Dla Xportalu: LT Nacionalistas – Część II [PL/LT]

Od Redakcji: Prezentujemy wywiad z litewskimi nacjonalistami skupionymi wokół inicjatywy Nacionalistas. Druga część wywiadu poświęcona jest wspólnej i niełatwej historii obu narodów, tradycjom litewskiego nacjonalizmu oraz teorii i praktyce rewolucyjnej walki z globalizmem.

Część I
Lietuvių kalba

10665335_699622223445961_8991949345942210093_n

Tradycja Wielkiego Księstwa Litewskiego – jakie znaczenie ma w waszych oczach? Czy jest ważna dla litewskiej tożsamości narodowej?

Wielkie Księstwo Litewskie jest oczywiście niemożliwą do oddzielenia częścią litewskiej historii, którą wielu historyków idealizowało w duchu romantyzmu i która jest źródłem dumy narodowej dla dzisiejszego narodu litewskiego, który stał się małe i bezradne- zwłaszcza w porównaniu z polskimi i rosyjskimi sąsiadami – co kontrastuje z niegdyś gigantycznym państwem rozciągającym się między Bałtykiem a Morzem Czarnym.

Państwo to zostało oczywiście założone przez Litwinów, którzy w owym czasie nie tworzyli tego, co dziś nazwalibyśmy „narodem”, lecz znajdowali się poza nawiasem zarówno chrześcijańskiej kultury Zachodu, jak i prawosławnej kultury Wschodu z racji swojego pogaństwa (nie posiadali także pisanej formy języka, przez co przejmowali wiele od sąsiadów). Jednak, jak dobrze wiadomo, Wielkie Księstwo Litewskie było państwem wieloetnicznym, której elity składały się głównie z litewskiej szlachty, która z punktu widzenia kultury pozostawała pod silnym wpływem Słowian.

Jak zauważył jeden z litewskich autorów nacjonalistycznych Vytautas Alantas, tolerancja i szacunek Litwinów do innych ludów spowodowały, że zamiast budować jeszcze większe imperium i asymilować lokalne grupy etniczne, stworzyliśmy państwo wieloetniczne, które stopniowo uległo rozpadowi a rolę budowniczych imperiów przejęły większe i bardziej rozwinięte narody (to Polacy i Rosjanie asymilowali innych, podczas gdy Litwini raczej akceptowali inne grupy, nawet jeśli robili to wbrew swojemu interesowi).

Historia Wielkiego Księstwa Litewskiego do czasu unii lubelskiej z 1559 r., szczególnie okres rządów Witolda Wielkiego i poprzedzające go czasy są chyba najbardziej idealizowanym okresem. Sama unia postrzegana jest raczej jako punk zwrotny rozpoczynający czasy polskiej dominacji.

Pamiętając, że te pytania i odpowiedzi mają przyczynić się do dialogu między Polakami a Litwinami, możemy założyć, że szczególnie ważne jet tu zagadnienie unii lubelskiej i Rzeczpospolitej Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

W historiografii litewskiej wyróżnić można kosmopolityczną i nacjonalistyczną interpretację tej kwestii. Według przedstawicieli orientacji kosmopolitycznej czasy Rzeczpospolitej to rodzaj złotego wieku. Ignorują oni jednak fakt, że mimo nominalnej dualności państwa, było ono w rzeczywistości zdominowane przez silniejszą i wyżej rozwiniętą Polskę która, także z punktu widzenia formalnej hierarchii feudalnej stała ponad Wielkim Księstwem Litewskim jako Królestwo. Co więcej, jak wszyscy wiemy, nieudana próba Witolda dążącego do ukoronowania się na króla Litwy i jej powstrzymanie przez stronników jego kuzyna Władysława Jagiełły stało się jedna z przyczyn rozgoryczenia i wrogości Litwinów wobec Polski.

Na ironię może zakrawać fakt, że jedna z największych dynastii rządzących Polską wywodziła się właśnie od Jagiełły i – jak podkreśliłoby wielu Litwinów – miała pochodzenie litewskie. Musimy jednak uwzględnić ten fakt w kontekście epoki, w której – jak już powiedziano – nie istniało nowoczesne pojęcie „narodu”, była to więc raczej unia dynastyczna między katolickim Królestwem Polskim i nowo ochrzczonym Wielkim Księstwem Litewskim. Ponadto typowe było posiadanie mieszanego pochodzenia przez rodziny królewskie.

Wracając do unii lubelskiej: była ona wynikiem rosnącego wpływu i potęgi Polski i niemocy litewskich arystokratów (w większości zeslawizowanych), co w naszej ocenie było początkiem obcego panowania w naszym kraju, które trwało aż do upadku carskiej Rosji w początkach XX wieku.

Wieki ucisku i próby asymilacji pomogły niestety w kształtowaniu charakteru narodowego i mentalności, która stała się charakterystyczną dla wielu ludów Europy wschodniej. Moglibyśmy ją określić mianem mentalności poddańczej. Pesymizm, konformizm i brak ducha walki, które nie były oczywiście absolutnymi zasadami (czego dowodzą powstania lat 1831 i zwłaszcza 1863) jest głęboko zakorzeniony w naszym narodzie i można go zdefiniować, przynajmniej częściowo jako psychologiczny skutek długich lat ucisku ze strony obcych i lokalnych okupantów. Romantyczny okres pogański w historii Litwy, Wielkiego Księstwa  na czele którego stał Giedymin a później Olgierd i Kiejstut ukazał nam, że był czas w którym Litwini jako lud byli godniejsi, silniejsi, mieli więcej z wojownikami niż z poddanymi. Jet to naturalnie źródłem dumy narodowej.

Niektórzy „patriotyczny” czy „narodowi” teoretycy rozważają utopijne projekty swego rodzaju odbudowy Wielkiego Księstwa, przynajmniej w aspekcie terytorialnym i żyją w swoim własnym świecie fantastycznych wyobrażeń o przeszłości, tak jak liczne starsze panie żyjące sztucznym światem meksykańskich oper mydlanych, zamiast podjąć wyzwanie rzucane przez obiektywną rzeczywistość historyczną w której dziś żyjemy.

W naszej ocenie Wielkie Księstwo jest nieodłączną częścią historii Litwy i narodu litewskiego. Miało ono zarówno dobre, jak i złe strony, ale dostarcza nam coś, czego możemy się trzymać i mieć nadzieję, że to, co w przeszłości było dobre, odrodzi się kiedyś w nowym kształcie.

Czy moglibyście opowiedzieć nam o rządach Antanasa Smetona i Augustinasa Voldemarasa, historycznym ruchu Tautininku Sajunga i Żelaznych Wilkach, a w końcu o Mykolasie Romerisie? Czy czerpiecie z ich idei?

Historyczny ruch narodowy a w szczególności Związek Narodowców (Tautininkų Sąjunga) uznajemy za burżuazyjny ruch nacjonalistyczny, który reprezentował interesy wielkich właścicieli ziemskich i przemysłowców nadając im „narodową formę”.

Była to partia rządząca za czasów rządów Antanasa Smetony, w latach od 1926 (po grudniowym przewrocie obalającym socjaldemokratyczny rząd) do 1940 (wkroczenie Armii Czerwonej, ucieczka Smetony i zaprowadzenie władzy radzieckiej), które uznajemy za zbliżone do rządów Francisco Franco w Hiszpanii czy Salazara w Portugalii – rządów nacjonalistycznych w burżuazyjnym znaczeniu tego słowa.

Na początku swych rządów, Tautininkai podzieleni byli na bardziej umiarkowaną frakcję Smetony i bardziej „radykalną” frakcję Augustinasa Voldemarasa, pierwszego premiera za czasów Smetony i pierwszego premiera Litwy w ogóle, który zainteresowany był niektórymi ideami włoskiego faszyzmu. W wyniku walki o władze między frakcjami Smetony i Voldemarasa, Voldemaras utracił stanowisku premiera i stanął na czele paramilitarnej organizacji Żelazny Wilk (Geležinis Vilkas), która oddzieliła się od partii Smetony. Ruch ten, był w pewnym stopniu zorientowany na interpretowanie faszyzmu Mussoliniego, jednak nie zyskał masowego poparcia i poza nieudaną próbą zamachu stanu przeciwko Smetonie z 1931 r.i kolaboracją z Niemcami w 1940 r., nie zapisał się w historii. Ruch tworzyli głównie młodzi oficerowie, którzy zgadzali się z linią Tautininkai, ale uważali, że Smetona jest zbyt „miękki”.

Z naszego punktu widzenia który jest nie tylko narodowy, lecz również socjalistyczny, nie możemy pochwalać rządów Smetony, gdyż mimo abstrakcyjnych sloganów o „jedności narodowej” podzielił on naród na wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych. Naszym zdaniem, prawdziwa i mocna jedność narodowa może nastąpić jedynie w wyniku zjednoczenia narodu przez czynniki obiektywne, a nie puste hasła, co oznacza likwidację ucisku klasowego i wyzysku będącego cechą kapitalizmu. Litwa lat 1926-40 bez wątpienia byłą krajem kapitalistycznym, nawet jeśli był to narodowy kapitalizm.

Ruch narodowy wyewoluował z tego co wcześniej zwano Narodową Partią Postępu (Tautos pažangos partija), na której czele na początku XX wieku stał Smetona. Wyrażała on nacjonalizm łącząc go ze społeczno-ekonomicznymi interesami litewskiej burżuazji i właścicieli ziemskich. Podobnie jak większość litewskich ruchów politycznych wyrósł z ruchu odrodzeni narodowego końca XIX wieku (słuszna wydaje się opinia, że Jonas Basanavičius swoją działalnością umożliwił późniejsze powstanie narodowców).

Żelazny Wilk nieznacznie różnił się od Narodowych kapitalistów z Tautininkų Sąjunga, głównie poprzez dążenie do powielania wzorców włoskiego faszyzmu na gruncie litewskich.

Elementem który łączy nas z narodowcami dawnych czasów jest nasz nacjonalizm i dążenia do niepodległości kraju. Jednak środki, za pomocą których chcemy to osiągnąć, jak również sama wizja rozwoju kraju całkowicie różni nas od nich. Zachodzi tu sprzeczność między lewicowym, socjalistycznym nacjonalizmem i narodowym kapitalizmem.

Co więcej, można dodać, że burżuazyjny nacjonalizm Smetony i jemu podobnych jet ideą maskującą interesy narodowej burżuazji za pomocą haseł narodowych i próbującą przedstawić je jako prawdziwe interesy narodu którymi nie są. Rewolucyjny nacjonalizm, nacjonalizm lewicowy domagający się socjalizmu i radykalnej sprawiedliwości społecznej naprawdę dąży do dobrobytu dla całego narodu, ponieważ opiera się na prawdziwych interesach narodu, a nie oligarchicznej mniejszości przemysłowców czy właścicieli ziemskich.

Nie identyfikujemy się z dziedzictwem historycznych narodowców i, jeśli idzie o tradycję polityczną, czerpiemy inspirację z tych historycznych przedstawicieli litewskiego ruchu wyzwolenia narodowego, którzy łączyli hasła utworzenia Litwy jako niepodległego państwa narodowego z ideami sprawiedliwości społecznej jak jeden z przywódców powstania styczniowego, ksiądz katolicki, rewolucyjny demokrata (podobnie jak Czernyszewski w Rosji) i nacjonalista litewski Antanas Mackevičius (Antoni Mackiewicz), który naszym zdaniem łączył aspiracje narodowowyzwoleńcze z walką przeciwko uciskowi klasowemu. Inne takie postaci to najsłynniejszy chyba przedstawiciel nurtu litewskiego odrodzenia narodowego i autor obecnego hymnu państwowego Vincas Kudirka – nacjonalista sympatyzujący ze sprawą robotnicza czy poeta Jonas Biliūnas, który był nacjonalistą i rewolucyjnym socjalistą.

Co do Michała Römera (Mykolas Riomeris), był on prawnikiem o poglądach propaństwowych który, poza szczególną sympatią do idei odtworzenia Rzeczpospolitej Obojga Narodów był również masonem. Nie był nacjonalistą, nawet w znaczeniu narodowca, lecz raczej państwowcem-patriotą krytycznym wobec nacjonalizmu w Europie – na przykład Anschluss Austrii będący w swej istocie zjednoczeniem etnicznym Niemców uznawał za nielegalny z punktu widzenia państwa. Mamy z nim mniej wspólnego niż z Żelaznym Wilkiem czy narodowcami, z którymi łączy nas przynajmniej nacjonalizm.

W polsko-litewskich relacjach w XX wieku było wiele napięć i problemów. Co o tym sądzicie? Czy Polska i Litwa powinny współpracować w różnych aspektach? Czy możemy przezwyciężyć te problematyczne kwestie historyczne?

Problem relacji polsko-litewskich jest nam wszystkim bardzo dobrze znany, zwłaszcza aneksja Wilna w 1920 roku i wynikła wrogość pomiędzy oboma narodami, która, co smutne, jest dość powszechna, a zwłaszcza wśród burżuazyjnych szowinistycznych nacjonalistów głównego nurtu w obu krajach. Wspomnieliśmy już sprawę polsko-litewską w odpowiedzi na pytanie o mniejszości etniczne na Litwie, zatem tutaj możemy pokusić się o ogólne podsumowanie naszych poglądów: jest prawie niemożliwe polepszenie relacji pomiędzy naszymi narodami tak długo, jak oba rządy zachowują się w sposób szowinistyczny, jednakże nie powinno być to przeszkodą w przyjaźni i współpracy nie-szowinistycznych narodowych rewolucjonistów z obu krajów, którzy są nie tylko nacjonalistami, ale także – w dobrym tego słowa znaczeni – internacjonalistami, wspierającymi współpracę narodów w walce o wyzwolenie i sprawiedliwość społeczną.
Znalezienie wspólnego stanowiska obu ludów może być jednak problematyczne, w sprawach takich jak czystki etniczne dokonywane na Wileńszczyźnie przez Polską Armię Krajową, ale możemy się przynajmniej zgodzić, że każdy jeden naród ma swój własny subiektywny punkt widzenia na historię, i może być to przekroczone tak długo jak istnieje po obu stronach dobra wola oraz wspólna podstawa ideologiczna i polityczna, jednocząca obie strony. W tym aspekcie, jak wierzymy, byłoby najlepiej krytycznie analizować i nie zapominać przeszłości, ale nie pozwolić sobie na zanurzenie się w bezsensownych przeszłych wróżdach, które tylko dzielą narody by mogły być łatwiej podbijane przez globalistów.
Jednakże to podejście, oparte na obustronnej dobrej woli i szacunku wymaga odrzucenia, po stronie polskiej, wszystkich szowinistycznych pseudo-naukowych teorii historycznych próbujących ukazać nasz naród jako zaledwie polski dialekt, który jakoby, jako sztuczny konstrukt XIX wieku, oddzielił się od Polski; jest to, co zrozumiałe, obraźliwe dla większości szanujących się Litwinów, poza faktem, że jest przeciwieństwem rzeczywistości, tzn. tego, że Litwini jako grupa etniczno-kulturowa, zawsze byli odróżnialni od Polaków i innych słowiańskich ludów regionu.Tak więc jak stwierdziliśmy wcześniej, tylko nacjonalizm uzupełniony o element internacjonalistyczny i solidarność, wolny od irracjonalnych nienawiści, uprzedzeń i wróżd, może stworzyć dla nas realistyczną perspektywę współpracy pomiędzy Polakami a Litwinami w dziele narodowego wyzwolenia w obu krajach.Wierzymy, że zawsze trzeba pamiętać, że jeśli chcemy stać się awangardą rewolucyjnych bojowników w swoich krajach, musimy także pokazać drogę dla relacji pomiędzy naszymi sąsiednimi krajami, będąc pierwszymi którzy przezwyciężą błędy i nienawiść z przeszłości.

Jaką przyszłość przewidujecie dla naszego środkowo-europejskiego regionu w kontekście globalnego starcia pomiędzy euroatlantyckim Zachodem a eurazjatyckim Wschodem? Czy powinniśmy redefiniować swą pozycję jako integralna część jednego z tych bloków, czy współpracować z nimi zachowując kulturowe i cywilizacyjne różnice? Jakie powinny być aksjomaty naszej środkowo-europejskiej integracji, jeśli jest postulowana przez wasz ruch?

Światowa sytuacja geopolityczna, co stało się dość oczywiste i niemożliwe do zaprzeczenia nawet dla największych obrońców i miłośników amerykańskiej hegemonii (która zdominowała glob od upadku ZSRR we wczesnych latach 90-tych), nieuchronnie przesuwa się od jednobiegunowości imperializmu amerykańskiego do multilateralizmu, charakteryzowanego przez mnogość centrów siły, z których najważniejszymi będą najprawdopodobniej Chiny, Rosja i cały blok BRICS.
To w naszej opinii bardzo pozytywny rozwój, zważywszy na fakt, że tylko takie zmiany mogą prowadzić do ostatecznego przezwyciężenia obecnej sytuacji w której się znajdujemy, a jest nią globalizm; charakteryzowany przez wciąż wzrastającą dominację zachodniego kapitału na światowych rynkach – ekonomicznie, i hegemonię transatlantyckiego imperium amerykańskiego – geopolitycznie.

Jednak zanim zaprezentujemy bardziej konkretne rozważania na temat współczesnych tendencji geopolitycznych, chcieli byśmy krótko zaprezentować teoretyczną podbudowę naszego rozumienia tego zagadnienia. Postrzegamy fenomen globalizmu, po pierwsze i najważniejsze, jako konsekwencję wewnętrznej logiki systemu kapitalistycznego: kapitał musi zawsze, poprzez proces konkurencji, akumulować się, prowadząc do serii monopoli, które wyprowadzają kapitalizm z wczesnej fazy „konkurencyjnego kapitalizmu” w kierunku fazy kapitalizmu monopolistycznego, scharakteryzowanego w słynnej pracy Lenina, „Imperializm, najwyższe stadium kapitalizmu” – coś, co było ewidentne całe stulecie temu i co rzuciło narody Europy do pierwszej wojny światowej.

Ten proces akumulacji kapitału nie tylko się nie zatrzymał, ale zwłaszcza po upadku ostatniej większej przeciwwagi dla świata kapitalizmu, czyli ZSRR, przyspieszył do ekstremum, w rezultacie dając to co nazywamy globalizmem: zwłaszcza warto zwrócić uwagę, że niemiecki więzień polityczny i heglowski myśliciel, Horst Mahler, wprost nazwał globalizm „najwyższym stadium imperializmu”, parafrazując Lenina.
Stany Zjednoczone, które w przeszłości były krajem wiodącym w świecie kapitalistycznym, całkiem naturalnie przyjęły rolę hegemona i swoją pozycję jako centrum rynku światowego tworząc kosmopolityczne imperium, imperium, które pisarze, tacy jak Negri i Hardt określali jako to wszystko, co złowrogie i szkodliwe dla ludzkości. To w naszym rozumieniu, po pierwsze jest konsekwencją rozwoju i akumulacji kapitału kapitalistycznego, a nie produktem spisków, jak chcieliby wierzyć zwolennicy konspirologicznych wyjaśnień problemów świata.
Omówiliśmy globalizację jako efekt globalizacji kapitału, co określa jej materialne podstawy, posiada ona jednak również inny aspekt: geograficzny, który jest przedmiotem geopolityki.

W rozumieniu geopolitycznym wymiar globalizacji, który również ma fundamentalne znaczenie, najlepiej określają dzieła rosyjskiego filozofa, teoretyka i działacza, Aleksandra Dugina, mające ogromne znaczenie w dzisiejszym świecie – szczególnie jego rozwój teorii Mackindera o konflikcie między siłami Lądu i talassokracją; w starożytności między Rzymem i Kartaginą, a teraz między kontynentem eurazjatycki i transatlantycki imperium handlowym.

Jednobiegunowa sytuacja na świecie, która bezpośrednio wynika z upadku ZSRR, a wraz z nim, dwubiegunowego modelu zimnej wojny i jest produktem triumfu globalnego kapitalizmu kapitału ogólnego i amerykańskiej w szczególności; tak długo, jak pozostaje to nienaruszone, możemy tylko liczyć na kontynuację status quo utrwalonego w ciągu ostatnich dwóch dekad: skrajne ubóstwo i eksploatację ludzi i zasobów w krajach tak zwanego Trzeciego Świata (w zasadzie, obiektów neo-kolonialnej polityki globalistów i ich lokajów), w połączeniu ze względnym bezpieczeństwem ekonomicznym w „zaawansowanych” krajach korzystających z eksploatacji tych „rozwijających się” i w ten sposób zapewniając podstawę tak zwanego „państwa dobrobytu”, które w istocie tworzą obiektywne warunki do tego, co Guy Debord  nazywa „społeczeństwem spektaklu” (w istocie musimy zrozumieć, że w rzeczywistości tak zwanym postmodernizm i społeczeństwo konsumpcyjne, jako generator masowej fałszywej świadomości, masowych złudzeń wśród mas, są możliwe tylko w krajach, które są istotnie dość dobrze rozwinięte i w których istnieje znaczna „klasa średnia”, która może rzeczywiście stać się apolityczna i raczej żyć dekadenckim „amerykańskim snem”, a nie być zainteresowaną polityką).
Kultura konsumpcji, „amerykańskiego snu”, wszystko, co Debord nazwie „społeczeństwem spektaklu”, to nic innego jak kulturowe i ideologiczne aspekty globalizacji; takie, które są chyba najbardziej oczywiste dla tych, którzy znajdują się w stosunkowo stabilnych krajach Pierwszego Świata.
Tak długo, jak ta kultura i ideologia dominuje w umysłach zachodnich mas, każdy rodzaj rewolucyjnych działań z ich strony pozostanie mało prawdopodobny.
Jako absolutnie i kategorycznie sprzeciwiający się liberalizmowi, kapitalizmowi i ponowoczesności, jesteśmy oczywiście zainteresowani obaleniem tej sytuacji, radykalnymi, rewolucyjnymi zmianami w naszych społeczeństwach, dlatego jesteśmy wrogami liberalizmu, wrogami kapitalizmu i postmodernizmu, ale nasze aspiracje, aby mieć realne szanse na zwycięstwo, trzeba po pierwsze uzbroić się w prawidłowe analizy i zrozumienie obiektywnej rzeczywistości, w celu jej zmiany.Tylko upadek jednobiegunowego porządku świata, który, poprzez odprowadzanie środków z Trzeciego Świata, zapewnia „zaawansowanym” krajom zasoby potrzebne do utrzymania „społeczeństwa spektaklu”.
Jednym z głównych warunków wstępnych takiego upadku jest utrata monopolu władzy przez amerykańskiego imperium, które, jak wspomniano powyżej, przyjęło rolę globalnego hegemona po upadku sowieckiej Rosji, a to oczywiście wymaga powstanie alternatywnych ośrodków władzy.
Musimy zrozumieć i, naszym zdaniem, wspierać wszystkie czynniki prowadzące do realizacji tego celu.
To jest dokładnie to, co widzimy dzisiaj z imponującym wzrostem znaczenia Chin jako największej na świecie potęgi gospodarczej i rosnącej współpracy krajów „BRICS” z Rosją i Chinami na czele; przez tworzenie alternatywnych ośrodków potęg gospodarczych i geopolitycznych, państwa te są nieuchronnie przeznaczone przynieść amerykańskiemu imperializmowi jego śmierć, chyba że globaliści zdecydują się zrobić ostatnią desperacką próbę ratowania ich hegemonii po rozpaleniu prawdziwej trzeciej wojny światowej – coś, co, miejmy nadzieję, nie stanie się, ale co jest jednak nadal realne.Tylko wzrost tych sił i upadek USA jako światowej potęgi może całkowicie zniszczyć jednobiegunowość i doprowadzić do prawdziwego wielobiegunowego momentu.
Jednak, inaczej niż niektórzy inni nacjonaliści i anty-globaliści, nie jesteśmy tak naiwni by idealizować BRICS, Rosję czy Chiny. Widzimy te kraje takimi, jakie są: suwerennymi państwami narodowymi, ale kapitalistycznymi, co oznacza, że gotowych na akumulację kapitału i co bardzo logiczne, przejście do narodowego kapitalizmu i stanie się prekursorami nowego globalizmu.Dlatego w naszej opinii to przełamanie świata jednobiegunowego musi być nie bierne, ale aktywne, z przygotowaniem zdyscyplinowanych i radykalnych ruchów politycznych, które będą w stanie zdecydowanie i odważnie walczyć nie tylko na rzecz rewolucji narodowej, ale także społecznej, jako że tylko socjalizm może wyeliminować imperializm nie tylko w jego konkretnych przejawach, ale u samych jego korzeni. I to powinno być naszym „maksymalnym” celem.
Skoro już nakreśliliśmy ogólne ramy teoretyczne dla zrozumienia naszego podejścia do kwestii geopolityki i globalizmu, możemy teraz w końcu zwrócić się ku odpowiedzi na konkretne pytania w poruszonych kwestiach – jak widzimy nasz region w kontekście globalnej walki Wschodu z Zachodem?

Powinniśmy zacząć od tego, że ani Polska, ani, zwłaszcza, Litwa, nie jest naprawdę niezależnym narodem, ale wasalami Brukseli i satelitami NATO. Jako takie, jesteśmy częścią tego, co amerykańscy stratedzy i teoretycy globalizmu postrzegają, a często nawet wprost nazywają, jako użyteczną „strefę buforową”, która powinna być wykorzystana jako rodzaj żywej tarczy w razie wojny między Zachodem a Rosją – coś, do czego pewne kręgi rządzących systemem globalistów świadomie zdążają.

Dzisiaj, w naszej opinii, musimy, jak zawsze, mocno stać za ideałem suwerenności i niepodległości naszego narodu, a także o innych, i podtrzymywać te zasady zdecydowanie i całym sercem, ale jednocześnie rozwijać pozytywny dialog ze Wschodem, jako przeciwwagę dla globalizmu Zachodu; kraje takie jak Polska i Litwa, jak wierzymy, powinny szukać secesji od Unii Europejskiej i NATO jako anty-narodowych struktur imperialistycznych, które nie tylko hamują realną niepodległość narodowej, ale również mają na celu obrócić nasze narody w mięso armatnie w przypadku krwawej wojny przeciwko Rosji, w imię zysków bankierów Wall-Street i innych przestępców na „demokratycznym” Zachodzie.

Obszar między Zachodem a Rosją może, w przypadku osiągnięcia niezależności narodowej, zachować własne niezależne stanowisko, ale rozwijać dobre stosunki z Rosją, która jest, geopolitycznie i strategicznie, naturalnym sojusznikiem, jak również i szczególnie mając na uwadze wspólny sprzeciw wobec zachodniej hegemonii, nie wspominając o wielkim znaczeniu Rosji jako siły gospodarczej i gigantycznego źródła zasobów naturalnych, a także dużego rynku, który może być wykorzystany jako miejsce dla eksportu naszej własnej produkcji krajowej.

Oczywiście, różnimy się kulturowo od Europy Zachodniej jak i od Rosji z prawosławną tradycją kulturową, ale także dzielimy wiele wspólnych cech z obu stron; więc przyjaźń i współpraca może hipotetycznie być całkiem możliwa, najlepiej na obu kierunkach, jednakże problemem jest to, że Europa jako taka, nie jest niezależna, ale jest jedynie lokajem amerykańskiego imperializmu, i t jest wątpliwe, czy nawet w początkowych stadiach wielkich światowych wstrząsów, Europa Zachodnia będzie w stanie zrzucić jarzmo amerykańskiej dominacji.

Jeśli chcemy mówić o idei „bałto-karpackiej”, która jest sugerowana przez wielu nacjonalistów o rusofobicznych i pro-imperialistycznych postawach, możemy tylko wyrazić sceptycyzm wobec niej, po pierwsze mając na uwadze fakt, że zwolennicy tej idei w kontekście obecnego porządku geopolitycznego na świecie, są tylko użytecznymi idiotami Zachodu.

Jednak w kontekście anty-imperialistycznego i anty-zachodniego sojuszu niezależnych krajów w naszym regionie, oraz utrzymania zdrowych stosunków z Rosją, taki rozwój współpracy państw położonych pomiędzy Morzem Bałtyckim i Czarnym będzie, oczywiście, bardzo korzystny, ale wszystko to jest w istocie hipotetyczne a w praktyce, zależy od wielu czynników, w tym, jaki rodzaj sił politycznych będzie rządził w którym kraju, jakie byłyby ich orientacja i tak dalej.
W realizacji tego planu, musimy zwrócić uwagę, czynnik polsko-ukraińskiej rywalizacji może stanowić poważną przeszkodę.

Odnośnie tego, co nazywamy „aksjomatami” dla hipotetycznej integracji niezależnych państw narodowych naszego regionu; możemy podnieść zasadę niepodległości, wraz z wzajemną solidarnością i wspólną co do zasad opozycją do hegemonicznych dążeń Zachodu, oraz kategoryczną secesję z NATO, jak i UE.

Istnieje możliwość, jak już wspomniano, Trzeciej Wojny Światowej, co naszym zdaniem byłoby absolutnie katastrofalne dla naszych krajów i całego regionu oraz, być może, dla całego świata; ta wojna może być tylko rozpaczliwym, krwawym i przestępczym dążeniem zachodniego globalizmu do ucieczki przed zbliżającą się karą.

Mamy nadzieję, że ten scenariusz nie zostanie zrealizowany i wierzymy, że w tym celu, antywojenne i anty-imperialistyczne inicjatywy w regionie należy zdecydowanie wspierać.
Jednakże, jeśli unikniemy takiej wojny, możemy spodziewać się mniej lub bardziej nieuniknione implozji zachodniego imperium transatlantyckiego, które w naturalny sposób prowadzi do wielobiegunowości i upadku obecnego status quo. To jest rzeczywiście to, na co mamy nadzieję, jako że dałoby nam to warunki, w których masowa walka polityczna zarówno dla niepodległości i radykalnych zmian społecznych może stać się nie tylko szlachetną myślą i marzeniem, ale rzeczywistością.

Jakikolwiek może być przyszły bieg wydarzeń, wierzymy, że w najbliższych latach i dziesięcioleciach będziemy świadkami wydarzeń zmieniających świat, które otworzą nową erę wielkich i radykalnych walk rewolucyjnych i radykalnych, które, miejmy nadzieję, krajowi rewolucjoniści różnych krajów Europy Środkowo-Wschodniej będą w stanie prowadzić razem w duchu solidarności i współpracy.

Leave a Reply