Michał Rudzki: Przeciwko teorii postępu

Przedmiotem krytyki w tym tekście będzie teoria postępu, która była i jest niezwykle popularna w kręgach lewicowo-liberalnych i przez nie propagowana. Idea ta jest dzieckiem epoki Oświecenia i kwintesencją filozoficznego materializmu i modernizmu, zatem jako taka powinna zostać odrzucona.

Źródła i dzieje teorii postępu

Teoria postępu powstała jako wynik oświeceniowej „potęgi rozumu” i racjonalistycznej wiary w siłę człowieka. Twórcami jej byli Nicolas de Condorcet i Anne Robert Turgot.

Według linearnej koncepcji rozwoju społecznego, rozwój ludzkości postępuje wciąż od form prymitywnych do coraz bardziej rozwiniętych. Postęp ma iść w kierunku niemal wyłącznie pozytywnym. Rozwój jest zawsze prawidłowy, a jego kierunek można łatwo przewidzieć. Postęp dokonuje się zawsze, ale nie zawsze w tym samym tempie. Według Condorceta, nawet upadek Imperium Rzymskiego i nastanie epoki Średniowiecza, które są raczej dowodami przeciwko teorii postępu (przynajmniej dla oświeceniowych racjonalistów, widzących w Średniowieczu jedynie wstecznictwo i ciemnotę), był nie regresem, lecz rozwojem. Argumentował on to m.in.: rozwojem oświaty wśród kleru oraz wojnami krzyżowymi, które „wzniecone w imię zabobonu, przyczyniły się do tego, aby go obalić”[1]. W tym miała się przejawiać, sformułowana przez Turgota, chytrość postępu.

Jeszcze w XVIII wieku z krytyką postępu wystąpił Johann Gottfried Herder. Jego zdaniem, nie ma mowy o żadnym postępie, a historia niczego nie utrwala. Według Herdera, nie należy sądzić, że upływ czasu odsłoni ostateczne prawdy przewyższające człowieka. Fundamentalna prawda wyraża się w tym, że wszystko jest chwiejne i niepewne, a każda sytuacja historyczna ma charakter niepowtarzalny.

Jednak w wieku XIX idee postępu podchwycili m.in.: Karol Marks, Fryderyk Engels, Herbert Spencer i Auguste Comte. Uważali oni, że ewolucja społeczeństw nie jest przypadkowa, lecz powodują ją określone czynniki. U Marksa i Engelsa – rozwój ekonomiczny, u Spencera – ewolucja podobna do tej ze świata przyrody, u Comte’a – rozwój umysłowy. Teorie te miały charakter deterministyczny.

Stosunkowo niedawno, Francis Fukuyama ogłosił „koniec historii”, którą to ideę zaczerpnął od Georga Hegla. Według tej teorii, historia i postęp historyczny zakończyły się upadkiem państw „realnego socjalizmu” w Europie, a po „końcu historii” miało nastać panowanie pokoju, liberalnej demokracji i kapitalizmu. Fakty obaliły tezę Fukuyamy już niedługo po jej ogłoszeniu: wojna w Zatoce Perskiej, rozbicie Jugosławii, amerykańskie interwencje w Iraku i w Afganistanie czy obecny kryzys ukraiński w sposób oczywisty dowiodły absurdalności tych rojeń. Niemniej jednak ideolodzy demoliberalizmu jeszcze i dziś starają się niekiedy wykorzystywać „koniec historii” w swym przekazie propagandowym.

 

Europocentryzm

Immanentną cechą teorii postępu jest jej europocentryzm. Za punkt wyjścia, tego co jest „postępowe” i tego, co jest „zacofane” przyjmuje się kryteria zachodnioeuropejskie, ignorując całkowicie, że w każdym kręgu kulturowym rozwój zachodzi inaczej i nie wszędzie formują się te same formacje społeczne.

Przekonanie o przodującym charakterze Europy, przyczyniło (i często przyczynia nadal) do szowinistycznego podejścia wobec kultur nieeuropejskich, których rozwój nie wyglądał tak jak na Zachodzie. Istotny wkład do tego „dzieła” włożył amerykański antropolog Lewis Henry Morgan, badacz kultury Irokezów, który wyodrębnił trzy etapy rozwoju ludzkości: dzikość, barbarzyństwo i cywilizację. Cywilizacja zaś dla Morgana zaczynała się od stworzenia pisma. Wszystkie inne ludy były zatem „zacofane” i „niecywilizowane”.

Podobne poglądy głosił ojciec teorii ewolucji Karol Darwin, który uważał, że kolonializm przyczynia się do rozpowszechnienia cywilizacji europejskiej; eksterminacja dzikich plemion, które nie poddały się ucywilizowaniu, była przy tym smutną, ale nieuniknioną koniecznością.

Teorię Morgana prędko podchwycili Marks oraz Engels i z tego wynikał właśnie ich europocentryczny rasizm oraz radykalny progresywizm.

Według Engelsa: „Czyżby to było nieszczęściem, że wspaniałą Kalifornię odebrano leniwym Meksykańczykom, którzy nie wiedzieli w ogóle co z nią począć, że energiczni Jankesi (…) dopiero w gruncie rzeczy utorują cywilizacji drogę do Oceanu Spokojnego”. Zaś Marks o kolonialnym panowaniu Anglii w Indiach pisał: „Co prawda Anglia, wywołując w Hindustanie rewolucję społeczną, kierowała się wyłącznie swymi najbrudniejszymi interesami, a forsowała je w sposób kretyński. Ale nie to jest tu istotne. Najważniejsze jest, czy ludzkość może spełnić swe powołanie bez gruntownego przewrotu w stanie społecznym Azji. Jeżeli nie może, to Anglia, jakiekolwiek byłyby jej zbrodnie, doprowadzając do tego przewrotu stała się bezwiednym narzędziem historii”. W kontekście Indii, występował on również jako rzecznik globalizacji: „Aczkolwiek uczucie ludzkie wzdryga się na widok zniszczenia i rozkładu dziesiątków tysięcy pracowitych, patriarchalnych i pokojowych organizacji społecznych, rzuconych w morze nieszczęść, na widok ich członków pozbawionych jednocześnie swej starej formy cywilizacyjnej i dziedzicznych środków utrzymania – nie wolno nam zapominać, (…) że te małe wspólnoty (…) oddawały człowieka w jarzmo zewnętrznych okoliczności, zamiast go wynieść do roli władcy tych okoliczności, że przekształciły one rozwijający się samorzutnie ustrój społeczny w niewzruszone prawo natury i w ten sposób doszły do zwierzęco-prymitywnego kultu przyrody, którego upodlenie znalazło swój wyraz w tym, że człowiek, władca przyrody, padał pobożnie na kolana przed małpą Hanuman i krową Sabala…”[2]. Skoro globalizacja to postęp, to jak przeciwstawiać się postępowi?

Z powyższego wynika jawna apologia ideowych ojców lewicy wobec imperialistycznych podbojów kolonialnych, europejskiego rasizmu oraz globalizacji. Należy również wspomnieć o pogardliwej postawie Marksa i Engelsa wobec Słowian (za wyjątkiem Polaków), których krytykowano za uleganie urokowi carskiej Rosji.

Wzorem Condorceta i Turnota, Marks i Engels wierzyli w niezachwianą moc postępu społecznego: „(…) jakkolwiek heretycko i sprzecznie mogłoby to brzmieć – musimy powiedzieć, że wprowadzenie niewolnictwa było (…) wielkim postępem” [3].

To morganowsko-darwinowsko-marksowskie myślenie przez lata uzasadniało kolonialną ekspansję białych Europejczyków przeciwko kulturom Azji, Afryki, Ameryki, Australii i Oceanii. Nic to, że często reprezentowały one wyższy poziom niż Europa (np. Chiny, Indie, Japonia, Persja, Arabowie, niektóre ludy Ameryki prekolumbijskiej). Liczyło się to, że są odmienne, a zatem jakoby gorsze.

Europocentryczne myślenie po dziś dzień jest obecne w myśleniu większej części tzw. prawicy, głoszącej wyższość Zachodu, apoteozę kolonializmu i „misji białego człowieka”, a dowodem tego chociażby neokonserwatywna „wojna z terroryzmem”, uznawanie Izraela za bastion cywilizacji na Bliskim Wschodzie czy szowinistyczna nienawiść wobec Rosjan. Taka postawa pseudoprawicy nie powinna dziwić z uwagi na anglosaskie, liberalne i modernistyczne korzenie rasizmu, a takie są i korzenie m.in. neokonserwatyzmu.

Fetyszyzacja ekonomii

Wśród zwolenników teorii postępu, znaczącą rolę zajmuje rozwój ekonomiczny. Szczególnie widoczne jest to u marksistów, ale i liberałowie nie pozostają w tyle. I marksistów, i liberałów łączy tu swoista fetyszyzacja ekonomii. Rozwój gospodarczy jest uznawany za niemal jedyny wyznacznik wartości danego społeczeństwa.

Według marksistów, postęp idzie po następującej linii: wspólnota pierwotna à niewolnictwo à feudalizm à kapitalizm à socjalizm à komunizm. Jak u Condorceta, rozwój ma mieć charakter wyłącznie pozytywny.

Jak już wyżej pisałem, teoria Marksa i Engelsa miała charakter europocentryczny, tzn. nie uwzględniała różnic rozwojowych na poszczególnych kontynentach. Postęp miał wszędzie wyglądać tak samo. Uznawano, że skoro w pozaeuropejskich kulturach nie było np. niewolnictwa czy feudalizmu, a kapitalizm zaprowadzano dopiero pod batem białych kolonizatorów, to ludy te były zacofane i reakcyjne.

Wiąże się z tym teoria sił wytwórczych, zgodnie z którą społeczeństwa oceniane są według swojego potencjału produkcyjnego, tj. siły roboczej i środków produkcji. Pojęcie to częste w książkach pisanych z perspektywy marksistowskiej, gdzie państwa klasyfikowane są właśnie według rozmiarów wydobycia surowców i produkcji przemysłowej.

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że fetyszyzacja ekonomii i pracy to grzech pierworodny marksizmu. I tak na przykład zdaniem Engelsa: „Stopień produkcji towarowej, od którego zaczyna się cywilizacja, cechuje, z ekonomicznego punktu widzenia, wprowadzenie: 1. pieniądza metalowego, a tym samym kapitału pieniężnego, procentu i lichwy; 2. kupców jako klasy pośredniczącej między producentami; 3. prywatnej własności ziemskiej i hipoteki oraz 4. pracy niewolniczej jako panującej formy produkcji” [4]. Dla marksistów, liczy się rozwój ekonomiczny – rozwój ducha, nauki, filozofii itd. są dla nich tylko pochodnymi rozwoju stosunków społeczno-ekonomicznych.

Podobne podejście reprezentują liberałowie. Dla nich również wyznacznikiem postępu jest rozwój gospodarczy. Oficjalna, liberalna nauka dzieli społeczeństwa na wysoko rozwinięte, średnio rozwinięte oraz rozwijające się. Do tej ostatniej kategorii zalicza się najczęściej państwa Trzeciego Świata, zapominając, że ich dzisiejsza pozycja ekonomiczna jest pochodną bogactwa państw wysoko rozwiniętych. Liberałowie za wyznacznik rozwoju uznają dobrobyt i poziom PKB. Tak jak u marksistów, duch i idee są spychane na dalsze miejsca.

W tym miejscu chciałoby się powiedzieć za Juliusem Evolą: „Prawdziwe przeciwieństwo istnieje nie pomiędzy kapitalizmem i marksizmem, lecz między systemem, w którym ekonomia (niezależnie, w jakiej formie) dominuje, a systemem, w którym ekonomia jest podporządkowana czynnikom pozaekonomicznym, w ramach szerszego i pełniejszego porządku, tak by nadać głębię ludzkiemu życiu i umożliwić rozwinięcie się tkwiących w nim najwyższego rzędu możliwości” [5].

Nietzscheańska krytyka teorii postępu

Jak już nadmieniłem, w teorii postępu bardzo podrzędne znaczenie mają sprawy ducha i idei. Zwrócił na to uwagę Fryderyk Nietzsche, pytając czy człowiek mu współczesny stoi pod tym względem wyżej niż człowiek epoki antycznej czy Renesansu. Odpowiedź jego była zdecydowanie przecząca – dla Nietzschego drobnomieszczańska, filisterska mentalność właściwa jego epoce stała zdecydowanie niżej od umysłowości ludzi okresu Odrodzenia czy starożytnej Grecji. Stało to zatem w jawnej sprzeczności z teorią Condorceta, nawet jeśli uwzględnić chytrość postępu

„Postęp – pisze Nietzsche – jest ideą nowoczesną, to znaczy fałszywą. Europejczyk dzisiejszy stoi pod względem wartości o wiele niżej od Europejczyka odrodzenia; postęp nie polega na wywyższaniu, podnoszeniu, wzmacnianiu” [6].

Przy okazji, Nietzsche dyskwalifikuje obiektywną wartość postępu: „Sami wynaleźliśmy pojęcie celu, w realnej rzeczywistości nie ma celu (…) nie istnieje nic, co by mogło nasz byt osądzić, mierzyć, porównywać, potępiać” [7].

Według niemieckiego filozofa, próby wartościowania epok i układania ich hierarchii uważa za nieuprawnione, choć wywoływane potrzebą znalezienie jakiejś pociechy wobec zamętu i chaosu, jaki przedstawia historia. Zasada historycznego postępu okazuje się jeszcze jedną odmianą przeciwstawienia rzeczywistości i ideału, jeszcze jedną formą dualistycznego światopoglądu.

Również w darwinizmie widział on dowody przeciwko postępowi, albowiem ludzie stanowią gatunek biologiczny o ograniczonych możliwościach, których żaden postęp nie przekroczy.

Z kolei w pracy Z genealogii moralności pisze Nietzsche:

Rozwój jakiejś rzeczy, jakiegoś zwyczaju, jakiegoś organu bynajmniej nie jest w ten sposób postępem (progressus) ku pewnemu celowi ani też logicznym i najkrótszym, z najmniejszym nakładem sił i kosztów osiągnionym postępem, jeno kolejnem następstwem głębiej lub płyciej odbywających się, mniej lub więcej wzajemnie niezależnych, odgrywających się w niej procesów przemagania, z dodatkiem oporu stosowanego w każdym wypadku, usiłowań zmiany form w celu obrony i reakcyi, i wyników udanych przeciwdziałań. Forma jest zmienna, „sens” zaś bardziej jeszcze. Nawet wewnątrz każdego oddzielnego organizmu nie dzieje się inaczej. Z każdym istotnym wzrostem całości zmienia się też „sens” poszczególnych organów. W pewnej mierze częściowe ich zanikanie, ich liczebne zmniejszanie się (na przykład przez niszczenie członków pośrednich) może być znakiem wzrastającej siły i doskonałości. Chciałem rzec: także częściowe bezużytecznienie, niedołężnienie i zwyrodnianie, zatracanie się sensu i celowości, krótko — śmierć, należy do warunków rzeczywistego postępu, który jawi się zawsze w postaci woli i drogi ku większej mocy i zawsze osiągany bywa kosztem licznych mniejszych mocy” [8].

Odpowiedź na teorię postępu

Co zatem przeciwstawić postępowi?

Równie ciekawą teorię, sformułował Giambattista Vico, filozof włoski przełomu XVII i XVIII wieku. Vico założył, iż społeczeństwo musi przejść trójfazowy cykl oparty na wierze, wyobraźni i rozumie. Jego etapy to wiek boski, bohaterski i ludzki. W dalszym rozwoju następuje powrót do dawnego stanu rzeczy (ricorso) i proces dziejowy zaczyna się od początku.

Teorie cykliczne różnego rodzaju prezentowało wielu historiozofów (jak np. Oswald Spengler czy Arnold Joseph Toynbee), jednaknajtrafniejsza wydaje się teoria rosyjskiego socjologa Pitirima Sorokina. Uczony ten za wyznaczniki cyklu przyjął aspekty społeczno-kulturowe. Według niego, zmiany są rezultatem świadomości kulturowej. Wyodrębnił on dwa rodzaje tej świadomości, stale się powtarzające w określonych epokach historycznych. Należą do nich kultura sensytywna i kultura ideacyjna. Kultura sensytywna  charakteryzuje się dążeniem do zaspokajania potrzeb materialnych na drodze poznania świata za pomocą zmysłów i rozumu, a kultura ideacyjna nastawiona jest na potrzeby duchowe i opiera się przede wszystkim na wierze ponadzmysłowej. Sorokin wyróżnił także okres przejściowy między nimi, tzw. idealistyczny, będący skrzyżowaniem kultury sensytywnej i ideacyjnej.

Z perspektywy tradycjonalistycznej, nasuwają się ogólne wnioski:

1) teoria postępu powinna zostać odrzucona jako fałszywie zakładająca ciągłe doskonalenie się człowieka i społeczeństwa, będąca dzieckiem oświeceniowego racjonalizmu oraz europocentryczna;

2) należy odrzucić linearną koncepcję czasu, a wraz z nią linearną koncepcję rozwoju społeczeństwa i kultury;

3) należy odrzucić determinizm, celowość rozwoju historycznego i koncepcję końca historii;

4) w dziedzinie rozwiązań pozytywnych, należy przyjąć cykliczną teorię rozwoju społeczeństwa i kultury, przede wszystkim w oparciu  teorię Sorokina.

Przypisy:

[1] Cyt. za: Piotr Szymaniec, Condorcet i religia postępu, http://www.bibliotekacyfrowa.pl/Content/21955/005.pdf

[2] Cyt. za: Jerzy Tottenhorn, Marks niepoprawny politycznie, http://www.zakorzenienie.most.org.pl/ns_lip/04.htm

[3] Fryderyk Engels, Anty-Dühring, Warszawa 1949, str. 178-179.

[4] Fryderyk Engels, Pochodzenie rodziny, własności prywatnej i państwa [w:] Karol Marks, Fryderyk Engels, Dzieła wybrane, tom II, Warszawa 1949, str. 308.

[5] Julius Evola, Men Among the Ruins. Postwar Reflections of a Radical Traditionalist, str. 168: http://www.juliusevola.com/julius_evola/texts/MenAmongtheRuins.pdf

[6] Cyt. za: Zbigniew Kuderowicz, Nietzsche, Warszawa 1976, str. 61.

[7] Cyt. za: tamże.

[8] Cyt. za: Gilles Deleuze, Nietzsche, Warszawa 2000, str. 49.

pobrane (1)

Leave a Reply