Beata Wojtarowicz: Walka – preludium prawdziwego świętowania

Obchodzony 8 marca Dzień Kobiet skłania do podejmowania przemyśleń dotyczących tego, kim jest współczesna kobieta, jakie problemy i wyzwania przed nią stoją, a także czy ona sama uważa tego dnia, że ma powody do świętowania. Odpowiedzi na tak zadane pytanie nie są zazwyczaj proste. Nie jest bowiem trudno zapytać napotkaną kobietę o jej samopoczucie, nie jest trudnym wręczenie jej kwiatka, ale za to prawdziwym wyzwaniem staje się już dostrzeżenie rozmiaru wymagań, stawianych codziennie milionom kobiet na całym świecie. Za kluczowy w przypadku kobiet polskich uważam rok 1989, rok, który przyniósł szereg zmian, niekoniecznie na lepsze. W dzisiejszych rozważaniach skupię się jednak na tych, które bezpośrednio dotknęły kobiety w naszym kraju, i których przezwyciężenie stanie się kiedyś powodem do prawdziwego świętowania.

I w domu, i w pracy

Gdyby posłużyć się metaforą, Polskę przed rokiem 1989 opisać można by jako dom – dom może i nie najbogatszy w danej okolicy, ale za to taki, który każdy uzna za zadbany i w którym większość ludzi czułaby się bezpiecznie. Jako nominalne „strażniczki domowego ogniska” kobiety musiały jednak zauważyć, że wraz z nastaniem nowych czasów, z ich transformacją i niezliczonymi przeobrażeniami, coś w tym domu zaczęło się psuć. To Polska zmieniła się na gorsze – już nie było mowy o stabilizacji w żadnym z dwóch wymiarów życia przeciętnego człowieka – zmienił się bowiem dom, zmieniła się również i praca. W życiu kobiet pojawiły się dotychczas niespotykane dylematy. Polska, wasz piękny, ciepły i zadbany dom stał się ruiną. I wy również stałyście się ruiną. Rzucone w nową rzeczywistość nie wiecie już co należy robić, by było dobrze. Dylematy wiążą się zazwyczaj z wyborem pomiędzy byciem perfekcyjną żoną i matką, a z drugiej strony niezastąpioną pracownicą. W gruncie rzeczy te dwie role nie mogą zostać dzisiaj pogodzone. Realizując obie zawsze zdarzą się sytuację, w których zawiedziesz. Dziecko, zazwyczaj jedno, staje się nie tylko źródłem naprzemiennych trosk i radości – ono staje się również inwestycją, która ma się kiedyś zwrócić. I twoim zadaniem jest o to zadbać, inaczej staniesz się wyrodną matką, której nie zależy na jego przyszłości. Projekt „dziecko” skutecznie skomplikuje również twoje relacje z partnerem. A to dopiero połowa kłopotów. Kolejne czają się już w pracy. Rynek pracy jest otwarty tylko na pracowników w pełni dyspozycyjnych, mobilnych, dla których nadgodziny nie stanowią problemu. Nawet jeśli spełnisz wyśrubowane wymagania i oddasz się bez reszty swojej pracy to i tak nie będzie ci łatwo o awans, czy choćby samo docenienie. W końcu taka postawa ma być normą. Neoliberalna gospodarka żąda i wymaga. Myśląc o czasach minionych, w których kobiety miały szansę i na pracę zarobkową, i na życie rodzinne – bez obaw o utratę pozycji w firmie, czy lęku o to, co stanie się po powrocie z urlopu macierzyńskiego, pojawia się nieraz zazdrość wobec starszego pokolenia kobiet – tych, które pracowały, miały dzieci, prowadziły życie towarzyskie i mogły liczyć na pomoc, czy to rodziny, czy sąsiedzkiej wspólnoty, o którą dzisiaj również coraz trudniej. W przypadku współczesnych kobiet, osamotnionych i poddawanych coraz większej presji perfekcyjności, doba zdecydowanie nie wystarcza, aby być niezastąpionym pracownikiem i pełnoetatową żoną oraz matką.

Pośrodku – między nędzą, a nieosiągalnym luksusem

Ogarniająca nas propaganda konsumpcjonizmu mówi do tego jasno i wyraźnie – im więcej masz, tym bardziej wartościowa/y jesteś. Nie ma znaczenia jakim jesteś człowiekiem – chwila w której okazujesz współczucie równa się chwili twojej słabości. Wyobraź sobie moment, w którym przekraczasz wraz z koleżanką progi kolejnej, czwartej czy piątej (bo w końcu, kto je wszystkie zliczy?) galerii handlowej w twoim mieście. Już od dawna <wiesz>, że nic tak nie poprawia humoru jak zakupy. I z tą wiedzą wydasz zarobione pieniądze na kolejne nie wnoszące niczego do twojego życia szmatki, poprawiające być może nastrój – ot, tak akurat na 20 minut. Jesteś Polką – nie najbiedniejszą, nie najbogatszą obywatelką świata – pośrodku wyścigu o cenione dobra. Gdzieś tam, w Bangladeszu, Tajlandii czy Kambodży żyje i pracuje inna kobieta, szyjąca te ubrania. Tak jak ona walczy o fizyczne przetrwanie, swoje i swojej rodziny, tak i ty prowadzisz walkę, tyle, że na innym poziomie. Walczysz o dobre postrzeganie swojej osoby w społeczeństwie, walczysz o własne dobre samopoczucie, walczysz o dalszą możliwość wiary w to, że kiedyś, wtedy, kiedy już będzie cię stać na lepsze kosmetyki i droższe ubrania, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki poczujesz, że możesz w końcu powiedzieć, niczym gwiazda na okładce „Gali”– „Jestem kobietą spełnioną”. Tymczasem prawdziwym luksusem, ale nie tym, o którym marzysz ty, ani nie tym, o którym marzy kambodżańska szwaczka, jest władza – władza, która pozwala dyktować warunki życia średniozamożnej Polce i ubogiej kobiecie z fabryki gdzieś we wschodniej Azji. Władzę tę dzierżą aktualnie szefowie międzynarodowych korporacji, to są właśnie oprawcy, w osobach, których łączą się losy twoje i nieznanej ci z imienia osoby, dzięki której poprawiłaś swój nastrój na 20 minut. To, że jesteś o jeden poziom wyżej nie oznacza jednak wcale, że twoja sytuacja jest lepsza. Zadowoleni mogą być tylko ci, którzy decydują o tym, jak aktualnie się czujesz.

Źli doradcy

Walka o prawa kobiet znajduje się obecnie na sztandarach wielu organizacji. Oczywistym jest, że jednym wychodzić będzie ona lepiej, a innym gorzej. Gorzej zwykle dlatego, że zamiast stawiać sobie za cel walkę z realnymi problemami Polek, zajmują się one wyszukiwaniem pomniejszych, niewywierających istotnego wpływu na codzienne życie, zagadnień. To jednak pierwsza strona medalu. Za drugą uznać można działania o wiele gorsze. Takie, które poprzez zdobywanie posłuchu wśród ludzi zaangażowanych w działalność pro-kobiecą przemycają treści nijak do niej niepasujące. Największe pretensje można mieć tutaj do fałszywych doradców, którzy osobiście powiązani ze środowiskami odpowiedzialnymi za tragiczną sytuację milionów polskich kobiet, przybierają równocześnie pozę ich obrończyń i obrońców. Za najbardziej jaskrawy przykład takiego działania uznać można osobę Henryki Bochniarz, kobiety stojącej na czele Konfederacji Lewiatan od czasu jej powstania w styczniu 1999 roku. Organizacja ta za cel swojego istnienia stawia reprezentację interesów polskich przedsiębiorców prywatnych. W publikowanej corocznie „Czarnej liście barier dla rozwoju przedsiębiorczości” Konfederacja Lewiatan postuluje osiągnięcie przewagi konkurencyjnej nad przedsiębiorstwami zagranicznymi dzięki osiągnięciu w zatrudnianiu pracowników „większej elastyczności, (…) swobody w negocjacjach na poziomie przedsiębiorstw w zakresie czasu pracy, warunków zatrudniania i zwalniania czy kształtowania wynagrodzeń w dostosowaniu do kondycji finansowej firmy”. Organizacja ta wyraża również swoje zadowolenie ze zmian w polskim prawie umożliwiających wydłużenie okresu rozliczeniowego czasu pracy i stosowanie ruchomego czasu pracy, a także z poszerzenia katalogu prac dopuszczonych w niedzielę i święta. Co więcej, nagrodami Konfederacji uhonorowani zostali tacy grabarze polskich narodowych aspiracji jak Leszek Balcerowicz, Janusz Lewandowski czy Jerzy Buzek. Konfederacja Lewiatan, której szefuje Henryka Bochniarz, postuluje zatem właśnie te rozwiązania, które są bolączką milionów pracujących kobiet, starających się codziennie pogodzić życie zawodowe z życiem rodzinnym. To właśnie tacy ludzie jak pani Bochniarz realizują w naszym kraju wytyczne przychodzące ze szczytów neoliberalnej korporacyjnej władzy. I ta sama pani Bochniarz pragnie mienić się obrończynią polskich kobiet, pracujących na umowach śmieciowych, niemogących pozwolić sobie na drugie, czy nawet pierwsze dziecko, czy też bezskutecznie poszukujących zatrudnienia. Jest ona w stanie przemawiać na Kongresie Kobiet przed widownią złożoną niejednokrotnie ze szczerych działaczek na rzecz poprawy losu Polek, będąc równocześnie jedną z osób odpowiedzialnych za taki, a nie inny stan rzeczy. Wprowadzenie takiej osoby do ścisłego kierownictwa Kongresu Kobiet kompromituje środowiska mieniące się feministycznymi, na czele z Magdaleną Środą, która to jako pierwsza podjęła decyzję o nawiązaniu współpracy z szefową Konfederacji Lewiatan. Nawet, jeśli miałaby być to taktyka obliczona na leczenie tym, czym się struło, to nadal pozostaje szereg wątpliwości co do skuteczności takiej terapii.

Odbuduj swój Dom

Jakie zatem należy postulować rozwiązania? Co może okazać się skutecznym lekarstwem na chorobę, która od 1989 roku wciąż postępuje? W jaki sposób zacząć naprawiać przemieniony w ruinę dom, którym od ponad 25 lat interesują się głównie ludzie wynoszący z niego kolejne sprzęty i doraźnie przeprowadzający konieczne remonty, pozwalające wyłącznie na to, aby się nie zawalił? Tutaj właśnie widzę miejsce dla Ciebie. Dla Ciebie i dla innych kobiet. Polek, co do których sumienności, wytrwałości i dobrego zorganizowania nikt nie może mieć żadnych wątpliwości. Te właśnie cechy mogą okazać się kluczowe w działalności organizacyjnej, której tak bardzo nam teraz potrzeba. Działalności, która na celu będzie miała nie przetrwanie w ciężkich warunkach, jakie teraz panują, lecz takiej, która za cel postawi sobie zupełne przeoranie otaczającej nas neoliberalnej rzeczywistości. Nie bez powodu twierdzi się nieraz, że najgorsza jest zemsta skrzywdzonej kobiety. Teraz jest odpowiedni czas i na gniew, i na zemstę – za lata neoliberalnych upokorzeń, za lata mrzonek i będącego udziałem kobiet wyzysku, za zniszczenie przed ćwierćwieczem wypielęgnowanego domu, w którym każdy mógł odnaleźć spokój i harmonię. Dlatego właśnie kobiety muszą dołączyć do grup i środowisk, które działają aktywnie na rzecz tych zmian. Najważniejsze jest jednak nie samo działanie, a jasno wytyczony cel, do którego chce się zmierzać. Tylko codzienna, szczera walka kobiet i mężczyzn może doprowadzić do końca chaotycznego, narzuconego z zewnątrz, świata pełnego wymagań, który nie oferuje w zamian niczego istotnego. Zastana rzeczywistość rzadko kiedy spełnia nasze oczekiwania, dlatego też i miejsce kobiet znajduje się po stronie Narodowej Rewolucji. Aby zacząć prawdziwie świętować, najpierw musimy zacząć walczyć – a powodów ku temu mamy aż nadto.

Beata Wojtarowicz

Foto

5 komentarzy

Leave a Reply