Manuel Ochsenreiter: Zachód jest winny ludobójstwa w Syrii

Wielu analityków wierzy, że tak zwane „Islamskie Państwo Iraku i Lewantu (ISIL) jest produktem polityki USA wobec Bliskiego Wschodu. Co pan o tym sądzi? Czy wierzy pan, że USA i ich sojusznicy bezpośrednio przyczynili się do stworzenia ISIL?Grupa terrorystyczna, która dziś zwie się „Państwem Islamskim” nie zaistniała by bez zagranicznego wsparcia dla tak zwanych „grup rebeliantów” w Syrii, wsparcia ze strony Zachodu, Turcji i monarchii Zatoki Perskiej. To są fakty, nikt nie wątpi w to na poważnie. Sądzę, że nie ma prawdziwej niezgody co do tego. Nawet ci, którzy popierają linię Zachodu, przyznają dzisiaj, że „błędem” było trenowanie i uzbrajanie fanatyków w obozach w Jordanii i Turcji by obalić syryjski rząd. Rzecz w tym, że nie wierzę że był to „błąd”. Sądzę, że Zachód stworzył tego potwora celowo, jako rodzaj „geopolitycznego buldożera” i „czarnego luda” – grupę, która łatwo „oczyści” region i może być równie łatwo wzięta na cel jeśli stanie się niewygodna. Państwo Islamskie to rodzaj geopolitycznego narzędzia wielofunkcyjnego zachodnich interesów w regionie.

Jak pan wie, głowy państw NATO spotkały się w walijskim mieście Newport, gdzie Sekretarz Stanu USA John Kerry i Sekretarz Obrony Chuck Hagel oznajmili innym ministrom obrony uczestniczącym w szczycie NATO, że USA formuje szeroką koalicję międzynarodową przeciwko ISIL. Ministrowie z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec, Kanady, Australii, Turcji, Włoch, Polski i Danii spotkali się w Walii by wykuć strategię walki z ISIL, ale ich polityka jest kwestionowana przez wielu lokalnych przedstawicieli i liderów politycznych. Po deklaracji utworzenia koalicji przewodzonej przez USA przeciwko ISIL, wielu ekspertów i szereg państw ostro skrytykowało państwa Zachodu za podwójne standardy wobec problemu terroryzmu w różnych państwach. Co pan o tym sądzi?

Cóż, możemy powiedzieć, że pieniądze zachodnich podatników są teraz używane by walczyć z pieniędzmi zachodnich podatników. Oczywiście ta cała „koalicja antyterrorystyczna” to rodzaj cynicznego żartu. Od roku 2011 Zachód sponsoruje tak zwanych „umiarkowanych rebeliantów” w Syrii. Niemcy zorganizowały nawet tajną konferencję tak zwanych „grup opozycji”, włączając w to radykalną berlińską organizację Bractwa Muzułmańskiego – tak zwany „Projekt Dzień Po”. Finansowały ją Departament Stanu USA, szwajcarskie MSZ, holenderska organizacja pozarządowa „Hivos” i norweska NGO „Noref”. Dodatkowo projekt wsparło niemieckie MSZ. Narracja zawsze była taka: „Umiarkowane grupy są w porządku, musimy im pomóc by radykałowie nie mieli szans.” Ale to już wtedy nie miało nic wspólnego z rzeczywistością. Kiedy byłem w Syrii w 2012 roku nie było tam „umiarkowanych rebeliantów”. Tak zwana „Wolna Armia Syryjska” (FSA) była pełna radykałów; w Damaszku operowała brygada FSA zwąca się „Osama bin Laden”. Niezliczeni fanatycy z całego świata już wtedy infiltrowali Syrię i popełniali okropne zbrodnie wojenne przeciwko cywilom i żołnierzom Syryjskiej Armii Arabskiej, podczas gdy tak zwana „opozycja” debatowała w niemieckiej stolicy. W lipcu 2012 roku „rebelianci” atakowali Damaszek – w ramach operacji „Wulkan Damaszek” – i niektóre grupy terrorystyczne zdołały przeniknąć do miasta. Byłem z Syryjską Armią Arabską w dzielnicy Midan w Damaszku w trakcie tych dni. Widziałem zabitych terrorystów z Afganistanu, Pakistanu i krajów arabskich; wulgarne napisy na murach w Midan były wyznaniowymi wyzwiskami pod adresem alawitów, chrześcijan i szyitów. Masowe egzekucje, obcinanie głów i równanie z ziemią całych osad były codzienną „pracą” „umiarkowanych grup rebelianckich” od samego początku. Oczywiście całkowicie usprawiedliwione jest pytanie, dlaczego teraz wszystkie te kraje które sponsorowały, trenowały i uzbrajały te grupy terrorystyczne – zwłaszcza USA i EU – grają teraz specjalistów od operacji antyterrorystycznych. Działania w tej „wojnie przeciwko Państwu Islamskiemu” są także bardzo wątpliwe. Jest już jasne, że naloty USA miały za cel syryjską infrastrukturę, podczas gdy terroryści z IS nadal są w stanie przemieszczać. Teraz Pentagon stwierdził, że same naloty to za mało i potrzeba piechoty by walczyć z terrorystami. Swoją drogą, tam już jest piechota walcząca z tymi terrorystami – siły Syryjskiej Armii Arabskiej i Hezbollahu. Ale Waszyngton chce znów uzbrajać, szkolić i finansować „umiarkowanych rebeliantów” – tym razem przeciwko IS. Może jesteśmy świadkami narodzin kolejnej grupy terrorystycznej, jeszcze bardziej bezwzględnej i brutalnej niż IS.

Jak pan wie, szereg międzynarodowych grup praw człowieka, w tym Amnesty International, oskarżyło tak zwane Państwo Islamskie o popełnianie zbrodni wojennych, to jest masowych egzekucji, porwań i przemocy seksualnej. ONZ zgodziło się na wniosek Iraku by rozpocząć śledztwo na temat zbrodni IS. Jak dotąd nie podjęto poważnych kroków by powstrzymać tych zbrodniarzy. Wielu ekspertów utrzymuje, że potrzebna jest międzynarodowa komisja mająca osądzić państwa wspierające IS. Co pan o tym sądzi?

Wojna przeciwko terroryzmowi w Syrii i Iraku to wcale nie „misja niemożliwa”. Potrzeba tylko politycznej woli. Grupom terrorystycznym w Syrii i Iraku można efektywnie zaszkodzić wstrzymując całe wsparcie dla nich. To znaczy: Turcja musiała by natychmiast zamknąć granice i aresztować wszystkich terrorystów na swoim terytorium zanim dotrą do Syrii i Iraku. Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej musiały by zatrzymać wszystkich „biznesmenów” którzy dotują te grupy terrorystyczne. Zachód musiał by natychmiast wstrzymać jakiekolwiek poparcie dla tak zwanej „zbrojnej opozycji” w Syrii. W tym samym czasie powinno się znieść wszystkie sankcje przeciwko Syrii, tak aby państwo to mogło rozpocząć proces odbudowy i efektywniej zwalczać grupy terrorystyczne. I oczywiście: wspierający terroryzm powinni trafić pod sąd. Wszystkie te kroki są bardzo rozsądne. To, że Zachód nie naciska na ich wykonanie, ale zamiast tego bombarduje Syrię pokazuje po prostu, że ani Waszyngton, ani Bruksela nie mają politycznej woli powstrzymania terrroryzmu.

Czy mógłby się pan podzielić swoimi osobistymi doświadczeniami z pól bitew w Syrii, na których jest pan korespondentem od 2011 roku?

Od początku tej okropnej i wyniszczającej wojny byłem w Syrii kilka razy. Od samego początku był to konflikt geopolityczny a nie „ludowe powstanie”. To typowa „proxy war” a nie „wojna domowa”. Rozmawiałem z wieloma Syryjczykami – wielu z nich było daleko od tego, co Zachód nazywa „poplecznikami reżimu” – i byli absolutnie przeciwko „zbrojnej opozycji”. Pamiętam imponującą historię, opowiedzianą mi przez przyjaciela z Damaszku. Chciał wziąć udział w demonstracji za politycznymi reformami w Syrii na początku 2011 roku. Gdy przybył na miejsce protestu, był głęboko zaszokowany. Byli tam tylko radykalni sunnici wykrzykujący anty-chrześcijańskie i anty-alawickie hasła. On sam jest chrześcijaninem. To był jego najkrótszy romans z „ludowym powstaniem”. Prawie każdy, kogo znam w Syrii, opłakuje dziś śmierć członków rodziny i przyjaciół. Porwania, zabójstwa na tle wyznaniowym, ostrzał moździerzowy i ogień snajperów są codziennością w wielu miejscach Syrii przez więcej niż trzy lata. Rozmawiałem z ofiarami porwań i rannymi żołnierzami SAA. Odwiedzałem zniszczone kościoły i rozmawiałem z dzielnymi księżmi, opierającymi się sekciarskiemu terrorowi. W Aleppo odwiedziłem obóz uchodźców na kampusie uniwersyteckim, gdzie były dziesiątki tysięcy cywilów wygnanych z domów przez terrorystów. To powolne ludobójstwo w Syrii dokonywane jest przy pomocy Zachodu. I nie skończy się, dopóki nie urwie się poparcie dla grup terrorystycznych.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Fars
Tytuł pochodzi od Redakcji

ISIS-CIA-cooperation-400x266

Leave a Reply