Jak wylicza Łukasz Piechowiak, główny ekonomista serwisu bankier.pl, aby można było myśleć o prywatyzacji sektora usług medycznych, Polacy musieliby być w stanie wykupić ubezpieczenie zdrowotne w kwocie wynoszącej ok. 1000 zł miesięcznie. Taki byłby koszt ubezpieczenia jednego członka rodziny gwarantujący to, co obecnie zapewnia państwowa służba zdrowia. Wyliczenie powstało na podstawie cen ubezpieczenia zdrowotnego w USA i określa cenę ubezpieczenia kompleksowego – obejmującego nie tylko wypisanie recepty czy wykonanie prostego zabiegu, lecz także przeprowadzanie koniecznych operacji. Oczywiście problem ten staje się istotny wyłącznie wtedy, gdy zakłada się, że dostęp do służby zdrowia powinna mieć zdecydowana większość obywateli. Piechowiak stwierdza, że sprywatyzowanie służby zdrowia byłoby równoznaczne z wyłączeniem dostępu do drogich usług medycznych dla więcej niż połowy Polaków. Nic w tym dziwnego, skoro „średnia pensja” to wartość nieosiągalna dla 80% polskich pracowników. Bez wzrostu wynagrodzeń Polaków, a tym samym bez wzrostu wysokości środków trafiających ze składek do służby zdrowia, nie ma co oczekiwać poprawienia jakości usług medycznych czy zmniejszenia kolejek do lekarzy.
Ekonomista jest zdania, że choć obecny system nie jest idealny to jednak wysokość składki zdrowotnej jest dostosowana do zarobków Polaków, zaś prywatyzacja absolutnie nie jest lekarstwem na bolączki polskiej służby zdrowia – jak chcieliby to przedstawiać zwolennicy państwa minimum. Ich rozwiązania mogą tylko cofnąć nas do czasów, gdy system ubezpieczeń nie funkcjonował.
(na podst. bankier.pl oprac. B.W.)









5 komentarzy