Kat Argo: Rafael Lusvarghi – wiking Donbasu

Do walki wyrusza z toporem bojowym. Nigdy nie nosi kamizelki kuloodpornej i śmieje się z pomysłu noszenia hełmu. Gdy jest gorąco, wybiera bezrękawnik i kilt. Nosi długie włosy i brodę, czasem zaplecioną w warkocze. Gdy nadchodzi czas szturmu, rusza z furią szaleńca.

Gdy poszukują ochotników na wyjątkowo niebezpieczne akcje, jego ręka podnosi się jako pierwsza. Nazywa się Rafael Lusvarghi, brazylijski wiking Donbasu.

„Naprawdę nie martwię się tym, czy zginę w walce” – mówi z idealnie białym uśmiechem i lekkim wzruszeniem ramion – „bo jeśli tak się stanie, trafię do Walhalli.”

Wspomnienie raju nordyckich wojowników ginących w walce jest czymś więcej niż ukłonem w stronę starej nordyckiej religii. To jego prawdziwa wiara, wytatuowana na jego skórze.

Dwa lata służył w 2 Cudzoziemskim Pułku Powietrznodesantowym francuskiej Legii Cudzoziemskiej, potem został oficerem brazylijskiej żandarmerii wojskowej. Po raz pierwszy stał się sławny w Sao Paulo, podczas protestów przeciwko mistrzostwom świata w piłce nożnej – ekstrawagancji w kraju, gdzie głodują ludzie.

Oberwał kilkoma gumowymi pociskami i dużą ilością gazu, a i tak potrzeba było kilku policjantów by zakuć go w kajdanki. Według niektórych doniesień prasowych był wtedy pijany i krzyczał „Karnawał!”.

„Jestem eurazjatą”, mówi, wskazując na współczesny ruch ideologiczny pod przywództwem Aleksandra Dugina, który połączył nacjonalizm z rosyjskim imperializmem. Niektórzy używają terminu „eurazjata” jako synonimu narodowego socjalisty.

„Dziennikarze przyjeżdżają tu do Donbasu i pytają mnie o moją ideologię, ale nie to jest ważne”, mówi. „Nigdy nie pytają o to, co tu robię, a większość ludzi nie zdaje sobie nawet sprawy, że mimo iż urodziłem się w Brazylii, moja krew i rodzina są rosyjskie.”

Mówi po rosyjsku, portugalsku, angielsku i francusku. Krytykuje niektóre z akcji prorosyjskich bojowników, ale i tak robi co może by zacisnąć zęby i wypełniać rozkazy.

„Chcę uczyć tego innych obcokrajowców, którzy służą jako ochotnicy w Donbasie, że niektóre stosowane taktyki są bez sensu lub wręcz mogą zdawać się głupie, ale w końcu pracujesz dla nich [Noworosji], zgłosiłeś się, by im pomóc”.

Początkowo prorosyjscy
powstańcy wyznaczyli go na instruktora w Unité Continentale, oddziale sformowanym przez weteranów francuskiej armii Nikolę Perovica i Victora Lentę.

„Miałem pewne spory z dowódcami”, przyznał wzruszając ramionami, „Właściwie był to dla mnie afront, gdyż mówię po rosyjsku, jestem etnicznym Rosjaninem, Rosjanie przyjęli mnie bardzo dobrze. Dlaczego więc skierowali mnie do pułku z obcokrajowcami?”.

W zasadzie jego integracja w łonie sił powstańczych przyjmowana była z aprobatą.

„Spójrz na twarz tego Brazylijczka”, powiedział jego aktualny dowódca w batalionie Kozaków, „wygląda jak Rosjanin, mówi po rosyjsku, w duchu i mentalnie jest Rosjaninem”.

Niektórzy z jego towarzyszy krytykują go za niezdolność do podporządkowania się przełożonym, uleganie żądzy walki i brak instynktu samozachowawczego.

Po kilku tygodniach służby w Unité Continentale został zaproszony do stacjonującej w Wergułowce jednostki specjalnej, gdzie dostał przydział wysuniętego obserwatora artyleryjskiego. Podczas walk o Debalcewo zaatakował bez rozkazu ukraiński posterunek, w efekcie czego ukraińscy żołnierze wycofali się.

„Zrobiliśmy, co w naszym przekonaniu było naszym obowiązkiem – zaatakowanie wrogiego posterunku – i po pół godzinie Ukraińcy przypuścili kontratak, a my się wycofaliśmy. To był zwykły wypad, w zasadzie nie mieliśmy zamiaru zająć go na dłużej”, Rafael wyjaśnia z uśmiechem na ustach, „To właśnie doprowadziło do furii część naszych dowódców, a szczególnie Mozgowoja. Dostaliśmy surową reprymendę, ale nie przejmuję się tym, przeżyłem to już nie jeden raz”.

Pomimo faktu, że misja ta nie została dobrze odebrana, za swoje ciągłe poświęcenie Rafael został odznaczony orderem, który dowódcy sił powstańczych nadają żołnierzom odznaczającym się szczególnym heroizmem.

Lusvarghi nadal jednak nie był zadowolony rolą wysuniętego obserwatora. „Zostałem wyszkolony jako spadochroniarz, uniwersalny żołnierz, w różnego rodzaju zadaniach, jak choćby rekonesans czy walka przeciw czołgom. Chciałbym wykorzystać te umiejętności na polu walki”.

„Mój dowódca, Fidel Pasza to człowiek którego najbardziej podziwiam w Donbasie. Służę z nim i jego synem od początku wojny. To wspaniała rodzina. Dlatego dołączyłem do batalionu kozaków.”

Batalion uznawany jest z wojowniczy i znacznie bardziej agresy
wny od innych oddziałów Noworosji. Rafael walczył w nim jako artylerzysta, nierzadko zabierając w cywilnym samochodzie ciężki sprzęt za linie wroga by ostrzeliwać od tyłu jego pozycje.

Na przełomie stycznia i lutego powstańcy szykowali natarcie na Debalcewo. Poszukiwano ochotników, gdyż spodziewano się wysokich strat. Lusvarghi zgłosił się pełen zapału do walki. Szybko się rozczarował.

„Zajęliśmy pierwsze stanowiska, ale musieliśmy utrzymywać się tam przez 10 dni, następne posterunki były już o wiele silniejsze. Nakazano nam utrzymać pozycje pod ogniem artyleryjskim”. Uśmiecha się „Czasem były to nasze działa. Zdarza się. Może spudłowali… Nie wiem”.

Przypuścili udany szturm na stanowisko, z którego było widać korytarz mający umożliwić odwrót z kotła. Zauważyli ukraiński konwój, Lusvarghi otworzył ogień.

„Właściwie to ich nie trafiliśmy” przyznaje. „Ale Ukraińcy porzucili wszystko – czołgi, transportery naprawdę wszystko – i uciekli”.

W jego piwnych oczach widać rozczarowanie, gdy opowiada o kolejnych przypadkach porzucania pozycji przez Ukraińców na widok nacierających przeciwników.

„Zaatakowaliśmy czołg i nie mieliśmy okazji go trafić. Ale znowu – Ukraińcy uciekli. W środku było jedzenie, mundury, broń, amunicja” .

Szaleństwo jakie opisuje odbiega od obrazu odwrotu przedstawianego przez władze ukraińskie. Mówi o zdobytych czołgach, mundurach i trofeach, które zgromadził pod Debalcewem, w tym klamrze od pasa odebranej ukraińskiemu jeńcowi. Używa jej jako wykałaczki.

„Siły regularne nie chcą walczyć. Przynajmniej tak ja to widzę. Nie przypominają radykałów z Gwardii Narodowej czy Prawego Sektora. To zwyczajni ludzie, którzy nie mają ochoty tu być.”

Lusvarghi mówi, że czeka na koniec zawieszenia broni. Chociaż walki nie zostały w pełni wstrzymane, obie strony ograniczyły działania, a międzynarodowi obserwatorzy nadzorują wycofanie artylerii i stworzenie strefy buforowej.

„Nie uważam, żebyśmy pod Debalcewem naruszyli porozumienia z Mińska. To i tak miało być nasze terytorium. Dalej trwa zawieszenie broni, ale nie wydaje mi się, żeby się utrzymało.”

Ma nadzieję, że Donbas skutecznie wywalczy sobie niezależność od władz Ukrainy.

„Jeśli ktoś zabija ci brata albo siostrę” – mówi Lusvarghi o ukraińskiej artylerii bombardującej cywilów – „jak możesz uważać się za mężczyznę jeśli nic z tym nie robisz? Jak można mówić o pokoju, kiedy cały czas krwawią rany na twoim ciele?”

Źródło: aredrover.com
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

10169188_10204752014700913_173053408591331619_n

Leave a Reply