9 stycznia premier Beniamin Netaniahu wezwał Francję i inne kraje do „wielkiej ofensywy” przeciwko radykalnemu islamizmowi. Jak przekonywał, Francja, Izrael oraz „kraje cywilizowane” stoją w obliczu tego samego zagrożenia. Netanjahu mówił o tym, przyjmując francuskiego ambasadora Patricka Maisonnave’a.
„Ci terroryści zabijają dziennikarzy w Paryżu, ścinają głowy pracownikom organizacji humanitarnych w Syrii, więżą uczennice w Nigerii, wysadzają kościoły w Iraku, masakrują turystów na Bali, wystrzeliwują rakiety ze Strefy Gazy na cywilów i mają ambicje, by w Iranie wyprodukować broń nuklearną.” – mówił Netaniahu. „Bez względu na różne nazwy” tych grup, jak Państwo Islamskie, Al-Kaida, Hamas czy Hezbollah – „wszystkie one są motywowane tą samą nienawiścią i fanatyzmem łaknącym krwi.” – dodał premier Izraela. „To globalna walka” – ciągnął i dorzucił, że wymaga ona „szerokiej ofensywy przeciwko siłom radykalnego islamu na całym świecie”. „Wolność musi zwyciężyć, ale aby tak się stało, musimy stawić razem czoło i razem walczyć.” – zakończył patetycznie.
Francuski ambasador odpowiedział, że „Izrael i naród żydowski wycierpiały być może najwięcej z powodu terroryzmu”. Spotkanie odbyło się w czasie, gdy we Francji trwała jeszcze obława na sprawców ataku na redakcję antyreligijnego brukowca „Charlie Hebdo”.
Źródło: Polska Agencja Prasowa
Komentarz Redakcji: Korzystając z medialnej histerii, jaką od kilku dni ogarnięty jest Zachód, Tel Awiw kuje żelazo, póki gorące i próbuje sprzedać mu bajkę, że ten sam kierunek reprezentują: wykonawcy ataku na antychrześcijański szmatławiec z Francji; Państwo Islamskie odpowiedzialne za ludobójstwo na bliskowschodnich chrześcijanach i współpracujące z Izraelem; Front al-Nusra związany z al-Kaidą i również współpracujący z Izraelem; Iran, który w przeciwieństwie do Izraela nie ma jeszcze broni nuklearnej i nie napada na inne kraje; Hezbollah i Hamas, które bronią autochtonów, w tym arabskich chrześcijan, przed kolejnymi agresjami Izraela i wchodzą z chrześcijanami w sojusze polityczne… Dziwne, że premier Netaniahu nie zaliczył do obozu „radykalnego islamu” jeszcze syryjskiego rządu, który też ma z Tel Awiwem na pieńku. Cel tego cynicznego zabiegu jest dość oczywisty: przekonać Zachód, by nadal popierał eksterminację Palestyńczyków, napastnicze wojny, sponsorowanie terroryzmu i całe awanturnictwo, które stanowi znak firmowy Izraela od początku jego istnienia aż do teraz. (A.D.)









4 komentarze