Od Redakcji: W związku z ostatnią ofensywą sił Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu w Iraku szeroko dyskutowana na Bliskim Wschodzie i poza nim jest możliwość interwencji USA. Przedstawiamy tekst autorstwa redaktora naczelnego jednego z libańskich dzienników w którym wyjaśnia dlaczego powrót amerykańskich żołnierzy do Iraku byłby najgorszym możliwym rozwiązaniem dla targanego niepokojami państwa i całego regionu.
Informacje o kolejnym kroku Stanów Zjednoczonych w Iraku są sprzeczne. Są niejasne rozmowy i ustalenia o dyskretnych działaniach wskazujące szczególnie na to, że pewne grupy w Waszyngtonie chcą ponownej okupacji Iraku, ale poprzedzonej gwarancjami.
W Waszyngtonie pewne grupy zwracają się dziś do Irakijczyków mówiąc „Jesteśmy gotowi do ponownego zajęcia waszego kraju, ale musicie sformować nowy rząd, którego struktura będzie określona przez nas, podczas gdy sąsiednie państwa, w szczególności Iran, powinny zagwarantować, że nie będą nazywać naszej interwencji okupacją ani się jej sprzeciwiać. Władze duchowne powinny także zapewnić prawną przykrywkę dla naszej obecności.
„W zamian za to zapewnimy wam milczenie Turcji, Kataru i Arabii Saudyjskiej i obiecujemy – tylko obiecujemy – wyeliminować ISIL (Islamskie Państwo Iraku i Lewantu) i siły rebeliantów.
Amerykanie są głupi, a ci którzy im wierzą albo twierdzą, że ich potrzebujemy są jeszcze głupsi. Jeśli posiadający realną władzę w Iraku lub niektórych państwach sąsiednich uważają, że powrót amerykańskich wojsk do Iraku pozwoli osiągnąć pokój i stabilność, są w błędzie; jednak najbardziej niebezpieczne jest to, iż niektórzy próbują uznać prośbę o interwencję USA za standardowe żądanie, pomimo tego, że część z nich zapomniała, że ci, którzy im wybaczyli w 2003, zrobili to, gdyż interwencja amerykańska nie czekała na czyjąkolwiek zgodę i ponieważ pokonany przeciwnik (Saddam Husajn) został odrzucony przez większość narodu i był źródłem problemów dla wszystkich sąsiednich państw.
Ale dlaczego rozsądny iracki patriota chcący niezależności miałby prosić Amerykanów o interwencję? Przeciwko komu? W jakim celu?
Czy ktokolwiek w Iraku wierzy, że powrót amerykańskiej okupacji zapewni stabilne rządy albo rozwiązanie problemów z zagrożeniem ze strony takfirystów? Zanim zapytamy, czy USA jest w stanie rzeczywiście walczyć z terroryzmem, zastanówmy się, czy nasze doświadczenia z przeszłości nie pokazały, że Ameryka nie jest w stanie ochronić swoich własnych żołnierzy. Czy naprawdę są wśród nas ci, którzy wierzą, że Amerykanie reprezentują bezpieczeństwo oraz militarne, polityczne a nawet ekonomiczne gwarancje?
Nie ma potrzeby dyskutować nad tą kwestią, ale trzeba stwierdzić, że całe to błaganie o obcą interwencję – amerykańską czy inną – jest niczym innym jak przejawem całkowitego ograniczenia. To sygnał, że proszący, niezależnie od stanu, koloru skóry, doktryny czy dążeń jest podłym nikczemnikiem, który chce żyć jako niewolnik kolonizatorów i agent okupanta. Chce być stronnikiem sił okupacyjnych, które zabiły miliony naszych rodaków i wciąż wspierają zbrodniarzy w postaci band, rządów i armii, które ani na chwilę nie przestają nas mordować i pozbawiać nas naszych dóbr i naszych praw.
Konieczne jest także zdecydowane stwierdzenie: „Żadna osoba, partia, rząd, państwo, grupa, wyznanie czy blok, które wzywają do okupacji w celu utwierdzenia swojej władzy nie mają prawa do moralnej, politycznej, humanitarnej i prawnej ochrony.” Irak nie może podejmować takiego ryzyka. Jeśli ktoś uważa, że nie jest w stanie podołać wyzwaniom albo sprostać obecnym wymogom, nie ma innego wyboru jak wycofać się i uciec.
Takfiryści się jednoczą, ruch oporu także jest w stanie się zjednoczyć, ale pod warunkiem, że zrozumie, iż warunki z 2003 r. się zmieniły.
Co więcej, odpowiedzialność za decydujące starcie z ISIL i pomagającymi mu siłami czy też wspierającymi go rządami i organami wymaga zupełnie innego sposobu myślenia. Po pierwsze trzeba przyznać się do porażki w budowie państwa i armii zdolnych do utrzymania bezpieczeństwa. Po drugie przyznać się do klęski w próbie wytworzenia politycznego klimatu, który utrudniałby przedsięwzięcia przeciwnika. Po trzecie przyznać, że do wyboru rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa potrzeba ludzi, realnych sił i mechanizmów działania odmiennych od tych, którymi dysponują dzierżący stery władzy w Iraku.
Kto uważał, że tocząca się w Syrii wojna nie rozleje się poza jej granice, próbował w naiwny sposób zdystansować się od niej, co wyraźnie odzwierciedla tendencję do przyłączania się do najpotężniejszego, cechę charakterystyczną dla licznych grup w państwach arabskich.
Dziś, kiedy siły terrorystów wspierane przez zbrodnicze rządy Arabii Saudyjskiej, Kataru i innych państw zjednoczyły się w Syrii, Libanie, Iraku, Jemenie, Libii i Egipcie, logiczną reakcją będzie utworzenie przeciw nim zjednoczonego frontu w celu prowadzenia polityki faktów dokonanych uniemożliwiających sukces planów buntowników. Doświadczenia Syrii, której udało się – po półtora roku kryzysu – stworzyć mechanizmy współpracy pomiędzy lokalnymi i regionalnymi siłami zaangażowanymi w konflikt, pokazały możliwość osiągnięcia znacznych korzyści i pokrzyżować plany przeciwnika.
Dziś buntownicy wznoszą sztandar niepodległości z powodów sekciarskich i wyznaniowych, torują sobie drogę licznymi zbrodniami i masakrami popełnionymi w imię ohydnego rasizmu i walk wyznaniowych. Ich stanowisko jest akceptowane w więcej niż tylko jednym kraju arabskim i tam znajdzie wsparcie. Stworzenie takich warunków nie jest niemożliwe z powodów politycznych, ekonomicznych, demograficznych, czy związanych z bezpieczeństwem, lecz problem leży w każdym opóźnieniu kolektywnych wysiłków podejmowanych w celu zmierzenia się z nimi.
USA pozostają głównym sprawcą zła i kiedy wypatrują dogodnego momentu do zmierzenia się z terrorystami, nie oznacza to zmiany ich stanowiska, lecz pokazuje, że są zmuszone do zastosowania szczególnej taktyki. Jednakże ten, kto jest zdolny do konfrontacji z grupami ekstremistów i jednocześnie trzymania USA i ich sojuszników z daleka, może również osiągnąć cel zdobycia niezależności.
Okoliczności z 2003 r. nie są już aktualne.
Przełożył Michał Górski.
Źródło: Al-Akhbar

7 komentarzy