Aleksandr Biednow „Batman”: Wojna jest zdradziecka

Mnóstwo ludzi mówiło mi: “Jeśli będąc w Ługańsku nie porozmawiasz z Batmanem, to będziesz żałował do końca życia”. Posłuchałem rady i pewnego wieczora udałem się do bazy batalionu. Tam, siedząc w palarni żartowałem z żołnierzami i rozmawiałem z uśmiechniętą blondynką Marią – czarującą podkomendną legendarnego dowódcy. On sam bardzo długo był zajęty instruowaniem żołnierzy. Kiedy wreszcie znalazł chwilę by przyjąć mnie w gabinecie, było 15 minut do zamknięcia budynku. „Nie martw się, zaczniemy teraz i potem pogadamy ile trzeba.” W rezultacie rozmawialiśmy prawie do północy. Do hotelu wracałem pod silną eskortą.

Rozmowa z dowódcą była jak spotkanie z guru – wiele rzeczy nagle stało się dla mnie jasnych i niemal oczywistych. Dlaczego Rosjanie jadą walczyć do Donbasu, dlaczego ukraińscy żołnierze nie rozumieją, w czym uczestniczą. Zakładałem, że dowódcami w Donbasie nie zostali ludzie przypadkowi, ale od tego czasu wiem, że to także ludzie niezwykli. Przez cały czas pobytu w bazie towarzyszyło mi wspaniałe uczucie bycia wśród swoich, jakbym był jednym z nich. „Wszyscy, którzy nas odwiedzili, chcieliby wrócić” mówi z dumą Maria. Pomyślałem nawet, że gdybym chciał walczyć, to właśnie w tym oddziale. Jednak okazało się, że ktoś już realizuje ten pomysł: były reporter Life News. Pewnego dnia rzucił pracę i wziął karabin. Oddział Batmana przyjął go, dziś – walczy.

„Batman” i jego oddział szybkiego reagowania byli jednymi z pierwszych, którzy stanęli na drodze sił ukraińskich chcących zająć Ługańsk i jednymi z nielicznych, którzy pozostali w mieście podczas oblężenia. Dziś w centrum szkoleniowym „Batman” przygotowuje żołnierzy do służby na froncie w drugim batalionie brygady piechoty zmechanizowanej armii południowego wschodu i jest niedawno mianowanym szefem sztabu brygady. Przedstawia się: Aleksander Biednow, dla żołnierzy San Sanycz, dla wszystkich innych – Batman. Mówi, że ma 45 lat, ale wygląda na młodszego.

– To dlatego, że nie piję, nie palę a przed wojną często uprawiałem sport. Widzisz, tu jestem z córką na siłowni (pokazuje mi zdjęcie). Chętnie bym popodnosił żelazo, ale to niemożliwe. Nie mam wystarczająco czasu nawet na sen.

Jesteś zawodowym żołnierzem?

Jestem oficerem sił specjalnych MSW. Mam umiejętności dowódcze – dowodziłem kompanią – ale to zupełnie inne działania. Zatrzymywaliśmy i zwalczaliśmy kryminalistów – jednego, dwóch góra czterech ludzi. Wojna z armią, zwłaszcza uzbrojoną w ciężki sprzęt to inna sprawa. Nikt mnie nie nauczył jak od zera zbudować oddział wojskowy. Uczyłem się sam, na bieżąco: zbierając ludzi, szkoląc ich, zaopatrując w broń mundury, amunicję. Nie było tu żadnych instruktorów czy doradców. Zacząłem z dwunastoma ludźmi. Mieliśmy dwie strzelby, sześć automatów i karabin maszynowy. Mieliśmy jeden granat na wszystkich. Każdy zdobyty w walce, czy otrzymany od towarzyszy magazynek był wielką radością. Pierwsze granaty pojawiły się po miesiącu. Z automatami szliśmy na czołgi, przeżyliśmy, zdobyliśmy doświadczenie. Chociaż mieli mocne wsparcie – czołgi, transportery, wozy bojowe, a my na początku nie mieliśmy nic.

Jestem dumny, że to my znaleźliśmy pierwszy ciężki sprzęt, który znalazł się w służbie naszej młodej republiki. Znaleźliśmy w jednej fabryce amfibie PTS-2. Może przetransportować nawet ciężarówkę, a zamontowany w niej silnik łodzi torpedowej pali 220 litrów na 100 kilometrów. Prawdziwa bestia. Uruchomienie pierwszego zajęło nam sześć godzin. Z 34 udało się nam zająć 12. Dwa posłano do Lisiczańska, jeden do Szczastia. Jeden dalej jest w Ługańsku.

W czasie walk nasz oddział cały czas by na pierwszej linii. Nikt nie odważył się podchodzić do miejsc, w których się umocniliśmy. Kiedy Ługańsk był oblegany, na połowie odcinków frontu byli żołnierze mojego oddziału. Czasem proszono nas wzmocnienie innych miejsc, ale było nas za mało, nie mam przecież nieskończonej dywizji. Ale ludzie dołączali – cały czas rośliśmy w siłę.

“Batman” to nie tylko jednostka bojowa, ale też centrum szkolenia. Kogo i jak szkolisz?

Najpierw trzeba się dowiedzieć z kim ma się do czynienia, czy człowiek ma jakiś potencjał bojowy. Jeśli człowiek jest z natury pilny, posiada właściwe cechy fizyczne – wytrzymałość, dobry wzrok, dobrą kontrolę nad oddechem i ciałem – może być snajperem. Ktoś inny – szturmowcem albo dywersantem. Nic dobrego nie wyniknie ze zmuszania kucharza do strzelania z granatnika zamiast gotowania smacznych posiłków. To działa też drugą stronę. Latem sporo ludzi zgłaszało się do obsługi sprzętu przeciwlotniczego. Wydaje się to banalne – siedzisz na dachu, nie robisz nic, czekasz. Ale spróbuj wytrzymać tak dzień w czterdziestu stopniach! Poza tym, grupy przeciwlotnicze były atakowane nie tylko z powietrza, ale i ziemi – śledzono skąd strzelają i kierowano tam ogień artylerii.

A propos broni przeciwlotniczej, dlaczego Ukraińcy przestali bombardować  Donbas z powietrza?

Bo nauczyliśmy się zestrzeliwać samoloty. Czuli się bezkarni dopóki nie mieliśmy środków obrony (chociaż helikoptery byliśmy w stanie zestrzelić z karabinów maszynowych). Kiedy już mieliśmy „Igły” ich samoloty zaczęły spadać. Po drugie – wystrzelaliśmy ich najlepiej wyszkolonych pilotów: zostali tylko ci gorsi. Ukraiński pilot lata średnio dwie do sześciu godzin rocznie. Żeby utrzymać należyty poziom konieczne jest przelatanie co najmniej 120 godzin. Oni swoją armię przepili, przejedli i sprzedali. A my od początku traktowaliśmy walkę bardzo poważnie.

Na ćwiczeniach nigdy nie żałowaliśmy amunicji. Przy czym każdy pocisk służy szkoleniu. Podczas zajęć taktycznych instruktor strzela w okolice stóp i nad głowami ćwiczących, żeby wiedzieli jak to jest, poznali ryzyko. Po takim szkoleniu są sprawniejsi w prawdziwej walce. Kiedy zakończy się trening ogólny, żołnierz trafia do oddziału, z którym przechodzi wyspecjalizowane szkolenie, szturmowcy według jednego planu, zwiadowcy – drugiego, a dywersanci – trzeciego.

Zależą od tego jego zadania w grupach bojowych: dywersja i wywiad, rozpoznanie i szturm itd. Każdą operację zbrojną poprzedzają bardzo dokładne przygotowania: szczegółowe rozpoznanie, dobór najsprawniejszych fizycznie, zgranych ze sobą żołnierzy, dobór broni i sprzętu – nie jest standardowy, każdy dobiera indywidualnie. Jeśli trzeba walczyć w nocy wydajemy noktowizory i „cichą” broń. Trzeba zrobić wszystko by ułatwić ludziom przetrwanie walki.

Posłuchaj, to nie jest armia, to coś zupełnie innego…

Mówiłem, że  nie jestem żołnierzem. Panuje tu surowa dyscyplina, ale nie opiera się na przymusie i wojskowej musztrze, ale na wzajemnym szacunku. To jedna z podstawowych zasad oddziału: „Nigdy nie porzucaj kolegów i dowódców.” Przychodzą tu różni ludzie: ktoś jest dobrym saperem, ktoś snajperem, inny będzie lepiej obsługiwał karabin maszynowy. Zawsze mówię im, żeby dzielili się ze sobą swoja wiedzą, zacieśniali więzi z towarzyszami. Wtedy będą mogli ufać im jak sobie samemu. Wszystko to opiera się w dużej mierze na wyczuciu, chociaż oczywiście rozmawiam z innymi dowódcami i czytałem fachową literaturę.

Moje zdanie jest takie: najpierw zadbaj o ludzi. Nigdy nie znosiłem głupiego podejścia „szable w dłoń i na czołgi”. Żołnierze, którzy pięć miesięcy walczyli nie dostając ani kopiejki, pozbawieni jakiejkolwiek motywacji finansowej to prawdziwy skarb świata rosyjskiego. Wielu przybyło tu z powodów czysto ideowych i – choć brzmi to patetycznie – złożyło swoje zdrowie i życie na ołtarzu naszej wolności i niepodległości. Są tu ludzie, którzy spisali testament, spłacili wszystkie kredyty i zobowiązania i przyjechali tutaj. Wyobraź to sobie: człowiek przyjeżdża tu gotowy zginąć tylko dlatego, że jest Rosjaninem, bo rozumie, że tu w Noworosji bronimy nie tylko naszej ziemi ługańskiej ale całej ziemi rosyjskiej. Ci ludzie są bezcenni, nawet złoto jest przy nich bezwartościowe. Dlatego starałem się stworzyć system, który da im jak najwięcej wiedzy, umiejętności, sprzętu, broni, byleby tylko oni pozostali bez szwanku. Przez cały czas zginęło czterech, rannych zostało ponad dwudziestu.

Wspomniałeś o dywersantach. Czy w Ługańsku są ukraińscy szpiedzy? A z drugiej strony, czy Twoi ludzie działają też za linią frontu?

Szpiedzy są. Nie będę wiele o tym mówił, ale są. Wiemy, że w mieście są specjalnie przeszkoleni ludzie siejący panikę, rozpuszczający rozmaite pogłoski. Poza tym przysłano tu też innych. Walczymy z nimi: odszukujemy i zatrzymujemy. Były próby wysłania rozmaitych dywersantów, ale zostali zdziesiątkowani. Wiesz, kto pomaga? Ludzie, którzy są czujni. Wszyscy mieszkańcy są z nami! Co do drugiej strony, ludność rosyjskojęzyczna jest zastraszona przez represje – ludzie tracili całe rodziny. Pamiętam młodego człowieka torturowanego w więzieniu w Charkowie. Zatrzymano go, oskarżono o bycie szpiegiem, potem znaleziono jego ciało z poważnymi obrażeniami. Mamy tam swoich ludzi, ale nic o nich nie powiem. Nasi są w całym kraju. Czekają na nas.

Dziś “Batman” stał się jednym z symboli walki. Zostałeś bohaterem memów, żartów, komiksów…

Skoro robią filmy animowane, to chyba naprawdę dowód uznania („Batman” śmieje się i włącza w Internecie animację o niezwykłych wyczynach swojej karykatury). Naprawdę podoba mi się moment, kiedy Batman wyzwala Niemcy od NATO i obejmuję Angelę Merkel.

Jak długo potrwa wojna?

Trudno powiedzieć. Z wojskowego punktu widzenia – to wojna na pełną skalę, nie wojna domowa. W wojnie domowej użytoby broni lekkiej a nie rakiet, samolotów, ciężkiej artylerii. Z moralnego punktu widzenia to oczywiście wojna domowa, w której brat zabija brata. Kiedy w marcu zaczęły się protesty bardzo kłóciłem się ze swoją ciotką, siostrą mojej matki. Przez 30 lat mieszkała w Niemczech i starała się mnie przekonać, że wszyscy jesteśmy bandytami i separatystami. Długo korespondowaliśmy, poprosiłem „Przedstaw chociaż jeden wyważony argument” – nie była w stanie. Powtarzała tylko „Rosja, Rosja, Rosja”. Walki toczą się od pół roku i jak dotąd nikt nie znalazł tu rosyjskich wojsk. Byli u mnie dwaj reporterzy francuscy, byli dziennikarze z „Times”, niezliczeni ludzie z mediów rosyjskich. Nie utrudniałem im kontaktu z ludźmi. Mówiłem: „Proszę, idźcie, zobaczcie, rozmawiajcie.” Są tu obywatele rosyjscy, bardzo wielu, ale to ochotnicy, których większość nawet nie była w wojsku.

Dlaczego udaje się wam zwyciężać siły ukraińskie?

Bo walczymy o swoje. Wojna to straszna rzecz. A bitwa jest czymś przerażającym. Tylko wariaci się nie boją. Ale kiedy na jednej szali położysz swoje życie i zdrowie, a na drugiej śmierć niewinnych ofiar w tym dzieci, swoją ziemię, swój dom, swoje dzieci, rodzinę, przyjaciół a nawet powietrze i drzewa, wśród których dorastałeś, dostaniesz odpowiedź na pytanie “dlaczego walczymy.”

Szczerze mówiąc, na początku byłem zaskoczony ilu ludzi, zwłaszcza młodych wykazało się patriotyzmem i nie poddało się propagandzie seksu, narkotyków i alkoholu. W końcu przez lata wmawiano nam, że Rosjanie to naród pijaków i nieudaczników. To wszystko bzdura. Rosjanie to czyści i dobrzy ludzie. Co nas różni od Ukrów? Oni próbują narzucić innym swoje widzenie świata, złamać ludzi, przekształcić, opowiedzieć historię całego narodu, całej grupy etnicznej zupełnie od nowa. Nikomu się to nigdy nie udało. A my nie narzucamy innym swoich poglądów. Mamy świadomość, że nie da się zmienić tych ludzi z zachodniej Ukrainy. Chcą czcić faszystowskiego potwora Banderę jako bohatera? Na litość boską, niech sobie nawet czczą diabła, ale niech nikogo do tego nie zmuszają.

Oczywiście, to haniebne, ze ci ludzie podziwiają Hitlera, ale my niczego im nie narzucamy, nie każemy im mówić po rosyjsku. Wszystkie te historie o przymusowej rusyfikacji to kompletna bzdura. Urodziłem się w Ługańsku, w rodzinie żołnierza. Ponieważ wojskowych mogli wysłać gdziekolwiek, ich dzieci nie musiały uczyć się języka kraju, w którym mieszkały, ale na Ukrainie nauka języka i literatury ukraińskiej była obowiązkowa. Tak się składa, że z obu tych przedmiotów miałem świetne oceny. Mój ojciec jest Rosjaninem, matka – Ukrainką. Uważam, że powinienem znać języki obu gałęzi moich przodków. Doskonale znam ukraiński w mowie i piśmie.

W jednej ze szkół w Donbasie dyrektor pokazał mi pierwszą klasę, która uczy się w języku ukraińskim. Jest wiele podobnych przykładów.

O to właśnie chodzi! Dusza rosyjska jest bardzo otwarta. Jesteśmy gotowi przyjąć każdego, niezależnie od narodowości, byleby tyko był dobrym człowiekiem. Obejmiemy go i oddamy mu ostatnią koszulę. To, w jakim mówi języku i w co się ubiera jest nieważne nawet, jeśli nosi tylko przepaskę biodrową.  Najważniejsze jest żyć w zgodzie z sumieniem. Dla mnie, sumieniem jest Bóg. To wewnętrzny rdzeń. Coś, co cię ogranicz, pilnuje żebyś nie zrobił nic złego. Najważniejsze jest, by inni wiedzieli, że jesteś dobrym człowiekiem. Nawet teraz podczas wojny powtarzam to swoim dzieciom i żołnierzom – żyjcie uczciwie, a wszystko się ułoży.

Jaki był główny błąd władz ukraińskich? Myśleli, że jesteśmy bydłem. Ludźmi, którzy z uwagi na swój status społeczny nie mogą nic powiedzieć. Jak powiedział jeden z moich przyjaciół „Służyłem temu krajowi dwadzieścia trzy lata”. Dość, wystarczy! Myśleli, że zapomnieliśmy jak myśleć i nigdy nie powstaniemy z kolan. Mylili się. Widzę to po swoich żołnierzach: ludzie wcale nie są głupi. Wielu myślących ludzi to nie stado i motłoch – to siła. A grupa podobnie myślących ludzi uzbrojonych i kierowanych wspólnym celem – to wielka moc! Latem udowodniliśmy, że jesteśmy silniejsi od Ukrów, których motywują pieniądze i strach przed konsekwencjami odmowy pójścia na wojnę. Poza tym, przyszli na obcą ziemię. Nie my do nich, lecz oni do nas! Byliśmy dziesięć razy silniejsi, choć było nas dziesięć razy mniej i byliśmy niedozbrojeni…

Jesteś przeciwnikiem porozumienia z Mińska?

Z jednej strony, zły pokój jest lepszy od dobrej wojny, ale znając zwodniczość ukraińskiej junty nie wierzę, że dotrzyma ona słowa. Natychmiast po poproszeniu o zawieszenie broni zaczęli przegrupowanie wojsk i ostrzał. Pytasz, czy należę do partii wojny? Nie jestem za wojną. Wojna to rzecz obrzydliwa, paskudna, brudna i zdradziecka. Giną ludzie, którzy powinni żyć, mieć i wychowywać dzieci budować domy – tworzyć. Ale jestem za wyzwoleniem. Musimy oswobodzić ziemię od najeźdźców. Jeśli politykom uda się to za pomocą środków dyplomatycznych, będę się bardzo cieszył. Ale nie można na to liczyć. Tylko walcząc możemy wyzwolić ziemię. Nie widzę innej drogi.

Martwię się o Donbas, ale jestem pewien, że w przyszłości wszystko się ułoży. Ale niejasne jest, co stanie się z Ukrainą…

Siła odśrodkowa rozerwie ją na kawałki. To już się zaczęło: partyzanci atakują siły Kijowa, ludzie zaczęli szemrać. Wszystko z powodu narzucanej ukrainizacji! To, o co oskarżano Związek Radziecki, Rosję realizowane jest dziś przez nich: narzucanie stereotypów, pisanie na nowo historii, ideologia obca naszym umysłom. W pewnym momencie ilość przeciwników przejdzie w jakość. To stało się w Noworosji. Próbowali nas złamać, myśleli, że jesteśmy warci tyle, co kurz na ich lakierowanych butach, że nie mamy prawa do własnego zdania. Że jesteśmy bydłem, „kacapami”, którzy mogą, co najwyżej ryć w kopalniach i nie odzywać się słowem. Na tym się poparzyli i wyłamali sobie zęby.

Armia ukraińska poniosła tu ciężkie straty. ZSRR przez dziesięć lat wojny w Afganistanie stracił 15 tysięcy zabitych, a przez cztery miesiące walk w Donbasie ukraińska junta bezpowrotnie straciła nawet 42 tysiące ludzi. Teraz sama liczba zabitych po ich stronie zbliża się do 20 tysięcy. A straty rosną. To niewyobrażalne liczny. Leży tu dwie trzecie ukraińskiej armii. Amerykanie zaprzestają operacji ofensywnych przy stratach rzędu 20%, a oni pchali ludzi na śmierć do kotłów. Uważam, że zrobiono to umyślnie. Pierwsza ukraińska mobilizacja to byli pasjonariusze, najaktywniejsi działacze Majdanu. Junta nie chce, żeby obalili ją, tak jak Janukowycza, dlatego wysłała tych ludzi z wypranymi mózgami tutaj.

Niemcy przezwyciężyli faszyzm, ale przegrali drugą wojnę światową.

Płacąc dziesięcioma milionami zabitych. Tyle było potrzebne do zrozumienia, że faszyzm nie jest ideologią, na której można opierać życie na ziemi. Dla Ukrainy też będzie to kwestia ceny. Na zachodzie już rośnie niezadowolenia z działań Kijowa. Wracają ci, którzy był tutaj. Nie tylko zostali kalekami, ale zrozumieli, że po pierwsze nie uda im się tu wygrać, a po drugie, że walczą ze swoimi. Nie ma tu rosyjskich najeźdźców. Są tylko byli mieszkańcy Ukrainy, do niedawna ich rodacy, którzy – tak jak oni – walczą o swoją niezależność. Walczą tu Słowianie ze Słowianami, niezależnie od tego, co powiedzą zwolennicy teorii o jakiś starożytnych Ukrach sprzed 140 tysięcy lat. Nie jesteśmy różni, jesteśmy tacy sami. Jesteśmy jednym ludem – słowiańskim. Jedyną dzielącą nas różnicą jest ideologia.

Rozmawialiśmy z jeńcami przed ich wymianą. Mówili, że mimo wyborów prezydenckich i parlamentarnych wszystko zostało po staremu. Cyrk odjechał, klauni zostali. Nie zmieniło się nic, ludzie po prostu przeszli od jednego koryta do drugiego. Na Ukrainie dzieje się tak od dwudziestu trzech lat. Żadnych zmian, żadnego postępu, ani nawet nadziei na poprawę. Chociaż uczy się ich by nie myśleli, Ukraińcy już teraz się nad tym zastanawiają. Nie jest tajemnicą, że ukraińscy dowódcy zaniżają straty i chowają zabitych w dołach i przydrożnych rowach.

Wracając do początku naszej rozmowy, o postawie wobec ludzi. My staramy się ich ratować, dla nich ludzkie życie jest nic nie warte. To, co się tu dzieje będzie inspiracją dla innych. Tak jak dla nas inspiracją był powrót Krymu do Rosji. Myślę, że Ukraińcy niedługo zaczną domagać się od Kijowa wyjaśnień i odpowiedzi na temat dzisiejszych wydarzeń. Będzie kolejny Majdan.

Źródło: Ura.ru
Rozmawiał Aleksjiej Gusielnikow
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Tytuł pochodzi od Redakcji

betmen_bednov_aleksandr_1

6 komentarzy

Leave a Reply