„Deusche Welle” rozpoczęło nową kampanię, oznaczoną hashtagiem „#WeAreGermany”, i skupiło się w niej, jak możecie się domyślić, na „tolerancji i różnorodności” jako „integralnych wartościach niemieckiego społeczeństwa.”
Jeśli ludzie z tej reklamy są naprawdę „Niemcami” to ja – bez wątpienia – już nim nie jestem.
To są Niemcy, którzy zastali stworzeni przez Waszyngton i Brukselę. W jakiś sposób zrobiono z nas liberalnych gejów, którzy noszą idiotyczne czapki i mają śmieszne slogany na podkoszulkach. To czy urodziliśmy się w Ghanie, czy w Galsenkirchen nie wpływa już na naszą irytująco „kosmopolityczną” tożsamość. Po prostu odcięliśmy nasze korzenie.
„Multikulturalizm” oznacza dla nas, w rezultacie, jedzenie pizzy i kebabów oraz poczucie bycia globalnym. Jeśli wielokulturowość łączy się z głęboko zakorzenionymi tradycjami – możemy czuć się zdegustowani.
Kiedy podróżujemy, odwiedzamy jedynie miejsca gdzie inni, podobni nam, idioci konsumują swoje popularne drinki i gadają te same głupoty, co my – Nowy York, Londyn, Paryż, Bangkok albo Bejrut. Wytworzyliśmy umiejętność ignorowania większości ludzi zamieszkujących te kraje, ponieważ zadajemy się jedynie z członkami tej samej, globalno-hipsterskiej, klasy.
Pojęcie „rodzina” oznacza dla nas dwóch lub więcej ludzi dzielących lodówkę (a dokładniej – lodówkę przyjazną klimatowi). A każdy, kto się z nami nie zgadza, budzi podejrzenia. Takie osoby zapewne chcą, żeby Hitler wrócił. Albo Putin. Albo Joker z filmu „Mroczny Rycerz”.
Jeśli spotykamy ludzi, którzy nie są tak liberalni jak my, próbujemy ich pouczać. Uczymy innych na temat „feminizmu trzeciej fali”, „praw osób LGBT”, „gender mainstreamingu” i „tolerancji”. Jeśli się z nami nie zgadzają nazywamy ich „reakcjonistami” i „faszystami”.
A jeśli, po tym jak ich uczyliśmy, nadal odrzucają nasz liberalny katalog „wartości” – zgadzamy się na to, żeby ich zbombardować. W tym przypadku nie jest to agresja tylko „ofiarowanie wyzwolenia”. Jesteśmy całkiem pewni, że ci, którym wysyłamy bomby będą nam pewnego dnia wdzięczni. Mordowanie ich jest dobre, gdyż dzięki temu ich bliscy zrozumieją nasze pojmowanie „wolności”, „demokracji” i „równości praw”.
Ale nie zapominajcie: jesteśmy mili i cywilizowani. My, nowi Niemcy. Nienawidzimy wojska, ponieważ przypomina nam ono największych i najgorszych zbrodniarzy w historii – naszych dziadków. Gdy mamy 20 lat odrzucamy możliwość wstąpienia do armii i czujemy się z tym dobrze. Ponieważ „obrona własnego kraju” jest staroświecka. W rzeczywistości czujemy się lepsi od tych, którzy są na tyle głupi, żeby służyć w armii. Ale kiedy mamy 30 albo 40 lat uwielbiamy rozsyłać po całym świecie (na „operacje”) młodych mężczyzn, których nie szanujemy. Kiedy wracają w trumnach, jest nam smutno… Ale tylko trochę.
Niemcy nie są już narodem naukowców i filozofów. Jesteśmy narodem „kreatywnych” typów, aktywistów i filantropów. Wysyłamy naprawdę „wkurzone” listy do ambasad krajów o których nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, ponieważ ktoś nam powiedział, że jakiś „demokratyczny dysydent” został tam aresztowany. Oto propagandowy patriotyzm „Nowych Niemców”, który chce być jednocześnie wszystkim i niczym.
Manuel Ochsenreiter
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl

Jeden komentarz