Organizacja Save the Children po raz szesnasty opublikowała raport dotyczący sytuacji rodzących kobiet na całym świecie. W raporcie „State of the World’s Mothers 2015” brano pod uwagę pięć czynników tj. ryzyko śmierci związane z porodem, śmiertelność dzieci poniżej 5 r.ż., oczekiwany czas trwania edukacji szkolnej oraz status ekonomiczny i polityczny kobiet w danym kraju.
Miejsca pierwsze i ostatnie nie okazały się zaskoczeniem – w rankingu przodują państwa skandynawskie, na ostatnich miejscach uplasowały się z kolei państwa afrykańskie – Republika Środkowoafrykańska, Demokratyczna Republika Kongo oraz Somalia.
Państwem, gdzie istnieje najmniejsze na świecie ryzyko śmierci związanej z porodem jest Białoruś (1 przypadek na 45 200). Ryzyko to dla naszego kraju również okazało się stosunkowo niskie (1 na 19 800), zwłaszcza w porównaniu chociażby do Stanów Zjednoczonych, gdzie jest to 1 przypadek na 1800 porodów. Ryzyko to jest w USA najwyższe spośród krajów rozwiniętych.
USA i Japonia, a więc jedne z najbardziej zamożnych państw świata wyprzedzone zostały w rankingu przez Białoruś, Polskę, Litwę i Chorwację. Z raportu wynika, że Amerykanki są średnio dziesięć razy bardziej narażone na śmierć podczas ciąży lub porodu niż Polki. Jak pisze agencja Reutera – „Niechlubny rekord Waszyngtonu jest dowodem na gigantyczne różnice między bogatymi a biednymi mieszkankami amerykańskiej stolicy. Dzieci, które przychodzą na świat w szpitalu oddalonym zaledwie 6 km od Białego Domu, są dziesięć razy bardziej narażone na śmierć przed ukończeniem roku niż dzieci, które urodziły się w najbardziej zamożnej dzielnicy”.
Koszty opieki zdrowotnej w USA są najwyższe na świecie. 37% Amerykanów nie wykonuje zalecanych badań lub nie podejmuje leczenia. Jak napisała w oświadczeniu szefowa amerykańskiego oddziału Save the Children, Carolyn Miles – „Tu przeżywają najbogatsi”.
(na podst. pb.pl, bankier.pl oprac. B.W.)








