Rosja: Opozycyjne bajkopisarstwo

Rzeczpospolita” donosi, że „opozycja demokratyczna” w Rosji przedstawiła dowody na obecność rosyjskich wojsk w Donbasie. Polski dziennik opublikował na ten temat następujący tekst (bez skrótów):

„Ranny rosyjski żołnierz opowiedział, że jego brygada pancerna z Buriacji została wysłana na wschód Ukrainy, by wspomóc separatystów pod Debalcewem.

– Powiedziano nam, że jedziemy na ćwiczenia do Rostowa, lecz wiedzieliśmy, gdzie jedziemy naprawdę. Byłem przygotowany psychicznie i moralnie na to, że jedziemy na Ukrainę – opowiada opozycyjnej »Nowej Gazecie« Dorżim Batomunkujew, rosyjski żołnierz zawodowy, który z oparzeniami twarzy i rąk został przewieziony z Doniecka do szpitala w Rostowie.

Batomunkujew przyznał, że jest żołnierzem 5. brygady pancernej, należącej do jednostki wojskowej numer 46108, która mieści się w okolicach Rostowa nad Donem. Do Rostowa przyjechał z buriackiej miejscowości Ułan Ude (prawie 6 tys. kilometrów od granicy z Ukrainą). 20-letni Batomunkujew opowiedział, że w Buriacji został powołany do wojska 25 listopada 2013 roku, a w czerwcu 2014 roku podpisał z rosyjskim ministerstwem obrony umowę na trzy lata i w ten sposób w listopadzie 2014 roku wylądował w Rostowie jako żołnierz zawodowy.

– Dowództwo jednostki w Ułan Ude jesienią rozpoczęło tworzenie batalionu, do którego mogli wejść tylko żołnierze zawodowi, których ściągnęli z całego regionu. Mieliśmy cztery dni, by się zapoznać, a w tym czasie zamazywaliśmy numery czołgów, zdejmowaliśmy naszywki. Paszporty i bilety wojskowe zostawiliśmy w jednostce. Wsadzono nas do pociągów i pojechaliśmy – mówi Batomunkujew.

Jak twierdzi, jego brygada pancerna przez trzy miesiąca ćwiczyła na poligonach pod Rostowem, gdzie zjechali się żołnierze z różnych regionów Rosji. Przekonuje, że w ciągu tych trzech miesięcy ćwiczeń (od listopada do lutego) w czterech turach wysyłano żołnierzy do Donbasu.

– Pod koniec manewrów pod Rostowem liczyliśmy dni. Zapewniano nas, że za tydzień pojedziemy do domu. Mieliśmy załadować czołgi do pociągów, a sami – lecieć samolotem do Ułan Ude. Nagle ogłoszono alarm. 8 lutego kapitan ogłosił najwyższą gotowość bojową i uruchomiliśmy czołgi. Było nas 300 ludzi, wszyscy z Buriacji. Kolumna wyruszyła – opowiada Batomunkujew.

– Zrozumieliśmy, że przekroczyliśmy ukraińską granicę dopiero, gdy zobaczyliśmy znak z napisem »Donieck«. Możliwości powrotu już nie było. Rozkazy trzeba wykonywać. Gdy cała nasza brygada już znajdowała się w Doniecku, włączyliśmy radio »Sputnik«. Trwała tam dyskusja na temat obecności rosyjskich żołnierzy na Ukrainie. Wszyscy obecni w studiu mówili, że nie ma tu żadnych żołnierzy z Rosji, a my w tym momencie patrzyliśmy na siebie i myśleliśmy: »aha, jasne« – konkludował.

Czołgista twierdzi, że został ranny 19 lutego pod Debalcewem, gdy ukraińscy żołnierze wychodzili z okrążenia. Jego czołg został trafiony, a jemu cudem udało się przeżyć. Pomogli mu separatyści, którzy z w stanie krytycznym przywieźli go do szpitala w Doniecku. Z poważnymi oparzeniami twarzy i rąk obecnie znajduje się w jednym z rostowskich szpitali.”

   Powyższy tekst napisał Rusłan Szoszyn – działacz Białoruskiego Frontu Narodowego, zatrudniony w redakcji „Rzeczpospolitej”. Szoszyn zajmuje się tam pisaniem na wciąż te same tematy: demaskowaniem okropieństwa „reżimów” Łukaszenki, Janukowycza i Putina oraz reklamowaniem ukraińskiego „euromajdanu” oraz białoruskiej i rosyjskiej „demokratycznej opozycji”.

Źródło: rp.pl

Komentarz Redakcji: Czyli według rosyjskiej „opozycji demokratycznej” i jej polskich pudeł rezonansowych było tak. Rosyjski żołnierz wziął udział w supertajnej operacji swojej jednostki w Donbasie, przed której rozpoczęciem on i jego koledzy musieli usunąć oznaczenia oraz oddać dokumenty i wszelkie przedmioty umożliwiające identyfikację. Po powrocie do Rosji żołnierz poszedł prosto do redakcji opozycyjnej gazety, gdzie zrelacjonował całą historię, podając otwarcie swoje nazwisko, dokładny przydział służbowy oraz wiele supertajnych szczegółów supertajnej operacji. Ten tekst dowodzi tylko jednego: rosyjska „opozycja demokratyczna” i jej nadwiślańskie pudła rezonansowe – a raczej ci, którzy stoją za jednymi i drugimi – traktują odbiorców takich rewelacji jak idiotów gotowych uwierzyć we wszystko. A najgorsze jest to, że w odniesieniu do Polski nierzadko mają rację. (A.D.)  

13333020836561

7 komentarzy

Leave a Reply