Gdy Hillary Clinton tłumaczy się z emaili zapisywanych na jej prywatnym koncie zamiast na rządowych serwerach, większość Amerykanów błaga „Prosimy, nie chcemy powtórki!”
Dlaczego zatem Partia Republikańska która ma szansę zgarnąć wszystko w 2016 r. chce cofnąć nas do koszmarnych dni George’a W. które sprawiły, że Amerykanie zebrali się i wyrzucili republikanów z Kongresu i Białego Domu w 2006 i 2008 r.? Czy republikanie naprawdę wierzą, że Ameryka pragnie powrotu zimnej wojny z Moskwą i nowych wojen na Bliskim Wschodzie?
Wobec zbliżania się do porozumienia z Iranem przez prezydenta Obamę i sekretarza stanu Johna Kerry, przewodniczący Kongresu John Boehner zaprosił izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu do nazwania ich naiwniakami i krytykowania umowy jako drogi do bomby atomowej dla ajatollahów.
Niewielu z nas spodziewało się ujrzeć obcego przywódcę zapraszanego przez parlament by na jego forum i w państwowej telewizji szydził z polityki USA przy dzikich okrzykach aprobaty.
Potem pojawił się zaskakujący list podpisany przez 47 republikanów, nakreślony przez Toma Cottona, który od dwóch miesięcy zasiada w senacie. W liście adresowanym do władz Iranu Cotton poucza, że jakakolwiek umowa zawarta przez Kerry’ego może być mniej warta niż papier, na którym ją podpisano.
Kongres może odrzucić umowę, piszą sygnatariusze a nowy prezydent może w 2017 r. anulować ją „jednym pociągnięciem pióra”. Cel listu był taki sam jak cel Netanjahu – zatopić jakąkolwiek umowę w sprawie atomu między USA a Iranem. A jeśli umowy nie będzie i Iran powróci do wzbogacania uranu powyżej 20 procent, wejdziemy na drogę do wojny.
Czy tego ma się spodziewać Ameryka głosując na republikanów?
Kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie, z krajem dwa razy większym od Iraku któremu będziemy odbierać broń masowego zniszczenia której nie posiada? Czy nie to właśnie robiliśmy za cenę 4500 zabitych, 35 tysięcy rannych i 1,7 tryliona dolarów?
Republikański senator Lindsey Graham, rozważający kandydaturę na prezydenta stwierdził, że Kerry „żyje w świecie złudzeń” i oskarżył Obamę o tchórzostwo. Czemu? Ponieważ, według Lindseya, „nie nazwali Putina bandytą którym jest”. Czy tego chce Ameryka? Prezydenta który nazwie „bandytą” przywódcę Rosji, posiadającego tysiące głowic atomowych, popieranego przez 85% obywateli? Czy tak ma wyglądać prezydentura?
W jaki sposób wyzwiska przyczyniają się do realizacji interesów Stanów Zjednoczonych?
Na odbywającej się w lutym monachijskiej konferencji o sprawach bezpieczeństwa, senator John McCain porównał negocjacje w Mińsku między kanclerz Merkel, francuskim prezydentem Hollande i Władimirem Putinem do wydarzeń monachijskich z 1938 r.
A jednak, porozumienia z Mińska działają. Ukraińcy na dzień dzisiejszy nie giną. Niemcy chcą udzielić Ukrainie pożyczek i zapobiec ostatecznemu upadkowi bankrutującego kraju.
W ubiegłym tygodniu McCain określił niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera jako przedstawiciela “szkoły dyplomatycznej Nevilla Chamberalaina”. Według McCaina „to ten sam gość który – wraz ze swoim rządem – odmawia narzucania ograniczeń na Putina który w tej chwili morduje Ukraińców. Ma zerową wiarygodność.”
Czy McCain, były kandydat na prezydenta, przewodniczący senackiej komisji ds. sił zbrojnych przemawia w imieniu partii?
Czy Ameryka będzie oklaskiwać dostarczanie broni które pchnie niestabilną Ukrainę do walki z Rosją, by narzucić władzę Kijowa na rosyjskojęzycznych terenach Doniecka, Ługańska i Krymu w wojnie której Ukraina nie może wygrać, a Europa nie będzie walczyć?
Jeśli Putin odpowie na dostarczenia amerykańskiej broni na Ukrainę zajmując Maroupol nad Morzem Azowskim i tworząc lądowe połączenie między Rosją a Krymem, co zrobią republikanie?
Nie da się jednak zaprzeczyć, że wśród republikanów narastają agresywne nastroje. Senator Cotton którego ma uwiarygodniać jego udział w wojnach w Iraku i Afganistanie nie przeprasza, nie cofa się i nadaj ton debacie, wpierany przez mających nadzieję na nominację w wyborach. Jego list podpisali senatorowie Rand Paul, Ted Cruz i Marco Rubio.
Republikanie – prawdopodobnie słusznie -zakładają, że zaproszenie Netanjahu do strofowania Obamy i granie kartą irańskiego zagrożenia spodoba się społeczności żydowskiej, która historycznie zalicza się do wyborców Partii Demokratycznej. Ale zyski na krótką metę, mogą łatwo zostać przekreślone przez porażki w dłuższej perspektywie.
Jeśli Kerry wypracuje umowę którą podpiszą Niemcy, Wielka Brytania, Francja, Rosja, Chiny i Rada Bezpieczeństwa ONZ , czy Kongres spędzi dwa lata na jej niszczeniu? Czy odmówi zniesienia sankcji wobec Iranu, nawet jeśli zrobią to najbliżsi sojusznicy USA?
Oprócz wymachiwania szabelką, republikanie cierpią na niespójność. Chociaż chcą uniemożliwić Obamie zawarcie umowy z Iranem, dają mu wolną rękę w sprawie walki z „Państwem Islamskim”. A kto dziś zwalcza je w Iraku?
Szyiccy ochotnicy i irańska Gwardia Rewolucyjna.
Źródło: The American Conservative
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

2 komentarze