Leonardo Olivetti: Tybet wolny i socjalistyczny

Na Zachodzie media od roku 1951 przedstawiają sytuajcę polityczną i społeczną w Tybetańskim Regionie Autonomicznym w sposób antychiński. Tybet ukazywany jest jak „kraj okupowany” przez Chińczyków, Tybetańczycy, jako ludzie prześladowani a dokonane ponad 60 lat temu reunifikacja Tybetu i Chin określana jest, jako „kulturowe ludobójstwo”. Ten fałszywy obraz rzeczywistości wpisuje się w działania zachodnich rządów wymierzone w Chiny i ich jedność. Aby wykazać to na konkretnych przykładach, konieczna jest analiza danych dotyczących prawdziwej sytuacji Tybetu i jego mieszkańców.

Od feudalnej teokracji do socjalizmu

Jednym z typowych frazesów prasy głównego nurtu jest utrwalanie mitu jakoby przed reunifikacją Tybetu i Chin, Tybet był krajem “rajskiego spokoju”, miejscem gdzie panowały pokój i dobrobyt. Kinematografia i rewizjonizm historyczny pomogły stworzyć fałszywy i niemający nic wspólnego z rzeczywistością obraz tybetańskiego lamaizmu, który zawsze (i otwarcie) głosił potrzebę rządów teokratycznych opartych na systemie feudalnym inkorporującym element niewolnictwa. Wszystko to w kraju, który był jednym z najbiedniejszych na świecie.

Jednym z typowych komunałów utrwalanych przez media głównego nurtu jest mit Tybetu, który przed ponownym zjednoczeniem z Chinami miał być “rajem na ziemi”, królestwem pokoju i szczęścia. W utrwaleniu mitu pomogły kinematografia i rewizjonizm historyczny prezentując wizje nieznajdujące najmniejszego oparcia w rzeczywistości. Lamaizm tybetański zawsze był systemem teokratycznym wspierającym ustrój feudalny z elementami niewolnictwa, (czego nigdy nie krył), co czyniło Tybet jednym z najuboższych miejsc na ziemi. Przed ponownym połączeniem z Chinami, Tybetańczycy żyli w niezwykle zacofanym systemie. Nie było dróg, kolei (dziś istnieje 15 autostrad i 375 dróg szybkiego ruchu, o rozwoju kolei świadczy choćby licząca niemal 2 tys. km linia Qinghai-Tybet). Badania prowadzone we wschodnim Tybecie wykazały, że w 1940 r. 38% Tybetańczyków nie było stać na herbatę, 51% na masło, a 75% często musiało żywić się zupą z chwastów, kości i mąki owsianej. Ówczesny Tybet dobrze scharakteryzował amerykański dziennikarz John Naisbitt: „W 1959 r. niewiele ponad milion Tybetańczyków żyło w systemie feudalnym. Dziś liczba ludności wzrosła do ponad 2.8 mln. Przed 1950 r. większość mieszkańców (ponad 90%) była sługami, nad którymi panowali właściciele ziemscy – arystokraci i mnisi. Wszystkie klasztory posiadały ogromne włości. Słudzy od urodzenia do śmierci żyli w poddaństwie. Średnia długość życia wynosiła 36 lat. (John Naisbitt, China’s Megatrends: The 8 Pillars of a New Society , 2010)

Warunki życia tybetańskich poddanych były trudne. Zgodnie z prawem musieli przez 50 do 80% czasu nieodpłatnie pracować dla swoich panów. Sztywne podziały klasowe były sankcjonowane prawnie. Dla przykładu, zgodnie z prawem dotyczącym morderstwa, życie osoby wysokiej rangi było warte tyle, co jej waga w złocie, a życie ludzi niskich rang warte było tyle, co słomiany sznur. Prawo głosiło „Tak jak ludzie dzielą się na rozmaite klasy i kasty, tak odmienna jest wartość ich życia”. Przed wyzwoleniem 90^ Tybetańczyków nie posiadało domu na własność, a w 1951 r. na Tybetańczyka przypadało ok. 3 m² powierzchni mieszkania (w 2010 r. 34,72 m²). Jak zauważa amerykański tybetolog Tom Grunfeld, autor książki The Making of Modern Tibet, chociaż doktryna buddyzmu głosi równość, nie powstrzymało to władców Tybetu przed stworzeniem silnie zhierarchizowanego systemu. W połączeniu zacofaniem prowadziło to do licznych okrutnych praktyk i pogardy dla pokojowych wartości. Rosyjski podróżnik, który w początkach XX wieku odwiedził Lhasę pisał: „Przestępcy, głównie ubodzy Tybetańczycy, karani są obcinaniem palców lub nosa, a w wielu wypadkach oślepiani. Każdego dnia widzi wiś tych okaleczonych i oślepionych ludzi żebrzących na ulicach Lhasy. Inną karą jest zakucie w kajdany i nałożenie na kark wielkiej drewnianej obroży której skazani nie mogą zdjęci do końca życia. Wysyła się ich na wygnanie do odległych terenów gdzie muszą pracować dla lokalnych wodzów i feudałów. Najsurowszą karą jest oczywiście śmierć. Ofiary topi się w rzekach (jak w Lhasie) albo zrzuca ze skały (w Xigaze). (Gonbodżab Cybikow, Buddyjski pielgrzym w świątyniach Tybetu).

Rządy Dalajlamów były ufundowanym na tyranii tworem brytyjskiego imperializmu z 1912 r. pozbawionym jakiejkolwiek legitymizacji historycznej. Co więcej, okazały się one anachronizmem. Jak mów amerykański uczony Grunfeld „Nie ma żadnego powodu, by podtrzymywać obraz Tybetu [Dalajlamów] jako utopijnego raju.” Wraz z ponownym połączeniem z Chinami, Tybet doświadczył okresu niemal niezakłóconego rozwoju osiągając na niektórych obszarach większy postęp niż niektóre tereny wschodnich Chin. Rząd  w Pekinie przeznaczył duże sumy na inwestycje na licznych polach: promocji tradycyjnej kultury, uprzemysłowienia i modernizacji. O ile w przeszłości edukacja byłą przywilejem mnichów, dziś dostęp do niej mają wszystkie klasy społeczne Tybetu. Szacuje się, że pod rządami Dalajlamów dostęp do szkół miało jedynie 2% dzieci a poziom analfabetyzmu wynosił 95%. Poprawa sytuacji jest tu znaczna: rząd zainwestował 29 mld juanów w poprawę warunków szkolnictwa na zachodzi Tybetu a każdy uczeń tybetańskie wspierany jest kwotą ok. 2000 juanów rocznie. W roku 2004 rząd zlikwidował wszelkie opłaty za kształcenie i zapewnił darmowe podręczniki w lokalnych językach. W 2008 r. uczniowie należący do mniejszości etnicznych (które według zachodniej propagandy mają być systematycznie prześladowane) stanowili niemal 22 miliony a w 674 prefekturach mniejszości etniczne korzystały z pełnego programu szkolnego we własnych językach. Za ponad 22 mln juanów powstał uruchomiony w 1985 r. uniwersytet w Lhasie który wykształcił już ponad 30 tysięcy absolwentów w tym kierunków takich jak historia Tybetu, języki tybetańskie, nauka a nawet tradycyjne tybetańskie dyscypliny sportowe. Gospodarka Tybetu został mocno doinwestowana (PKB w 2000 r. było 30 razy wyższe niż w 1951 r.) poprawiła się także sytuacja pracowników (w latach 90 ok. 400 tysięcy ludzi żyło w ubóstwie, dziś  jest ich mniej niż 70 tysięcy). 1 stycznia 2008 r. Autonomiczny Region Tybetu podniósł poziom płac minimalnych i obecnie jest on niewiele niższy od tego w Pekinie, Szanghaju i Tiencin. W tym samym roku powstało 37 szpitali i 252 kliniki wiejskie. Dzięki polityce Pekinu śmiertelność noworodków spadła w 2012 r. z do poziomu 6-25 na 1000 urodzeń. Poprzednio wynosiła 430 na 1000. W Tybecie wprowadzono też wydajny system emerytalny. Od listopada 2009 r. programem emerytalnym objętych jest 75,1% mieszkańców, a średnia emerytura wynosi 2439 juanów. Za rządów Dalajlamów nie było mowy o jakiejkolwiek formie ubezpieczeń społecznych. Rozwój gospodarczy, przemysłowy i społeczny Tybetu jest jednym z wielkich zwycięstw socjalizmu. Rozwój kultury negowany przez Zachód, jest sukcesem Komunistycznej Partii Chin.

Reprezentacja mniejszości w ChRL

System rządów w Chinach umożliwia wysoki poziom reprezentacji mniejszości, także w Tybecie gdzie wybory odbywają się regularnie a region cieszy się autonomią w wielu sprawach rozwoju politycznego. W 1954 r. Narodowy Kongres Ludowy zadecydował, że mniejszości etniczne winny posiadać należytą reprezentację w polityce. Podczas spotkań z przedstawicielami mniejszości Zhou Enlai tak tłumaczył założenia polityki Chin: „Nasz system regionalnej autonomii etnicznej wynika z warunków naszego kraju. Autonomia regionów, prefektur, gmin i wiosek uwzględnia lokalne warunki tak, aby każda mniejszość mogła w pełni korzystać z autonomii. Warunki te sprzyjają mniejszościom, które mają prawo do niezależności.” (Zhou Enlai, wybór dzieł t. II, 1984)

Patrząc na dzisiejszą sytuację polityczna, widzimy potwierdzenie słów Zhou Enlaia. Dla przykład u, wszytki banknoty zawierają opis w języku mniejszości etnicznych, w tym po tybetańsku. Na XI kongresie KPCh 411 z 2987 delegatów stanowili przedstawiciele mniejszości etnicznych. Było to zatem 13.76% całości, przy czym mniejszości to łącznie mniej niż 9% całej populacji Chin. W Tybecie lud Lhoba, liczący ok. 3000 osób, lecz posiadający bogatą kulturę, od niedawna posiada deputowanego w zgromadzeniu narodowym. Zasiada w nim także 12 Tybetańczyków i przedstawiciel ludu Moinba.

Wśród członków stałego komitetu XI Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych było 25 przedstawicieli mniejszości, stanowili 15, 53% wszystkich członków. W obecnym stałym komitecie dwóch z 13 wiceprzewodniczących stanowią członkowie mniejszości etnicznych. Także we władzach prowincji 9, 6% stanowią przedstawiciele mniejszości a 7, 7% sprawuje władzę na poziomie gmin. Na swoim terytorium Tybetańczycy stanowią 70.3% aparatu władzy na poziomie regionalnym i 81.3% w gminach i wioskach. W wyborach do rad ludowych regionu autonomicznego, prefekturach, gminach i wioskach  Tybetu ponad 34 tysiące wybranych (94%) stanowili członkowie mniejszości tybetańskiej.

 

Mit “kulturowego ludobójstwa”


Główną osią antychińskiej propagandy jest tak zwane “ludobójstwo kulturowe” narodu tybetańskiego, o którym z oburzeniem wspomina Dalajlama i jego otoczenie. Jednak odwiedzający Tybet i przeprowadzający analizy w oparciu o fakty wykazują, że jest to zjawisko niemal całkowicie zmyślone. Wystarczy wspomnieć słowa samego Dalajlamy (wypowiedziane zanim sprzymierzył się z Zachodem, jako agent imperializmu) z września, 1954 gdy przemawiał na forum Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych: „ Ze wszystkich przyczyn niezadowolenia sianych przez wroga, najważniejszym jest zarzucanie Partii i rządowi niszczenia religii. Tybetańczycy są narodem mocno religijnym. Początkowo czuli się lęk przed Chinami. Dziś jednak pogłoski o niszczeniu religii okazały się całkowicie fałszywe. Naród tybetański ma poczucie pełnej wolności religijnej.” („Dziennik Ludowy”, 17 września 1954”)

Dalajlama porzucił jednak tę wersję historii i zaczął głosić tezy reprezentujące interesy wrogich Chinom mocarstw. Aby zrozumieć historię Tybetu, należy sięgnąć do początkowych czasów, tuż po zjednoczeniu. W 1951 r., umowa o pokojowym wyzwoleniu Tybetu zawarta przez centralny rząd ludowy i lokalny rząd tybetański zawierała zapis o „polityce wolności religijnej w kraju. Istnieją liczne świadectwa potwierdzające, że Tybet faktycznie cieszy się wolnością religijną. W książce The Making of Modern Tibet  (1987) Tom Grunfeld przywołuje świadectwo mnicha obecnie mieszkającego w Stanach Zjednoczonych. W 1959 r. przemierzał on Tybet by studiować teksty religijne. Nie napotkał żadnych problemów ze strony władz. Kilka lat wcześniej, w 1956, Lhasę i Tybet odwiedził brytyjski dziennikarz Alan Winnington. W opisie swej podróży, podczas której rozmawiał z wieloma Tybetańczykami, żadem z jego rozmówców nie wyraża wątpliwości, co do wolności religijnej. (Alan Winnington, Tibet: Record of a journey). Wolność religijna w Tybecie dotyczy nie tylko buddyzmu. Od 1980 r. w Chinach wydrukowano 100 milionów egzemplarzy 22 wydań Biblii, w kraju działa 360 tysięcy nauczycieli religii, istnieje 130 tysięcy miejsc kultu, 5500 organizacji religijnych. W samym Tybecie znajduje się1700 miejsc kultu, 46 tysięcy mnichów i mniszek, a każdego roku ponad milion pielgrzymów bez przeszkód przybywa do Lhasy by brać udział ceremoniach religijnych. Rząd w Pekinie zapewnia mnichom tybetańskim pensje, żywność, odzież a także dostęp do telefonów1) i komputerów. Brandon O’Neil, dziennikarz brytyjski, który w 2010 r. odwiedził Tybet na łamach Christian Science Monitor napisał: „ Przybywając do Tybetu nie można nie być pod wrażeniem stopnia wolności religijnej. Słyszałem aktywistów Free Tibet UK mówiących, że władze dążą do “eliminacji tybetańskiej kultury i tożsamości”, ale z zaskoczeniem i ulgą stwierdzam, że Tybetańczycy mogą bez żadnych przeszkód realizować wszystkie swoje praktyki religijne.”

Dotyczy to nie tylko religii, lecz także wspieranej przez państwo kultury tybetańskiej. Pierwsze tybetańskojęzyczne wydawnictwo, powstałe 1971 r. wydaje i rozprowadza literaturę poświęconą klasycznej kulturze Tybetu. Rozwój rynku wydawniczego przyspieszył wraz rozwojem ekonomicznym w latach dziewięćdziesiątych. Prace nad wydaniem Kandżuru (kanonu buddyzmu tybetańskiego) zostały przez Pekin wsparte kwotą 500 tysięcy juanów, ustanowiono też poświęcony mu instytut badawczy. W Tybecie działa dziś 60 drukarni drukujących tradycyjne teksty tybetańskie w łącznej liczbie 63 tysiące rocznie. Z 23 ukazujących się w Tybecie gazet, 10 wydawanych jest w języku tybetańskim. Tybetański Ludowy Dom Wydawniczy wydał ponad 6600 książek w języku tybetańskim o łącznym nakładzie 78, 9 milionów. Wspierając renowację zabytków architektonicznych, rząd przeznaczył od 1980 r. 700 mln juanów na odnowę świątyń, pałaców i klasztorów. Język tybetański jest w regionie autonomicznym równie rozpowszechniony jak mandaryński. W roku 2010 nadawały tam cztery stacje radiowe (w tym Radio Tybetańskie, pierwsza w Chinach rozgłośnia należące do mniejszości etnicznej) i pięć kanałów telewizyjnych docierających do ponad 90% mieszkańców.

Klika Dalajlamy i jej antychińskie działania


Pozbawieni uprzywilejowanych pozycji i absolutnej władzy dalajlama i mnisi buddyjscy, po próbie współpracy z władzami w Pekinie zmienili taktykę rozpaczliwie dążąc do wzbudzania buntu. Jak wyjaśniają publikacje w Süddeutsche Zeitung, w 1951 r. Dalajlama, “bohater non-violence” poparł walkę zbrojną i wszedł w porozumienie z przedstawicielami wywiadu amerykańskiego działającymi w ambasadzie w New Delhi i konsulacie w Kalkucie. Antychińskie rozruchy 1959 r., według niemieckiego dziennika były operacją CIA, a byli agenci ujawnili ich prawdziwe przyczyny. John Kenneth Knaus, były agent stwierdził, że otrzymał rozkaz by „zrobić wszystko, co możliwe, aby utrzymać przy życiu koncepcję niezależnego Tybetu” i „rozwinąć ruch oporu przeciwko działaniom komunistycznych Chin w Tybecie”. Podczas spotkań z Dalajlamą Knaus obiecał mu amerykańskie wsparcie przy szkoleniu partyzantki tybetańskiej, jej zbrojeniu i przekazywaniu Dalajlamie 180 tysięcy dolarów rocznie. Tybetańczycy byli szkoleni w Camp Hale, byłym obozie jenieckim położonym w Kolorado. Liczba Tybetańczyków, którzy w interesie USA walczyli w szeregach Chushi Gangdruk wyniosła 85 tysięcy. Dowódców Amerykanie zrzucali na spadochronach do Tybetu, gdzie organizowano małe grupy zbrojne, które poprzez akty terroru tworzyły klimat niepokoju i próbowały rozwinąć konflikt. Tybetański weteran wspominał „Chcieliśmy zabić tylu Chińczyków ilu się dało. W odróżnieniu od zabijania zwierząt na pokarm, przy zabijaniu ich nie odmawialiśmy modlitw.”

Z powodu współudziału w działaniach zbrojnych władze w Pekinie usunęły Dalajlamę ze stanowiska w 1964 r. Jak napisano „Po tym jak Dalajlama zorganizował zdradziecką rebelię, uciekł za granicę i utworzył „rząd na uchodźstwie” z pseudokonstytucją, wspierał indyjskich reakcjonistów, którzy najechali nasz kraj i brał udział w organizacji szkoleń dla zbrojnych grup Tybetańczyków, którzy uciekli z kraju i planowali ataki na naszych granicach. Wszystko to dowidzi, że jest wyalienowany od kraju i jego ludu i stał się zdrajcą pracującym dla imperialistów i reakcjonistów za granicą.”

Podobną rolę Dalajlama odgrywa także dziś. Jak czytamy w tekście Development of Tibetan Culture: „Dalajlama czyni wiele hałasu na świecie mówiąc, że kultura tybetańska umiera i pod tym pretekstem rozpowszechniając antychińskie opinie przy wsparciu sił międzynarodowych. 40 lat po demokratycznej reformie w Tybecie, można łatwo dostrzec, że klice Dalajlamy zależy jedynie na wstrzymaniu prawdziwego rozwoju Tybetu i jego kultury.”

Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Źródło: Stato e Potenza

 tibet

Leave a Reply