Światowe rynki zareagowały paniką po kolejnym dniu spadków na giełdzie w Szanghaju. Wtorkowa sesja została zamknięta spadkiem indeksu SCI w wysokości 7,67%, co w połączeniu z poniedziałkowymi notowaniami oznacza najgorszą serię od 1996 roku. W efekcie tego tokijski indeks Nikkei spadł o 3,96%, zaś nowojorski Dow Jones skurczył się o 3,58%. Niemiecki DAX i francuski CAC40 straciły 2,5%, zaś londyński FTSE ponad 3%. Reperkusje nie ominęły również Polski. W reakcji na masową wyprzedaż akcji w Chinach i USA na warszawskiej giełdzie zanotowano niemal 3-procentowy spadek indeksu WIG 20, który tym samym osiągnął najniższy poziom od lipca 2012 roku. Najwięcej straciły akcje KGHM i Bogdanki.
Burza na rynkach jest w znacznym stopniu konsekwencją nie tylko złych notowań ostatnich sesji Szanghajskiej Giełdy Papierów Wartościowych, ale również podjętej 11 sierpnia decyzji Ludowego Banku Chin o dewaluacji juana. Jej celem ma być wzmocnienie chińskiego eksportu i to w momencie, gdy amerykański FED po raz pierwszy od początku światowego kryzysu nosi się z zamiarem podniesienia stóp procentowych. Według analityków ruch Pekinu w znacznym stopniu pokrzyżował plany Amerykanów, prawdopodobieństwo podniesienia przez nich stóp procentowych spadło o około 50%. Spowolnienie chińskiej gospodarki i osłabienie juana uderzy również w kraje dostarczające surowce, w tym ropę i miedź, co tłumaczy spadki notowań KGHM. Najbardziej ucierpią Ameryka Łacińska, RPA i Turcja. Martwić się muszą również producenci maszyn i samochodów z Niemiec, Francji i USA.
(Na podst. rt.com, forsal.pl i bankier.pl opracował RS)









Jeden komentarz