Uczestnicy Sadowniczego Forum Ekonomicznego podnoszą kwestię wysokiej ceny, jaką płaci polskie sadownictwo za nierozważną wojnę z Rosją na sankcje gospodarcze. Zastąpienie eksportu do Rosji, która przez ostatnie lata była najważniejszym importerem polskich jabłek, okazuje się być bardzo trudne. W samym tylko 2013 roku nasi wschodni sąsiedzi zakupili ponad 700 tysięcy ton tego gatunku owoców. Po wprowadzeniu przez Moskwę sankcji polskim producentom bardzo trudno jest znaleźć alternatywne rynki zbytu. Według Jolanty Kazimierskiej, prezes Unii Owocowej, można potencjalnie brać pod uwagę eksport na takie rynki jak: Chiny, Stany Zjednoczone, Wietnam, Tajlandia, Tajwan, Kanada, Afryka Północna i Bliski Wschód. Jednak dużą przeszkodą jest brak dwustronnych umów handlowych i różnice w wymogach fitosanitarnych. Dopiero późną wiosną mają przyjechać do Polski chińscy inspektorzy, których zadaniem będzie kontrola sadów, sortowni, pakowalni i magazynów. Strona polska liczy na dopięcie szczegółów umowy do 2016 roku. Co prawda eksport jabłek do Indii nie napotyka, to jednak brak stosownych uregulowań rządowych oznacza, że to eksporter musi brać na siebie ryzyko handlowe. Problem polega na znacznych różnicach w przepisach zabezpieczających przed chorobami i szkodnikami, a także w specyficznych gustach Hindusów, którzy nie gustują w wielu polskich odmianach jabłek. Inne rynki również nie rokują zbyt dobrze. Eksport do Kanady będzie możliwy w perspektywie 2 do 5 lat, natomiast w krajach arabskich polskie owoce nie mają wysokich notowań, wiele z nich zalega w hurtowniach mimo bardzo niskich cen.
Według biorących udział w forum ekspertów, nie da się w krótkim czasie zastąpić rosyjskiego rynku. Rosjanie kupowali jabłka miękkie i niewybarwione, na które w Europie i innych kontynentach nie ma popytu. Ponadto w wielu krajach europejskich był urodzaj, w efekcie czego na rynku jest o około 2 miliony ton jabłek więcej niż w poprzednich latach. Zmiana odbiorców jabłek wiąże się z innym sposobem ich uprawy, zmianą odmian czy innymi metodami przechowywania. Dlatego w tym roku prawdopodobnie nie uda się sprzedać wszystkich jabłek z przeznaczeniem do bezpośredniej konsumpcji. Już teraz w chłodniach ma się znajdować od 800 tysięcy do 1 miliona ton jabłek. Według ekspertów w najbliższym czasie nie ma co liczyć na wzrost cen, który by postawił na nogi polskich producentów.









3 komentarze