Ministerstwo Skarbu nosi się z zamiarem prywatyzacji Polskiej Żeglugi Bałtyckiej, przedsiębiorstwa obsługującego transport pasażerski między Polską a Skandynawią. Firma zatrudnia 600 osób i notuje zyski w granicach 20-30 milionów złotych, i to pomimo zakupu wartego 140 milionów złotych promu. W liście do ministra Karpińskiego związkowcy argumentują, że sprzedaż doskonale radzącej sobie spółki zaszkodzi nie tylko jej pracownikom, ale także budżetowi państwa. Eugeniusz Matuszczak z Międzyzakładowego Związku Zawodowego powiedział PAP, że rząd chce sprzedać PŻB za czapkę gruszek. Związkowcy domagają się pozostawienia przedsiębiorstwa w rękach państwa lub przekazania go załodze w charakterze spółki pracowniczej. Zdaniem Agnieszki Jabłońskiej-Twaróg, rzeczniczki ministerstwa, dobre wyniki finansowe polskiego przewoźnika są chwilowe i wynikają z korzystnego zbiegu okoliczności, a szczególnie niskich cen paliw. Na zaproszenie prywatyzacyjne odpowiedziało już kilkanaście firm, głównie skandynawskich.
(na podst. strajk.eu oprac. RS)
Komentarz redakcji: Pani rzecznik twierdzi, że dobra kondycja spółki to chwilowy skutek niskich cen paliw. Ciekawe, bo właśnie chwilowo niskie ceny węgla są przyczyną głośnych ostatnio problemów Kompanii Węglowej. Nie przeszkodziło to jednak rządowi wysunąć propozycji całkowitego zamknięcia czterech kopalń, tak jakby niekorzystny dla wydobywców trend na rynkach paliwowych miał się utrzymywać wiecznie, a nie tylko przez chwilę.









3 komentarze