Czterej uzbrojeni mężczyźni powoli idą ulicami Doniecka. Niemal natychmiast można rozpoznać w nich obcokrajowców. Victora wyróżniają rzadko spotykane w regionie wąsy à la filmowy Hercules Poirot. Nikolę zdradza drogi i nietypowy dla lokalnych bojowników mundur produkowany przez firmę 5.11. Guillaume natychmiast odzywa się płynnie po angielsku pełniąc funkcję tłumacza. Mick przez 40 minut stoi nie mówiąc ani słowa.
Nie są żołnierzami w klasycznym znaczeniu. Chociaż natychmiast widać, że co najmniej dwóch ma doświadczenie. Można to poznać po sposobie obchodzenia się z bronią. Wydają się jej nie zauważać, ale jednocześnie cały czas są gotowi do jej użycia. Broń jest dla nich tak naturalna, jak dla nas telefon komórkowy. To idealiści, jak wielu walczących w różnych wojnach. W Libii było ich widać bardzo wielu, ale wszystkich – obywateli Francji, USA czy Wielkiej Brytanii – łączyło libijskie pochodzenie. Oni zaś przyjechali na Ukrainę pierwszy raz w życiu.
„Jesteśmy częścią wspólnoty eurazjatyckiej, związku politycznego i geopolitycznego” – Guillaume tłumaczy słowa Victora. Wygląda na to, że Poirot (jak nazywają go bojownicy) jest przywódcą grupy. „Najpierw obserwowaliśmy wydarzenia w Kijowie, przewrót wspierany przez Zachód. Potem zobaczyliśmy agresję przeciwko mieszkańcom Donbasu i zrozumieliśmy, że to tu, a nie w Kijowie ma miejsce prawdziwa rewolucja.”
– Czy mieliście kłopoty na granicy?
– Rosyjskie służby dokładnie przeszukały nasze bagaże – mamy mundury, sprzęt… Zobaczyli, że byliśmy już w waszym kraju – najpierw spotkaliśmy się z naszym kontaktami w Rostowie. Na Ukrainie jeden z nas przebywa nielegalnie, reszta jako turyści. Byliśmy na Majdanie, który wyglądał już jak dekoracja z filmu. Ludzie ideowi odeszli, zostali biedacy sprzedający pamiątki. Nic nie pozostało po tak zwanej rewolucji. Ruszyliśmy zatem na wschód.
– Jak długo tu jesteście?
– Nieco ponad tydzień. Jak dotąd nie braliśmy udziału w walkach, czekamy na rozkazy dowództwa.
– Co myślicie o ukraińskiej armii?
– W Kijowie mieliśmy okazję porozmawiać z kilkoma żołnierzami. Mieli bardzo niskie morale. Nie lubią Rosji, ale nie chcą walczyć. Rozumieją, że siły prorosyjskie to nie żadni terroryści, że to prawdziwa wojna. Wojna domowa. Są pozbawieni ducha walki. Kiedy tu jechaliśmy, widzieliśmy armię ukraińską – żołnierze są bardzo zmęczeni, porzuceni, pozbawieni wsparcia logistycznego, zagubieni… Bardzo podbudował nas ten widok.
Jednocześnie widzieliśmy bombardowanie miast z pozycji ukraińskich. Pociski nie spadały na cele wojskowe. Z zasady atakowano cele cywilne, przemysłowe, logistyczne. Ostrzeliwano osiedla mieszkaniowe. Zapewniam was, że na terenach, na które spadały pociski nie było bojowników Donbasu. To zwyczajna zbrodnia wojenna.
– Czy we Francji służyliście w wojsku?
– Victor przez pięć lat był spadochroniarzem w armii francuskiej. Nikola służył w elitarnym oddziale piechoty górskiej. Obaj byli w Afganistanie, Victor uczestniczył też w misjach w Czadzie i Wybrzeżu Kości Słoniowej. Obydwaj, poprzez swoje doświadczenia i to, co zobaczyli, doszli do wniosku, że armia francuska nie działa w interesie Francji. Jest raczej narzędziem NATO i amerykańskiego imperializmu. Działa wbrew interesom Francji, sprzecznie z tradycjami jej polityki międzynarodowej.
– Jakie są wasze poglądy polityczne? Jesteście antyfaszystami, socjalistami, komunistami?
– Jesteśmy zwolennikami nowej wizji świata formułowanej głównie przez Aleksandra Dugina – eurazjatyzmu. Poprzednie stulecie było wiekiem ideologii. W tym wieku nie są nam one potrzebne. Potrzebujemy synergii socjalizmu gospodarczego, nacjonalizmu i zdrowego, tradycyjnego sposobu życia. Komunizm i faszyzm to ideologie, które należą do przeszłości.
– Czym zajmujecie się we Francji?
– Mick pracuje w sklepie. Ja studiowałem historię. Nikola był w wojsku jako instruktor. A Victor… był bezrobotny.
– Jak długo zamierzacie tu zostać?
– Tak długo, jak będzie to konieczne dla realizacji naszego projektu. Chcemy sformować eurazjatycką brygadę ochotników, głównie z Zachodu. W największym skrócie: francusko – serbską. Nasza obecność tutaj to pierwszy krok.
– Napotkaliście tutaj rosyjskich żołnierzy? Albo sprzęt?
– Nie widzieliśmy żadnych rosyjskich oddziałów, czołgów, wojska. Widzieliśmy tylko konwój humanitarny z Rosji. Są tu rosyjscy bojownicy, ale walczą jako ochotnicy, nie regularne oddziały wojskowe. Kupują wyposażenie z własnych pieniędzy. Nie przysłało ich tu ministerstwo obrony i nie finansuje ich rosyjski rząd.
– A obcokrajowcy? Dużo ich?
– W naszym oddziale – tylko my czterej.
– Po stronie ukraińskiej też są obecni zagraniczni instruktorzy. Na przykład Amerykanie.
– Francuzi też. Znamy ich, wiemy kim są. W batalionie Azow jest człowiek nazwiskiem Gaston Besson. To Francuz, walczył w Jugosławii po stronie Chorwatów przeciwko Serbom. Podczas Majdanu był bardzo aktywny w sieci, popierał protestujących i próbował werbować francuskich ochotników do Prawego Sektora. Zgłosił się też do nas z pytaniem, czy nie chcemy dołączyć do batalionu Azow. Wiemy, że ich szkoli, a oni sami mają powiązania z NATO.
Żegnamy się i chwilę rozmawiamy z rosyjskimi kolegami Francuzów. Okazuje się, że „Legia Cudzoziemska”, chociaż nie walczy na froncie, wykonuje nie mniej ważne zadanie. Z dachów wieżowców obserwują skąd wystrzeliwane są pociski spadające na miasto. Obliczają też położenie ukraińskich moździerzy. „Z ich pomocą udało się nam namierzyć komando, które posługiwało się busem z wyciętym dachem. Nie musieli nawet wyciągać moździerza, hamowali, strzelali i jechali dalej”.
Gdzieś niedaleko spadają pociski. Przed Francuzami wiele pracy.
Rozmawiali: Aleksandr Koc, Dmirtrij Steszin
Źródło: Komsomolskaja Prawda
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Tytuł pochodzi od Redakcji Xportal.pl

7 komentarzy