Ofensywa imperializmu amerykańskiego – sygnalizująca powolne i trudne przejście do wielobiegunowości – kieruje się niemal jednocześnie w stronę dwóch głównych globalnych konkurentów USA: najpierw Rosji a teraz Chińskiej Republiki Ludowej. Zbiega się ona z zacieśnianiem więzów między Moskwą a Pekinem i wzrostem ich atrakcyjności w porównaniu z innymi aspirującymi mocarstwami w rodzaju Indii.
Protesty w Hongkongu zorganizowane przez ruch prodemokratyczny którego liczni liderzy są wspierani przez rządy zachodnie (o czym świadczą spotkania w konsulacie USA w Hongkongu, finansowanie zza granicy, niejasne powiązania popierających ruch magnatów medialnych z CIA, wcześniejsze programy szkolenia liderów i działalność Amerykańskiego Centrum Edukacji Polityczno-Kulturalnej w Hongkongu kierowanego przez byłego dyplomatę Mortona Holbrooka) odbywają się według znanego schematu „kolorowych rewolucji” wymierzonych w rządy państw niezaangażowanych – regularnie opisywanych jako „zbrodnicze reżimy” – w imię wolności, sprzeciwu wobec przemocy i praw.
Doszło do tego w Libii, w Syrii cały czas trwa próba, obecnie wykorzystująca niezbyt wiarygodną krucjatę przeciwko islamskiemu ekstremizmowi. Było tak również na Ukrainie co pozwoliło osiągnąć początkowe sukcesy antyrosyjskiemu ruchowi z kijowskiego Majdanu. Wszystko w kontekście masowego, upartego i chóralnego poparcia najważniejszych międzynarodowych mediów.
Obecnie wydaje się, że wydarzenia w Hongkongu przedstawiane są opinii publicznej jako kolejna bitwa w niekończącej się walce „dobra” ze „złem” i „wolności” przeciwko „uciskowi”. Wskrzeszana jest przy tym narracja o protestach na placu Tian’anmen. Wypada odnieść się do tych porównań, zwłaszcza dlatego, że zróżnicowane uniwersum aideologicznej radykalnej lewicy jest bardzo skłonne do popierania wszelkich „oddolnych” ruchów protestu i przyzwyczajone do krytykowania zdrady, jakiej miały się dopuścić elity chińskie po śmierci Mao: niegdysiejsza bambusowa kurtyna może stać się prawdopodobnym frontem konfrontacji zbrojnej między dyktaturą kapitału – komunizmem chińskim a demokracją reprezentowaną przez zachodni konsumeryzm finansowy. Dlaczego lewica powinna sprzeciwiać się dążeniom rodzącej się demokracji w kraju, który stał się symbolem kapitalistycznego wyzysku? Analiza pozwala zrozumieć i wykorzystać liczne sprzeczności w działaniu przeciwnika.
Przemówienie Obamy w West Point wygłoszone w maju było pod tym względem bardzo jasne, chociaż media wolały się skupić na zapowiadanych w nim innowacjach militarnych. Pierwszy w historii afroamerykański prezydent słusznie zauważył, że „siła rażenia” Waszyngtonu wciąż jest nieosiągalna dla strategicznych przeciwników: Nasze wartości inspirują liderów partii w parlamentach i ruchów politycznych na ulicach całego świata. […] Nasza zdolność do kształtowania światowej opinii publicznej pomogła wyizolować Rosję. Dzięki amerykańskiemu przywództwu świat natychmiast potępił działania Rosji, Europa i grupa G7 dołączyły do nas w nakładaniu sankcji, NATO potwierdziło, że będzie bronić naszych sojuszników Europie Wschodniej.
Wspomniana armia rezerwowa składa się z przyjaznych partii politycznych, fundacji, gazet i organizacji pozarządowych (tzw. społeczeństwo obywatelskie), może zostać zmobilizowana do osłabienia każdej siły, która się jej sprzeciwi.
Dziś należą do niej młodzi ludzie z „Occupy Central” i studenci, którzy wyszli na ulice Hongkongu, by domagać się wolnych wyborów, niepodlegających żadnej kontroli Pekinu. Oznacza to żądanie zakończenia centralnej roli Komunistycznej Partii Chin na podległym jej (i najbardziej narażonym na wpływy obce) terytorium Hongkongu, zakwestionowanie jej przewodniej roli politycznej. Miałoby to niebezpieczne efekty uboczne w całych Chinach, od społecznych i politycznych po oczywiste reperkusje dotyczące możliwości reunifikacji z Tajwanem w ramach praktyki „jeden kraj, dwa systemy”.
Można postawić bardzo prawdopodobną hipotezę – pierwotni animatorzy „Occupy Central” ulegli wpływom ruchu protestu i zostali zmuszeni do radykalizacji. Z pewnością byłyby to złe wieści, a taka sytuacja umożliwiłaby wybuch przemocy obliczony na wywołanie zdecydowanej interwencji policji lub armii. Już teraz budowane są barykady i organizowana jest logistyka protestów, zapewniająca dostawy żywności i sprzętu dla demonstrantów. Uwiarygadnia to hipotezę o postawionym przez część biorących udział w protestach organizacji ultimatów dla władz grożącym rozszerzaniem protestu.
Analiza wydarzeń w byłej kolonii brytyjskiej (wśród protestujących widoczne są flagi z czasów kolonialnych, podczas których prawo do decydowania miała jedynie administracja brytyjska!) musi być rozpatrywana w szerszym azjatyckim kontekście. Mowa tu o stopniowo narastających atakach w innych historycznie znaczących terenach granicznych Państwa Środka: Xinjiangu, który przez lata stał się centrum współczesnego „szlaku jedwabnego”, gdzie aktywni są (obecni dziś m.in. w Syrii) ekstremiści islamscy tworzący zalążek grup wywrotowych, lecz przede wszystkim o budowaniu przez Obamę (nie bez trudności) bloku antychińskiego poprzez odnowienie sojuszy militarnych, współpracę z przeciwnymi Chinom rządami (Filipiny, Australia) i daniu zielonego światła odradzającemu się nacjonalizmowi w Japonii, której przypadnie funkcja na razie dającego się kontrolować „zastępcy szeryfa” na Azję wschodnią. Celem jest zmuszenie Chin do odwrócenia się od świata i przeprowadzenia kosztownej kampanii odzyskania kontroli na froncie wewnętrznym, co pozwoli na przerwanie powstającej sieci „oporu” (porozumienia polityczne z Rosją, umowy gospodarcze i polityczne w ramach BRICS i próby tworzenia nowej architektury politycznej i finansowej, nadchodzące wejście Indii do Szanghajskiej Organizacji Współpracy, coraz bliższa współpraca z krajami Afryki i Ameryki Łacińskiej) i podtrzymanie amerykańskiej jednobiegunowości militarnej i dominacji liberalizmu. Last but not least, należy wspomnieć tu o historycznych, przeprowadzonych po raz pierwszy ćwiczeniach wojskowych Iranu i Chin przeprowadzonych w „gorącym” i posiadającym długą historię amerykańskiej obecności militarnej regionie Cieśniny Ormuz, pod nosem amerykańskiej floty stacjonującej w Bahrajnie. Dziennik „Global Times”, związany z chińskim „Dziennikiem Ludowym” napisał manewry są sygnałem o wielkim znaczeniu partnerstwa z Iranem na rzecz uniemożliwienia zablokowanie cieśniny przez USA. Potwierdzają to analizy: Chiny nie chcą konfliktu ze Stanami Zjednoczonymi, ale wysyłając marynarkę wojenną w rejon Zatoki Perskiej dają Waszyngtonowi czytelny sygnał, że jest ona w stanie bronić Cieśniny Ormuz i Oceanu Indyjskiego.
W tym kontekście, Hongkong może zostać użyty jako „inkubator” (jak określono to w „The Economist”) potencjalnej destabilizacji całych Chin i likwidacji niebezpiecznej anomalii, jaką jest kraj rządzony przez komunistów umiejący budować coraz dalej idącą współpracę na poziomie międzynarodowym.
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Marx XXI

3 komentarze