Lionel Placet: Przeciwko Casa Pound, mimo wszystko

Od Redakcji: Przedstawiamy tłumaczenie interesującego eseju autorstwa przedstawiciela francuskiego środowiska narodowo-rewolucyjnego, będącego rzeczową i krytyczną analizą popularnej (i wciąż popularyzowanej) w szeroko rozumianych kręgach nacjonalistycznych w naszym kraju działalności włoskiego środowiska skupionego wokół Casa Pound. Czy rzeczywiście jest ona sukcesem i czy należy dążyć do prób jej skopiowania, czy też mamy w jej przypadku do czynienia z ostatnimi tchnieniami Trzeciej Pozycji w wydaniu właściwym dla XX wieku?

Pomimo entuzjazmu, jaki działalność Casa Pound budzi w szeroko pojętym francuskim ruchu nacjonalistycznym, nie doczekała się jeszcze ona rzeczowej analizy. Oczywiście wydaje się, że niektórzy w naszym kraju chcieliby ją niewolniczo naśladować. Inni, nie zastanawiając się nad głębokimi różnicami ideologicznymi, pielgrzymują do rzymskiego bastionu organizacji, czym chwalą się w swoich mediach. Chociaż w ostatnich miesiącach w prasie nacjonalistycznej doczekaliśmy się artykułów wychwalających Casa Pound, wywiadu z jego przywódcą Gianlucą Iannone i licznych informacji na temat działalności, nie powstała żadna dyskusja na temat strategii politycznej Casa Pound. Należy zadać pytania: czy model działalności Casa Pound jest możliwy do przeniesienia poza Włochy? Czy ruch naprawdę odnosi sukcesy polityczne? Jak wyjaśnić szaleństwo francuskich nacjonalistów na punkcie tego obcego doświadczenia?

Czym jest Casa Pound?

Jak napisał kiedyś Gabriele Adinolfi, „To coś naprawdę wyjątkowego. Ruch jednocześnie społeczny, kulturalny i polityczny”. W uproszczeniu można podsumować go następująco: zimą 2003 r. w Rzymie z inicjatywy grupy muzycznej Zetazeroalfa, która prowadziła również pub Cutty Sark, zorganizowano okupację pustostanu, aby dać praktyczne rozwiązanie dla problemu mieszkaniowego wynikającego ze znacznej podwyżki czynszów. Oto Casa Pound. Akcja stała się symbolem, a z doświadczenia tego zrodziła się sieć podobnych inicjatyw ogarniająca całe Włochy. Korzystając z dynamiki ruchu, jego liderzy przedstawili pomysły legislacyjne mające zapobiegać spekulacji nieruchomościami, wspierać rodziny wielodzietne itd. Jednocześnie rozwinięto struktury równoległe działające na polu sportu, kultury i pomocy charytatywnej oraz związek studencki.

Zjawisko czysto włoskie

Casa Pound można zrozumieć i wytłumaczyć umieszczając go w perspektywie historii radykalnej włoskiej prawicy. Stojące za nim idee nie są czymś nowym, lecz sięgnięciem do idei i strategii rozwijanych pod koniec lat siedemdziesiątych w najbardziej rewolucyjnym skrzydle Frontu Młodych, organizującym słynne „Obozy Hobbit”. Ta ciągłość wiele tłumaczy. Casa Pound mogło zaistnieć dzięki długiej linii sympatyzujących z jego ideologią działaczy. Kiedy Fini dołączył do obozu Berlusconiego, wielu radykałów, którzy nigdy nie wyrzekli się marzeń czasów młodości, nagle znalazło się na stanowiskach dających im szerokie pole do działania. Ograniczmy się do Rzymu. Jego burmistrz, Gianni Alemanno to niegdysiejszy charyzmatyczny przywódca Frontu Młodych, i zięć Pino Rautiego, historycznego przywódcy włoskich radykałów (co więcej, jego syn jest członkiem Casa Pound). Zastępcą burmistrza ds. kultury, który z racji funkcji często kontaktował się z Casa Pound, przez długi czas był Umberto Croppi – przez lata aktywista włoskich grup narodowo-rewolucyjnych. Pozwala to lepiej zrozumieć, dlaczego miasto Rzym w 2011 r. odkupiło zajmowane budynki za niemal 12 mln euro i przekazało je do użytkowania przyjaciołom Gianluci Iannone. Sam Iannone należało do ruchów Fiamma Tricolore i La Destra. Fakt ten nie jest bez znaczenia, gdyż ta niewielka partia weszła do czwartego gabinetu premiera Berlusconiego. Wszystko to wyjaśnia, dlaczego Casa Pound za rządów Berlusconiego mogła bez problemów rozwijać swoją działalność. Wyjaśnia to też, dlaczego grupa nie napotykała przeszkód w Rzymie za kadencji Alemanno.

Czy rzeczywiście sukces?

Należy jednak zapytać, czy Casa Pound rzeczywiście odnosi sukcesy o których tak często mówią jego zwolennicy? Aby to ocenić, trzeba rozróżnić dwie rzeczy: sukcesy polityczne i społeczne. Politycznie, jest jasne, że działalność Casa Pound jest porażką. Na polu polityki Casa Pound nie zbudowało niczego konkretnego a związane z nim ugrupowania osiągały w wyborach wyniki pomiędzy 2.40 i 0.40%. Na poziomie społecznym Casa Pound ze swoimi pubami, klubami kulturalnymi i sportowymi jest niewątpliwym sukcesem. Ale sukces ten jest jednocześnie powodem największej słabości ruchu. Ruch poundystowski funkcjonuje na zasadzie chowu wsobnego, stając się nacjonalistycznym gettem. Co gorsza, Casa Pound potwierdza przygnębiającą tezę socjologa Williama Bainbridge, wedle której niemal każdy ruch radykalny zakładający przejęcie władzy zaczyna jako struktura polityczna i kończy jako byt zapewniający członkom miłe spędzanie wolnego czasu posiadający konotacje ideologiczne. Tym właśnie stało się Casa Pound, jeśli ocenimy je bez zachwytów i uprzedzeń.

Imitacja zamiast myślenia

Analiza, nawet tak pobieżna, jak przedstawiona powyżej pozwala dostrzec, że imitowanie Casa Pound we Francji czy gdziekolwiek indziej jest pozbawione sensu. Po pierwsze, klimat polityczny jest inny, ilość potencjalnych sojuszników w aparacie państwowym wynosi zero. Kultura protestu radykalnej prawicy francuskiej jest inna niż ta, która wykształciła się we Włoszech, łącząca Mishimę i rodzinę Simpsonów, a jednocześnie mogąca wywrzeć wpływ na znaczącą część młodzieży. Kopiowanie Casa Pound jest jałowe i bezużyteczne. Musimy jednak przyznać, że takie naśladownictwo ma jedną zaletę: uwalnia od skomplikowanych rozważań o tym, co jest tu i teraz, oraz o tym, co można zrobić w przyszłości…

Źródło: VoxNR
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

casapound1

3 komentarze

Leave a Reply