Adam Danek: Liberalna bezpieka

Służby specjalne (a zwłaszcza ich aktywność w sferze polityki) kojarzą się z elitarnością, brakiem jawności, militarnym trybem działania, używaniem broni i w ogóle stosowaniem przemocy, ignorowaniem legalizmu, przywiązywaniem niewielkiej wagi do tzw. „praw i wolności obywatelskich” bądź też ich obcesowym łamaniem w imię racji stanu, obrony bezpieczeństwa państwa lub powiększenia jego potęgi, zagrożeniem dla demokratycznych reguł, słowem – z politycznymi toposami właściwymi raczej prawicy. To świat z natury obcy parlamentaryzmowi i jego gadulstwu, wyborom, politycznemu permisywizmowi, katalogom „praw człowieka” i pilnującym ich kauzyperdom-konstytucjonalistom. W rozpowszechnionych we współczesnej popkulturze stereotypach i schematach fabularnych to prawicowe reżimy i formacje lubują się w uprawianiu polityki za pomocą służb specjalnych. Stereotypy owe mają się nijak do rodzimej rzeczywistości. W Polsce, jeśli już funkcjonariusze służb informacyjnych ujawniają swe polityczne oblicze lub też politycy rozpoczynają pracę w owych służbach, są to demokraci i liberałowie.

W 1990 r., w ramach „podziału łupów” uzgodnionego w komunistyczno-solidarnościowym pakcie politycznym, do organów bezpieczeństwa państwa skierowani zostali działacze Ruchu „Wolność i Pokój”, ugrupowania programowo pacyfistycznego i prawo-człowieczego. Jednym z nich był Piotr Niemczyk, do dziś jegomość o mylącym wyglądzie podstarzałego hippisa. W latach 1990-1994 Niemczyk zajmował stanowiska kolejno dyrektora Biura Analiz i Informacji UOP oraz wicedyrektora Zarządu Wywiadu UOP. Uchodzi za jednego z inicjatorów osławionej akcji „inwigilacji i dezintegracji prawicy” przez służby specjalne. Po zakończeniu służby w UOP działał w Unii Wolności, później zaś zasiadał we władzach Partii Demokratycznej. Od 2008 r. pozostaje członkiem Rady Konsultacyjnej ABW. Jednocześnie prowadzi bodaj największą w kraju prywatną „wywiadownię” gospodarczą – firmę Niemczyk i Wspólnicy.

Innym współzałożycielem pacyfistycznego WiP, a także wysokim funkcjonariuszem służb informacyjnych uważanym za uczestnika „inwigilacji prawicy”, jest płk Konstanty Miodowicz, od szeregu lat znany polityk liberalnej Platformy Obywatelskiej. Miodowicz służył w Urzędzie Ochrony Państwa w latach 1990-1996, dochodząc do stanowiska dyrektora Zarządu Kontrwywiadu UOP. W aferę „inwigilacji prawicy” zamieszany był prawdopodobnie jeszcze jeden z założycieli WiP – Jan Rokita, pełniący w jej trakcie funkcję szefa Urzędu Rady Ministrów (a de facto kierujący gabinetem Hanny Suchockiej jako „premier bez teki”, jak złośliwie nazywano go w mediach).

Wydaje się, iż liberalne oblicze rodzimej bezpieki od lat dziewięćdziesiątych nie uległo zmianie. Od 2007 r. na czele Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego stoi działacz „opozycji demokratycznej” płk Krzysztof Bondaryk, wcześniej szef delegatury UOP w Białymstoku w latach 1990-1996. Od 2001 r. dowódca ABW działał politycznie w Platformie Obywatelskiej. Przez pewien czas (2003-2005) zasiadał w Radzie Krajowej PO.

Programowa niechęć do instytucji takich, jak wojsko, służby specjalne czy policja, jaką rozmaitej maści demokraci, liberałowie, „wolnościowcy” i lewicowcy eksponują jako część tradycji politycznych swoich ruchów, wydaje się więc grubymi nićmi szyta. Liberalna demokracja, jak każdy inny ustrój, potrzebuje aparatu przemocy, aby się utrzymać. Obłudne okazują się również zawarte w różnych aktach prawnych zapewnienia, że instytucje na niego się składające muszą zachować „apolityczność”, a ich funkcjonariusze – działać tak, jakby nie mieli własnych poglądów politycznych. W rzeczywistości każdy ustrój musi dbać, aby żołnierze i funkcjonariusze służb państwowych wyznawali poglądy zgodne z legitymizującą go ideologią, w przeciwnym bowiem wypadku stwarzałby poważne zagrożenie dla własnej trwałości. W okresie komunistycznym indoktrynację ideologiczną prowadzono z największym nasileniem w wojsku, organach bezpieczeństwa i aparacie policyjnym. Nie inaczej musi dziać się w „demokratycznym państwie prawa”. Wbrew własnym zapewnieniom, demoliberalizm – jak każdy inny reżim – polega na rządach ideologii strzeżonych przez wierne jej pałki, rewolwery i sieci szpiegów. Czy więc niby góruje on nad tymi odrażającymi (jak utrzymują jego rzecznicy) ustrojami niedemokratycznymi?

Konserwatywna prawica, zamiast wyobrażać sobie naiwnie, iż zdoła zmienić oblicze państwa poprzez partycypację w wyborach, najmowanie się w roli wsparcia uczestnikom międzypartyjnych pyskówek rozgrywanych w mediach, kibicowanie takiemu czy owakiemu komitetowi lub stronnictwu, być może powinna raczej próbować zmienić polityczne oblicze tego rodzaju instytucji, poprzez wysyłanie do nich swych odpowiednio przygotowanych reprezentantów.

Adam Danek

Leave a Reply