W sierpniu grupa czeskich historyków wystosowała list protestacyjny przeciwko „oczernianiu” przez władze pamięci Stepana Bandery. W ich mniemaniu potępianie tej postaci wpisuje się w propagandę z czasów komunizmu i jest z gruntu niesprawiedliwe, gdyż okres wojny przywódca ukraińskich nacjonalistów spędził w obozie koncentracyjnym. W ostatnich dniach odpór tym słowom dał prezydent Czech, Milosz Zeman. W swym oświadczeniu przypomniał czwórce uczonych, że Bandera wydał rozkaz zabijania wszystkich Polaków między 16 a 60 rokiem życia. Następnie dodał prowokacyjne pytanie, czy naukowcy zgadzają się z wezwaniem swego idola. Swój list zakończył przypomnieniem, że prezydent Wiktor Juszczenko na mocy dekretu uznał Stepana Banderę i Romana Szuchewycza (bezpośredniego sprawcę wołyńskiego ludobójstwa) za bohaterów narodowych konkludując, że nie może pogratulować Ukrainie takich bohaterów.
Czechy: Przeciw piewcom Bandery
(na podst. PAP)
Komentarz redakcji: Po raz kolejny okazuje się, że Polska jest jedynym krajem w Europie Środkowej, którego władze nie posiadają cywilnej odwagi bądź elementarnej świadomości historycznej. Gdy po ukraińskich miastach dziarsko maszerują ideowi spadkobiercy wołyńskich siepaczy, polski rząd na złość Rosji odmraża sobie uszy. W tej sytuacji to przywódcy obcych państw muszą występować w obronie prawdy historycznej i godności ofiar ludobójstwa. Warto zauważyć, że prezydent Czech kolejny raz doprowadza do szewskiej pasji liberałów i miłośników banderyzmu. Przypomnijmy, że jesienią zeszłego roku wezwał do zniesienia nałożonych na Rosję sankcji, a także wyraził się dosadnie o lewackich aktywistkach z Pussy Riot, które sprofanowały moskiewski Sobór Chrystusa Zbawiciela.









6 komentarzy