Andrew Korybko: Kuba powinna uważać na USA

USA i Kuba zawarły historyczne porozumienie o wymianie więźniów i ustanowieniu stosunków dyplomatycznych po dziesięcioleciach wzajemnej wrogości. Jego ogłoszenie było dla wielu dużą niespodzianką i rodzi pytanie: Czy za gałązką oliwną kryją się bardziej złowrogie kalkulacje USA?

Wymiana w dużej części sprowadza się do tego, że USA uwolniło trzech pozostających w więzieniach członków „kubańskiej piątki” w zamian za swojego agenta Alana Grossa, 53 wskazanych przez Stany Zjednoczone „więźniów politycznych” i nieznanego z nazwiska informatora wywiadu uwięzionego ponad 20 lat temu. W wyniku tego oba kraje ustanowią teraz stosunki dyplomatyczne a obowiązujące od lat embargo zostanie znacznie ograniczone.

Wiele osób słusznie cieszy się z tego, co wydaje się bliskim końcem wrogości USA wobec Kuby, ale może to być jedynie gra. Stany Zjednoczone potrzebują Kuby, a nie odwrotnie, ponieważ wyspa ma w ich planach być kluczem do odwrócenia dążeń krajów basenu Morza Karaibskiego do budowy świata wielobiegunowego i przedłużenia pełnej kontroli Waszyngtonu nad jego historycznym „jeziorem”.

Inna metoda zmiany władz

Kuba nie potrzebuje Stanów Zjednoczonych tak bardzo, jak pod koniec zimnej wojny, kiedy jej gospodarka znajdowała się w ruinie a rynek ledwo funkcjonował. Minęło wiele czasu i choć Kuba dalej ma swoje liczne problemy pokazała, że jest w stanie przetrwać samodzielnie przy oficjalnej izolacji ze strony potężnego sąsiada. Stany Zjednoczone miały mnóstwo okazji do wykorzystania Kuby w latach dziewięćdziesiątych, kiedy była najsłabsza. Przegapiły tę szansę, gdyż uległy przekonaniu, że najpierw musi nastąpić zmiana władzy.

Teraz jednak jest inaczej a USA prowadzą politykę zaangażowania, by osiągnąć cel zmieniania władz, ten sam który wyznaczono już pół wieku temu.

„Nie oczekuję, że zmiany, które dziś ogłaszam natychmiast zmienią społeczeństwo kubańskie” powiedział Obama sugerując, że dalej chce realizacji amerykańskiej wizji zmian. Zdjęcie embarga będzie zwycięstwem dla Kubańczyków tylko wtedy, gdy będą w stanie zachować niepodległość, suwerenność i pożądaną przez siebie formę rządów.

Drogi okrężne

Otwarta wrogość nie zadziałała w przeszłości wobec Kuby i jest mało prawdopodobne by kiedykolwiek była skuteczna. Poza tym, w ostatnich latach Stany Zjednoczone dążą do osiągania swoich celów metodami ukrytymi i okrężnymi. To najważniejszy słaby punk Kuby w związku z ostatnią „odwilżą”. Gospodarka amerykańska nie potrzebuje Kuby a otwarcie Waszyngtonu na Hawanę to wygodny sposób na zapewnienie sobie bezpośrednich możliwości nieuniknionej zmiany przywództwa, która nastąpi po odejściu Fidela. Już wcześniej bez efektu próbowano poprzez USAID stworzyć „rewolucyjnego Twittera” na wyspie, czy wywierać wpływ za pośrednictwem antyrządowych raperów (co skończyło się wstydliwą klęską). Trzeba pamiętać, że pan Gross w chwili aresztowania w 2011 r. pracował dla CIA a aresztowano go za „wspieranie działań na rzecz destabilizacji i obalenia porządku konstytucyjnego” innymi słowy – wywoływanie „kubańskiej wiosny”.

Kubie zagraża też reemigracja. Dysydenci i potencjalni ekstremiści wywodzący się z kręgów Amerykanów pochodzenia kubańskiego mogą powrócić na wyspę, by przygotowywać zaplecze społeczne kolorowej rewolucji, które zostanie uruchomione w dogodnym czasie (najprawdopodobniej po śmierci Fidela). Amerykańskie przedsiębiorstwa mogą wypełnić istotną lukę w rozwoju i inwestycjach na wyspie czyniąc Kubę jeszcze bardziej zależną od Stanów Zjednoczonych. Dałoby to USA kolejny poziom wpływów na sprawy wyspy. W wypadku uruchomienia ich jednocześnie z kolorową rewolucją wywołałyby maksymalny chaos.

Kontynuacja trendu

Moment wyciągnięcia ręki Waszyngtonu ku Hawanie nie jest przypadkowy. Zbiega się bowiem z istotnymi procesami zachodzącymi w regionie, do których odwrócenia dąży USA. Proamerykański premier Haiti Laurent Lamothe został w ubiegłym tygodniu zmuszony do rezygnacji przez protesty i powszechne niezadowolenie spowodowane korupcją i nieskutecznością rządu. Chińczycy zaczęli szykować się do konstrukcji kanału nikaraguańskiego, po którego ukończeniu kontrola Ameryki nad obszarem karaibskim znacznie osłabnie. Wreszcie Wenezuela stanowi centrum oporu wobec hegemonii amerykańskiej na zachodniej półkuli od czasów śp. Hugo Chaveza.

Kuba jest symbolicznym liderem latynoamerykańskiego ruchu oporu a „kubańska wiosna” negatywnie wpłynęłaby na wszystkie opierające się USA kraje sojuszu boliwariańskiego (ABLA). Kongres niedawno uchwalił sankcje wymierzone w Wenezuelę (w dużej mierze niezauważone z powodu sankcji antyrosyjskich), która jest finansowym motorem oporu półkuli zachodniej. Celem jest oczywiście przeprowadzenie także tam kolorowej rewolucji, o co od dłuższego czasu prezydent Maduro oskarża Waszyngton.

Gospodarka Wenezueli cierpi z powodu załamania cen ropy co może odbić się na zmniejszeni przez nią wsparcie dla jej sojuszników – Nikaragui, Ekwadoru i Boliwii. Jeśli Kuba a może nawet Wenezuela wypadną z gdy, upadnie ideologiczne i gospodarcze wsparcie dla Nikaragui – przyszłego klucza do Karaibów. Będzie następna razem z Ekwadorem i Boliwią a budowany przez Chiny kanał stanie się nieudanym projektem z zakresu infrastruktury. Jeśli do tego dojdzie, USA uzyskają pełną kontrolę nad obszarem karaibskim i rozpoczną penetrację Andów zacieśniając pętlę wokół Brazylii i uniemożliwiając realizację projektu wielobiegunowego w regionie.

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Sputnik News

4 komentarze

Leave a Reply