Ukraina: Zawsze po stronie liberalizmu

Na łamach Krytyki Politycznej ukazał się wywiad z Maksymem Osadczukiem, walczącym w szeregach batalionu „Ajdar” ukraińskim komunistą. Pośród typowego dla przedstawicieli tych środowisk bełkotu znalazł się niezwykle interesujący fragment. Oto cytat: „Nie wierzę, że ktoś, kto popierał byłego prezydenta Wiktora Janukowycza, który budował państwo policyjne, może być lewicowy. Sam fakt walki z dyktaturą jest postępowy. Jeśli tego nie popierasz, nie możesz być lewicowy.”
W tego typu wyznaniach wyraźnie widać potęgę liberalizmu, który poprzez odpowiednie udekorowanie własnych postulatów w sztafaż lewicowej retoryki przejął rząd dusz również na radykalnej lewicy. W ten sposób istotą lewicowości stała się walka z dyktaturą, a nie walka o poprawę bytu ludzi pracy. Oczywiście nie oznacza to, że Janukowycz dobrze wypełniał to zadanie. Bynajmniej, był klasycznym, złodziejskim oligarchą. Niemniej jednak większe szanse na poprawę bytu ludzi daje integracja w ramach Unii Eurazjatyckiej niż totalne wydanie Ukrainy na pastwę Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zachodniej finansjery i ponadnarodowych korporacji, czego efektem byłby masowy exodus taniej siły roboczej na zachodnioeuropejskie zmywaki. Złudzenie świetlanej przyszłości w ramach zachodnich struktur wynika z braku zrozumienia mechanizmu, który nadaje bieg globalnej gospodarce. Dobrobyt panuje wyłącznie w krajach będących jej centrum, peryferia służą jedynie jako rezerwuary darmowej siły roboczej, półproduktów i tanich surowców. Nawet Polsce nie udało się dołączyć do ekskluzywnego klubu szczęściarzy, więc tym bardziej Ukraina nie ma na to żadnych szans. Osadczuk dostrzega część zagrożeń, jednakże w jego oczach są one równoważone przez przywiązanie Unii Europejskiej do idei ochrony „praw mniejszości”. Widocznie komuś udało się stworzyć opium dla lewicowego ludu w postaci bezpiecznej dla interesów gospodarczej oligarchii rewolucji kulturowej.
Postawa tych socjalistów jest lustrzanym odbiciem naiwnej postawy prawicowych „konserwatywnych liberałów” i neokonserwatystów, którzy upatrują istotę prawicowości w ochronie wolności jednostki przed biurokratycznym molochem. Także patriotyzm jest zaprzęgany do realizacji tego celu, co jest szczególnie dostrzegalne w retoryce PiS, który straszy rzekomą rosyjską agresją, tym samym aktywnie wspierając ekspansję NATO na wschód. Przykładu takiej postawy dostarczył publicysta Tomasz Terlikowski, który w marcu 2014 roku oświadczył, że papież jest agentem Putina, gdyż wzywał polski episkopat do pojednania z rosyjską Cerkwią prawosławną. Innym przykładem są niektórzy skrajni nacjonaliści i zwolennicy Trzeciej Drogi, którzy w wojnie ukraińskiej upatrują walkę o „białą Europę” i „narodową rewolucję przeciwko imperializmowi”, a w rzeczywistości wpisują się w imperialistyczną politykę czarnoskórego prezydenta USA, a dodatkowo poprzez sprzyjanie odcięciu Rosji od Morza Czarnego osłabiają bliskowschodnich sojuszników Moskwy, co wzmacnia pozycję Izraela.
W przypadku obu wymienionych powyżej grup mamy do czynienia z brakiem geopolitycznego realizmu, który w połączeniu z fałszywą świadomością daje katastrofalne w skutkach efekty. Zamknięcie w wąskich horyzontach lokalnej polityki przy nieuwzględnianiu procesów o skali globalnej prowadzi do powierzchownych obserwacji i błędnych wniosków. Jest to klasyczny „pożyteczny idiotyzm”, co w zabawny sposób koresponduje z faktem, że właśnie wyznawcy tego poglądu lubią oskarżać zwolenników prorosyjskiego kursu o bycie „poputczikami”.
(opracowanie i komentarz RS na podst. krytykapolityczna.pl)
img_0468

5 komentarzy

Leave a Reply