Kiedy w przyszłości opisywana będzie historia byłych Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, za punkt zwrotny prowadzący do ich upadku uznane zostaną najprawdopodobniej wydarzenia z 11 września 2001 roku.
Stany Zjednoczone wyszły z II wojny światowej jako najpotężniejsze państwo na świecie, z którym rywalizację podjął jedynie Związek Radziecki. Amerykańska dominacja i hegemonia rozprzestrzeniły się na cały świat. Europa Zachodnia stała się protektoratem USA, a byłe kolonie krajów europejskich w Azji, Afryce i Ameryce Łacińskiej zostały państwami klienckimi USA. Jednak okres powojenny XX wieku był również czasem walki antykolonialnej doprowadzającej do ugrzęźnięcia USA w Indochinach i ostatecznej porażki. Jej efektem było znaczne zdelegitymizowanie amerykańskiego militaryzmu. Po Wietnamie pobór został zniesiony i nigdy nie powrócił, a od czasu wojny wietnamskiej Stany Zjednoczone nie podjęły wysiłku militarnego na porównywalną skalę.
Tymczasem bezprecedensowy poziom koniunktury ekonomicznej osiągnięty przez USA w epoce powojennej zaczął spadać z początkiem lat siedemdziesiątych. Doprowadziły do tego liczne czynniki: od rosnącej potęgi ekonomicznej rywali handlowych jak Niemcy i Japonia (które po porażce w II wojnie światowej miały zostać zredukowane do amerykańskich rynków zbytu) do neoliberalnej ideologii ekonomicznej, która przez czterdzieści lat coraz bardziej powiększała przepaść między klasami społecznymi. Innym czynnikiem był rozwój globalnej gospodarki, wprowadzenie zbyt licznych by je wymieniać zmian w polityce gospodarczej, których efektami były stagnacja, inflacja, bezrobocie, ekspansja kredytów i inne gospodarcze bolączki. Był to długi i kumulujący swe efekty proces trwający przez cztery dekady, z którego efektów wszyscy zdali sobie sprawę w związku z kryzysem lat 2007-08, od którego czasu pogłębia się upadek gospodarki i polaryzacja klasowa.
Wydarzenia z 11 września 2001 były kluczowe, gdyż wciągnęły USA w dwie wojny, które okazały się długie, kosztowne, wyczerpujące i de facto zostały przegrane. Porażki militarne zbiegły się w czasie z dramatyczną eskalacją kryzysu ekonomicznego. Co więcej, czterdzieści lat rozwoju państwa policyjnego od czasu rozpoczęcia przez Nixona „wojny przeciw narkotykom” rozszerzyło się do rozmiarów powszechnej wojny z przestępczością, posiadaniem broni, gangami, terroryzmem oraz innymi mniej wyraźnymi i nawet pozornie niewinnymi kategoriami. Efektem tego było dopuszczenie do rozwinięcia państwowych represji do rozmiarów, które sprawiają, że odczuwają je nie tylko grupy tradycyjnie zmarginalizowane, lecz także część „zwykłych Amerykanów” (szczególnie związanych z kulturą posiadania broni z terenów wiejskich). Liczba osadzonych w w więzieniach osiągnęła poziom rekordowy nie tylko w historii USA, ale też w skali świata.
Doprowadziło do powszechnej delegitymizacji „systemu”. Dziś każda większa instytucja stale wypada źle w rankingach zaufania. Jednocześnie rozwinęły się ruchy opozycji politycznej, zarówno w głównym nurcie, jak i na marginesie. Tea Party, Occupy Wall Street i skupiony wokół Rona Paula ruch libertarian i przeciwników Rezerwy Federalnej to przykłady opozycji głównego nurtu. Ruch milicji obywatelskich, który dziś jest liczniejszy niż w latach dziewięćdziesiątych (na które rzekomo przypadł szczyt jego rozwoju) czy ostatnie rozruchy w Ferguson to przykłady opozycji pojawiającej się na marginesie. Pojawiają się i rozwijają także ruchy o profilu radykalnie antypaństwowym takie jak antykapitalistyczni anarchiści, wszelkiej maści libertarianie, prawicowy ruch patriotyczny czy zwolennicy suwerenności obywateli. Wszystkie te ruchy przeżyły w ostatniej dekadzie znaczny rozwój, podobnie jak nurty o przeciwnym wektorze w rodzaju tzw. „neoreakcjonistów”.
Badania opinii publicznej pokazują, że obecnie jeden na czterech Amerykanów poparłby rozwój ruchu na rzecz secesji lokalnej lub regionalnej. Dla porównania, w roku 2008 poparłby je jeden na sześciu. Dwadzieścia lat temu takie liczby byłyby nie do pomyślenia.
Jest to również czas przyspieszenia przemian kulturowych, pokoleniowych i demograficznych. Biali Amerykanie, historyczna większość etniczna w Stanach Zjednoczonych stanowią obecnie tylko dwie trzecie populacji. Pół wieku temu było to 90%. Masowa imigracja doprowadzi w przyszłości do jeszcze większych przemian demograficznych. Małżeństwa osób tej samej płci, które pokolenie temu były czymś nie do pomyślenia są na dobrej drodze do legalizacji we wszystkich stanach i stania się normą kulturową. Wsparcie dla interwencji militarnych jest najniższe w historii. Najszybciej rozwijającą się religią w Ameryce jest brak religii. Sondaże wskazują nawet, że opinia publiczna zwraca się przeciwko wojnie z narkotykami. Większość popiera legalizację marihuany, a sprzeciw wobec masowego osadzania w więzieniach rośnie na prawicy i lewicy. Wewnętrzne konflikty polityczne w Stanach Zjednoczonych nabierają coraz bardziej spolaryzowanego, agresywnego i radykalnego charakteru. Kulturowa lewica staje się coraz bardzie fanatyczna a konserwatyści społeczni są coraz bardziej bojowi w swoim sprzeciwie.
Jest mało prawdopodobne by którakolwiek z tych tendencji uległa odwróceniu w dającej się przewidzieć przyszłości (lub kiedykolwiek). Być może żadnej z nich nie da się zatrzymać.
Rezultatem tej sytuacji, który prawdopodobnie ujrzymy w najbliższych latach i dekadach będzie coraz bardziej zróżnicowane społeczeństwo, które zacznie pękać. O ile interwencje militarne za granicą będą raczej coraz rzadsze ze względu na barierę finansową i brak poparcia w społeczeństwie, represje wewnętrzne będą narastać. Społeczeństwo stanie się coraz bardziej zróżnicowane i wielokulturowe.
Na wszystkich ważnych płaszczyznach dominujące tendencje kulturowe skręcą coraz mocniej w lewo, ale konserwatywna kulturowo opozycja stanie się coraz bardziej radykalna, ekstremizm coraz częściej będzie się pojawiał także na lewicy. W społeczeństwie ujawnią się głębokie podziały idące po liniach rasowych, etnicznych, kulturowych, religijnych i geograficznych. Pogłębią się podziały klasowe, a szeregi biednych, bezrobotnych i bezdomnych będą stale rosnąć. Klasa średnia będzie się cały czas kurczyć. Bogactwo dalej będzie skoncentrowane na szczycie, a w Ameryce Północnej powstawać będą enklawy ubóstwa porównywalne z Trzecim Światem. Miliony młodych odkryją, że ich dyplomy z antropologii kulturowej i gender studies są bezwartościowe. Coraz więcej dorosłych, ludzi w średnim i zaawansowanym wieku będzie pracować w barach, restauracjach, sieciach sklepów i fast foodach. Coraz więcej młodych będzie mieszkać w piwnicach domów rodziców, a starsi będą mieszkać ze swoimi dziećmi.
Nad nimi wszystkimi władzę będzie sprawować klasa polityczna, która w nikim nie budzi zaufania i szacunku. Rząd coraz bardziej postrzegany będzie jako opresyjny, nierozsądny i niezdolny do osiągnięcia czegokolwiek. Ruchy opozycyjne będą dalej pojawiać się w głównym nurcie i na marginesach. Wobec utraty legitymizacji przez państwo rozwiną się separatyzmy regionów i społeczności.
W tym samym czasie kraje BRICS zyskają większe znacznie na arenie międzynarodowej i będą podważać amerykańską hegemonię. Jest jeszcze potencjalny aspekt wpływu kryzysu ekologicznego i nieprzewidzianych wydarzeń związanych z błyskawicznym rozwojem technologii.
Nie da się tego dłużej ukrywać. Przygotujcie się. Zmiany już się zaczynają.
Źródło: Attack The System
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

3 komentarze