Mirosław Salwowski: Nie lamentuję po „Charlie Hebdo”

Rok 2015 rozpoczął się zamachem muzułmańskich fundamentalistów na siedzibę satyrycznego pisma „Charlie Hebdo”. W wyniku tego aktu zostało zabitych 12 osób: 10 spośród nich to pracownicy tego tygodnika, 2 zaś stanowili wezwani na pomoc policjanci. W następnych zaś dniach zamachowcy z Paryża zostali zabici w policyjnej obławie. Przy okazji zamachu na „Charlie Hebdo”, w mass mediach z różnych stron słyszeliśmy ciągłą „litanię” zwrotów w rodzaju: „Tragedia„, „Egzekucja na wolności słowa„, „To jest wojna przeciwko społeczeństwu otwartemu„, „Co dalej z islamistami w Europie?„, „Dziś wszyscy jesteśmy Francuzami„, „Je suis Charlie” („Jestem Charlie„).

            Oczywiście, do każdej śmierci należy podchodzić z powagą, ale czy ten wielki lament jest uzasadniony? Przyjrzyjmy się całej tej tragedii w kilku punktach, które zazwyczaj nie są zbyt akcentowane (albo nie mówi się o nich wcale):

Wolność słowa nie może być prawem absolutnym

Żarty publikowane w piśmie „Charlie Hebdo” niejednokrotnie miały charakter jawnie bluźnierczy i skrajnie antychrześcijański. Chyba najdrastyczniejszym przykładem czegoś takiego była jedna z okładek tego tygodnika ukazująca wizerunki poszczególnych osób Trójcy Świętej (czyli Boga Ojca, Pana Jezusa i Ducha Świętego) w trakcie homoseksualnej kopulacji ze sobą. Inne z publikowanych tam ilustracji naśmiewały się z dziewiczych narodzin i śmierci krzyżowej naszego Pana Jezusa Chrystusa. Tym i podobnych rzeczy nie można usprawiedliwiać wolności słowa. Zasada ta nie może być bowiem traktowana w sposób absolutny i niczym nieograniczony, a władze cywilne powinny surowo karać jej drastyczne nadużycia (a więc np. bluźnierstwa przeciw Panu Bogu). Wolność słowa pojmowana jako gwarancja bezkarności ze strony państwa dla siewców bluźnierstw, fałszywych doktryn i niemoralności, była często potępiana przez Magisterium Kościoła. Podajmy w tym miejscu nauczanie Leona XIII:

 „Jedynie cnotliwy żywot jest drogą do nieba, dokąd wszyscy zdążamy: a więc zbacza państwo od zasad i przepisów prawa naturalnego, kiedy tak wyuzdaną daje wolność… czynom niegodziwym, że bezkarnie można umysły odwodzić od prawdy i serca od cnoty (…)  tego co się prawdzie i cnocie sprzeciwia, nie godzi się na jaw wydobywać i przed oczy ludziom stawiać, a tym mniej opieką prawa godzi się popierać” („Immortale Dei”);

Dewiacje rozwiązłego umysłu, które dla nieświadomego tłumu, łatwo stają się prawdziwym uciskiem, winny być karane z całą surowością prawa, nie mniej niż kryminalne zamachy gwałtu skierowane przeciwko słabym” („Libertas”).

To nauczanie było praktycznie realizowane tym gorliwiej, im bardziej pobożni i świątobliwi byli poszczególni chrześcijańscy władcy. Przykładowo, jeden z najlepszych rządzących Francją, król św. Ludwik IX kazał bluźniercom przypalać wargi rozżarzonym ostrzem, a liście do swego syna, dawał mu takie rady odnośnie kierowania państwem:

„Chętnie powierzaj władzę ludziom dobrej woli, którzy wiedzą, jak jej dobrze użyć, i troszcz się, aby grzech został unicestwiony w twoich ziemiach, to znaczy bluźnierstwa i wszystkie rzeczy, które czyni się lub mówi przeciw Bogu, Najświętszej Marii Pannie i świętym, grzechy cielesne, gry w kości, tawerny, lub inne grzechy. Zgnieć wszystko to w swojej ziemi roztropnie i w dobry sposób. Ścigaj heretyków i innych złych ludzi w swojej ziemi, aż ziemia twoja będzie oczyszczona „ (Cytat za: Jean de Joinville, „Czyny Ludwika Świętego króla Francji”, Warszawa 2002, s. 213-213).

          W Piśmie świętym czytamy zaś, że karą wyznaczoną przez samego Boga za bluźnierstwo jest śmierć:

„Wtedy Pan powiedział do Mojżesza: «Każ wyprowadzić bluźniercę poza obóz. Wszyscy, którzy go słyszeli, położą ręce na jego głowie. Cała społeczność ukamienuje go. Potem powiesz Izraelitom: Ktokolwiek przeklina Boga swego, będzie za to odpowiadał. Ktokolwiek bluźni imieniu Pana, będzie ukarany śmiercią. Cała społeczność ukamienuje go. Zarówno tubylec, jak i przybysz będzie ukarany śmiercią za bluźnierstwo przeciwko Imieniu” (Kapłańska 24: 14 – 16).

Nie ulega więc wątpliwości, iż bluźniercy typu „Charlie Hebdo” powinni być surowo karani przez władze cywilne (w pewnych najbardziej skrajnych wypadkach nawet śmiercią). Rozliczne deklaracje potępiające krwawy zamach na redakcję wspomnianego pisma, jako „atak na wolność słowa”, „jedną z fundamentalnych wartości naszego społeczeństwa”, etc., są więc smutnym dowodem na to jak bardzo rządzący i mass media odeszli od biblijnego i tradycyjnie chrześcijańskiego podejścia do tych spraw. Oczywiście, czym innym jest ubolewanie nad tym, że doszło do samosądu (o czym szerzej poniżej) oraz dawanie swego wyrazu zwykłemu ludzkiemu współczuciu z cierpiącymi, ale mówienie o „obronie wolności słowa jako fundamentalnej wartości naszego społeczeństwa” w kontekście tak obrzydliwej i bluźnierczej gazety jak „Charlie Hebdo” jest po prostu – delikatnie rzecz ujmując – nieporozumieniem.

Samosądy są rzeczą złą

To, że władze cywilne powinny surowo karać bluźnierców nie oznacza, że należy popierać dokonywanie samosądów. Jak mówi bowiem Słowo Boże, to władza „nie na próżno nosi miecz. Jest (ona) bowiem narzędziem do wymierzania sprawiedliwej kary temu, który czyni źle” (Rzymian 13: 4). Z drugiej strony Pismo święte naucza zaś: „Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście (Bożej). Napisano bowiem: do Mnie nalezy pomsta. Ja wymierzę zapłatę – mówi Pan” (Rzymian 12: 19). Tradycyjnie katolicka wykładnia wskazanych powyżej dwóch biblijnych reguł formułuje na ich podstawie następujący wniosek: karanie złoczyńców jest prawem i obowiązkiem władz cywilnych, ale poszczególni obywatele winni się od tego – jako aktu prywatnej zemsty i samosądu – powstrzymywać. To rządzący noszą miecz by karać zło, a nie prywatne jednostki. Odrzucenie samosądów i aktów prywatnej zemsty pozwala wszak na ograniczenie emocji, namiętności i nadużyć do których często prowadzi wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę, a wprowadza do karania zła potrzebny doń element rozwagi, ostrożności i dania oskarżonym możliwości obrony. Z pewnością więc czymś o wiele lepszym jest państwowy wymiar sprawiedliwości z takimi instytucjami jak proces sądowy, prawo do adwokata, badanie dowodów, dłuższym czasem oddzielającym wykonanie wyroku śmierci od jego zasądzenia (co daje więcej czasu dla skazanego na refleksję i nawrócenie) itp., od wzięcia przez wzburzonych obywateli broni do ręki i w impulsie gniewu wymierzania przez nich w ten sposób kary. Jest to zasada aktualna nawet wtedy, gdy w tej mierze, państwo nie wywiązuje się ze swych obowiązków (czyli np. karania bluźnierców), a wręcz przeciwnie bierze w ochronę dokonywane przez nich plugastwa. Lepiej jest bowiem pozostawić bez kary pewnych złoczyńców, niż ryzykować sytuację, w której każdy będzie czuł się upoważniony do wymierzania sprawiedliwości na własną rękę. Lepsze jest bowiem poważnie szwankujące państwo i prawo niż stan anarchii i samowoli.

    Zamachowcy jak powstańcy, inserukcjoniści, „Żołnierze Wyklęci”?

     Choć nie można popierać samosądu na bluźniercach z „Charlie Hebdo” spokojnie można

 wskazać na pewne istotne okoliczności łagodzące zasadniczo negatywną ocenę tego czynu.  Okolicznościami tymi są:

  1. Fakt, iż w dużej mierze ich ofiary rzeczywiście zasługiwały na surowe ukaranie. Choć zamachowcy byli wyznawcami fałszywej religii i w obronie tejże sięgnęli po broń, to w efekcie ukarane zostały też straszne bluźnierstwa przeciwko Panu Jezusowi i wierze chrześcijańskiej. Poza tym trudno nie widzieć wyższości błądzących muzułmanów nad bluźnierczymi i antychrześcijańskimi lewackimi szydercami, specjalizującymi się w mieszaniu z błotem wszelkich świętości i prowokowaniu oraz obrażaniu kogolwiek się da.
  2. Czyn ten nie był zasadniczo dziełem ślepej przemocy (jak wiele z zamachów dokonywanych przez muzułmanów), ale precyzyjnym, punktowym atakiem na osoby konkretnie odpowiedzialne za publikowanie pewnych obrażających je rysunków. W tym wypadku nie wybuchła wszak bomba w autobusie, pociągu czy metrze (gdzie pełno jest przypadkowych ludzi), lecz zamachowcy wyczytywali po nazwisku odpowiedzialnych za określone czyny (a następnie ich roztrzeliwali). Owszem, jeden z trzech zamachowców   strzałem w głowę dobił leżącego i poddającego się policjanta i ów powinien zostać za to surowo ukarany. W swej większej części atak z 7 stycznia 2015 roku nie był jednak aktem ślepego terroru.
  3. Chyba większość współcześnie istniejących państw w swym „założycielskim etosie” w sposób aprobatywny odwołuje się do działań, które w czasie, gdy były podejmowane, stanowiły naruszenie obowiązującego prawa, akt nieposłuszeństwa legalnym władzom, a także samowolne zabijanie swych bliźnich. Ot, choćby we Francji, rokrocznie hucznie świętuje się datę 14 lipca 1789 roku, od której przecież zaczęła się rewolucja francuska, w ramach, której samowolnie zabijano tysiące ludzi. W naszym kraju wynosi się na narodowe ołtarze np. „Żołnierzy Wyklętych”, którzy bez upoważnienia jakiekolwiek ośrodka politycznego, który można by uznać za legalną, a alternatywną wobec komunistów, władzę (np. rządu w Londynie) prowadzili walkę zbrojną z nowym rządem. Wiązało się to z tym, iż „Żołnierze Wyklęci” zabijali na własną rękę i bez wyroku oraz procesu sądowego tysiące ludzi (w tym też urzędników nowej władzy albo nawet chłopów, którzy ośmielili się wziąć ziemię z reformy rolnej (a więc ludzi, którzy w pewnej swej części, jeśli wogóle, to czynili znacznie mniejsze zło niż bluźniercy z „Charlie Hebdo”)?. Jaka jest więc logika i konsekwencja w wynoszeniu na narodowe ołtarze rozmaitych rewolucjonistów i powstańców z jednej strony, z drugiej zaś bezwzględnym potępianiu zamachowców na „Charlie Hebdo”? Czyż bowiem ci pierwsi też nie zabijali innych ludzi „na własną rękę”, działając przy tym bez upoważnienia ze strony legalnych władz? Osobiście nie popieram kultu „Żołnierzy Wyklętych”, ale jestem skłonny łagodniej ich oceniać I dlatego też nie widzę dostatecznych powodów, by podobnej łagodności nie zastosować wobec zamachowców z 7 stycznia 2015 roku.

              Tak więc, jakkolwiek nie można popierać ani pochwalać tego aktu samosądu, należałoby go znacznie łagodniej ocenić i osądzić (podobnie jak łagodniej powinno osądzać się np. żony, które będąc wcześniej katowane przez swych mężów w końcu nie wytrzymały i same ich zabiły).

Nie każdy zabity to bohater

Słowo Boże poleca byśmy: „płakali z płaczącymi” (Rzymian 12: 15). Wydaje się więc, że powinniśmy wykazywać empatię wobec ludzkich tragedii. A więc nawet wobec śmierci osób, które czyniły wielkie zło chyba należy próbować wykrzesać jakąś dawkę żalu i smutku. Tym bardziej, że zważywszy na to, iż potworne bluźnierstwa (np. obrazek pokazujący Trójcę Świętą w trakcie seksualnej orgii), które publikowało owe pismo sprawiają, iż można mieć dość poważne wątpliwości co do wiecznego zbawienia dusz tych ludzi. Czy to jednak ludzkie i chrześcijańskie współczucie wobec czyjejś tragedii oznacza, że należy ze wszystkich ofiar zabójstw robić narodowych bohaterów? Czy ktoś słyszał, by na przykład na znak pamięci po zabitym w samosądzie pedofilu prezydent jakiegoś państwa ogłaszał ogólnonarodową żałobę?  Czy zabitych w mafijnych porachunkach handlarzy narkotyków honoruje się tym, iż spuszcza się do połowy masztu państwowe flagi? Oczywiście, absurdem byłoby czynienie czegoś takiego. Tak samo niedorzecznością jest ogłaszanie narodowej żałoby po śmierci zabitych bluźnierców. Dobrze jest współczuć im i ich rodzinom, ale pewne proporcje w społecznym wyrażaniu żalu po nich wypadałoby jednak zachować.

 o-JE-NE-SUIS-PAS-CHARLIE-facebook

5 komentarzy

Leave a Reply