Henryk Wroński: Na wszystkich frontach świata

Wietnam 2014

„Dzisiejszym zadaniem jest utworzyć drugi, trzeci, wiele Wietnamów” pisał Ernesto Che Guevara w liście wysłanym z boliwijskiej dżungli do Organizacji Solidarności z Ludami Azji, Afryki i Ameryki Łacińskiej w 1967 r. Jeśli spojrzymy na część konfliktów zbrojnych rozgrywających się obecnie na świecie, możemy stwierdzić, że zadanie to zostało wykonane. W Syrii armia narodowa i jej sojusznicy odzyskują kraj, ulica po ulicy, dom po domu, metr po metrze. W Iraku wobec słabości wojska i sukcesów wahabitów na północy kraju, sunnici i szyici zjednoczyli się i masowo ruszyli do walki o ojczyznę – jedną i dla wszystkich. W Strefie Gazy, mimo ogromnych zniszczeń i strat wśród ludności cywilnej wszystkie frakcje palestyńskiego ruchu oporu – Hamas, Islamski Dżihad, LFWP, Palestyńskie Komitety Ludowe i inni – mimo różnic ideologicznych prowadzą walkę i każdego dnia zadają straty syjonistycznemu najeźdźcy. Wreszcie w Noworosji, w Doniecku i Ługańsku lokalna ludność powstała przeciwko wielkiej koalicji złożonej z oligarchów, szowinistów ukraińskich i zainstalowanych przez USA władz.

W każdy z tych konfliktów zaangażowany jest światowy hegemon – Stany Zjednoczone Ameryki. Uczestniczą w nich one poprzez podległe im rządy w Kijowie, Rijadzie, Tel Awiwie, Ammanie. Sojusznicy USA realizują ich interesy bezpośrednio – jak w Noworosji i Palestynie, bądź poprzez wspierane przez siebie militarnie i finansowo grupy terrorystyczne w rodzaju Islamskiego Państwa Iraku i Lewantu z samozwańczym „kalifem” na czele.

Wróćmy do Che i jego przywołanego na początku listu, który okazuje się niezwykle aktualny także dziś. „Musimy pamiętać, że imperializm jest systemem światowym, ostatnią fazą kapitalizmu i musi zostać pokonany w globalnej konfrontacji. Strategicznym celem tej walki jest eliminacja imperializmu. Naszym zadaniem, odpowiedzialnością spoczywającą na wyzyskiwanych i słabo rozwiniętych krajach świata jest eliminacja fundamentów imperializmu. […] Walka ta nie będzie walką uliczną, rzucaniem kamieni i gazu łzawiącego, ani pokojowym strajkiem powszechnym, nie będzie też wystąpieniem doprowadzonego do furii ludu, który w dwa lub trzy dni zmiecie rządzącą oligarchię. Będzie to długi i ciężki bój. […] Początki nie będą łatwe, przeciwnie będą niezwykle trudne. Cała potęga oligarchów, cała ich brutalność i demagogia zostaną użyte w służbie ich sprawy. Naszym zadaniem w pierwszej godzinie jest przetrwać. Potem – iść odwieczną drogą bojownika dającego przykład, wykonującego zbrojną propagandę. Wielki przykład niezłomności bojownika zakorzeni się pośród nieposiadających niczego mas. Wzmocni ducha narodowego, pozwoli przygotować się na trudniejsze zadania, przetrwać nawet najokrutniejsze represje. […] Zginąć pod sztandarem Syrii, Palestyny, Noworosji, Iraku (1) — by wymienić tylko kilka miejsc dzisiejszej walki, jest jednakowo chwalebne dla mieszkańca Ameryki, Azji, Afryki, a także Europy. Każda kropla krwi, w każdym kraju, który nie jest naszym krajem rodzinnym, to doświadczenie przekazane tym, którzy przetrwają. Doświadczenie, które zostanie dodane do walki o wyzwolenie jego kraju. Każdy wyzwolony kraj, jest zwycięstwem w walce o wyzwolenie naszego. Każdy nasz czyn jest okrzykiem bojowym wzniesionym przeciwko imperializmowi i hymnem bitewnym narodów zjednoczonych w walce z wielkim wrogiem ludzkości: Stanami Zjednoczonymi Ameryki. Gdziekolwiek zaskoczy nas śmierć, powitajmy ją z radością, jeśli tylko sprawi, że nasz okrzyk dosięgnie uważnych uszu i kolejna ręka wyciągnie się by podnieść naszą broń i znajdą się ludzie gotowi zaintonować żałobną pieśń karabinów maszynowych i wznieść nowe okrzyki walki i zwycięstwa”.

Murzyni domowi na kolanach

Przesłanie Che i jego aktualność zrozumie każdy kto, zamiast reagować na poziomie emocjonalnym zdolny jest do odrobiny refleksji o świecie. Także Polska znajduje się dziś w sytuacji zbliżonej do krajów postkolonialnych – zdominowanych gospodarczo, kulturowo i militarnie przez Stany Zjednoczone, główne źródło liberalnej trucizny niszczącej kraje, narody i kultury w imię swoich interesów. Posiadamy także charakterystyczne dla licznych krajów (post)kolonialnych elity władzy, częściej realizujące interesy światowego systemu opartego na filarach Pentagonu i Wall Street niż własnego kraju.

Niezwykle trafne było określenia takiej postawy jako „murzyńskości”, które znalazło się w wypowiedzi szefa MSZ ujawnionej przy okazji niedawnej „afery taśmowej”. Nikt oczywiście nie wierzy w oficjalne tłumaczenie odsyłające do nurtu w literaturze francuskiej. Nie była to też „murzyńskość” inspirujących postaci walczących z opisanym powyżej zjawiskiem – Marcusa Garveya, Patrice’a Lumumby, Thomasa Sankary, Juliusa Nyerere i wielu innych wielkich synów Afryki chcących przywrócić jej godność i samodzielność po latach kolonialnego wyzysku. To raczej postawa „domowego murzyna” (house Negro), znana z wypowiedzi Malcolma X. Murzyn domowy jest niewolnikiem, tak samo, jak ten który w pocie czoła pracuje na plantacji. Jest jednak traktowany lepiej – mieszka na poddaszu domu swojego pana, nosi jego stare ubrania, je resztki z pańskiego stołu. Dzięki temu akceptuje niewolę i utożsamia się ze swoim właścicielem. Gardzi „gorszym” niewolnikiem pracującym na polu, a kiedy w majątku jego pana wybuchnie pożar, zrobi więcej niż właściciel, poświęci nawet własne życie, by ocalić własność swojego pana.

We wspomnianych ujawnionych nagraniach pojawia się też inna metafora stosunków polsko-amerykańskich, dosadna, lecz niestety prawdziwa. Jak ostatni frajerzy „robimy laskę” Wujowi Samowi, w dodatku nie umiejąc uzyskać nic w zamian. Nie dotyczy to tylko kacyków naszej kolonii. W kolejce już ustawia się opozycja, gotowa paść na kolana i zastąpić obecny rząd. Nie będzie jej stać na takie cyniczne uwagi, gdyż kierują nią nie interesy, a szczera miłość do amerykańskiego systemu operującego pustymi hasłami wolności i demokracji. Wciąż mają w pamięci jak cudowni byli poprzedni włodarze Białego Domu w rodzaju Reagana, który z niewielką pomocą swoich przyjaciół „obalił komunę” i George’a W. Busha, który zaniósł światło wolności i demokracji aż do Afganistanu i Iraku. Razem z nimi idą polskie i katolickie kopie amerykańskich teleewangelistów, którzy zapewniają, że obowiązkiem chrześcijanina jest zagwarantowanie przetrwania tworu syjonistycznego, wyrażają oburzenie zdewastowaniem meczetu i cmentarza polskich Tatarów nie dostrzegając jednocześnie związku między nim a sączoną przez siebie prymitywną, islamofobiczną propagandą w duchu neokonserwatyzmu dla ubogich.

Na wszystkich frontach świata

W kolejce ustawiają się też wszyscy, którzy wbrew cytowanemu listowi Che myślą, że możliwe jest jednoczesne popieranie sił antyimperializmu (antyliberalizmu, antyamerykanizmu) w jednym miejscu i ich wroga w innym. Nie można sprzeciwiać się Islamskiemu Państwu Iraku i Lewantu w Syrii i jednocześnie deklarować ostrożnej sympatii do jego poczynań w Iraku. W obu miejscach popełnia ono te same zbrodnie i finansowane jest przez tych samych lokajów Ameryki. Nie ma znaczenia fakt, że w Iraku zawarło ono sojusz z sierotami po Saddamie. Zastąpienie analizy rzeczywistości fetyszyzmem czyniącym bohatera z każdego, kto nazywa się nacjonalistą (jak podwładni Izata ad-Duriego) jest powtórzeniem błędu Juliusa Evoli, który uznawał rządy fundamentalistów islamskich w Egipcie za lepsze od naserowskiego nacjonalizmu (2). Tak samo nie można popierać walki Palestyńczyków nie popierając Noworosji. Krew dzieci zabitych w ostrzale Gazy i Ługańska czy Doniecka plami ręce tych samych ludzi. Waszyngtonu i jego popleczników – syjonistów, ukraińskiej oligarchii i walczących po jej stronie fantastów, którym wydaje się, że po zniszczeniu Noworosji pozwoli się im na zachwianie Ukrainą, a nawet Unią Europejską. Tą krwią upaja się Wielka Nierządnica odziana w gwiaździsty sztandar i dosiadająca złotego cielca. Ta, która upijała się krwią naszych męczenników, naszych świętych i naszych proroków.

Pamiętajcie o tym, kiedy z radością wywołaną przez nadchodzące poniżenie klękniecie przez „Wielkim Białym Ojcem” z Waszyngtonu (czy to nie ironia, że obecnie piastujący to stanowisko ma ciemną skórę?), kiedy pochwali was, mówiąc „Nie jesteście tacy jak inni, jak te sprzedajne dziwki. Jesteście czyści. To tacy jak wy, są przyszłością tego kraju”.

Walka przeciwko jednemu globalnemu wrogowi toczy się dziś na wszystkich frontach – w Syrii, Iraku, Noworosji, Palestynie. Są dwie możliwości – poprzeć ją w każdym z nich albo przestać pokrzykiwać przeciwko USA, liberalizmowi i jego poplecznikom. Oni mają dla waszych ust inne zastosowania.

Henryk Wroński

1. W oryginale „Wietnamu, Wenezueli, Gwatemali, Laosu, Gwinei, Kolumbii, Boliwii, Brazylii”

2. Wypada dodać, że tradycjonalizm, evoliański czy inny, najczęściej jest subiektywną wizją Tradycji podkreślającą jej wybrane elementy.

che_zdekonstruowany

3 komentarze

Leave a Reply