Siddhartha Mitter: Co dalej z Burkina Faso?

Kiedy piszę ten tekst – późnym popołudniem 31 października – głową państwa w Burkina Faso może być gen. Honoré Traoré, szef sztabu armii, który wczoraj ogłosił się prezydentem. Może być to również podpułkownik Isaac Zida, zastępca dowódcy gwardii prezydenckiej, który właśnie ogłosił zamknięcie granic. Kiedy tekst będzie już skończony, możliwe, że przywódcą okaże się emerytowany generał Kwamé Lougué w roku 2003 zdymisjonowany jako minister obrony, który jak się zdaje, cieszy się zaufaniem dużej części demonstrantów i opozycji. Możliwe również, że będzie to ktoś jeszcze inny. Widać, że w walce o władzę biorą udział różne frakcje w armii o znacznie odmiennych interesach i stopniach współpracy z byłym prezydentem Blaisem Compaoré, który odszedł ze stanowiska i schronił się w Ghanie. Najważniejsze staje się pytanie, kto i w jaki sposób – poprzez negocjacje czy rozlew krwi – obejmie władzę.

Na falach Radia Omega, prywatnej rozgłośni informacyjnej z Wagadugu której strony internetowe jak dotąd okazały się nieocenione w relacjonowaniu kryzysu, w tej chwili prowadzący i goście prowadzą szczegółową, choć mocno teoretyczną dyskusję na temat mechanizmów okresu przejściowego, który z pewnością się zaczął. Podkreślają wagę prawa i konstytucji: jakie nowe prawa winny być przyjęte, kto powinien je formułować, jak będą wcielane w życie? Rozmówcy wgłębiają się w problemy prawne, które zajmują większą część dyskusji i zakrywają liczne konkretne sprawy w całej frankofońskiej Afryce. Do radia dzwoni parlamentarzysta, według którego wczorajsze rozwiązanie parlamentu nie miało mocy prawnej. Potem niespodziewany telefon od czołowej postaci polityki: Zéphirina Diabré, przywódcy opozycji, apelującego do protestujących o zaprzestanie rabunków i niszczenia mienia. Prowadzący zagaduje „Czy jest Pan w kontakcie z wojskowymi?” Diabré mówi, że nie może teraz mówić na ten temat i szybko się rozłącza. Prowadzący pyta gości: „Jak myślicie, kto jest w tej chwili głową państwa?”

Po chwili ciszy zaczyna się poruszenie: „No cóż” mówi jeden z gości „Chyba szef sztabu, a ten pułkownik występuje jako jego rzecznik”. „Ale w jego komunikacie nie było nic o szefie sztabu, a sposób jego podpisania – w imieniu armii i narodu – sugerowałby…” „Fakt. Może on przejmuje władzę”. ”Zatem przejęcie wojskowe czy zgodne z konstytucją?” ”Chyba wojskowe. Nikt nie mówi o konstytucji”. ”Czyli przewrót w ramach przewrotu?” ”Raczej przewrót w ramach powstania”.

Wszyscy się śmieją, audycja się kończy. Następuje przerywnik muzyczny – rap po francusku wykonywany do dźwięków balafonu. Po ogłoszeniu o potrzebie utrzymywania ulic Wagadugu w czystości i paru reklamach, kolejna piosenka. Tym razem reggae. W refrenie słychać rewolucyjne hasło, które przyświecało trzem latom rewolucyjnych rządów Thomasa Sankary, zanim jego przyjaciel i zastępca Compaoré zabił go w 1987 r. La patrie ou la mort, nous vaincrons – ojczyzna albo śmierć, zwyciężymy. W ostatnich dniach tymi słowami rozbrzmiewały ulice Wagadugu i Bobo-Dioulasso gdzie nawoływano do ustąpienia Compaoré po 27 latach rządów.

Wiadomo, że nie ma jak dobre powstanie ludowe, szczególnie gdy jego celem jest usunięcie starego dinozaura, którego rządy były dłuższe niż życie większości rządzonych (średni wiek w Burkina Faso wynosi 17 lat) i który poprzez majstrowanie przy konstytucji chciał zapewnić sobie kolejne kadencje. Ta stara technika nie działa już tak dobrze jak kiedyś. Kult Thomasa Sankary w całej Afryce ma się świetnie, zatem widok mieszkańców Burkina Faso obalających w końcu Brutusa, który zakończył jego eksperyment polityczny to szczególnie poruszający obraz. Nie można też pominąć efektu zaskoczenia: tylko mieszkańcy Burkina Faso i garstka ich przyjaciół i obserwatorów z zewnątrz miała poczucie, że coś nadchodzi. Bardzo nieliczne media zagraniczne poświęciły uwagę wydarzeniom w Burkina Faso, przykrytym przez epidemię eboli i problem Boko Haram. Dopiero teraz reporterzy śpieszą do kraju i, jak się okazuje, mają problemy ze zdobyciem wiz.

Wśród tych, którzy byli na miejscu znalazł się fotoreporter agencji Reutera Joe Penney. Jego zdjęcia pokazują nie tylko skalę demonstracji i standardową konfrontację protestujących i sił porządkowych, ale także romantyzm protestów. Jedno ze zdjęć przedstawia grupę protestujących: jedni w wojskowych beretach, inni w dopasowanych koszulach, jeden z gołą piersią trzymający głośniki, inny wystawia środkowy palec, jeszcze jeden w klasycznej koszulce grupy Public Enemy – pozują na planie programu kręconego we właśnie zajętym budynku państwowej telewizji. Oprócz ukazania rozgorączkowania i punkowej energii, scena jest także świetnym pastiszem obrazów znanych ze wszystkich przewrotów, na których w kadrze tłoczą się żołnierze, a jeden z nich odczytuje komunikat o zawieszeniu konstytucji i wolności obywatelskich w imię wyższego interesu państwa. Jednak kilka godzin później, właśnie to wydarzyło się w koszarach wojskowych podczas odczytania deklaracji mianującej prezydentem generała Traoré. Sześć godzin, które upłynęło między tymi momentami popołudnia 30 października – niezależnie od pojawiającego się w mediach społecznościowych hasła o afrykańskiej wiośnie – pokazało nieunikniony proces przechodzenia buntu w Burkina Faso z fazy romantycznej do Realpolitik.

Co stanie się teraz? Kiedy będziecie czytali ten tekst, prawdopodobnie coś zdąży się zmienić. Możliwe jest kilka klasycznych scenariuszy, które jak na razie wskazują na jakąś formę przejściowych rządów wojska. Zgodnie z konstytucją w wypadku „próżni u władzy” obowiązki prezydenta powinien przejąć przewodniczący parlamentu, ale wydaje się, że konstytucja powędrowała do kosza. Niemal na pewno toczą się negocjacje na wysokim szczeblu między przedstawicielami wzajemnie nieufnych frakcji w armii i opozycją, która będzie musiała wysilić się, by nie dać się rozproszyć. (Mądrym posunięciem ze strony Diabré i innych byłoby zaczekanie na wynik rywalizacji gen. Traoré i płk. Zidy, a następnie układanie się ze zwycięzcą). Compaoré, z Ghany (lub innego miejsca gdzie w końcu osiądzie) może uzyskać wpływ na sytuację poprzez część kręgów wojskowych, wiadomo, że ma interesy, które chciałby ocalić. Regionalna organizacja ECOWAS, nie wspominając o Unii Afrykańskiej, przespała całą sprawę. Nie jest jednak wykluczone, że prezydenci krajów sąsiednich jak John Dramani Mahama z Ghany, a szczególnie Alassane Ouattara z Wybrzeża Kości Słoniowej, którego obóz ma liczne powiązania z elitami politycznymi i wojskowymi Burkina Faso będą chcieli dyskretnie wpłynąć na sytuację. Udział ambasadorów Francji i USA w najbliższych wydarzeniach jest pewny.

W ostatniej dekadzie Burkina Faso stało się centralnym elementem systemów bezpieczeństwa, które niezależnie, lecz w porozumieniu między sobą Francja i USA tworzą w regionie Sahelu w celu walki z dżihadystami i wspieraniu swoich innych interesów. Wagadugu jest bazą dla amerykańskich dronów i francuskich sił specjalnych. Choć obecna sytuacja może być płynna, nic w obecnej walce o władzę nie wskazuje, by kraj odwrócił politykę opierania się na Francji i USA. Oba mocarstwa prawdopodobnie działają na rzecz korzystnego dla siebie rozegrania wydarzeń. W ostatnich tygodniach Francja zasygnalizowała, że jest gotowa na odejście Compaoré (w liście od Francois Hollande’a obiecano mu wsparcie Francji, jeśli zechce użyczyć swych talentów jakiejś organizacji międzynarodowej. Reporter France24 Nicolas Germain powiedział mi, że francuskie źródła dyplomatyczne miały mu przekazać, iż Burkina Faso „w odróżnieniu od niektórych krajów posiada wiarygodną opozycję”. Jak skomentował Germain – „to mówi wszytko”.

Nie ma powodu, by psuć mieszkańcom Burkina Faso ich autentyczną radość z odsunięcia od władzy Blaise’a Compaoré. Lecz nadzieje na bardziej radykalne zmiany, obranie kierunku postępowego i panafrykańskiego najprawdopodobniej okażą się płonne. Aktywiści z Waga i Bobo, którzy za symbole protestów obrali drewniane łyżki i miotły wiedzą, że do końca wielkiego sprzątania w ich wspólnym domu jeszcze bardzo daleko.

Źródło: Africa is a country
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

012014-Burkina

Leave a Reply