władca uniwersalny odczytuje z niebios i urzeczywistnia na ziemi Boski wzorzec, stając się obrazem Stwórcy (imago Dei). W pewnym sensie władca państwa wszechświatowego jest w planie doczesnym jedynym prawdziwym monarchą, jedynowładcą: jedynym władcą całego świata.

Państwo wszechświatowe, uniwersalna Oikoumene, Imperium Mundi, stanowi apogeum procesu historycznego – najwyższy punkt okręgu, po jakim porusza się czas. Po nim nastąpić może tylko ruch w dół: regres, rozpad jedności, nawrót do chaosu (pluralizmu) – albo też koniec czasów w ogóle.

Adam Danek

Leave a Reply