Władymir Nowyj: Noworosja i symulakra antyfaszyzmu

Kiedy Noworosja była jeszcze w sferze planów, wokół jej przyszłego profilu ideologicznego rozpętała się prawdziwa burza. Jedni chcieli, by była początkiem odrodzenia Związku Radzieckiego, zdaniem drugich miała być prawosławnym katechonem, jeszcze inni widzieli w niej zaczątek rosyjskiego państwa narodowego. Wszyscy byli zgodni co do jednego – Noworosja powinna być początkiem budowy Wielkiej Rosji.

Rezultat okazał się sztuczny jak bożonarodzeniowe dekoracje. Chrześcijaństwo i samo słowo „Rosjanin” zaginęło wśród czerwonych sztandarów. Dopiero teraz, po wizycie w Noworosji, po czytaniu wieści stamtąd pozostaje uczucie, że wszystko to jest pustą skorupą pozbawioną treści która może dać Noworosji i Rosji siłę niezbędną do prawdziwego odrodzenia.

Państwo bez ideologii nie jest kompletne. Bez niej staje się niejasne „dlaczego tu wszyscy jesteśmy”. Obrona swej ziemi przed bandytami którzy dosłownie równają miasta z ziemią to jedno. Za to lud Donbasu będzie walczył do ostatniej kropli krwi. Ale jeśli Noworosja nie jest próbą wywalczenia większych możliwości działania dla oligarchów kontrolujących złoża węgla i rud żelaza, jeśli nie jest kolejną wersją „jednej Ukrainy”, jeśli jej władze planują ją powiększyć potrzebne jest coś więcej niż idea obrony granic. Konieczna jest idea narodowa. Tutaj, zamiast wyraźnych i spójnych założeń ideologicznych, które tłumaczyłyby co zamierza zbudować Noworosja, przywódca Ługańskiej Republiki Ludowej Płotnickij raz po raz wzywa do „krucjaty przeciwko faszyzmowi.”

“Faszyzm” stał się symulakrą noworosyjskiej ideologii. Dlaczego symulakrą? Ponieważ terminu tego używają równie często zwolennicy Ukrainy określając tym mianem „rosyjską agresję”.

Musimy zrozumieć, że „antyfaszyzm” jest elementem próżni informacyjnej obecnej w Noworosji zamiast ideologii.

Zacznijmy od tego, że w Europie koncepcja “antyfaszyzmu” jest dość wyjątkowa. „Antyfaszystami” nazywają się ludzie popierający redukcję roli państwa, przeciwni Kościołowi, opowiadający się za rozszerzaniem praw mniejszości seksualnych – krótko mówiąc ci, którzy w Rosji nazywani są „liberałami”. Różnicą jest oczywiście radykalizm i działania przeciwko wielkiemu kapitałowi (chociaż, tak zwani libertarianie z zasady popierają przekazanie pełni władzy kapitałowi ponadnarodowemu). Ruchy te są w obce kulturowemu i cywilizacyjnemu rdzeniowi Rosji. Nie ma zatem nic dziwnego w tym, że „ukraińscy antyfaszyści” zgłaszają się do walki po stronie ukraińskiej i chwalą się tym na swoich stronach internetowych.

Już na podstawie treści “antyfaszyzmu” można zrozumieć, że poza słownikami nie istnieje definicja faszyzmu. Termin ten implikuje jedynie, że używający go nie lubi swojego przeciwnika. W Europie „faszyzm” to zazwyczaj klerykalizm, silne państwo i dążenie do uniezależnienia się od Stanów Zjednoczonych. Jeśli popatrzymy a Europę, okaże się, że „faszyzm” jest zjawiskiem nam przyjaznym. Nie zaskakuje, że grecki Złoty Świt, francuski Front Narodowy czy węgierski Jobbik ,wobec których cały czas rzucane są oskarżenia o faszyzm zajmują zazwyczaj stanowisko prorosyjskie. Popierają Noworosję. Innymi słowy, europejski „faszyzm” (który nie jest oczywiście faszyzmem Hitlera i Mussoliniego, gdyż te odeszły dawno razem z nimi) jest dzisiaj zjawiskiem pozytywnym.

A w Rosji? Dla nas faszyzm niesie traumatyczne skojarzenia – cena jaką nasz naród zapłacił walcząc przeciwko faszystom była zbyt wielka. Nie ma tu miejsca na roztrząsanie różnic między włoskim faszyzmem a niemieckim nazizmem – zostawmy to historykom i filozofom. Niezależnie od tego jak się nazywali, przybyli na naszą ziemię by zabijać. Lecz zarówno zabójcy jak i rządy które ich stworzyły dawno temu zatonęły w nurcie historii. Walka z nimi oznacza walkę z duchami. Hitler napadł Rosję nie dlatego, że był „faszystą”, lecz z tych samych powodów co Napoleon – potrzebował terytorium i zasobów. A działał w interesie dyplomatów z Zachodu.

Na Ukrainie widzimy dziś podobną sytuację – Zachód jej rękami wypowiedział nam wojnę. Nie dlatego, że na Ukrainie nagle udało się wskrzesić Hitlera, ale dlatego, że Rosja jest ostatnią twierdzą stojącą na drodze powszechnej władzy ponadnarodowej oligarchii.

Nie powinniśmy dać się zwieść faktem, że część ukraińskiego mięsa armatniego postanowiła pobawić się w rekonstruktorów strojąc się emblematami dywizji SS „Galizien” czy czarnymi słońcami. Nie czyni to z nich faszystów. Musimy z nimi walczyć nie dlatego, że nie podobają się nam kolory ich sztandarów, ale dlatego, że są marionetkami Zachodu dążącymi (często nieświadomie) do jednego celu – ostatecznego zniszczenia i zdeptania Noworosji, a potem Rosji. Bandera i Szuchewycz też nie byli nazistami – nie wyznawali ideologii wyższości rasy germańskiej ani nie fascynowali się mistycyzmem SS. To kolaboranci, tacy sami jak Mazepa. Stali po stronie silnych by zyskać coś dla siebie. W tym wypadku walka z faszyzmem oznacza walkę z wiatrakami.

Na Ukrainie ma miejsce atak na rosyjską kulturę i cywilizację dokonany przez Zachód z pomocą jego marionetek. Tak, historycznie naziści zrobili to samo. Ale to nie naziści stworzyli „euromajdan”. A my nie możemy odpowiadać na niego antyfaszyzmem. Pora już porzucić ideologiczne uproszczenia narzucone nam przez profesorów zachodnich uczelni i podjąć trudne wyzwanie odbudowy rdzenia naszej kultury i cywilizacji. Przeciwstawić się idącej z Zachodu zarazie może tylko naród rosyjski świadomy swego celu i misji. Gorączkowe próby odwlekania tego zadania, tylko pogarszają sytuację.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Novorosinform

00-novorossiya-bmp-16-08-14

5 komentarzy

Leave a Reply