Od Redakcji: Przedstawiamy tłumaczenie wywiadu z szejkiem Ziadem Haderem, reprezentantem Hezbollahu w Saidzie, sunnickiej enklawie południowego Beirutu.
Oprócz wojny w Syrii, która wydaje się nie mieć końca, rozpoczęły się bombardowania Gazy przez Izrael. Jak ocenia Pan obecną sytuację na Bliskim Wschodzie?
W dzisiejszym świecie istnieją dwie skonfliktowane strony. Jedna to Stany Zjednoczone, Izrael i niektóre kraje arabskie, które realizują ich interesy. Po drugiej stronie stoi ruch oporu. To wszyscy ci, którzy walczą o wolność, wśród nich Syria, Iran i Wenezuela. Głównym celem Waszyngtonu i jego sojuszników jest zniszczyć ruch oporu, zmiażdżyć jego ducha. Bliski Wschód pełen bogactw naturalnych to główny teatr konfliktu. To teren niespokojny i pozostanie takim jeszcze przez wiele lat. To tu powstał Izrael, którego celem jest eliminacja duchu oporu i podporządkowanie naszych narodów zachodowi. Wszystko, co widzimy dziś w Syrii, Iraku, Palestynie jest elementem tego konfliktu. W tym kontekście wyraźnie widać cele imperializmu. Po pierwsze, zapewnić bezpieczeństwo Izraelowi. Po drugie, zabezpieczyć bogactwa naturalne w regionie, zwłaszcza ropę i gaz. Po trzecie, zniszczyć ruch oporu. Jednak mimo to, opór trwa i jest w stanie poradzić sobie z zagrożeniem przy użyciu wszelkich dostępnych środków politycznych i militarnych. To, co dzieje się w regionie jest częścią planu mającego na celu osłabienie ruchu oporu poprzez przekazanie władzy ludziom którzy wspierają Stany Zjednoczone i budują wśród ludzi lojalność wobec nich. Niestety, imperializm wykorzystuje w tym celu konflikty religijne jak w Syrii i Iraku.
Izraelska agresja przeciwko Gazie pokazała, że grupy palestyńskie korzystają z podobnej strategii co Hezbollah w 2006 r. Mimo to Hamas sugerował otwarcie frontu na północy co nigdy nie nastąpiło…
To, że Hezbollah nie przeszedł do bezpośredniej konfrontacji nie oznacza, że nie uczestniczmy w konflikcie. W ostatnich latach przekazaliśmy Palestyńczykom nasze doświadczenie, ekspertów i szkoliliśmy ich. Dostarczyliśmy im broni i materiałów, a wszystko, co widzimy teraz zostało zrealizowane z naszą pomocą. Jeśli cofniemy się do 2006 r., czy możemy powiedzieć, że Palestyńczycy odwrócili się od nas plecami skoro nie otwarli wtedy ognia? Takie stwierdzenie nie ma sensu. Wiemy, kto ciągle je powtarza w imię interesów niektórych państw arabskich, na przykład Egiptu. Zamiast rozprzestrzeniać taki przekaz, niech wyślą pieniądze i broń dla ruchu oporu w Palestynie. Palestyńczycy wiedzą co z nimi zrobić. Nie potrzebują ludzi czy szkolenia, ale broni i pieniędzy.
Od ostatniej wojny z Izraelem minęło osiem lat. Czy w przyszłości dojdzie do podobnego konfliktu?
Jest niemal pewne, że pewnego dnia to nastąpi. Oni są gotowi, my również. Co więcej, jestem pewien, że zwyciężymy.
Przywódca polityczny Hamasu, Khaled Meshaal, opuścił Damaszek na początku wojny w Syrii. Czy ochłodziło to stosunki między waszymi organizacjami?
Ich stosunek do Syrii jest inny niż nasz. Ale w ramach ruchu oporu nigdy nie zawiesiliśmy pomocy dla Hamasu.
W Syrii Hezbollah uczestniczy w walce bezpośredniej. Jego rola wielokrotnie okazał się kluczowa…
Uznaliśmy, że interwencja jest naszym obowiązkiem, gdyż należało poprzeć państwo wspierające ruch oporu. Porażka Syrii byłaby ciosem w jego istotne ogniwo. Nie mieliśmy wyboru. Co więcej, nie jest tajemnicą, że opozycja może liczyć na szerokie wsparcie z zewnątrz m.in. od krajów Półwyspu Arabskiego i Izraela. Izrael i grupy takie jak Front al-Nusra czy Państwo Islamskie to części tego samego projektu. Pokazuje to, że problemem nie były władze Syrii, ale projekt. Celem było uderzenie w ruch oporu. To samo dzieje się w Iraku. Teraz gdy Iran i Irak są w dobrych stosunkach, Stany Zjednoczone próbują osłabić i podzielić Irak prowokując konflikty między różnymi grupami etnicznymi w kraju.
Co się stanie po wycofaniu sił Hezbollahu z Syrii?
Znów będzie ona silnym krajem wspierającym ruch oporu. Chcę też dodać, że niesłuszne są oskarżenia wobec Hezbollahu o wmieszanie się w konflikt. Interweniowaliśmy na prośbę władz syryjskich.
Wojna w Syrii trwa już ponad trzy lata, zginęły dziesiątki tysięcy ludzi. Jak doprowadzić do zakończenia konfliktu?
Dopóki opozycja będzie otrzymywała nową broń i bojowników, konflikt będzie trwał. Jednak, jeśli spojrzeć bliżej, sytuacja rozwija się na korzyść władz syryjskich.
Jaką rolę pełnią w tym konflikcie kraje arabskie?
Dziś kraje arabskie są poddane Stanom Zjednoczonym albo cierpią z powodu problemów wewnętrznych. Utraciły wpływy w świecie, podzieliły się i porzuciły sprawę palestyńską. Najlepiej widać to po sytuacji w Gazie. Dwa tysiące męczenników, dziesięć tysięcy rannych, pięćdziesiąt tysięcy zniszczonych domów. Rada Bezpieczeństwa Ligi Arabskiej spotkała się trzy razy, ale nie zrobiła nic.
Wojny w regionie weszły w fazę konfliktu wyznaniowego, zwłaszcza w Iraku i Syrii. Jak ocenia Pan tę sytuację?
Celem USA jest tworzenie podziałów w świece arabskim za pomocą religii. Osłabia to rządy i dzieli społeczeństwa. Jak już mówiłem, świat dzieli się na dwa obozy: imperializmu i oporu. Niektórzy sugerują, że może istnieć trzecia siła – islamiści w świecie arabskim tacy jak al-Kaida czy Państwo Islamskie. Jednak my uważamy ich za sojuszników Waszyngtonu, ponieważ zostali stworzeni przez Stany Zjednoczone, by służyć ich interesom.
Po sprzymierzonym z al-Kaidą Froncie al-Nusra uwaga świata skupiła się na Państwie Islamskim. Co sądzi Pan o tej grupie?
To ugrupowanie czerpiące z wahabizmu Arabii Saudysjkiej. Chcą cofnąć w rozwoju świat arabski. Ścinają głowy, obcinają ręce, rabują, sprzedają kobiety w niewolę, dokonują masakr, niszczą groby postaci historycznych ważnych dla muzułmanów, grzebią ludzi żywcem… Nie można tego tolerować. Żaden człowiek na świecie nie może na to przyzwalać. To, co robią, łamie wszystkie prawa islamu, o których tak chętnie mówią. Ich działania służą realizacji projektów imperializmu. Uważamy jednak, że to sytuacja tymczasowa. Nadejdzie dzień ich klęski.
Niedawno doszło do zamachów bombowych na szyickich terenach Libanu i starć jak w Arsal w ostatnim tygodniu. Wiele osób obawia się rozszerzenia działalności tych grup na cały Liban. Co zamierza zrobić Hezbollah?
Front al-Nusra traktuje Arsal jako bazę wypadową do Syrii. Jednak dla Państwa Islamskiego, to część „kalifatu”, którą chce całkowicie kontrolować. Tak czy inaczej, nie można pozwolić na ich ekspansję. Nasze siły zbrojne zapobiegną temu. Jesteśmy gotowi na konfrontację.
Zanim doszło do konfliktów zbrojnych i realizacji bezpośrednich planów USA zakładających osłabienie świata arabskiego, tak zwanej „arabskiej wiośnie” towarzyszyły masowe demonstracje. Jak je Pan ocenia?
Wszystko co działo się na początku, zwłaszcza w Tunezji i Egipcie było protestem o więcej praw. W Syrii kontekst był zupełnie inny z dwóch powodów. Po pierwsze, Damaszek dążył do poprawy sytuacji wewnętrznej, po drugie pozostał wrogiem Izraela. Dlatego dalej wspieramy Syrię. Imperializm chce podporządkować sobie wszystkie państwa. Temu służy określenie „Trzeci Świat”. Chcą wmówić wszystkim, że pastwa niezaangażowane to kraje ludzi niewykształconych, pozbawione przyszłości, a zatem powinny podporządkować się imperializmowi.
Czy wybór Hassana Rouhaniego na prezydenta zmienił wasz stosunek do Iranu?
Myśl Rouhaniego jest bardzo bliska myśli Chomeiniego. W obu przypadkach mówimy o ideologii rewolucyjnej. Relacje między Hezbollahem a Iranem nie uległy zmianie. Świat jest podzielony w sprawie Syrii. Rosja i Chiny wspierają ją politycznie, ale Iran czyni to bezpośrednio, dostarczając broń. Także dzięki Iranowi Syria wciąż stawia opór.
Rozmawiał Alberto Pradilla.
Źródło: Cambio Politico
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

4 komentarze