Jesienne referendum w Szkocji, które nie przyniosło jej niepodległości, ale zwiększyło zakres jej autonomii w ramach państwa brytyjskiego, oddziałało również na położenie Irlandii Północnej, mobilizując zwolenników uniezależnienia się od Londynu. Dla uspokojenia sytuacji brytyjski rząd musiał zgodzić się na rozszerzenie kompetencji autonomicznych władz Irlandii Północnej, przekazanych im po 1998 r. w ramach polityki dewolucji.
Wysokość podatku dochodowego dla przedsiębiorstw będą odtąd ustalać organy miejscowe, a nie brytyjskie. Jest to ustępstwo przed postulatami polityków z Belfastu, którzy od dawna domagają się obniżenia jego stawki z 21% (obowiązującej w Wielkiej Brytanii) do 12,5% (obowiązującej w Republice Irlandii). Ponadto wydawanie pozwoleń na marsze katolików i protestantów (podczas których często dochodzi do walk ulicznych), zastrzeżone dotąd dla brytyjskiej administracji, przechodzi do kompetencji Zgromadzenia Północnoirlandzkiego, czyli krajowego parlamentu.
Ostatnia faza negocjacji w tych sprawach zakończyła się 23 grudnia po 27 godzinach nieprzerwanych rozmów. Prowadzili je ze sobą irlandzcy nacjonaliści z partii Sinn Féin oraz Partia Demokratycznych Unionistów kierowana przez premiera krajowego rządu Petera Robinsona, a także przedstawiciele rządów w Dublinie i Londynie. Wcześniej nacjonaliści zagrozili, że w razie, gdyby negocjacje nie dały rezultatów do Bożego Narodzenia, zamierzają wyjść z rządu i zerwać porozumienie wielkopiątkowe z 1998 r., które zakończyło blisko trzydziestoletnią wojnę domową w Irlandii Północnej, znaną jako „Kłopoty”.
(Na podstawie PAP opracował A.D.)








