Ogłoszona w minionym tygodniu decyzja o rezygnacji Rosji z planów budowy gazociągu South Stream, nie będzie jednocześnie ostatecznym pogrzebaniem planów dostarczania rosyjskiego surowca do krajów Europy Środkowej i Południowej. Rezygnacja była spowodowana w znacznej mierze trudnościami związanymi ze stanowiskiem Komisji Europejskiej. Zarzucała ona projektowi, iż porozumienia zawarte pomiędzy zainteresowanymi państwami UE oraz Rosją, są sprzeczne z tzw. trzecim pakietem energetycznym UE oraz zalecała ich renegocjację. Zmiana rosyjskich planów nie została dobrze przyjęta przez władze Serbii i Węgier. Premier Serbii ocenił, iż to Serbia i Węgry będą państwami, które stracą najwięcej w związku z taką decyzją władz rosyjskich, zaś szef węgierskiej dyplomacji stwierdził, że jego kraj będzie musiał znaleźć nowe źródło dostaw gazu. Negatywne wrażenie może jednak zostać zatarte niedzielnymi rozmowami telefonicznymi, które z przywódcami Serbii i Węgier przeprowadził Władimir Putin. Rosyjski prezydent miał zapowiedzieć kontynuowanie planów współpracy energetycznej. Nowy pomysł zakłada budowę magistrali gazowej o takiej samej mocy przesyłowej, jaką miał mieć gazociąg South Stream, a więc 63 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Miałaby ona zacząć swój bieg w tym samym miejscu, gdzie zaczynać miał się South Stream, czyli w tłoczni Russkaja koło Anapy, w Kraju Krasnodarskim.
(na podst. tvn24.pl, pb.pl oprac. B.W.)









2 komentarze